Samuel

Młody Rycerz Niepokalanej (1)

Mój Drogi,

Rozmawialiśmy kiedyś o pierwszych królach izraelskich, o Saulu i Dawidzie, o ich walkach o władzę królewską, o pierwszych latach Dawida. Zapytałeś mnie wówczas, dlaczego księgi, które o tym mówią, nazywają się Księgami Samuela, a nie na przykład Księgami Dawida? Czy to Samuel je napisał?

Nie. Samuel ich nie napisał, choćby dlatego, że już pierwsza z nich wspomina o jego śmierci (1 Sm 25,1). Jest on jednak pierwszym bohaterem tych Ksiąg, które w czasach starożytnych były jedyną połączoną księgą. A przy tym jest on osobą ściśle związaną z ustanowieniem obydwu pierwszych królów izraelskich.

Kim był ten człowiek? Był ostatnim sędzią, kapłanem, prorokiem, "mężem Bożym". Żadna jednak nazwa nie odda jego roli w historii narodu wybranego. Można go porównać z Mojżeszem, wodzem i prorokiem, choć spełnia odmienną od Mojżesza rolę. Jest to rola jedyna w swoim rodzaju. Był po prostu Samuelem.

Zacznijmy jednak od początku. Ostatnio mówiłem Ci o Sędziach, ludziach, przez których Bóg ratował swój naród w trudnych sytuacjach, w czasie od powrotu z niewoli egipskiej do pierwszych królów. Ostatnim z nich i największym był Samuel. O jego powołaniu do wielkich spraw mówią dwa urocze opowiadania, które czytamy na początku pierwszej Księgi.

Jego matka, Anna, nie miała dzieci. Zasmucona tym, modliła się gorąco o syna, gdy razem z mężem Elkaną udawała się do sanktuarium w Szilo, gdzie była Arka Przymierza. Modlitwa jej została wysłuchana. Urodziła syna i nazwała go Samuel (hebr. Szemuel - Bóg wysłuchał). Prosząc o dziecko, przyrzekła Bogu: "Jeżeli... dasz mi potomka płci męskiej, wtedy oddam go Panu po wszystkie dni jego życia..." (1 Sm 1,11). Dotrzymała słowa. Gdy miał może trzy lata, zaprowadzili go z mężem do Szilo, oddali kapłanowi Helemu, który patrzył przedtem na jej żarliwą modlitwę, i pozostawili go w sanktuarium. Jego matka powiedziała: "Oto ja oddaję go Panu. Po wszystkie dni, jak długo będzie żył, zostaje oddany na własność Panu" (1 Sm 1,28). Przy tej okazji Anna wyśpiewała pieśń, bardzo podobną do tej, którą w wiele lat później wyśpiewa Maryja, Matka Jezusa.

"Samuel pełnił posługi wobec Pana jako chłopiec, ubrany w lniany efod (czyli strój kapłański). Matka robiła mu mały płaszcz, który przynosiła co roku, gdy przychodziła wraz z mężem złożyć doroczną ofiarę" (1 Sm 2,18-19). "Młody Samuel rósł i coraz bardziej podobał się tak Panu, jak i ludziom" (1 Sm 2,26).

Kapłan Heli był już człowiekiem starym. Jego synowie nie naśladowali go w gorliwości. Swoją pozycję kapłańskich synów i współofiarników wykorzystywali dla wygodnego życia. Zabierali najlepsze części ofiarowanych zwierząt, aby przyrządzić sobie smaczne potrawy, a mieli tylko prawo uczestniczyć we wspólnej uczcie ofiarnej pielgrzymów. Wykorzystywali kobiety, które poświęcały się, aby posługiwać w sanktuarium. Lekceważyli Boga, któremu pełni wiary Izraelici składali ofiary, lekceważyli ludzi i ich wiarę. Nie mogli podobać się Bogu ani ludziom. Skarżono się na nich wobec Boga i wobec ich ojca - Helego.

W takim świecie żył Samuel. Wtedy to właśnie Bóg wezwał go do szczególnych zadań, do odnowienia religii. Było to tak. Pewnej nocy Samuel spał, jak zwykle, w przybytku, w którym znajdowała się Arka Przymierza. Chłopiec usłyszał wołanie: "Samuelu!" Pobiegł do Helego: "Oto jestem: przecież mnie wołałeś". Stary kapłan odpowiada, że go nie wzywał. Zasypia i słyszy nowe wołanie. Biegnie do kapłana. Ta sama scena powtarza się po raz trzeci. Heli zrozumiał, że Bóg pragnie do chłopca przemówić. Poucza go, jak ma się zachować. Na kolejne wezwanie, "Samuelu, Samuelu!" odpowiedział: "Mów, [16]bo sługa twój słucha". Usłyszał wtedy zapowiedź, że rodzina Helego zostanie ukarana za grzechy synów kapłańskich. Rankiem Heli zmusza Samuela, by opowiedział mu, co słyszał od Boga. Święty, ale bezsilny starzec przyjmuje wyrok Boży z pokorą: "On jest Panem! Niech czyni, co uznaje za dobre". Nocna rozmowa młodego Samuela z Bogiem była znakiem wybrania, choc Samuel nie wie jeszcze, na czym będzie polegać jego powołanie. Na pewno na pilnym słuchaniu Boga. Dlatego wsłuchuje się w głos Boga, który docierał do niego w różny sposób. Napisano o nim: "Nie pozwolił upaść żadnemu Jego słowu na ziemię". Każde Boże słowo zapadało w serce Samuela, a on głosił je ludowi. "Wszyscy... poznali, że Samuel stał się rzeczywiście prorokiem Pańskim". I dzięki niemu "w dalszym ciągu Pan objawiał się w Szilo, albowiem ukazywał się Samuelowi w Szilo" (1 Sm 3).

Na tym urywa się historia Samuela na wiele lat. Księga, która nosi jego imię, opowiada o kolejnej wojnie z Filistynami. Giną dwaj synowie Helego. Arka Przymierza dostaje się w ręce Filistynów. Na wieść o tym umiera Heli. Filistyni, dotknięci zarazą, zwracają Arkę, którą umieszcza się w Kiriat-Jearim, w domu pewnego Abinadaba. Znów upłynie dwadzieścia lat, zanim Samuel pojawi się w publicznym życiu narodu (1 Sm 4-7).

Wreszcie "cały dom Izraela zatęsknił za Panem". I wtedy Samuel podejmie swoje powołanie. Przemawia do ludu: "Jeśli chcecie się nawrócić do Pana z całego serca, usuńcie spośród siebie bogów obcych..., a skierujcie wasze serca ku Panu, służcie tylko Jemu, a wybawi was z rąk Filistynów". Posłuchali go "i służyli tylko samemu Panu". Gromadzi Izraelitów w Mispa na wspólną modlitwę i czyny pokutne. Tam napadają na nich Filistyni i zostają odparci. Nastaje czas pokoju. "Samuel sprawował sądy nad Izraelem przez cały czas swego życia". Mieszkał w Rama, gdzie "sądził Izraela, tam również zbudował ołtarz Panu". Mąż Boży, prorok, kapłan i sędzia zyskał autorytet moralnego przywódcy narodu. Czasem prowadził naród do walki. "Corocznie odbywał podróż do Betel, Gilgał i Mispa, sprawując sądy..." (1 Sm 7).

Musiała jednak nadejść starość. W sądach zastąpili go synowie, którzy szukali własnych korzyści, brali łapówki, wypaczali prawo. Starszyzna ludu prosi Samuela o coś nowego. Chcą, aby ustanowił im króla (8,5). Nie podobało się to Samuelowi ani Bogu. Pan mówi do niego: "Nie ciebie odrzucają, lecz Mnie odrzucają jako króla nad sobą". Bóg zgadza się jednak, by Samuel ustanowił im króla, oraz aby ogłosił im "prawo króla". Stary prorok przestrzega Izraelitów, że król będzie brał ich dzieci do wojska i służby dworskiej, zabierze najlepsze ich pola, obarczy podatkiem ze wszystkigo. "Będziecie sami narzekali na króla, którego sobie wybierzecie, ale Pan was wtedy nie wysłucha". Odrzucił lud radę Samuela i wołał: "Nie, lecz król będzie nad nami, abyśmy byli jak wszystkie narody, aby nas sądził nasz król, aby nam przewodził i prowadził nasze wojny!" (1 Sm 8).

Tak Pismo Święte ukazuje wprowadzenie nowego systemu zarządu i organizacji narodu. Monarchia jest koniecznym etapem jego historii. Lud sam pragnie króla. Godzi się na to i Pan Bóg. Trzeba przyjąć system władzy właściwy dla epoki historycznej, w której się żyje. Bóg i Jego prorok godzą się na to ze smutkiem, naród z determinacją: cokolwiek się stanie, niech tak będzie. To cena za postęp. Królowie nie zawsze będą prowadzić lud do Boga. Czasem będą Boga przesłaniać, czasem odwiodą lud od Boga, pozwolą się manipulować poddanym i obcym. Monarchia jest jednak nie do uniknięcia. Bóg będzie szukał nowych dróg, by przez monarchę prowadzić swój naród, a kiedy król nie słuchał, Bóg będzie ludem kierował przez proroków.

Samuel, zgodnie z natchnieniem Bożym, wybiera i namaszcza króla. Jest nim Saul. Gdy ten zawiedzie, namaszcza Dawida. O tym jednak opowiem Ci innym razem.

Kiedy Samuel - starzec umarł, "wszyscy Izraelici zebrali się, by go opłakiwać i pochowali go w jego posiadłości w Rama" (1 Sm 25,1). Pogrzeb ten był nie tylko pożegnaniem wielkiego proroka, był także pożegnaniem kolejnej epoki dziejów Izraela.