Zagrożenia duchowe
Chcę dziś poruszyć temat bardzo pospolity. Z zagadnieniem ściągania czy podpowiadania w szkole zetknął się każdy. Zdania na ten temat są dwa, zdecydowanie przeciwstawne.
Dla jednych jest to zło oczywiste. Nauczyciele zwalczają je z urzędu. Nie zawsze istnieje pewność, z jak wielkim przekonaniem, ale zwalczają zdecydowanie. Nie wypada im na to przyzwalać. Rodzice zwykle też zwalczają. Nawet jeżeli tolerują, to jednak krytykują, bo wolą, by ich dzieci się uczyły, niż liczyły na ściągi czy podpowiadanie.
Wśród dzieci i młodzieży dominuje przekonanie odwrotne. Traktowane jest to jako swego rodzaju sport, jako zabawa w chowanego z nauczycielem. Ponieważ wszyscy lub prawie wszyscy to robią, jest to praktyka akceptowana, a nawet traktowana jako obowiązek koleżeński. Niestety, bywają też nauczyciele, którzy to tolerują w odniesieniu do egzaminów [146] maturalnych czy innych, których wyniki świadczą o skuteczności nauczania danego nauczyciela. O zgrozo, zdarza się nawet, że nauczyciel przygotowuje klasę do wizytacji układając kogo o co będzie pytał i kto co ma odpowiedzieć. Jest to najdalej posunięta nieuczciwość szkolna polegająca na wdrażaniu dzieci do fałszerstwa przez nauczycieli.
Główny argument na rzecz podpowiadania czy udostępniania lekcji do odpisania to źle rozumiany obowiązek koleżeński. Odmowa udostępnienia rozwiązania, np. na klasówce, sąsiadowi, bywa traktowana jako brak koleżeńskości. Warto jednak zauważyć, że dotyczy to jedynie tych, co sami korzystają z takiej pomocy kolegów, a innym jej nie udzielają. Nikt nie określi jako niekoleżeńskiego tego ucznia, który odmawia odpisywania czy podpowiadania, ale sam zawsze gotów jest pomóc koledze na zasadzie wytłumaczenia mu, wspólnego popracowania, poduczenia. Jest to zresztą praktyka obustronnie korzystna, bo nie ma lepszego sposobu nauczenia się czegoś samemu, jak spróbować to komuś wytłumaczyć.
Co do całej sprawy warto uzmysłowić sobie kilka faktów.
1) Pisanie ściągi w formie streszczenia materiału na małej karteczce uczy, wymaga bowiem popracowania, zapoznania się z tematem. Nieraz mimo posiadania ściągi nie ma potrzeby jej używać, bo napisawszy ją opanowało się materiał.
2) W ogóle by napisać ściągę, potrzeba inteligencji. Umieć streścić materiał w kilku słówkach wymaga sporej zdolności. Również późniejsze rozwinięcie tych słów w wypracowanie nie uda się mało rozgarniętemu uczniowi czy studentowi.
3) Niezależnie od zjawiska ściągania nauczyciele i tak odróżnią dobrych uczniów od słabych.
4) Jeżeli ktoś uzyskał dobrą notę, a ma świadomość, że nie umiał i tylko dzięki ściąganiu udało mu się, to nie ma satysfakcji z takiej noty. Odczuwa swego rodzaju moralny kac.
5) Podpowiadanie może być niepotrzebne. Zapytanemu może być przykro, że mu ktoś podpowiedział, skoro on wie, że sam by potrafił prawidłowo odpowiedzieć. Podpowiadanie może też skrzywdzić, jeżeli jest błędne. Często bywa nie tyle pomocą dla pytanego, co samochwalstwem podpowiadającego, chęcią zabłyśnięcia wobec kolegów czy nauczyciela, nim pytany zdąży wypowiedzieć się i zarobić na przynależną mu notę.
6) Wreszcie, zarówno ściąganie jak i podpowiadanie jest oszustwem. O tym każdy wie. Nie jest to oszustwo wielkie, ale jego negatywna rola polega przede wszystkim na tym, że oswaja z oszukiwaniem. Uczy uzyskiwania korzyści na drodze łatwizny. Jest więc zagrożeniem duchowym. Wielu z tego oszukiwania wyrasta - ale nie wszyscy. Niektórym zostaje ono na całe życie, jako pewien styl bycia.
Reasumując nie jest to praktyka wysoce szkodliwa ani specjalnie skuteczna - ale potencjalnie zagraża całemu procesowi wychowania. Wiedzie do postaw cwaniackich, do zaniku wrażliwości na małe codzienne zło.
Tymczasem potrzeba nam ludzi dobrze wykształconych, uczciwych i pracowitych. Cóż będzie wart lekarz czy nauczyciel, który swoje dyplomy uzyskał nieuczciwie, dzięki łapówkom czy ściągom, bez wysiłku koniecznego do opanowania tematyki? Kto chciałby być leczonym przez takiego lekarza, bronionym przez takiego adwokata, uczonym przez takiego nauczyciela itd.? Do uczciwej, mozolnej pracy przyzwyczajać się trzeba od dzieciństwa. Trzeba wdrażać dzieci i siebie do właściwych przyzwyczajeń. Trzeba nauczyć się relacji między wysiłkiem a owocem tego wysiłku. Ściąganie, chociaż w gruncie rzeczy mało skuteczne, zrywa te relacje.
Ponadto praktyka podpowiadania w imię solidarności uczniowskiej utrwala nawyk do swego rodzaju solidarności przestępczej. W dorosłym życiu przekształca się ona w mechanizm funkcjonowania "klik". Wiemy, ile te różne solidarne kliki kosztują nasze życie zbiorowe.
Nie bagatelizujmy więc rzekomo niewinnych grzechów szkolnych.
