Młody Rycerz Niepokalanej (11)
Jan Guitton przypomniał niedawno ostatnie chwile filozofa i pisarza francuskiego Jana Pawła Sartra (†1980). Głosił on w życiu "egzystencjalizm, który przedstawiał jako humanizm ateistyczny. Mówił: Bóg nie istnieje; człowiek jest sam, jest więźniem swej wolności, klatki bez prętów". Ale pod koniec życia, pod wpływem przyjaciela B. Levy’ego, wierzącego w Boga, ogłosił w "Le Nouvel Observateur" (marzec 1980) rodzaj długiego testamentu, w którym zapewnia o swej nadziei w Transcendencji, potwierdzając zresztą to, co napisał w swym notatniku w roku 1940: "widzę przed sobą ziemię obiecaną, do której nie mogę wejść; jestem tylko wskaźnikiem". Teraz wyznaje: "Czuję się nie jako proch, który się ukazał w świecie, lecz jako istota oczekiwana, wywołana, zapowiedziana, jako istota, która zdaje się pochodzić tylko od Stwórcy, i ta idea ręki stwórczej, która mnie stworzyła, każe mi powrócić do Boga". Jeden z przyjaciół Sartra, ateista, tłumaczy tę jego zmianę tym, że był wtedy chory i ślepy. Inaczej sądzi Guitton: "Wszystko przeciwstawiało mnie Sartrowi... Ale chylę czoło przed jego ostatnim aktem. Widzę w nim objaw najwyższej odwagi, tej, która pozwala nam zaprzeczyć sobie, abyśmy dobrze zakończyli. Istotnie, kiedy ma się uczniów na całej ziemi i kiedy się jest filozofem, to jest zapalonym miłośnikiem Prawdy, czy nie jest obowiązkiem wyprostować rzeczy, zanim się zamknie oczy, i oznajmić je światu?".
