Matka Boża w moim życiu
"...Jeśli wabi cię ognik - idź za nim. Być może zabrniesz na manowce, ale nigdy nie będziesz sobie wyrzucał, że może była to twoja gwiazda...".
Ja...? - to przecież tyle i tak niewiele. Do IV, V klasy szkoły podstawowej dla mnie niedzielna Msza św. była obowiązkiem. Ale chodziłam na nią sama. Kiedy spotkałam "Oazę Niepokalanej", to szliśmy już razem: ja i Ona.
To Ona nauczyła mnie modlitwy, miłości bliźniego, szacunku do pracy, nauczyła mnie życia z Bogiem w każdym dniu, w smutku i w radości, w każdej sekundzie.
Po 8 klasie nowa szkoła (technikum) i nowe duszpasterstwo.
Przebywając od ponad ośmiu lat w środowisku ludzi zmierzających ku Bogu zadałam sobie odwieczne pytanie: Kim jestem? Jaka jest moja właściwa godność? Jakie jest moje powołanie? Jakie jest moje ostateczne przeznaczenie?
Papież Jan Paweł II w swoim przemówieniu do młodzieży (Warszawa, czerwiec 1979) mówił, że człowiek zrozumie siebie tylko w Chrystusie.
Podczas rozmowy, milczenia i wpatrywania się w Krzyż Chrystusa dostrzegłam swój o ileż mniejszy. Każdy ma swój krzyż, z którym musi coś zrobić. Jest wiele dróg. A ta moja jaką jest? Szeroką, wygodną, asfaltową, a może z dziurami, w które można wpaść po kolana? Jaką jest?
Będąc 1 maja na wycieczce w Warszawie, po zwiedzeniu miasta zapytałam: Co teraz robić? Poszłam na dworzec, kupiłam bilet do tej samej miejscowości, co osoba przede mną: Sochaczew. Wysiadłam wcześniej, bo ludzie powiedzieli mi w pociągu, że "jadę do Niepokalanej". W Niepokalanowie przypomniały mi się słowa piosenki: "Mój brat Maksymilian zaufał Ci zupełnie, całkiem bezgranicznie - tak chciałabym i ja...". W pierwszej kaplicy zakonnej nieznajomy zakonnik dał mi Cudowny Medalik. Zawiesiłam go na szyję i za św. Maksymilianem powiedziałam: "Prowadź mnie, kieruj mną, ze mną bądź...".
Dziś czytając "Rycerza" zatrzymałam się na artykule o pewnym zgromadzeniu zakonnym.
To Niepokalana mówi mi, że to jest moja droga, to moje "co dalej" (...)
Poznań, 19 czerwca 1987
