Przedmurze chrześcijaństwa

W trzechsetlecie bitwy wiedeńskiej

Położenie geopolityczne Rzeczypospolitej sprawiało, że od niej zależał w pewnych chwilach dziejowego zagrożenia los Europy zachodniej. Mężne stawanie z orężem w potrzebie, rycerski romantyzm i poczucie dziejowego posłannictwa, nazwane później walką "za waszą i naszą wolność", przyniosło Polsce tytuł: Polonia semper fidelis, a Polakom - Polonus, defensor Mariae. Stało się to w momencie, gdy Polska stała się "przedmurzem chrześcijaństwa", własnymi piersiami zatrzymując nawałę mongolskich ord czy wojsk sułtana tureckiego. Szczytowym momentem obrony chrześcijańskiej Europy była krucjata Jana III Sobieskiego i pogrom Turków pod Wiedniem w 1683 roku.

Sułtan Mahomet IV, zakończywszy wojnę z Rosją i zawarłszy z nią w 1681 r. 20-letni rozejm, zaczął przygotowywać się do wyprawy na Wiedeń. Dowództwo wojskowe powierzył wielkiemu wezyrowi Kara-Mustafie, o którym mawiano, że "nie zazna spoczynku, dopóki bazyliki św. Piotra w Rzymie nie przerobi na stajnie sułtańskie".

Zagrożenie tureckie dla państw chrześcijańskiej Europy było zbyt wielkie, aby nie poczuły się one do solidarności. Inna sprawa, że nie wszystkie kwapiły się z pospieszeniem z pomocą wojskową. Zagrożonej śmiertelnie Austrii największą pomoc okazała Rzeczpospolita, zawierając 31 marca 1683 r. przymierze polityczno-wojskowe, podwalinę późniejszej Świętej Ligi.

14 lipca 138-tysięczna armia turecka otoczyła stolicę cesarstwa austriackiego. Poseł cesarski książę Waldstein na kolanach błagał króla Jana III w Wilanowie o odsiecz. Cesarz Leopold pisał do króla polskiego: "Nie tyle oczekujemy wojsk Waszej Królewskiej Mości, ile osoby waszej, pewni, że osoba wasza królewska na czele naszych wojsk i imię wasze, tak groźne dla wspólnych nieprzyjaciół, same zapewnią ich klęskę". Był przecież Sobieski zwycięskim hetmanem wielu bitew, z których najznaczniejsze zwycięstwo odniósł nad Turkami właśnie pod Chocimiem. Zaklinał też zwycięskiego wodza nuncjusz apostolski Optius Pallavicini.

Król nadzwyczajną energią zgromadził 30 tysięcy wojsk pod Krakowem. 9 sierpnia monarcha polski uczestniczył w katedrze we Mszy celebrowanej przez nuncjusza i biskupów polskich. Nim wyruszył na Wiedeń, pieszo obszedł sanktuaria krakowskie na intencję zwycięstwa.

15 sierpnia siły polskie ruszyły; w ciągu 15 dni przeszły ponad 400 km, zanim połączyły się z chrześcijańskimi wojskami sojuszniczymi.

W Krakowie i innych miastach polskich ludność przeświadczona o zagrożeniu nawałą turecką gromadziła się w świątyniach. Modlono się na intencję zwycięstwa. W przeddzień bitwy biskup krakowski Jan Małachowski zarządził czterdziestogodzinne nabożeństwo z pro[53]cesją błagalną. Podobnie było w wielu miastach.

Po połączeniu wszystkich wojsk król Jan III dowodził ponad 10-tysięczną armią. Po przejściu przez góry uszykował swe oddziały na równinie schodzącej ku Dunajowi. Dziś w miejscu, gdzie były - siły polskie i Sobieski, wznosi się kościółek polski na Kahlenbergu, górze wznoszącej się nad Wiedniem. Siły tu-reckie były dwukrotnie większe.

Kara-Mustafa nie wierzył w przejście przez górskie bezdroża wojsk chrześcijańskich i długo lekceważył Sobieskiego. Ten zaś zapewniał swe otoczenie: "Ten wódz, który, pomimo zbliżenia się wojsk naszych, nie skupił swej armii, nie okopał się i obozuje tak, jakbyśmy byli o 100 mil od niego, przeznaczony jest na zgubę!... Pobijemy go przy pomocy Boga!"

8 września odprawiona została uroczysta Msza św. przez specjalnego wysłannika papieskiego, kapucyna o. Marka d’Aviano.

12 września siły chrześcijańskie i mahometańskie stanęły naprzeciw siebie. Słabsze oddziały polskie miały naprzeciw siebie 3/4 sił tureckich. Atak polski rozpoczął się po południu. Husaria rozbiła jazdę i piechotę turecką. Turcy w panice pierzchnęli. Wiedeń, broniony już resztkami sił, został ocalony. Następnego dnia król pisał do żony, najukochańszej Marysieńki: "...Bóg i Pan nasz, na wieki błogosławiony, dał zwycięstwo i sławę narodowi naszemu, o jakiej wieki przeszłe nigdy nie słyszały". Zdobytą, świętą zieloną chorągiew mahometan Jan III odesłał papieżowi Innocentemu XI ze słowami: "Przybyłem, zobaczyłem, Bóg dał zwycięstwo". Papież na tę wieść zapłakał z radości.

Zwycięstwo wiedeńskie przyniosło wielki rozgłos Sobieskiemu w Europie i poza nią. Sława króla i Rzeczypospolitej rosła. Wszędzie odprawiano dziękczynne nabożeństwa.

Wojska cesarskie i mieszkańcy Wiednia okrzyknęli króla polskiego bohaterem i zbawcą. Spotkanie z cesarzem Leopoldem i późniejsze stosunki z dworem wiedeńskim były chłodne i niepozbawione goryczy.

Jan III chciał wykorzystać zwycięstwo i zamierzał maszerować na Budę, odebrać Podole i Ukrainę, a nawet podporządkować Mołdawię i Wołochy. To zaś nie mogło podobać się Leopoldowi, który wiedział o sympatiach Węgrów do Sobieskiego. Ostatecznie kompromis między dążeniami króla i cesarza przekreślał plany Jana III.

W podjętej wyprawie nie uczestniczyła znaczna część wojsk cesarskich, a również Sasów i Bawarów. Pod Parkanami zebrane po rozsypce pod Wiedniem wojska tureckie przez Kara Mehmeda rozniosły polską straż przednią, a sam król omal nie zginął W dwa dni później koło tej samej miejscowości doszło do drugiej bitwy. 30-tysięczne wojska Sobieskiego rozgromiły doszczętnie dwukrotnie liczebniejsze oddziały tureckie.

Zwycięstwo to pozwoliło przywrócić Rzeczypospolitej Podole, choć bez Kamieńca, i na - krótko osadzić w Mołdawii propolsko nastawionego hospodara Petryczejkę.

Ciągnąca się jeszcze przez długie lata wojna polsko-turecka sprawiła, że Sobieski szukał sojusznika w Księstwie Moskiewskim. I choć nigdy Rosja nie stała się aliantem polski, zawarto w 1686 r. pokój wieczysty, zwany "pokojem Grzymułtowskiego", który oddawał Rosji zagarnięte przez nią ziemie Rzeczypospolitej z Kijowem, Smoleńskiem i Czernihowem. Jednocześnie prawosławnych poddanych Rzeczypospolitej oddawano w opiekę Rosji, co później było pretekstem politycznych i wojskowych ingerencji moskiewskich. Liczono, że Rosja podporządkuje się Rzymowi i przystąpi do tworzonej właśnie Ligi Świętej. Jakby przewidując, że traktat przyniesie jedynie korzyść Rosji, w poczuciu nadchodzących chmur od wschodu, w chwili składania podpisu na dokumentach król Jan III miał zapłakać. Odrzucił król korzystną ofertę turecką w 1692 r., proponującą za cenę neutralizacji Polski zwrot Kamieńca i zrzeczenie się pretensji otomańskich do Podola i Ukrainy. Pokusa była wieka, bo sojusznicza Austria wykorzystywała uwikłania militarne polsko-tureckie i zagarniała nowe terytoria. Chan proponował wsparcie Polski w wyprawie przeciw wiarołomnej Rosji. U Sobieskiego przeważyły jednak pobudki religijne; poczucie wierności wobec sojuszników (nawet tych nielojalnych), niechęć do sojuszu z islamem - i propozycję [54]odrzucił. Ambicją Sobieskiego było przewodzenie szerokiej Lidze Chrześcijańskiej, ale jego idea nie znalazła poparcia w Europie i azjatyckich krajach antytureckich.

Ostateczny kształt Świętej Ligi utrwalony został w Linzu 5 marca 1684 r. przez podpisanie układu między Rzeczypospolitą, Austrią i Wenecją. Ligę wspierał papież. Faktycznie Liga Chrześcijańska opierała się na Polsce, stąd jej zaszczytny moralnie - niestety, bez politycznych efektów - tytuł "przedmurza chrześcijaństwa".

Pruski militarysta Clausewitz zaliczył Jana III do największych wodzów w dziejach nowożytnych. Zaś lord d’Abernon bitwę pod Wiedniem zaliczył do decydujących bitew świata, obok Maratonu i Tours - gdzie zwycięstwo którejś ze stron decydowało o losach Europy.

Po zwycięstwie wiedeńskim Rzeczpospolita słabła wojskowo i politycznie. Wiktorie pod Wiedniem i Parkanami były ostatnim blaskiem świetności, wielkości i suwerenności Polski, były jednym z ostatnich wielkich wzlotów ducha katolickiego narodu, który stawał w obronie wiary ojców, w obronie Europy i chrześcijańskiego świata. Przez wieki upadku odsiecz wiedeńska tkwiła w świadomości pokoleń Polaków jako nadzieja zwycięstwa wiary.

Grafika do art. Przedmurze chrześcijaństwa

[Fot. s. 52: Król Jan III Sobieski.]