CZŁOWIEK wpadł w ręce zbójców.
Ci go pozbawili mienia i zdrowia.
Oczy i ręce wołały: ratunku.
Mówiły: bądź tak dobry...
Pewien Samarytanin przechodził obok niego.
U dzielił pierwszej pomocy.
Opatrzył rany. Odstąpił swoje bydlę.
Zawiózł do gospody. Zaopiekował się.
SAMARYTANIN wciąż przechodzi obok potrzebującego.
Idzie przez kraje, czasy, warstwy społeczne.
Ma inne stroje, różne imiona, odmienną postać.
Serce ma jednakie.
Dostrzega potrzeby człowieka.
Przez niego zbliża się do Dobra.
PEWIEN SAMARYTANIN
przechodził przez dwudziesty wiek.
Przez trudne stulecie i zbójecki czas.
Ubrał Franciszkowy habit.
Widział człowieka w potrzebie.
POSTANOWIŁ:
Nie opuszczę żadnej okazji czynienia dobrze.
Przybliżę człowiekowi Dobro.
Przybliżę człowieka do Dobra,
które oznacza życie.
Na kraj napadli zbójcy.
Jak kruki rozdziobywali mienie,
zdrowie i życie narodu.
Samarytaninowi nałożyli pasiak i chodaki.
Mimo to zobaczył człowieka w potrzebie.
Nie opuścił okazji do czynienia dobra.
W pasiaku też można było być dobrym.
Nawet w fabryce męczenników.
Jednego pojednał z Bogiem.
Innemu dodawał otuchy.
A to dawało moc przetrwania.
Komuś odstąpił własny okruch chleba,
który równał się życiu.
A jeszcze innemu
odstąpił swoje własne życie.
A to znaczyło... HEROIZM ŚWIĘTOŚCI.
