"Raport"

Miarowy stukot kół pociągu działał na mnie kojąco. Siedziałem wtulony w róg wagonu i patrzyłem na uciekające pejzaże za oknem. Był wczesny świt jesiennego dnia. Zastanawiałem się, ile już minęło tych jesieni - polskich jesieni - od tej, gdy zagubiony w koszmarze kacetu Flossenbürg pragnąłem tak bardzo wrócić i ujrzeć najlepszą twarz Czarnej Madonny.

Częstochowa! A może tylko dlatego ocalałem, by doczekać tego, co - dziś się spełnia? I im bliżej byłem celu, tym większe ogarniało mnie wzruszenie i niepewność, czy potrafię wyrazić wdzięczność, którą odczuwam.

We wspomnieniach dzieciństwa odnajdywałem nieraz sceny związane z tym miastem: Byłem z pielgrzymką na Jasnej Górze tuż przed wojną. Jak przez mgłę pamiętam nieprzebrane tłumy ludzi, tłok, moment odsłonięcia obrazu, któremu towarzyszył szloch wiernych.

A teraz znowu tu jestem... sam. Zbliżam się do kaplicy. Za chwilę ujrzę obraz. Zasłona opada z wolna. Zastygam w oczekiwaniu. Głęboki odgłos bębnów wstrząsa murami i przy akompaniamencie srebrnych trąb ukazuje się twarz Królowej Polski. Nastrój na wskroś swojski wywołany wspomnieniem polskiej ziemi, polskiego nieba, widoczny na polskich twarzach, malowany nie tylko farbami, ale przeżyciem chwili obecnej i historii. Właśnie w tym obrazie rozpoznaję mój kraj, ojczyznę - Polskę, o której myślałem i do której tęskniłem. I matkę jak swoją...

Wydaje mi się, że jestem sam na sam, całkiem blisko jak nigdy dotąd, stoję przed żelazną kratą i wpatruję się w znane oblicze, do którego myślą w najtrudniejszych chwilach tak często wracałem. Stalowa, ciężka krata kojarzy mi się z drutami kolczastymi! Stoję na baczność, raportując: Wróciłem i dziękuję!

Już nie pamiętam swoich modlitw sprzed kilkunastu lat. Wiem tylko jedno, że całą siłą woli i wzroku wpatruję się, wchłaniam w siebie zarys tej poważnej twarzy, pragnę na zawsze zatrzymać w pamięci ten polski, święty obraz. Oczy bezbrzeżnie smutne, lekko opuszczone powieki, niemal nabrzmiałe łzami. Ściśnięte usta z wyrazem utajonego bólu, który emanuje z cierpiącego oblicza, jakby chcą potwierdzić znaczenie mojego "raportu".