RYCERZ NIEPOKALANEJ (10)
Pytasz, Adamie, o mojego Boga.
Nie przyjmujesz tłumaczeń, że odpowiedź trudna..., że krępuje ten duchowy negliż. Muszę Ci, jak piszesz, koniecznie odpowiedzieć, jaki jest mój Bóg.
Mój Bóg ma sto imion.
Mój Bóg jest WYZWOLENIEM. Wyzwala każde stworzenie i mnie wyzwolił. Zdejmuje więzy. Uwalnia od przeklętych zniewoleń. Pomaga przełamać strach - dziecko grzechu. Otwiera przede mną ojcowsko-macierzyńskie ramiona. Mówi mi po imieniu. Każe wołać do siebie: "Abba", tzn. "Tatusiu" (tłumaczymy to "Ojcze", bo wraz z Żydami znajdujemy tu za wiele spoufalenia?) Kto się Boga "boi", ten się nikogo nie boi; kto się Boga nie boi, ten się wszystkiego lęka.
Mój Bóg jest WYGRANĄ. Dziwne rzeczy dzieją się z człowiekiem, kiedy wypowie zaczarowane słowa: "Pan mój i Bóg mój", lub "Wierzę, Panie, ale zaradź niedowiarstwu memu". Lęka się tych słów, że odbiorą mu radość życia, jednego przecież życia. Tymczasem doświadcza, że postawić na Boga znaczy wygrać wielki los. Wraz z Nim przychodzą wielkie bogactwa. On daje nowe oczy i pięknieje świat. Daje nowe serce, a życie otrzymuje głębie. Ciężary stają się lekkie, a gorycz słodka. Dołącza więc szczęśliwy człowiek do modlitwy "Błogosławionej, która uwierzyła". Niebu i ziemi wyśpiewuje z Nią radość wielkiej wygranej: "Uwielbia dusza moja Pana... Uczynił mi wielkie rzeczy...".
Mój Bóg jest PROGRAMEM. Przychodzę do Niego, bo wzywa, a On proponuje zadania: "Jeśli chcesz, proszę bardzo: to czyń, tamtego nie rób, a od tamtego uciekaj. Chcesz być wielki? Bądź mały. Chcesz być szczęśliwy? Uszczęśliwiaj. Chcesz zyskać? Zrezygnuj". A w sumie - bądź jak Ja doskonały. Kto może pojąć, niech pojmuje. Pojąć to tego się nie da, ale skosztować można. A kto skosztował, wie, jaki jest smak nieba.
Mój Bóg jest WIOSNĄ. Chodzi po łąkach i budzi je ze snu. Pochyla się nad pąkami i rozchyla ich płatki. Maluje na zielono pola, a ptakom każe nad nimi dzwonić. Posyła Ducha Swego, a powstaje życie. Jego śmiercią żyjemy, Jego życiem będziemy żyć.
Mój Bóg jest ŚWIATŁEM. Bije ono z nieba, jaśnieje z każdego drobiazgu na ziemi, pali się na kartach Ewangelii. Najpełniej wybuchło w Jezusie Chrystusie, Światłości świata. Idę za tą Światłością i wiem, że nie chodzę w ciemności. "Pan Światłem moim i zbawieniem moim: kogóż mam się lękać?" (Ps 27,1).
Mój Bóg jest PIEŚNIĄ. Dla filozofów jest Absolutem, Przyczyną przyczyn, Gruntem Istnienia, Ostatecznym wyjaśnieniem, Bytem samym w sobie, Jednią, Bytem Koniecznym... Dla mnie jest tym wszystkim, ale ponadto "Pieśnią moją jest Pan". Pieśnią, która życie dziwnie przemienia. Na wszystkie dni tygodnia, nawet najbardziej szare. Pieśń moja boskość nakłada, w święto zamienia, w głębię Misterium zanurza, w tę ziemię coś nie z tej ziemi wprowadza, życie czyni ciągłą niedzielą.
Mój Bóg jest OJCZYZNĄ. Z Niej wyszedłem, do Niej wracam. O Niej wciąż myślę i do Niej tęsknię. Jestem z Niej dumny i słucham orędzia, jakie do mnie kieruje. Ciągły emigrant, wciąż w Niej żyję, a Ona jest we mnie. Chcieli mi Ją odebrać (dlaczego?). Obrałem kapłaństwo, by skuteczniej do Niej zapraszać. Doświa[d]czyłem, że dobrze jest żyć w tej Ojczyźnie. Wierzę, że szczęśliwie będzie w Niej umierać.
Mój Bóg jest PRZYSZŁOŚCIĄ. Jest za mną, we mnie i przede mną. We mnie jest bardziej rzeczywisty niż ja sam, a przecież wciąż do Niego idę. On na mnie czeka. Pielgrzymuję do Niego jak do Ziemi Obiecanej. Nie idę w nieznane. Przyszłością moją jest Pan.
Mój Bóg jest TAJEMNICĄ. Przeglądam atlasy astrofizyki, usiłuję objąć znaczenie "kosmicznych" liczb i uderzam w Tajemnicę Wielkości. Uciekam z miasta, gdzie zadrutowali niebo; chcę spojrzeć na gwiazdy; witam je i pozdrawiam Tajemnicę Mądrości. Potykam się na kępce trawy, która przebija asfaltowy chodnik i myślę o Tajemnicy życia. Klękam przed kapłanem, by wyznać mu grzechy i zanurzam się w Tajemnicę Miłosierdzia. Przyciskam do ust swój mały krzyżyk i całuję Tajemnicę Miłości. Wykładam teologię i wiem, że szalony, słowem próbuję przybliżyć Tajemnicę Ponad Wszelkie Słowo.
Jeszcze jedno wyznam Ci, Adamie, ale nie śmiej się ze starego. Mój Bóg jest także WIELKIM GAZDĄ. Myślą sobie ludzie, że są bardzo ważni, że to oni prowadzą dzieje. Podpisują doniosłe dokumenty. Świat czyta, że podjęli historyczne decyzje i że oni rozstrzygają o losach ludzkości. A Wielki Gazda uśmiecha się. On lepiej wie, kto pisze prosto po krzywych liniach i kto tu ma pierwsze i ostatnie słowo.
