RYCERZ NIEPOKALANEJ (9)
Niższe Seminarium Duchowne w Niepokalanowie zaczyna nowy rok szkolny zawsze z tym samym ceremoniałem: uroczysta Msza św., podczas której trzej najlepsi uczniowie trzymają wartę przy szkolnym sztandarze, a po Mszy św. ci z klasy pierwszej składają przyrzeczenie, że będą sumiennie pracować nad zdobyciem wiedzy i kształtowaniem charakteru dla chwały Boga, pożytku ludzi i dobra Ojczyzny. Po korytarzach seminaryjnego budynku rozbrzmiewa wtedy gromkie Gaudeamus igitur, a zarazem potem Niesiemy sztandar w świat daleki Niepokalanej...
Również 1 września bieżącego roku wszystko odbędzie się podobnie i to już po raz 55, seminarium bowiem założone przez św. Maksymiliana Kolbego istnieje tyle właśnie lat i funkcjonowało nawet w czasie okupacji.
Aktualnie jest ich 121. Trafili do seminarium w przeróżny sposób, przez katechetę, przez kolegę, z ogłoszenia w gablocie przykościelnej lub w "Rycerzu Niepokalanej", i jeszcze inaczej, bo Pan Bóg jest niewyczerpany w pomysłach powołując człowieka na swojego sługę. Prawie każdy kandydat do seminarium w podaniu napisał uzasadnienie wyboru tej szkoty: "chcę w zakonie jako kapłan służyć Bogu i ludziom", "prośbę motywuję tym, że chcę zostać franciszkaninem i jako kaptan Chrystusowy usługiwać wiernym", "chciałbym zostać księdzem we franciszkańskim zakonie, w którym żył św. Maksymilian".
Deklarują się, chociaż potem bywa różnie. Wielu próbuje, szuka swego miejsca, przymierza się. Co czują i myślą młodzi chłopcy, którzy po szkole podstawowej zgłosili się do seminarium, zdali egzamin i zostali przyjęci?
Mówi Łukasz: "Kiedy zdecydowałem się wstąpić do niższego seminarium, moja decyzja została przyjęta z ironicznym uśmiechem prawie całej rodzinki. Prawdę mówiąc ja też nie brałem tego całkiem poważnie. Z czasem jednak zacząłem zastanawiać się nad tamtą decyzją jako nad Jedyną i najlepszą".
Dariusz napisał w liście: "Seminarium było dla mnie szkołą życia. Bylem w domu przyzwyczajony do wygód, które miałem bez jakiegokolwiek wysiłku. Mamusia myślała o jedzeniu dla mnie, babcia prała koszule i skarpetki, nikt nie mówił o konieczności oszczędzania. A w seminarium trzeba już bez taty i mamy robić wszystko samemu. Czuję, jak to wyrabia mój charakter, poczucie samodzielności i odwagi".
Sławek zauważył jeszcze inny ważki element seminaryjnego życia. "Toczy się ono - opowiada - sprawdzonym już dawno torem. Oprócz nauki kładzie się nacisk na modlitwę, która pozwala na osobisty kontakt z Panem Bogiem. Mieszkamy z Nim pod jednym dachem, gdyż w seminarium mamy kaplicę. Zbieramy się w niej na codzienne Msze św., na wspólne pacierze, wstępujemy na prywatną modlitwę, kiedy dusza zapragnie".
W seminarium bywa raz lepiej, raz gorzej. Jakże prawdziwe są słowa pieśni, która tu często rozbrzmiewa:
O Boże, mój Boże, Panie mój,
Nie pamiętaj, że czasem było źle.
Wiesz dobrze, że zawsze jestem Twój
I że tylko Twoją drogą kroczyć chcę.

