RYCERZ NIEPOKALANEJ (12)
Włodzimierz Paźniewski opublikował wiersz pod prowokującym tytułem: "Ewangelia według mgr. inż. Jana (Kowalskiego)", ("Poezja" 1976 nr 1):
"Na dworcu kolejowym Toruń
Wschodni-przed tabernakulum
przyjęć kuponów Totolotka - niewierzący
modlą się do Boga - Jeśli chcesz
udowodnić, że istniejesz, spraw -
by padły nasze numery".
Nietrudno odgadnąć, że Janem (Kowalskim) może być każdy współczesny Polak czy nawet każdy człowiek. Inżynier Jan Kowalski to symbol wielu współczesnych chrześcijan, którzy za główny ideał życia obrali sobie urządzenie się, dobrobyt, komfort. Ich tabernakulum, czyli największa świętość, nazywa się "wygrana", "pieniądz", "posiadanie".
Takie wartości umieszczają w swoim tabernakulum. Zarzucamy to często "zgniłemu Zachodowi", który utonął w praktycznym materializmie i w złotym tabernakulum zamyka z najgłębszą czcią zielonego dolara.
W czasie wykładu o ateizmie zauważyłem pośród swoich studentów obcą twarz. Twarz słuchała wyjątkowo uważnie. Po wykładzie twarz podeszła do katedry:
- Panie doktorze, powiedziała. Czy mogę poprosić o trochę czasu? Chcę o coś zapytać.
- Bardzo mi przykro, ale muszę przejść na następny wykład.
- Wobec tego ja szybko i zwięźle. Jestem studentem z Akademii Medycznej. Jestem ateistą Wydaje mi się, że zbliżam się do marksizmu. Porzuciłem chrześcijaństwo. Dlaczego? Otóż ja cenię chrześcijaństwo, gdyż historia udowodniła jego wybitne wartości kulturotwórcze. W dzieje kultury europejskiej i światowej wpisało piękne karty. Jednak, kiedy zastanawiam się nad tym, co najskuteczniej przekształca świat, dochodzę do wniosku, że nie chrześcijaństwo, a marksizm. Chrześcijaństwo jest za słabe, za anemiczne. Nie jest wystarczająco zdolne szybko przemienić świat na lepszy.
Rozumowanie młodego polskiego medyka przypomniało mi wyznanie pewnego młodego Turka z pociągu Padwa-Triest. Oburzony na skorumpowane i tyrańskie rządy junty wojskowej w jego ojczyźnie, wyjechał na Zachód szukać dla niej ratunku.
- Chrześcijaństwo nie liczy się - tłumaczył mi. Nie przyśle nam agentów, nie przeszkoli sabotażystów, nie pouczy, jak zrobić rewolucję, nie przemyci broni... Na szczęście znalazłem marksistów. Wszystko pozałatwiałem. Wracam z nadzieją.
Zrazu chciałem przeczyć mojemu medykowi, który pragnie szybko przemienić świat. W pierwszym odruchu narzuciła się myśl, że przecież chrześcijaństwo kryje w sobie dynamizm zdolny zrewolucjonizować i przeobrazić radykalnie całą ludzką rzeczywistość. Zgasła jednak, zanim zdołałem ją wypowiedzieć. Trzeba przecież przyznać, że Kościół nie wysyła armii do Ameryki Południowej ani do Wietnamu, ani do Kambodży, ani do Afryki Południowej, by zburzyć niesprawiedliwe struktury i ustanawiać nowe porządki. Nie próbuje nawet wprowadzać dyktatury proletariatu, lękając się wszelkich dyktatur. Nie posiada zresztą do tego skutecznych środków. Głosi sprawiedliwość i miłość, równość i braterstwo; żałuje, że kiedyś uciekał się do stosowania przemocy. Jedni przyjmują, inni lekceważą jego orędzia. Niewątpliwie, inni umieją radykalniej zmieniać systemy rządów i ekonomii.
Nie wiem, dokąd zaszliście, mój Turku i lekarzu poszukujący pilnie lepszego świata. Od naszego spotkania upłynęło sporo lat. Nie pamiętam, co powiedziałem wówczas w pociągu i przy katedrze w sali numer 19. Chciałbym Was dziś zapytać, jakie chrześcijaństwo porzuciliście, czego oczekiwaliś{-370-}cie od Ewangelii i jakiego wyśniliście sobie Chrystusa. Czy w Waszym tabernakulum nie mieszkał przypadkiem Chrystus, wielki car, władny potrząsnąć świata połowicą..., nie tylko jedną, lecz obu świata stronami? Czy nie dlatego Chrystus Was nie interesuje, że marnym okazał się carem i złą prowadził politykę? Czy nie dlatego wyprosiliście go ze swego tabernakulum, by wprowadzić tam Karola Marksa? Powiedzcie, czego oczekiwaliście od Chrystusa i od chrześcijaństwa?
Chrystus, Przyjaciele, przyszedł, by nas zbawić od grzechu. Pojednać z Ojcem. Przywrócić dziecięctwo Boże. Otworzyć niebo. "Jezus" znaczy "Zbawiciel". Jako taki chce mieszkać w tabernakulum chrześcijanina. Jego Ewangelia wpływa na inne regiony życia ludzkiego, jak sprawy społeczne i polityczne, ponieważ w ich kontekście dokonuje się zbawienie, tzn. struktury społeczne i polityczne utrudniają lub ułatwiają zbawienie. Jezus jednak nigdy nie stawiał tych spraw na pierwszym miejscu. Mimo że Jego naród żył pod rzymską okupacją, Jezus nie organizował partyzantki. Nie rozsyłał agentów, którzy by robili rewolucję, czy rozmiękczali obce, narzucone struktury władzy, ale posyłał na cały świat apostołów, by głosili Dobrą Nowinę zbawienia. Nie produkował broni, by zbroić nią swoich zwolenników, ale w usta apostołów wkładał miecz Słowa Bożego, by niosło prawdę, szerzyło miłość i nawracało do Ojca. Lepszy świat przychodzi za taką Ewangelią Chrystusa. Taką Ewangelię głosi Jan Paweł II. Na drodze przemocy szybciej wprowadza się zmiany. Świat jednak, jak widzicie, nie staje się przez to ani lepszy, ani nawet bardziej syty. Najważniejsze jednak to, że droga przemocy nie prowadzi do zbawienia.

