Młody Rycerz Niepokalanej (9)
Zagłębiając się w czytanie artykułów w "Rycerzu Niepokalanej", często znajduję odpowiedzi na nurtujące mnie pytania. Czuję, że bardziej umacniam się w swoich poglądach na sprawy religii i łatwiej mi jest wcielać jej prawdy w życie.
Interesują mnie artykuły o podróżach Jana Pawła II, listy z misji, które pomagają mi wyobrazić sobie pracę na misji mojego znajomego księdza, pracującego w Zambii, w Luwingu. Ponadto z ciekawością czytam listy ludzi młodych, opisujących swoje pierwsze spotkania z Bogiem, przeżycia rekolekcji, oaz czy pielgrzymek. Wspaniałe te przeżycia bliskie są mojemu sercu, dają mi wiele radości i pomagają w moich własnych modlitwach i kontaktach z ludźmi. Śledząc je, postanowiłam i ja podzielić się swoimi refleksjami, opowiedzieć o moich pierwszych spotkaniach sam na sam z Bogiem i Maryją.
Do pierwszej klasy L.O. bywałam w kościele i uczestniczyłam we Mszy św., ale bez głębszego jej przeżywania - więcej: nawet bez świadomości, ile w ten sposób tracę piękna, a przede wszystkim łask Bożych. Do kościoła i na lekcje religii chodziłam, bo musiałam: nalegała mama i dziadkowie. Ale z prawdziwą wiarą spotkałam się dopiero, gdy moja koleżanka po długich namowach zaprowadziła mnie na spotkanie grupy oazowej. Członkowie tej grupy byli w moim wieku, ale jakże wspaniale umieli się modlić, jakże byli zżyci i zaprzyjaźnieni! Zapragnęłam i ja przebywać w tej wspólnocie, dzielić z nią smutki i radości.
I od tamtej chwili zaczęło się moje nowe życie. Zostałam wchłonięta w ten wielki wir modlitwy, nauki czytania i rozważania Pisma Świętego, zaczęły się coroczne wakacyjne wyjazdy na rekolekcje. Było mi tak wspaniale, tak lekko na duszy, że chciało się tańczyć, śpiewać i obdarzać swoją radością wszystkich naokoło. A były ku temu okazje, np. podczas długich wędrówek po górach, gdzie każdy z każdym rozmawiał o swoich problemach, wspólnie szukało się najlepszych rozwiązań. Były gry i zabawy, a wszystkiemu towarzyszyło jedno wielkie uczucie braterskiej miłości. Nauczyłam się poznawać wartość głębokiego przeżywania Mszy św. Nawet uścisk dłoni podczas przekazywania znaku pokoju był momentem, który trudno zapomnieć, a już na pewno do końca życia utkwiła mi w pamięci Msza św. pokutna i akt przebaczenia drugiemu człowiekowi, kiedy sama mając łzy w oczach - widziałam je u innych.
Po czterech latach przebywania w tej wspólnocie nastąpiło rozluźnienie więzów. Na misje do Zambii wyjechał nasz ksiądz prowadzący oazę. Po pól roku nie stykania się z tym środowiskiem zaobserwowałam, że staję się bardziej obojętna, że rzadziej przyjmuję Komunię św. i czuję nieco chwiejny grunt pod stopami. Postanowiłam wówczas, że nie [230]dopuszczę do zrujnowania tego, co zdobyłam dzięki łasce Bożej. Poszłam na pielgrzymkę wiślicką. Pierwszy mój w niej udział był tak owocny i tak mnie zaangażował, że poszłam po raz drugi. Były to wspaniałe rekolekcje, połączone z ogromnym trudem: potem, odparzeniami, bólem nóg. Kiedy się widzi to wielkie umęczenie ludzi, a zarazem ich radość i gotowość niesienia pomocy innym - chce się płakać ze wzruszenia. Dzielenie się ostatnią kroplą wody w skwar, to znak prawdziwego braterstwa. Ale bardziej jeszcze łączy wspólna modlitwa, konferencje, pieśni, a przede wszystkim codzienna Msza św.
Do takich rekolekcji chciałabym namówić tych, którzy jeszcze nie przeżyli spotkania z Bogiem. Ja zaś za to, że Bóg pozwolił mi poznać radość, jaką niosą wspólnoty religijne, nauczył, jak dzielić się sobą z innymi, nauczył mnie modlitwy - chciałabym Mu bardzo podziękować i prosić, aby mnie już nigdy nie opuścił. Nie wyobrażam już sobie życia bez Boga - przy Nim czuję się zawsze bezpiecznie...
O. Celestyn Napiórkowski [----] [Ustawa z dn. 31 VII 81 r., O kontroli publikacji i widowisk, art. 2 p. 2 (Dz. U. nr 20 poz. 99, zm. 1983 Dz. U. nr 44 poz. 204)].
[s. 229]
