22 listopada. Słońce tego dnia jakby się gniewało, bo ani na chwilą nie wychyliło się z poza ciężkich, ołowianych chmur, plujących na ziemię grudki lodu z deszczem, które wiatrem silnym miotane, cięły dotkliwie.
W taki to poranek wysiedliśmy na dworcu w Szymanowie.
Jeszcze kilka minut borykania się z tobołkami oraz ze złośliwym wichrem, a już klęczymy w ubożuchnej kapliczce u stóp Tabernakulum, nad którym wznosi się majestatyczna i przesłodka postać Niepokalanej, naszej ukochanej Matki. Dla Niej to właśnie przyjechaliśmy tu pracować, poświęcać się, a nawet chętnie oddać zdrowie i życie. Do Niej więc płynie z młodych serc cicha modlitwa całkowitego oddania się, korna prośba o łaski na nowej placówce. Pierwsze chwile były naprawdę osobliwe.
Przez kilka dni posiłki spożywaliśmy na prowizorycznych stołach, z prostych, nieheblowanych desek, ułożonych na koszach i walizach; do siedzenia przy takim stole podłoga służyła znakomicie.
Spanie również na podłodze, gdyż łóżka jeszcze nie nadeszły. Stan taki trwał kilkanaście dni. Należy on do najmilszych naszych wspomnień.
Przypominaliśmy sobie Porcjunkuli i pierwszy klasztor - szopę, w której Bracia na belkach znaczyli swoje miejsce.
Pracy mieliśmy bardzo dużo, bo zwózkę sprzętu wydawniczego za stacji, montowanie motoru i maszyn i pięciomorgowy teren trzeba było ogrodzić parkanem, by jak najprędzej zaprowadzić klauzurę. Więc po kolacji rekreację spędzano codziennie do 11 wieczorem przy stawianiu płotu.
Praca była naprawdę ciężka i wymagała dużego poświęcenia. Lecz dzięki gorącej miłości, żarzącej się w młodzieńczych sercach, dzięki ideałowi, z jakim tu przyszli, nikt się nie zachwiał. Ale też i opiekę Niepokalanej wyjątkowo odczuwaliśmy.
Wielką również zachętą dla nas była życzliwość i ofiarność okolicznej ludności, która pomagała nam w czym tylko mogła. Jedni znosili pożywienie, drudzy przychodzili i przez cały dzień pomagali braciom w pracy, inni znowu służyli końmi w zwózce materiałów budulcowych, papieru itp.
Taka wytężona i gorączkowa praca trwała do wigilii Niepokalanego Poczęcia. W tym bowiem dniu N.O. Prowincjał O. Kornel Czupryk dokonał poświęcenia kaplicy i całego wydawnictwa. Na uroczystość poświęcenia przybyli pp.: ówczesny wojewoda warszawski, starosta sochaczewski, ks. dziekan z Sochaczewa, i okoliczna ludność. Tegoż dnia zaprowadzono klauzurę papieską i gromadka braci rozpoczęła nowicjat, odtąd praca wydawnicza, weszła już na tory normalne - praca skromna i cicha dla Niepokalanej, praca nad wysławianiem Jej dobroci matczynej przez wydawanie błękitnego "Rycerza".