«Tak» Roberta Kennedy’ego

Powierzam się, o Boże, w Twoje ręce.

Postępuj ze mną tak, jak garncarz z gliną, którą obraca w swoim ręku. Nadaj mi jaką chcesz formę, a potem, jeśli chcesz, potłucz ją, jak zostało rozbite życie mego brata Johna.

Co chcesz, abym uczynił, i czego nie chcesz, abym uczynił? Żądaj, rozkazuj! Czy będę wywyższony, czy upokorzony, prześladowany, niezrozumiany, oczerniony, czy pocieszony, czy cierpiący, czy nieużyteczny do niczego, nie pozostaje mi nic innego, jak tylko powtarzać za Twą Matką: "Niech mi się stanie według słowa Twego".

Daj mi miłość doskonałą, ukochanie Krzyża, ale nie kładź na mnie krzyży heroicznych, które mogłyby sprzyjać miłości własnej, tylko te zwykłe krzyże, które, niestety, noszę z przykrością... krzyże, które spotyka się codziennie w formie przeciwności, zapomnienia, niepowodzenia, fałszywych sądów, chłodu, odmowy, pogardy, dolegliwości i braków ciała, ciemności umysłu czy milczenia i oschłości serca.

Jedynie wtedy będziesz wiedział, że Cię kocham, nawet gdy ja nie będę o tym wiedział, ale to mi wystarcza.


Modlitwę tę napisał własnoręcznie i odmawiał codziennie rano Robert Kennedy, brat prezydenta USA, Johna Fitzgeralda Kennedy’ego, zamordowanego w 1963 r., minister sprawiedliwości, który sam zginął z ręki zamachowca w roku 1968.

[s. 13]