Przeprowadzka z Grodna do Niepokalanowa

Wspomnienia o św. Maksymilianie

Ponieważ postanowiliśmy sobie mimo przenosin nie pomijać drukowania ani jednego numeru "Rycerza", musieliśmy przeto z redagowaniem i drukowaniem ostatnich dwóch numerów (listopada i grudnia) oraz kalendarza na rok 1928 mocno się śpieszyć, by uzyskać choć jeden miesiąc wolny na przenosiny. Tym miesiącem był listopad, wypełniony cały pośpiesznym rozmontowywaniem wszystkich maszyn, pakowaniem, przewożeniem na kolej, potem, po przewiezieniu pociągiem do Szymanowa, wyładowywaniem z wagonów, przewożeniem ze stacji na miejsce, ustawianiem i montowaniem.

Tak więc około 10 listopada rozpoczęliśmy rozbiórkę maszyn i stopniowo likwidowało się działy, a naładowane żelaziwem wagony kolejowe odchodziły niemal codziennie do stacji Szymanów (ogółem było chyba osiem). Dnia 18 listopada odszedł ostatni transport, a czekaliśmy tylko na przyjazd o. Maksymiliana z Niepokalanowa.

Pamiętny dzień wyjazdu zakonników przypadł 20 listopada. Rano w tym dniu odprawił o. Maksymilian Mszę św. dziękczynną za łaski, jakimi Niepokalana obsypała nas w Grodnie w ciągu pięciu lat. Wieczorem tegoż dnia przed wyruszeniem na stację wygłosił o. Maksymilian do braci płomienne przemówienie, z którego urywki przytaczam:

"Niepokalanów, do którego za kilka godzin mamy wyjechać, jest to miejsce obrane przez Niepokalaną i przeznaczone wyłącznie na szerzenie Jej czci. Wszystko, cokolwiek jest i będzie w Niepokalanowie, to Jej własność. My również zostaliśmy wybrani przez Niepokalaną, a przez to wybraństwo staliśmy się Jej własnością. Jutro przypada uroczystość Ofiarowania Najśw. Maryi Panny (21 listopada). Ona, Niepokalana, cala była oddana Bogu i my również w wigilię tej uroczystości złóżmy ofiarę z siebie i oddajmy się jako nieużyteczne narzędzie w Jej ręce, a oddajmy się niepodzielnie, bez zastrzeżeń, na zawsze.

W tym nowym klasztorze poświęcenie się nasze musi być całkowite. Zakonność musi tam kwitnąć w całej pełni. Praktykować będziemy przede wszystkim posłuszeństwo. Będzie tam bardzo ubogo, bo wedle ducha św. Franciszka. Dużo będzie pracy, wiele cierpień i wszelkich niewygód. Regułę naszą, święte Konstytucje i wszystkie przepisy zakonne będziemy zachowywać z całą surowością, bo Niepokalanów powinien i musi być wzorem życia zakonnego.

Kto by z was nie czul się na silach lub nie miał ochoty tam pójść, niech jeszcze dzisiaj szczerze i otwarcie mi to wyzna, a ja postaram się u Ojca Prowincjała, by pozostawił go tutaj w Grodnie albo przeniósł do innego klasztoru".

Zaraz po tej konferencji wycofali się dwaj bracia i prosili, żeby mogli pozostać na miejscu. Inni, pełni ufności w pomoc Bożą i opiekę Niepokalanej, odjechali na maryjną niwę. Byli to bracia: brat Gabriel Siemiński, profes solemny, br. Zenon Żebrowski, br. Salezy Mikołajczyk, br. Hilary Łysakowski, br. Ksawery Jelasiewicz, br. Manswet Marczewski, br. Augustyn Kisielewski, br. Seweryn Dagis, br. Ewaryst Biegas, br. Elzear Żuchowski, br. Wit Czarnowski, br. Julian Trzebiński, br. Karol Kowalski, br. Chryzostom Ławrynowicz, wszyscy postulanci, i czterech aspirantów: Antoni Wójcik (późniejszy o. Remigiusz), Michał Banaszek (br. Kamil) i dwaj inni.

Żegnając klasztor grodzieński, przechodziłem po raz ostatni te cele, gdzie mieściły się działy wydawnicze z zaoliwionymi podłogami. Jakże żywo stanęły mi przed oczami spędzane tu chwile i minione lata. Ciężkie one były i nieraz wypełnione pracą ponad siły, ale jakże drogie i pełne porywów i synowskiej miłości. Tutaj w tych niskich i malutkich pokoikach rozpoczął się przecież ten stopniowy i szybki rozrost "Rycerza" (z 5000 do 65 000 egzemplarzy), który z nadmiaru rozsadził mury klasztorne, aby znaleźć swobodniejsze warunki wyłącznie tylko dla siebie i mieć swój teren, [okładka, s. III]dach i opłotki. Tutaj zostało zapisanych ponad sto tysięcy członków Rycerstwa Niepokalanej. Tutaj też przez ustawiczne obcowanie z wybrańcami Bożymi, jak o. Fordon, o. Maksymilian, br. Albert Olszakowski, zaprawił się człowiek do lepszej zakonności, poświęcenia i umiłowania Niepokalanej. Błogosławione były to chwile. I tak pełen zadumy i rozrzewnienia schylałem się do tych brudnych progów i całowałem je z jakąś niewymowną czcią.

W mroźny poranek listopadowy wysiadło z pociągu na stacji w Szymanowie kilkunastu braci, niosąc toboły na plecach i wielki zapal do czynu - w sercach. Z zaciekawieniem spoglądali w stronę północną, gdzie opodal na pustym polu stały samotne, szare trzy baraki, nazwane Niepokalanowem. Mimo śnieżystej wichury szli raźno i ochoczo, rozglądając się wokół, by dostrzec gdzieś w oddali jakieś osiedle ludzkie. Po paru minutach drogi stanęli wszyscy przed kaplicą, do której wprowadził ich o. Maksymilian. Pokłonili się Panu Jezusowi ukrytemu w tabernakulum i wyrazili Mu jeszcze raz gotowość do ofiar i dalszej służby.

Adoracja ta trwała zaledwie krótką chwilę, bo czas naglił. Na przybyszów czekało już wiele pilnych zajęć. Część braci wysiano zaraz z powrotem na stację, aby czym prędzej wyładować z wagonu maszyny drukarskie, które nadeszły z Grodna, gdyż każda godzina postoju podwyższała opłatę za "osiowe". Inni bracia zajęli się przygotowywaniem miejsc pod maszyny, leszowaniem ścian, przybijaniem podłóg i wykańczaniem budynku elektrowni.

Grafika do art. Wspomnienia...

[Fot. okł. s. III] Niepokalanów w roku 1927.