Tyle, tyle pieniędzy
Zebrać musiałem na podróż do sanktuarium nędzy.
Tu, seraficki Śpiewaku, każdy wyznaje Cię kamień.
Serce człowieka jest twardsze, a więc na kamień je zamień.
W pociągach z całego świata znudzone lordy i ladies
Jadą sleepingiem - całować ręce Twej żony: Biedy.
W hotelu, tuż obok krypty kościoła, gdzie ciało Twe leży,
Na srebrnych tacach wspaniale lody podają kelnerzy.
O, słodsza łez Twych ochłoda, smaczniejszy chleb Twej jałmużny!
W sytości dziś podziwiamy Twój brzuch, co często był próżny.
Tam, gdzieś krwią swego serca pożywiał ptasią naturę,
Kucharz dziś dla nas morduje pokorną siostrę Twą: kurę.
Próżność obnosim na pokaz w odzieży z najdroższych włókien
Tam, gdzieś Ty chadzał nagi - o Synu handlarza sukien.
Do Twych bazylik wnosimy serca płonące od wiary,
W banku di Spirito Santo - zmieniamy nasze dolary.
Jako te wilki okrutne czyhamy na bliźnich zgubę
Tam, gdzieś Ty zawarł przymierze ze srogim wilkiem z Gubbio.
O dobrotliwy Patronie wszystkich, co biorą po gębie,
Ucisz już serca człowiecze, jakoś uciszył gołębie.
Ręką krwawiącą, co boskim przebita była stygmatem,
Uczyń mir wiekuisty pomiędzy nami a światem.
