Św. Maksymilian M. Kolbe w swej pracy misyjnej w Japonii położył nacisk na prasę, ale jeszcze bardziej doceniał przygotowanie do apostolstwa kadr miejscowych. Marząc już w początkach Niepokalanowa polskiego o podobnych placówkach w Azji i Afryce, mawiał: "Niepokalanów misyjny tworzyliby tubylcy, podobnie jak polski Polacy, i - zapewne przez jakiś czas z pomocą białego - drukowaliby «Rycerza», szerzyli Rycerstwo Niepokalanej itp.".
Jadąc w 1930 r. na Daleki Wschód o. Maksymilian wziął ze sobą braci zakonnych, a wkrótce ściągnął do Japonii czterech polskich kleryków franciszkańskich. Rozumiał już wtedy konieczność modnej dziś inkulturacji. Tłumaczył: klerycy nasi "ucząc się razem z seminarzystami japońskimi, obok filozofii i teologii nabędą dobrze języka japońskiego, narozmawiają się z nimi na pauzach, poznają zwyczaje i obyczaje, wady i zalety miejscowych, zaprzyjaźnią się z przyszłymi współpracownikami na niwie Bożej...".
Dwóch kleryków o. Kolbego studiowało filozofię w seminarium diecezjalnym w Nagasaki, gdzie był profesorem, inni w Tokio. Po dwóch latach, gdy biskup nagasacki wysłał swoich seminarzystów do stolicy i za granicę, św. Maksymilian otwarł w 1932 r. własne seminarium wyższe w Mugenzai no Sano, z którego korzystało też paru kleryków japońskich. Z Polaków do kapłaństwa doszli, 29 października 1935 r., tylko o. Mieczysław Mirochna i o. Aleksy Tabaka, przy czym ten drugi z powodu braku zdrowia musiał zaraz wrócić do ojczyzny.
Został w Japonii tylko o. Mirochna. Okazał się opatrznościowy dla Misji Niepokalanej. Zaraz po święceniach wziął w swe ręce redagowanie "Seibo no Kishi". W krytycznym czasie wojny, będąc faktycznym przełożonym misji, swym taktem i roztropnością ocalił byt misji. Nawet gdy pod koniec wojny wysiedlono z Nagasaki wszystkich misjonarzy zagranicznych, władze pozwoliły mu pozostać na miejscu wraz z br. Zenonem Żebrowskim. Po wojnie o. Mieczysław wprowadził misję w okres wielkiego rozwoju. Założył też japońskie zgromadzenie zakonne, tzw. SS. Franciszkanki Rycerstwa Niepokalanej.
W 1936 r. o. Mirochna otrzymał również obowiązek prowadzenia niższego seminarium w Mugenzai no Sono. Marzył o takim seminarium o. Kolbe już w 1930 r., ale z powodu trudności musiał wtedy porzucić tę "kuszącą myśl". Budowę seminarium wraz z internatem zaczął dopiero w 1935 r., a otwarł je w roku następnym, 16 kwietnia, tuż przed powrotem do Polski. W pierwszym roku było 19 internistów, w 1939 r. już 58. Werbowano ich przez "Seibo no Kishi", a jeszcze więcej objeżdżając okoliczne wyspy i nawiązując kontakt z rodzinami katolickimi, które wskazali proboszczowie.
Wielkie nadzieje wiązał św. Maksymilian ze swym seminarium, i to nie tylko co do Japonii. 4 listopada 1937 przypomniał internistom, już z Polski, zadanie, jakie ich czeka: "Wiecie, ilu to ludzi na świecie jeszcze nie zna Boga, nie zna Niepokalanej. I dlatego nieraz pytają, po co żyją na tym świecie. Nie wiedzą, że celem człowieka to Pan Bóg, że wszystko na tym świecie to tylko środek, by pozyskać Boga w wieczności, w niebie. Nie wiedzą, że [okł. s. 3]Pośredniczką wszelkich łask, Matką duchową wszystkich ludzi to Maryja Niepokalana. Że do Niej się uciekając, Ją miłując, najłatwiej i najprędzej do Boga się zbliżą. Pracy więc jeszcze wiele przed Wami, by na ziemiach wielkiej Azji dać poznać Boga przez Niepokalaną i przychylić ludziom nieba. Bądźcie więc największymi miłośnikami Ojczyzny i Cesarza i zdążajcie do ojczyzny niebieskiej, pociągając za sobą wiele, wiele dusz do Niepokalanej, a przez Nią do Boga".
O. Mirochna oddał się całą duszą wychowaniu młodzieży seminaryjnej w duchu MI. Nie zapominał też o ich sprawności fizycznej, tak cenionej w Japonii, pamiętając i tu o woli Założyciela. Po latach wspomniał, jak to w 1931 r., tuż przed budową Mugenzai no Sono, o. Maksymilian udał się z paru podwładnymi do Hongochi, wskazał na zbocze góry Hikosan, na którym miano budować klasztor, i powiedział: "Tu będą grać nasi małoseminarzyści". Słysząc to, br. Mieczysław roześmiał się w duchu, uważając, że jest to złudzenie lub fantazja przełożonego. Sam o. Kolbe pisał z Polski w 1938 r., że nie warto przemieniać góry na boisko z powodu kosztów i że lepiej postarać się o odpowiedni plac w okolicy. Tymczasem znaleźli się ochotnicy, którzy po kilku miesiącach dorywczej pracy wyrównali gratisowo teren (trzeba było zapłacić tylko fachowcom za rozbijanie skały). Tak spełniło się małe proroctwo o. Kolbego, jak zeznał o. Mirochna w procesie beatyfikacyjnym.
Akcja wychowywania misjonarzy miejscowych, zapoczątkowana przez o. Maksymiliana i kontynuowana przez jego następców, była dalekowzroczna i celowa, jak przyznał Jacek Trawiński, sekretarz Ambasady Polskiej. Powołania napływały również po wojnie, zwłaszcza że szkoła zyskała prawa publiczne, co było wyjątkowym wyróżnieniem. "To najlepsza i najważniejsza cząstka naszej pracy misyjnej", pisali nasi misjonarze, choć trzeba było wielkiego trudu, by wyżywić i okryć gromadkę uczniów, dochodzącą do setki. Jeszcze w czasie wojny otwarli seminarium wyższe dla tych, którzy ukończyli internat i poprosili o przyjęcie do zakonu. Trzech pierwszych wychowanków otrzymało święcenia kapłańskie 4 października 1947 r. Wkrótce można było przystąpić do zakładania innych klasztorów. W roku 1969 powstała nowa prowincja franciszkańska: Prowincja NMP Niepokalanej, która liczy dziś 14 domów, w tym 5 w Nagasaki i okolicy oraz 5 w Tokio, z 70 zakonnikami japońskimi. Prowincja ta prowadzi dziś obok wydawnictwa MI 7 parafii, 6 przedszkoli, wielką szkolę w Nigawa i parę dzieł charytatywnych. Kilku członków pracuje wśród emigrantów japońskich w Brazylii.
Św. Maksymilian wywarł też pewien wpływ na wychowanie duchowieństwa diecezjalnego w Japonii, będąc przez dwa lata profesorem filozofii w seminarium diecezjalnym w Nagasaki i kontaktując się wciąż z księżmi japońskimi. Pokazywał wszystkim, że najskuteczniejszą metodą w apostolstwie to działanie przez Niepokalaną. Często powtarzał: "Per Mariam ad Christum" (przez Maryję do Chrystusa), jak zeznali jego wychowankowie japońscy w procesie beatyfikacyjnym.

