W domu rodzinnym dzień Zmartwychwstania należał wyłącznie do nas samych. Po rezurekcji zasiadaliśmy do uroczystego śniadania, poprzedzonego modlitwą, dzieleniem się święconym jajkiem - symbolem nowego życia i życzeniami. Potem z pewnym namaszczeniem spożywaliśmy pokarmy poświęcone w Wielką Sobotę. Cały dzień świętowaliśmy w ścisłym kręgu najbliższej rodziny. Dopiero drugi dzień świąt i następne były przeznaczone na wizyty u licznych ciotek i wujków.
Nie tylko Wielkanoc, ale każda niedziela jest dla chrześcijan szczególną okazją do świętowania Zmartwychwstania. Kiedyś na autostopie spotkałem dziewczynę z NRD, córkę pastora, która opowiadała, że ich kilkunastoosobowa rodzina zbiera się razem w każdą niedzielę i przeżywa wspólnie święto. Kiedy pytałem, czy również chciałaby mieć tak liczną rodzinę, odpowiedziała, że jest to marzeniem jej życia i właśnie dlatego, by móc tak wspólnie świętować.
Nie tylko nasi zachodni sąsiedzi zawstydzają nas swym świętowaniem niedzieli. Przyjaciele ze Wschodu już w samym określeniu niedzieli dają nazwę: "woskriesienie" - zmartwychwstanie. Uczestnicząc na wakacjach we Mszy św. w cerkwi prawosławnej w Kijowie przystąpiłem do Komunii św. i naszym zwyczajem uklęknąłem w kąciku, by adorować Pana Jezusa obecnego w Eucharystii. Zaraz podniesiono mnie na równe nogi, że "nielzia" - tak nie można, bo przecież cieszyć się trzeba ze zmartwychwstania Chrystusa w postawie stojącej.
Radość ze zmartwychwstania czerpią i przynieśli ją mnie również Bracia z Taizé. Zauważyli w Krakowie i w innych miastach w Polsce, że Chrystus przedstawiony na Krzyżu jest bardzo umęczony i ma twarz opuszczoną w głębokim bólu i smutku, a przecież Chrystus już na Krzyżu triumfuje!
Oazy odkryły XV stację drogi krzyżowej. Na ostatniej takiej drodze (kiedy to nad Szlembark wytaszczyliśmy ogromny krzyż, niosąc przy tym kamienie - symbol obciążających nas grzechów i idąc boso w postawie pokutnej) zakończenie było nieoczekiwane: zaczęliśmy śpiewać pieśni wielkanocne i z nieopisaną radością, w strumieniach popołudniowego słońca, wobec Tatr, które nam się odsłoniły, zstępowaliśmy (jak z góry Tabor) do naszych gospodarzy.
Ta perspektywa Zmartwychwstania po drodze krzyżowej nie jest jednak dla wszystkich oczywista. Kiedy na następnym turnusie rekolekcji oazowych, tym razem w Rychwałdzie, zaproponowałem w dniu tajemnicy Zmartwychwstania: drogę krzyżową - animatorzy zaprotestowali i drogi krzyżowej na tej oazie nie było. (Wcześniej w dniu tajemnicy niesienia krzyża wypadła akcja zbierania stonki ziemniaczanej!)
Dzień Zmartwychwstania na oazach jest dniem pojednania. Odprawia się wtedy nabożeństwo pokutne, na którym wymienia się pocałunek pokoju - na znak przebaczenia krzywd i uraz siostrom i braciom, przystępuje się do indywidualnej spowiedzi sakramentalnej - by również nawiązać z Bogiem zerwane więzy. Zazwyczaj po takim nabożeństwie następuje "agapa" - uczta miłości i łamanie się chlebem na znak, że mamy serca otwarte dla każdego i chcemy dzielić się ze wszystkimi wszelkim dobrem.
"Chrystus zmartwychwstał i ja zmartwychwstanę!" - ta Dobra Nowina jest dla mnie źródłem prawdziwego pokoju, radości i ustawicznego świętowania. Z niej płynie zachęta, skierowana przez Brata Rogera z Taizé. "Niech Twoje święto trwa bez końca!"

