Przeszkodę w fundacji usunęła figura Niepokalanej

Wspomnienia z okazji 60-lecia Niepokalanowa

Początki Niepokalanowa były bardzo pomyślne, ale nieco później wyłoniły się niespodziewane trudności tak nieodłączne w pochodzie naszego pisma. Po dokładniejszym zbadaniu obranego terenu okazało się, że jest on zbyt oddalony od stacji kolejowej i poczty (1 km), nadto polne, złe drogi utrudniałyby wielce komunikację, a mokry nizinny grunt nie odpowiadałby pod budowę.

Następnie, spóźniona pora - sierpień - nie była odpowiednia do rozpoczęcia budowy. Największą jednak przeszkodą, która groziła przekreśleniem wszystkiego, był warunek księcia co do fundacji: żądał w zamian za darowiznę odprawiania "wieczystych Mszy św.". Warunku tego nie przyjęła Rada Prowincjalska, która decyduje we wszystkich ważniejszych sprawach klasztornych.

Lecz i tutaj przyszła nam pomoc z góry. Nieodpowiedni teren dobrodziej zmienił na najlepszy, jaki miał (obecny). Sprawę budowy rozstrzygnięto w ten sposób, że zamiast budynku z cegły postanowiono stawiać tylko baraki z drzewa i leszu. Największą zaś przeszkodę w fundacji usunęła... figurka Niepokalanej, którą w międzyczasie wystawiliśmy na obranym przy szosie terenie i którą uroczyście poświęcił dnia 6 sierpnia 1927 r. proboszcz miejscowej parafii Pawłowice ks. Wierzejski.

Kiedy pełen świętej rezygnacji, o. Maksymilian przyjechał do księcia z decyzją przełożonych, książę rzucił pytanie: "A co zrobić z figurą, którą ojcowie postawili na moim polu?". O. Maksymilian, pochyliwszy pokornie głowę, rzekł: "Dar księcia pana zaraz przekazaliśmy w posiadanie Niepokalanej, proszę więc samemu zadecydować". Była to chwila bardzo ważna, bo od niej zależały przyszłe losy wydawnictwa. Po chwili namysłu książę rzekł: "Parcelę ofiaruję bez żadnych zobowiązań ze strony klasztoru". Taka decyzja dobrodzieja bezsprzecznie była skutkiem cichej i gorącej modlitwy ufnego żołnierza Maryi, który zawsze w rozstrzygających momentach liczył tylko na wolę i zwycięstwo swej przemożnej Hetmanki.

Po decyzji księcia o. Maksymilian z br. Zenonem zaraz wyznaczyli na nowym miejscu teren pod budowę, zrobili plany budynków, na które zamówili drzewo w tartaku w Sochaczewie, i weszli w porozumienie z cieślami i stolarzami. Jako głównego zarządcę, budowniczego i... kwestarza zamianował o. Maksymilian br. Zenona. O. Maksymilianowi bardzo zależało na szybkim wykończeniu baraków i przeniesieniu się z Grodna. Toteż jak mógł zaradzał wszystkiemu i przyśpieszał roboty, bo zima się zbliżała.

Bardzo serdecznie i chętnie przybyła nam z pomocą przy budowie okoliczna ludność. Jedni służyli furmankami, zwożąc bądź materiał budowlany, bądź też maszyny i wszelki sprzęt ze stacji, inni pracowali przy budowie ("leszowaniu"), inni jeszcze przy równaniu placu. Nawet kobiety i dzieci śpieszyły z pomocą, a wszyscy bezinteresownie, by przypodobać się Matce Bożej. Ogromną przysługę dla Niepokalanowa oddała śp. pani Jaroszewska. W jej domu od samego początku budowy zamieszkał w osobnym pokoiku na poddaszu br. Zenon, a nieco później aż pięciu braci i o. Maksymilian. Ten ostatni nakazał spać braciom na przygotowanych łóżkach, a sam kładł się w kąciku na podłodze, ścieląc sobie do spania nieco wiór drzewnych. Pani Jaroszewska [s. 3 okł.]matczyną opieką otaczała ubogich syn św. Franciszka. Gotowała, prała bieliznę, nocami dla przyjezdnych i odjezdnych była odźwierną, w mroźne dni idących do pracy braci przyodziewała czymś cieplejszym. Kiedy przy przeprowadzce chcieliśmy złożyć należną zapłatę, odrzekła, że wynagrodzenia żadnego nie przyjmie i że ogromnie jej było miło przyczynić się do dzieła, które służy szerzeniu czci Matki Bożej.

Pierwszą i najpilniejszą sprawą w tym okresie było ukończenie kaplicy. Chodzenie bowiem codziennie ze Mszą św. i na Mszę św. do oddalonego o 5 km Szymanowa (rowerów wówczas nie mieliśmy) wyczerpywało siły o. Maksymiliana i braci i pochłaniało sporo cennego czasu.

Dopiero w połowie listopada zdążono jako tako sporządzić kaplicę i ustawiono w niej prowizoryczny ołtarz oraz konfesjonał, zbity ze zwyczajnych i nieheblowanych desek.

Zaraz też o. Maksymilian pojechał do Warszawy i udał się do konsystorza arcybiskupiego z prośbą o pozwolenie na odprawienie Mszy św. w nowej kaplicy i przechowywanie Najśw. Sakramentu. Został przyjęty przez Ks. Kardynała Aleksandra Kakowskiego i zezwolenie otrzymał.

Grafika do art. Przeszkodę...

[Fot. okł. s. II] Ofiarowanie w świątyni. Miniatura z Cod. 27, 11, c. 34 v. (katedra w Sienie).