Dzisiaj dużo się mówi i pisze na temat rodziny. Tak dalece, iż "w przyszłości naukowcy będą mogli powiedzieć, że wiek nasz był wiekiem rodziny" [1]. Wśród członków rodziny na pierwszym miejscu stawia się rolę matki, której funkcje opiekuńcze i wychowawcze wobec dziecka nie mogą być zastąpione przez nikogo. Wartość roli ojca do świadomości dziecka dociera już we wczesnym dzieciństwie i w miarę dorastania ciągle wzrasta. Słusznie podkreśla się, że oboje kochający się rodzice, współżyjący ze sobą harmonijnie, szanujący się wzajemnie i odpowiedzialni stwarzają najlepsze otoczenie dla rozwoju dziecka.
Mniej natomiast mówi się o roli rodzeństwa w rozwoju psychiki dziecka. Warto zatrzymać się nad tym problemem wychowawczym, choćby z tej racji, że około 1/2 polskich rodzin ma obecnie tylko jedno dziecko. A przecież rodzina dopiero wtedy jest pełna, gdy dziecko w niej żyjące ma obojga rodziców i rodzeństwo. Taka rodzina odpowiada najlepiej rozwojowi osobowości dziecka w poszczególnych okresach jego wzrostu aż do pełnej dojrzałości.
Jaka jest rola rodzeństwa w rozwoju uczuć i pełnej ludzkiej miłości w życiu człowieka? Zapewne kochamy małe dzieci, lubimy się z nimi bawić i obserwujemy je... z ciekawości i z opiekuńczości, by nic złego ich nie spotkało. Co zauważamy?! Maluch skoro tylko zacznie mówić i chodzić, wszystko zagarnia dla siebie wołając: daj! daj! Cokolwiek zobaczy, chciwie zabiera dla siebie. Najbardziej jest zainteresowany tym, co widzi u innych, i pragnie, aby to coś stało się przedmiotem JEGO konsumpcji, zabawy czy posiadania. Dzieci odmieniają przez wszystkie przypadki słowo "JA"; "MNIE", "MOJE". Jest to faza dziecięcego egoizmu (ego w języku łacińskim oznacza - ja). W tym okresie dziecko koncentruje się na sobie i własnych potrzebach. Pełne żądań, grymasów, płaczu zachowania dziecka są o tyle usprawiedliwione, że potrzeba mu wiele, aby żyło, rozwijało się, rosło. Samo nie jest w stanie zaspokoić swoich potrzeb. Zaspokajają je inni - najczęściej rodzice. Czynią to na ogół z pełnym poświęceniem dla dziecka, a ono odczuwa, że jest w środku świata. W przypływie uczuć miłości rodzicielskiej jedyne często dziecko słyszy: "mój skarb najdroższy", "moje najukochańsze..." itd. W takiej atmosferze wychowawczej dziecko utwierdza się w przekonaniu, że ono jest najważniejsze na świecie. Egoizm dziecięcy może przybrać kształt egocentryzmu: "wszystko jest dla mnie", a to znaczy, że wszystkie jego pragnienia muszą być spełniane, już nie tylko autentyczne potrzeby, ale i próżne zachcianki. Gdy w rodzinie wychowywane jest jedyne dziecko, istnieje duże prawdopodobieństwo utrwalenia u niego postawy egoistycznej. Stwierdzenie to pragnę poprzeć własnymi badaniami socjologicznymi z 1978 r., które przeprowadziłem w grupie dwustu małżeństw, w których jedna strona była jedynaczką lub jedynakiem, druga zaś strona (grupa kontrolna) musiała posiadać rodzeństwo w rodzinie.
Jedynacy już jako mężowie i w większości ojcowie ocenili siebie w 13% bardzo krytycznie, że w zachowaniach rodzinnych są egoistami. Natomiast żaden z badanych nie przypisał egoizmu własnej żonie. Ich żony w sobie również nie widziały egoizmu, ale u mężów - nawet w stopniu większym, niż oni sami (ponad 15%). Jedynaczki sobie przypisały egoistyczne zachowanie w ponad 10%, u swych partnerów w 1,8%. Mężowie owych jedynaczek twierdzą, że w ich własnych postawach brak egoizmu, lecz u żon dostrzegają go w niemal 14%. Takie były wyniki badań zachowań egoistycznych u dwustu wybranych małżeństw. Wniosek jest jednoznaczny: egoizm dziecięcy utrwalił się w ich życiu dorosłym. Jedynaczki i jedynacy w konfrontacji życiowej ze swoimi współmałżonkami wychowanymi wśród rodzeństwa zauważają u siebie egoizm a potwierdzają to ich partnerzy. Natomiast wśród małżonków, którzy wychowywali się wśród rodzeństwa, wyraźna jest pozytywna ocena zachowań życiowych. Przykładem ilustrującym egoistyczne cechy może być motywacja jednego z żo{-54-}natych jedynaków, który lekkomyślnie trwoniąc pieniądze i nie troszcząc się o los pięciorga dzieci, powtarzał: "dla mnie wystarczy". "Ja" i "dla mnie" przetrwało w nim z samotniczego dzieciństwa.
Inaczej wychowuje się dziecko w rodzinie, gdy pojawia się następne, siostra lub brat. Jest to moment "detronizacji domowego króla". Starsze dziecko oswaja się z faktem, że obok niego jest ktoś inny. Przebiega to bez większych konfliktów, gdy rodzice przygotują je na pojawienie się rodzeństwa i w trójkę oczekują go. Sama obecność w rodzinie następnego dziecka wymaga od starszego pewnej dyscypliny, opanowania, nawet wyrzeczenia - nie wolno mu krzyczeć, bo braciszek lub siostrzyczka śpi itd. Trzeba też nauczyć się dzielić z młodszym tym, co dziecku wydaje się takie dobre, np. czekoladą, cukierkami...
Dziecko wie, że w domu "ten drugi" ma takie same prawa jak najstarsze, a nawet jego prawa są większe, dlatego, że "ten drugi" jest młodszy. "Ten drugi" to ktoś bliski, bardzo bliski... Trzeba tu uwzględnić tatusia i mamusię. Jedna jest mama i jeden tato, i to dla wszystkich dzieci w równej mierze. W domu nie ma już nikogo najważniejszego, wszystko jest wspólnym dobrem.
Miłość jest wtedy taka podzielna, udzielająca się, otwarta na drugiego... Mówimy, że jest to miłość altruistyczna (od łacińskiego słowa: alter drugi) w przeciwieństwie do miłości zamkniętej w sobie, dla siebie, i którą określamy miłością egoistyczną.
W miłości altruistycznej, otwartej na drugiego człowieka, który jest bratem lub siostrą, następuje stępienie negatywnych cech w usposobieniu dziecka, jak zachłanność, zaborczość, łakomstwo, wygodnictwo itp. Są to wady zakorzenione w egoizmie. Zamiast nich tworzą się cechy pozytywne, stają się one sprawnościami moralnymi, czyli inaczej cnotami, które ułatwiają życie z innymi, wśród innych i dla innych. We wspomnianych badaniach łatwo wskazać na zalety małżonków, którzy wychowywali się wśród rodzeństwa. Zalety te zostały zauważone przez drugą stronę. Wśród pozytywnych cech charakteru znajdują się: dobroć, sprawiedliwość, serdeczność, miłość rodzinna, zgodność, wyrozumiałość, solidarność, koleżeńskość, towarzyskość, umiejętność dzielenia się i niesienia pomocy, współpraca, pracowitość, wytrwałość, ofiarność, oszczędność, współczucie, cenienie zdania innych i liczenie się z inną opinią, odpowiedzialność. Wyraźnie widać większy rozwój moralny wychowanych wśród rodzeństwa.
Nasuwa się pytanie, czy był jakiś negatywny wpływ wychowania wśród rodzeństwa? Tak było w sześciu przypadkach (3%), ale to było spowodowane nie tyle bezpośrednim wpływem rodzeństwa a skrajną biedą i trudnymi warunkami mieszkaniowymi. W podświadomości tych osób utrwaliło się przekonanie, iż gdyby było ich mniej w rodzinie, nie doskwierałaby im tak bardzo nędza. W pozostałych przypadkach (97%) rola rodzeństwa została oceniona jednoznacznie pozytywnie dla rozwoju człowieka, jego ludzkiej miłości.
Użyłem wyrażenia "ludzka miłość", które może wydawać się mało logiczne, bo przecież człowiek nie może przeżywać innej miłości jak tylko ludzką, właściwą swej naturze. Natura zaś człowieka jest społeczna. Miłość człowieka również jest społeczna, czyli wychodząca naprzeciw Boga i ludzi, którzy są siostrami i braćmi.
Wychowując się między rodzeństwem łatwiej jest przyznać naszym bliźnim równe prawa i świadczyć im miłość. Łatwiej zrozumieć, co znaczy brat, siostra i w każdym człowieku widzieć brata czy siostrę. Znamy nakaz Pisma Świętego: "Miłuj bliźniego twego jak siebie samego". Drugi człowiek jest naszym bliźnim. Bliźniacy to dzieci zrodzone w tym samym czasie przez jedną matkę. Jest to najbliższe pokrewieństwo. Sens biblijny pojęcia "bliźni" wynika z prawdy, że Bóg jest naszym Ojcem, a Jego Syn - Jezus z Nazaretu - jest naszym Bratem, Bratem przez wspólne człowieczeństwo.
Erich Fromm powiada, że "miłość braterska jest miłością do wszystkich ludzi, charakteryzuje ją brak wszelkiej wyłączności (...) W miłości braterskiej zawiera się uczucie zjednoczenia z wszystkimi ludźmi, ludzkiej solidarności i pojednania. Miłość braterska opiera się na uczuciu, że wszyscy jesteśmy jednością" [2]. Wymiaru tej miłości braterskiej, ogarniającej wszystkich, jakby brakowało w naszych czasach. Myślimy coraz bardziej wyłącznie o sobie i nie jest to niesłuszne, bo nakaz miłości własnej także pochodzi od Boga. Jednakże tą skalą miłości samych siebie trzeba, abyśmy ogarniali wszystkich ludzi.
Pierwowzory zachowań braterskich człowiek zdobywa w wychowaniu rodzinnym wśród rodzeństwa [3], gdzie poznaje wewnętrzną wartość słów: "moja siostra", "mój brat". Te pierwsze kroki w kierunku ludzkiej, społecznej miłości są tak ważne, iż Jan Paweł II przypomniał rodzicom: "rodzice kierowani nauczaniem Kościoła powinni pamiętać, że mniej ważne jest pozbawienie ich dzieci pewnych wygód czy korzyści materialnych aniżeli pozbawienie ich obecności braci i sióstr, którzy by im pomogli wzrastać w człowieczeństwie" [4]. Rodzice winni te słowa głęboko przemyśleć, bo wśród różnych doniosłych wpływów kształtujących osobowość człowieka i oddziałujących na jego rozwój duchowy, wielkie znaczenie ma rodzeństwo.
[1] Jan Paweł II, Rodzina w wielkiej wspólnocie wierzących (przemówienie w auli Pawła VI 12 X 1980r.) w: Jan Paweł II o małżeństwie i rodzinie, Warszawa 1983, s. 22.
[2] E. Fromm, O sztuce miłości, Warszawa 1971, s. 60.
[3] Por. M. Ziemska, Rodzina a osobowość, Warszawa 1975, s. 137-140.
[4] Jan Paweł II, Celebracja życia (homilia podczas Mszy św. na Capitol Mall, Waszyngton, 7 X 1979 r.) w: Jan Paweł II o małżeństwie i rodzinie, s. 123.
