Kazanie wygłoszone w kościele Św[iętego] Krzyża w Warszawie 28 lutego 1982 r., w pierwszą niedzielę Wielkiego Postu, podczas transmitowanej przez Polskie Radio Mszy św. odprawianej w intencji kanonizacji bł. Maksymiliana Kolbego.
Drodzy w Chrystusie Bracia i Siostry!
Rozpoczynamy okres Wielkiego Postu, w którym winniśmy rozważyć w sposób szczególnie wnikliwy i owocny ustawicznie żywą prawdę o krzyżu Chrystusa jako znaku Bożej miłości. Ku prawdzie tej zwraca nasze myśli następujący tekst uchwał Soboru Watykańskiego II: "Chrystus (...) mękę swoją i śmierć podjął dobrowolnie pod wpływem bezmiernej miłości, za grzechy wszystkich ludzi, aby wszyscy dostąpili zbawienia. Jest więc zadaniem Kościoła nauczającego głosić krzyż Chrystusowy jako znak zwróconej ku wszystkim miłości Boga i jako źródło wszelkiej łaski" (Deklaracja o stosunku Kościoła do religii niechrześcijańskich, 4).
Z prawdą o Chrystusowej miłości i męce splatają się liczne wątki kościelnej nauki, między innymi katolicka idea męczeństwa, jako najgłębszego aktu miłości oraz najwierniejszego upodobnienia się do Chrystusa - Zbawcy. Na kartach soborowej Konstytucji dogmatycznej o Kościele czytamy na ten temat słowa tak ważkie, że chyba należałoby nauczyć się ich na pamięć, by były nam drogowskazem w każdej chwili życia. Oto owe słowa: "Skoro Jezus, Syn Boży, okazał nam miłość swoją, dając swe życie za nas, nikt nie ma większej miłości od tej, kto życie swoje daje za Niego i za swych braci (por. 1 J 3, 16; J 15, 13). Jakoż do dania tego najwyższego świadectwa miłości wobec wszystkich, a zwłaszcza wobec prześladowców, powołani zostali niektórzy chrześcijanie już od samego początku i zawsze będą powoływani. Toteż męczeństwo, przez które uczeń upodabnia się do Mistrza przyjmującego z własnej woli śmierć dla zbawienia świata i naśladuje Go w przelaniu krwi, uważa Kościół za dar szczególny i najwyższą próbę miłości. A jeśli dane to jest nielicznym, to wszyscy jednak winni być gotowi [46]wyznawać Chrystusa wobec ludzi i iść za Nim drogą krzyża wśród prześladowań, których Kościołowi nigdy nie brakuje" (KK, 42).
Ukochani w Bogu!
Na kanwie wielkopostnych refleksji skupionych wokół zbawczej męki Chrystusa wyłania się dziś sprawa męczeństwa dlatego, że nastał czas podsumowania ubiegłorocznych, uroczystych obchodów ku czci współczesnego męczennika, bł. Maksymiliana Kolbego, polskiego kapłana z zakonu franciszkanów. Zapewne wielu spośród słuchających mnie w tej chwili pamięta, iż rok miniony przyniósł dwie jubileuszowe rocznice: w sierpniu - czterdziestolecie śmierci o. Maksymiliana w obozie koncentracyjnym w Oświęcimiu; w miesiącu zaś październiku - dziesięciolecie ogłoszenia go błogosławionym. Z okazji obydwu tych rocznic w mnogich świątyniach w Polsce i za granicą gromadzili się liczni wierni, a serca ich napełniała radość i wdzięczność Bogu za to, że społeczność katolicka obdarzyła współczesny świat o. Kolbem, jako bohaterem wyjątkowo wielkiej miary moralnej.
Ze wspomnianych przeżyć winniśmy jednak unieść w sobie nie tylko doznanie optymistycznych uczuć. Z naszych ponownych - przy sposobności jubileuszowych obchodów - duchowych spotkań z bł. Maksymilianem należy skorzystać w wymiarze głębszym, trwalszym, moralnie jak najpoważniejszym.
Aby myśli nasze w tej kwestii trafiły na właściwy tor, przypomnę wydarzenie stosunkowo mało znane, a pobudzające do cennego namysłu.
Otóż w październiku 1971 roku na trzy dni przed beatyfikacją o. Maksymiliana ks. kard. Karol Wojtyła wygłosił w Rzymie konferencję do dziennikarzy. Jej centralną intencją i główną konkluzją było wykazanie, że w Oświęcimiu narzucaną celowo nienawiść o. Kolbe zwyciężył miłością, która była w nim mocniejsza od śmierci. Konferencję swą ks. kard. Karol Wojtyła zakończył wezwaniem do na wskroś osobistego dialogu z bł. Maksymilianem: "Pytajmy go w głębi naszych serc o to, co ma nam do powiedzenia, i to każdemu z nas osobiście".
Drodzy Słuchacze!
Pytanie podobne do tego, które przytoczyłem w sformułowaniu ks. kard. Karola Wojtyły - dzisiejszego Papieża - powinniśmy rozważyć obecnie, po ubiegłorocznych uroczystościach maksymilianowskich. Zastanówmy się przeto rzetelnie nad tym, co o. Kolbe przez jubileuszowe obchody przypomniał nam o sobie samym i co zarazem nam zalecił w odniesieniu do życia każdego z nas. Tego rodzaju medytacji - którą przeprowadzić i do której powracać trzeba osobiście - sprzyja fakt, że po prostu te miejsca, gdzie przed kilkoma miesiącami uczczono bł. Maksymiliana, nasuwają nam szereg pilnych zagadnień religijno-moralnych, apelujących do oświeconego wiarą umysłu, serca i sumienia.
Oto weźmy najpierw pod uwagę Zduńską Wolę, gdzie Rajmund Kolbe (późniejszy o. Maksymilian) urodził się w roku 1894, oraz Pabianice, gdzie (po przeprowadzeniu się całej rodziny) wychowywał się i uczył od trzeciego do trzynastego roku życia. W świetle wnikliwych ustaleń biograficznych, zainteresowania, styl bycia, charakter, duchowość, moralna osobowość przyszłego Błogosławionego ukształtowane zostały decydująco w wymienionych właśnie miejscowościach przez wpływ jego rodziców oraz grona innych osób szczerze mu życzliwych, choć obcych. Dane te mają znaczenie nie tylko historyczne; rezultatem ich stwierdzenia powinno być ożywienie naszych [47]starań o uszlachetnianie życia rodzinnego i społecznego, aby sprzyjało ono rozwojowi wartości moralnych.
Jubileuszowe obchody maksymilianowskie odbyły się w ubiegłym roku oczywiście również w Rzymie, Niepokalanowie i Oświęcimiu. Gdy wymieniamy te nazwy, przypominamy sobie spontanicznie podstawowe dzieła o. Maksymiliana: w Rzymie - założenie Rycerstwa Niepokalanej; w Niepokalanowie - zorganizowanie ośrodka pracy na rzecz upowszechniania Bożej prawdy za pośrednictwem drukowanego słowa; w Oświęcimiu - złożenie dobrowolnej ofiary z własnego życia dla uratowania bliźniego. Wszystkie te dzieła zrodziło poczucie najgłębszej jedności duchowej z Chrystusem i bezgranicznej ufności w Boga, ożywionej żarliwym kultem Niepokalanej Maryi.
Trudno byłoby wymienić wszystkie miasta i świątynie, w których w minionym roku urządzono uroczystości ku czci bł. Maksymiliana. Dla przykładu wspomnę jeszcze tylko dwa słynne miasta włoskie: Padwę i Wenecję. W bazylice padewskiej odprawiono Mszę św. koncelebrowaną w intencji kanonizacji o. Kolbego oraz złożono wspaniałe kwiaty przed dedykowanym mu ołtarzem. W Wenecji obchody dwudniowe objęły: cykl prelekcji, Mszę świętą koncelebrowaną, spotkania z sierżantem Gajowniczkiem (ocalonym przez o. Kolbego w Oświęcimiu), zawrotnie piękny koncert w nowoczesnej świątyni franciszkańskiej i nadanie jednej z ulic imienia Maksymiliana Kolbego - bohatera z Oświęcimia. Zważywszy, że w Padwie i Wenecji o. Kolbe nie działał, narzuca się tym bardziej frapujące pytanie: O czym wspomniane obchody świadczą? Czy nie o tym, że duchowość bł. Maksymiliana, jego ofiarne życie i dzieła budzą w dzisiejszych; zmęczonych złem, ludziach uznanie wręcz entuzjastyczne? Czy nie o tym, że współcześni ludzie łakną Chrystusowej prawdy i miłości, jeśli pociąga ich żywy przykład takiego naśladowcy Chrystusa, jakim był o. Kolbe?
Przeżycia, którymi w jubileuszowym roku maksymilianowskim Bóg nas ubogacił, przybliżyły nam postać o. Kolbego i pozwoliły dokładniej zrozumieć, jak cenny jest jego wpływ na nasze czasy. Aby wpływ ten na poszczególne serca ludzkie jeszcze bardziej się wzmógł i w świecie rozszerzył, prośmy Boga w obecnej Mszy świętej o rychłe zaliczenie bł. Maksymiliana w poczet świętych, czyli o jego kanonizację. Wszystko zaś, czym Bóg nas obdarzył przez niedawne uroczystości rocznicowe, niech umocni naszą więź z o. Maksymilianem, jako wypróbowanym przewodnikiem na drodze chrześcijańskiego życia.
