Uczeń
Panie, a może Twoim uczniom się przywidziało? Mogło im się wydawać, że widzieli Ciebie żywego. Mojemu koledze zmarła mamusia. On też mówił, że ją widział. Uczniowie Ciebie kochali. Może im się przywidziało?
Oj, jaka trudna jest ta Wielkanoc!
A może uczniowie okłamali nas wszystkich? Było im głupio, bo trzy lata chodzili z Tobą. Spodziewali się, że będą zasiadać po Twojej prawej i po lewej stronie, gdy będziesz królem, a tymczasem zawiedli się. Już trzeci dzień jesteś w grobie. Może oni chcieli jakoś wyglądać wobec ludzi i umówili się, że będą jednakowo kłamać: widzieliśmy Pana żywego!
Mistrz
Dziecko moje! Wolałbym, aby na te dwa ostatnie pytania odpowiedział ci psycholog. Boję się, że pomyślisz, iż chcę cię zmusić, abyś uwierzył, że jestem Bogiem żywym. Twojemu koledze mogło się przywidzieć, że przychodzi do niego mama. On nie uwierzył jeszcze, że jej nie ma. On wierzył, że ona jest tu tak jak wtedy, gdy żyła.
Tymczasem moi uczniowie uciekli. Byli kompletnie załamani. Uważali, że z moją śmiercią wszystko się skończyło. Uważali, że teraz spotka ich to co mnie - śmierć na krzyżu. Zamknęli się w wieczerniku w obawie przed prześladowaniem.
Inni smutni wracali do swojej wsi. Spodziewali się, że wybawię naród z niewoli, a tymczasem już trzeci dzień jestem w grobie. Niewiasty mówiły im, że mnie widziały, ale kto by u wierzył kobietom. Ponieważ wiedziałem, że będziesz mnie o to pytał, przychodziłem do uczniów, przychodziłem tak wyraźnie, aby nie mieli wątpliwości.
"Tomaszu, włóż swoją rękę w mój otwarty boki swoje palce w przebite moje dłonie i nie bądź niewierzący". Pytałem ich nad jeziorem: "Dzieci, macie tu co jeść?" I jadłem z nimi, aby nie myśleli, że jesteś zjawą. Gdy przychodziłem do nich przez zamknięte drzwi, uspokajałem ich: "Pokój wam!"
"Nie bójcie się, to ja jestem".
A nad jeziorem widziało mnie więcej niż pięciuset ludzi.
Czy mogło się im wszystkim jednakowo przywidzieć?
Mówisz, że uczniowie mogli się umówić, iż będą jednakowo kłamali.
Znów mam chęć, aby w odpowiedzi wyręczył mnie psycholog.
Nikt z normalnych ludzi nie odda życia za kłamstwo. Tymczasem wszyscy apostołowie z wyjątkiem mego umiłowanego ucznia Jana oddali swoje życie na świadectwo, że głoszą - jako świadkowie - Chrystusa ukrzyżowanego i zmartwychwstałego. Gorszyli się tym Żydzi, a śmieli się z tego poganie, ale świadkowie nie mogli inaczej mówić, bo jeśli przestaliby mówić, to kamienie by wolały.
Dziecko moje, tyle masz wiosennych kłopotów, gdy wszystko zmartwychwstaje! Trudno jest uwierzyć, ale:
Ufaj mi, ja zwyciężyłem!
Nie bój się, ja jestem!
Nie bądź smutny! Będę szedł z tobą i będę ci tłumaczył, że musiałem cierpieć, ponieść śmierć i wrócić do Ojca. Tylko nie bądź głupi i leniwy.
Chcę, ażeby otworzyły ci się oczy, abyś dobrze widział. Wtedy poznasz mnie przy Łamaniu Chleba.
Czy ty mnie poznajesz przy Łamaniu Chleba?
Boisz się spotkać ze mną?
Myślisz, że przypomnę ci, żeś się mnie trzy razy zaparł?
Nie bój się.
Pamiętam tylko, że płakałeś.
Żal mi Judasza.
Bał się wrócić.
Nie uwierzył, że mu przebaczę.
Przyjdę do ciebie, gdy będziesz szukał mego grobu.
Przyjdę do ciebie, gdy będzie wieczór i drzwi będą zamknięte, nie bój się!
Gdy nie będzie cię razem z uczniami, gdy nie będziesz wierzył, przyjdę do ciebie, abyś włożył rękę w moje przebite serce.
Będę jadł z tobą przy ognisku chleb i rybę.
Będę z tobą na górze i stamtąd, na twoich oczach, odejdę do Ojca.
Ale ty będziesz mi świadkiem w tym mieście, aż po krańce ziemi.
Będziesz głosił wszystkim dobrą nowinę i nawróciwszy się będziesz w wierze utwierdzał twoich braci.
