Dnia 13 maja 1981 roku wstrząsnęła nami wiadomość, że jakiś zamachowiec strzelał do Ojca Świętego w czasie ogólnej audiencji na placu przed bazyliką Piotrową. Przez długie tygodnie płynęły modły do Boga przez pośrednictwo Matki Najświętszej o zdrowie dla ciężko rannego Papieża.
Spełniły się owe pragnienia i mogliśmy dwa lata później gościć Dostojnego Pielgrzyma w naszej Ojczyźnie, a nawet w Niepokalanowie.
Był właśnie ogłoszony Święty Rok Jubileuszu Odkupienia. Stolica Apostolska przypomniała w ten sposób 1950-lecie śmierci Jezusa Chrystusa. Jak On pogodził nas z Ojcem swym Niebieskim, tak i my mamy wzajemnie przebaczyć sobie winy w uczuciu pełnego pojednania.
To też było jednym z celów, zamierzonych przez Jana Pawła II podczas jego wizyty w rzymskim więzieniu Rebibbia, gdzie spotkał się z setkami tam zatrzymanych.
Uwagę prasy światowej jednak najbardziej zajmowała, rozmowa Papieża z Ali Agčą, owym Turkiem, który skierował lufę pistoletu przeciw niemu. Rozmowa trwała wprawdzie dwadzieścia minut, ale pozostała "tajemnicą pomiędzy mną a nim" - jak określił Ojciec Święty. Niemniej obrotni dziennikarze zdołali zanotować kilka zdań początkowych:
- Dzień dobry - zaczął Jan Paweł II.
- Pan przyszedł do mnie?
- Mówi pan po włosku? Jak się pan czuje? Dobrze?
Ali Agča wyciągnął rękę, ściskając prawicę Papieża powiedział:
- Przede wszystkim pragnę prosić o Wasze przebaczenie.
Następnie siadają na plastykowych taboretach w celi więzienia i rozmawiają po przyjacielsku, ale nikt tej rozmowy nie słyszał.
Odchodząc Papież powiedział:
- Niech Pan cię osłania opieką.
- Dziękuję bardzo.
- Niech Pan obdarzy cię swoją łaską. Przyjmij ten oto mały dar.
- Bardzo dziękuję.
- Do widzenia.
Ojciec zatroskany przebaczającym gestem pochyla się nad synem marnotrawnym. Jest to wymowny znak, że Papież chciał w duchu pojednania spotkać się z niedoszłym swoim zabójcą.
Stało się to 27 grudnia 1983 r.

