Przychodzę wzmocnić waszą wiarę

Piotr naszych czasów

8 sierpnia 1985 r.

(...) Wczesnym popołudniem samolot AL Italii ląduje w Lome, stolicy republiki Togo, byłej kolonii niemieckiej, a potem francuskiej. Niebo jest nieco chmurne i afrykański upał nie wydaje się mocniejszy od rzymskiego. Papieża wita głowa państwa, generał Gnassingbe Eyadema, który rządzi krajem od wojskowego zamachu stanu w 1967 r. Witają Go też śpiewem grupy młodzieży, ubrane od stóp do głów w powiewne szaty z barwnej tkaniny, której głównym elementem dekoracyjnym jest portret Papieża.

Togo to mały kraj o ludności nie dochodzącej do trzech milionów osób. Katolików jest około 600 tysięcy, większość mieszkańców pozostaje wierna animizmowi, oddając cześć głównemu bogu-stwórcy, a także pomniejszym bóstwom i duchom sil natury i przodkom.

Z lotniska Papież jedzie ulicami Lome, pełnymi ludzi, którzy witają Go radośnie przy dźwięku tamtamów, a gdzieniegdzie także elektrycznych gitar, podłączonych do ustawionych na chodniku ogromnych głośników.

Ulice są niezwykle czyste. Rząd ogłosił cztery dni państwowego święta, z których pierwszy został całkowicie zużyty na zamiatanie i dekorowanie.

Ojciec Święty przyjeżdża na Plac 2 Lutego, nazwany tak na pamiątkę powrotu prezydenta Eyademy w 1974 r., po wypadku samolotowym, z którego wyszedł bez zadraśnięcia, co bardzo podniosło jego prestiż wśród mieszkańców Togo, jako że przypisano jego ocalenie opiece sił nadprzyrodzonych.

Przy placu, ozdobionym pomnikiem prezydenta, wznosi się ogromna nowoczesna budowla. Jest to "Dom Partii", siedziba jedynej w Togo organizacji politycznej "Zgrupowanie Narodu Togo" (Rassemblement du Peuple Togolais). Przed nią stoi teraz podium, osłonięte od słońca żółto-białym baldachimem, na którym Ojciec Święty odprawia swą pierwszą Mszę św. w Afryce dla kilkudziesięciu tysięcy ludzi zgromadzonych wśród parkowych palm na wypielęgnowanych trawnikach.

W homilii głowa Kościoła zmierza prosto do celu: Ewangelia i wiara katolicka to dla Afryki nowość i jej przyjęcie oznacza poważne zmiany wżyciu każdego człowieka. "Opierając się na łasce wiary - mówi Papież - można dokonać głębokiej odnowy, powinniście jej dokonać w Waszym życiu osobistym, rodzinnym, kulturalnym, społecznym, narodowym, w Waszych obyczajach, w Waszych organach władzy, w całym świecie, w którym żyjecie".

Cytując słowa św. Pawła do chrześcijan z Efezu, papież przypomina, że być uczniem Chrystusa to pozbyć się dawnych przyzwyczajeń, stać się "nowym człowiekiem", stworzonym na obraz Boży.(...)

Przemiana, do której ich nawołuje, to "dziedzina delikatna i trudna, bo tradycyjne obyczaje wypływają często z wiekowego doświadczenia społecznego i mają pozytywne strony: zapewniają wprowadzenie w życie równowagi i spójności społecznej. Ich gwałtowna zmiana może wzbudzać uparty opór. Każdy zwyczaj należy ocenić ostrożnie i rozważnie, aby nie wyrzucić dobrego ziarna z plewami".

"Trzeba być autentycznym Afrykańczykiemi autentycznym chrześcijaninem - dodaje Jan Paweł II - nie oddzielając jednego od drugiego i nie wahając się dać publicznie świadectwo swym przekonaniom".

Tłum wiernych słucha Papieża bardzo uważnie. Jasne jest, że Jego homilia zwraca się nie tylko do nich, ale także do prawie 70 milionów afrykańskich [266]katolików, że będzie ona omawiana i wdrażana przez tysiące kapłanów. Jednakże, choć temat jest złożony i trudny, Papież z właściwym sobie mistrzostwem wyraża go w słowach dostępnych dla jego dzisiejszych bezpośrednich słuchaczy.

Po Mszy św. Jan Paweł II wchodzi do "Domu Partii", gdzie spotyka się kolejno z przedstawicielami miejscowych protestantów (7 proc. ludności) i mahometan (9 proc.). Spotkania te są bardzo serdeczne. Z protestantami Papież rozmawia o "nieodwracalnym", jak mówi, procesie wiodącym ku jedności chrześcijan. Zgadza się z ich opinią, że Afryka, kontynent sprzyjający łatwym i szczerym kontaktom między ludźmi, może odegrać pozytywną rolę w tym procesie. Mahometanie, z początku onieśmieleni i milczący, odprężają się po życzliwych słowach Ojca Świętego i dziękują Mu za spotkanie, mówiąc, że jest "Papieżem nie tylko katolików, ale wszystkich ludzi".(...)

9 sierpnia 1985 r.

(...) Nowa asfaltowa droga do Pya z lotniska w Niamtougou wiedzie przez soczystą zieleń sawanny, która pokrywa czerwoną, gliniastą glebę. Z rzadka widać okrągłe słomiane dachy małych chat i parterowe domki z pustaków lub nie wypalanej cegły, kryte falistą blachą. Teren jest pagórkowaty i kiedy zza któregoś pagórka ukazuje się na horyzoncie ogromny żółty pałac z lśniącą w słońcu kopułą, robi to wrażenie pustynnego mirażu. To oficjalna rezydencja gen. Eyademy, który urodził się właśnie w Pya, 450 km na północ od Lome.

Setki młodych Murzynów w tradycyjnych ubiorach, z antylopimi lub bawolimi rogami na głowach, obwieszeni naszyjnikami z kości lub z trawy, amuletami i dzwoneczkami, śpiewają... po polsku "Witamy Cię, alleluja!". Śpiewają po polsku także grupy młodzieży przywiezione przez organizatorów ze "Zgrupowania Narodu Togo". Kieruje nimi korpulentny mężczyzna w białym powiewnym "boubou", gwiazdor radia Togo, o niezwykle zachrypniętym głosie. Obecnych jest także wielu członków aparatu partii w czarnych garniturach ze złotymi odznakami - portretami prezydenta - w klapie marynarki.

Gen. Eyadema i Ojciec Święty przemawiają z tarasu na dachu pałacu, osłonięci od słońca wielkim kolorowym parasolem. Papież przypomina zasady wolności religijnej i dziękuje prezydentowi za zastosowanie ich w praktyce w czasie jego wizyty, pozwalając na retransmisje jego wystąpień. Podkreśla także, że misja Kościoła katolickiego nie jest przedsięwzięciem wyłącznie ludzkim, że Kościół nie jest niczyim rywalem w sprawach doczesnych.(...)

Z Pya kolumna limuzyn wiezie Papieża do miasta Kara, odległego o kilkanaście kilometrów, gdzie czeka na Niego kilkadziesiąt tysięcy wiernych przed miejscowym "Domem Partii", wielkim prostokątnym budynkiem z marmuru i szkła. Zgodnie z miejscowym zwyczajem, dwie siostry zakonne podają Papieżowi drewniane naczynie napełnione wodą. Woda to symbol gościnności, jako że w Afryce nie odmawia się jej nawet wrogom. Jan Paweł II pije kilka łyków i wylewa resztę na ziemię "dla przodków gospodarzy", którzy w niej spoczywają.

W czasie Mszy św. jedenastu diakonów otrzymuje święcenia kapłańskie. Papież przypomina im, że ksiądz nie może należeć do jednej rodziny, jednej grupy czy jednego plemienia, lecz ma służyć wszystkim ludziom.

(Fragmenty artykułu z "Przeglądu Katolickiego" 32/1985)

Grafika do art. PrzychodzÄ™...

[Fot. 1, s. 266.]

Grafika do art. PrzychodzÄ™...

[Fot. 2, s. 267.]

Grafika do art. PrzychodzÄ™...

[Fot. 3, s. 267.]