Profil człowieka ponadczasowego

Święty Franciszek z Asyżu - dziś

Franciszek nie urodził się świętym - stopniowo, w pocie czoła wznosił się na szczyty świętości. Stwierdzenie banalne, oklepane, nie odznaczające się oryginalnością, ale niezbędne. Jakże często wyzwala się w nas mechanizm samoobronny, zapewniający alibi dla naszej opieszałości i lenistwa. Naśladowanie Franciszka nie jest wcale utopią. On również chodził po omacku, po ciemku, z trudem szukał swej drogi, z bólem oczyszczał się ze złudzeń. Jego życie jest długą drogą wyzwolenia, prowadzącą do spotkania z Bogiem i z bliźnimi, do odnalezienia radości. Ucieleśnia on los każdego człowieka i tę część osobowości, która jest wspólna dla wszystkich. Stąd jest świętym zawsze aktualnym, ponadczasowym.

1. Wytrawny "reżyser"

Br. Tomasz z Celano, "urzędowy" biograf św. Franciszka, otwarcie wyznał swoją niekompetencję do przedstawienia bogatej osobowości Świętego z Asyżu, którego już wówczas określano jako "drugiego Chrystusa" (alter Christus). Zresztą wystarczy przyjrzeć się pierwszym dziełom ikonograficznym Berlinghieriego, Cimabuego i Giotta, by zrozumieć zasadność obaw br. Tomasza, świadomego, że ciąży na nim obowiązek przekazania następnym pokoleniom wiernego obrazu Franciszka, będącego dla zdumionego świata "człowiekiem z inną mentalnością". Jeśli z jednej strony Cimabue trafnie odtworzył człowieczeństwo Biedaczyny z Asyżu (Berlinghieri swoim abstrakcyjnym pędzlem ukazał je jako ponadczasowe), to z drugiej strony nie zdołał uchwycić profetycznego wymiaru tego w pełni "katolickiego i apostolskiego" człowieka, co natomiast doskonale przedstawił piórem Julian ze Spiry, a pędzlem Giotto.

Obraz św. Franciszka zachodzi coraz gęstszą mgłą, w miarę jak zanurzamy się w dziedzinę kinematografii. W filmach znajdujemy całą gamę niebezpiecznych "redukcji", uproszczeń, nieuczciwych spłyceń, zależnie od potrzeb widowiskowych, osłabiających w dużym stopniu znaczenie i historyczną doniosłość asyżanina. Reżyserzy bądź to nadmiernie faworyzują, opierając się na zbyt fabularnym miejscami scenariuszu Kwiatków, wyzwoloną i radosną postawę "Wesołka Bożego" (Rossellini), bądź to popychają ku krańcowym polaryzacjom trzeźwy i kontrolowany zmysł "laickości" św. Franciszka (Cavani), bądź wreszcie poszukują w niespokojnej młodości Franciszka najodleglejszych zwiastunów współczesnej kontestacji wśród młodzieży (Zeffirelli).

A jednak wystarczyłoby dokładnie przyjrzeć się chronologicznemu sklepieniu Franciszkowej przygody, by przekonać się, że niespokojny syn Piotra Bernardone nie potrzebuje wcale doświadczonych reżyserów. On sam doskonale zdaje egzamin aktualności. On sam jest uzdolnionym reżyserem swoich reformistycznych programów (dość pomyśleć o dramatycznym wydarzeniu, zaimprowizowanym na placu przed pałacem biskupim w Asyżu), wybijając się ponad wydarzenia historyczne, polityczne i kulturalne epoki, której jest dzieckiem i prorokiem zarazem.

2. Radiografia "nawrócenia"

Aby odtworzyć możliwie wiernie duchowy obraz św. Franciszka, należałoby przyjrzeć się jego zygzakowatej młodości, nieustannie dręczonej wielkimi ambicjami i głębokimi rozczarowaniami. W tym męczącym "tam i z powrotem", w huśtawkowych stanach oczekiwania i zwłoki, aspiracji i przerażenia, zuchwałości i rezygnacji stopniowo dojrzewa specyficzne powołanie Franciszka, którego Relacja trzech towarzyszy określa jako "człowieka wesołego i swobodnego", "pasjonującego się zabawą i śpiewem", "bystrego w kupiectwie", "oryginalnego w swej próżności" (r. 1).

Będąc reprezentantem bogatego i wyniosłego mieszczaństwa, pogardzanego przez starych feudałów jako "nowy lud" społeczności komunalnej Asyżu, Franciszek "wzbudza ogólny podziw, a w pogoni za próżną chwałą nie daje się nikomu prześcignąć" (Tomasz z Celano, Życiorys pierwszy św. Franciszka, nr 2).

Mimowolnie zauważamy, że skupia on w sobie jak w soczewce wszystkie przywary i cnoty, typowe dla przedsiębiorczej klasy mieszczan, którzy udawali się na zatłoczone rynki Szampanii (Francja) po cenne zwoje płótna, ulegając dyskretnemu urokowi bogactwa, sukcesu i dominacji.

Wychowany w parafialnej szkole św. Jerzego w Asyżu, obdarzony wieloma wrodzonymi zdolnościami, wśród których wybijała się iskierka nieopanowanej serdeczności, kochający zbytek i radość życia, hołdujący mieszczańskim aspiracjom i sekretnej re{-77-}vanche swego ojca, typowego egzemplarza self-made man, Franciszek szybko znalazł się w centrum towarzyskiego życia miasta jako "wódz świąt" (Tomasz z Celano, Życiorys drugi św. Franciszka, nr 7).

Zdobywszy szczyt popularności, nie rezygnował ze swoich ambicji, ale z większą jeszcze energią zwrócił się ku ideałom rycerskim opiewanym przez literaturę dworską w formułach mitycznych i legendarnych.

Jednakże gorzkie doświadczenie, jakie wyniósł ze zbrojnego starcia asyżan z perugianami w dolinie Collestrada (r. 1202), wywołało we wrażliwej duszy dwudziestoletniego młodzieńca "dekantację" przez tyle lat pielęgnowanych mitów.

Podczas rocznej niewoli w więzieniach Sopramuro w Perugii, a następnie w czasie długiej rekonwalescencji, będzie analizował minione etapy swego ruchliwego i żądnego zabaw życia i z coraz większą determinacją szukać będzie tych wartości, które nie rdzewieją. I nie zaniecha tych wysiłków do chwili, aż panorama jego duszy - poprzez zmysł miłosierdzia dla ludzi - otworzy się na olśniewający apel Absolutu: "Nie miałby się za przyjaciela Chrystusa, jeśliby nie kochał dusz, które On umiłował" (tamże, nr 172). W tej perspektywie ma miejsce wstrząsające spotkanie z trędowatym, z tym niepokojącym i emblematycznym zwierciadłem nieszczęśliwej, podeptanej, zdradzonej i zapomnianej grupy ludzkiej.

Święty, spisując swój duchowy testament, wyraźnie wspomni o tym decydującym spotkaniu i uzna je za matrycę swego doskonałego "nawrócenia" na miłość Boga i ludzi: "Mnie, bratu Franciszkowi, Pan dal tak rozpocząć życie pokuty: gdy byłem w grzechach, widok trędowatego wydawał mi się bardzo przykry. I Pan sam wprowadził mnie między nich, i okazywałem im miłosierdzie. I kiedy odchodziłem od nich, to, co wydawało mi się gorzkie, zmieniło mi się w słodycz duszy i ciała" (Testament, w. 1a-3).

W jednym ze swoich listów, nacechowanych ogromną troską o człowieka, o jego potrzeby i jego dobro, mówi on rzeczywiście: "Powinniśmy być sługami i poddanymi wszelkiemu stworzeniu ludzkiemu ze względu na Boga" (List do wiernych, w. 47).

3. "Ambitna intencja"

Duchowy testament św. Franciszka otwiera się żywym wspomnieniem o trudnym procesie, który doprowadził jego autora do zmiany mentalności i perspektyw życiowych, słowem: do "nawrócenia się".

Jak łatwo sobie wyobrazić, pożegnanie ze światem nie było sprawą łatwą. Przed ostateczną opcją Franciszek musiał walczyć między "tak" i "nie": "Przeżywał wielką pasję ducha i nie spoczął, dopóki nie dokonał tego, co począł w sercu" (Życiorys pierwszy, nr 6).

W pierwszej fazie poszukuje w "szacie" eremity"miejsc ustronnych jako odpowiednich do modlitwy" (Życiorys drugi, nr 9). Następnie widzimy go, jak w "szacie" pielgrzyma maszeruje drogami, które prowadzą do Rzymu, stolicy chrześcijaństwa, a potem w "szacie" pokutnika - opiekuje się w dolinie spoletańskiej trędowatymi, tj. ludźmi bez twarzy, nawet w oczach minores (najemnicy i słudzy). Wreszcie jesteśmy świadkami frontalnego pojedynku z własnym ojcem, na publicznym placu przed pałacem biskupim. Wtedy w "szacie" oblata proklamuje gestem być może - emfatycznym, ale doniosłym, dobrowolne ogołocenie się i rezygnację z wszelkich przywilejów, ogłaszając także "radosną wolność dzieci Bożych" (tamże, nr 81). Zrzucając z siebie kolejno "szatę" eremity, pielgrzyma, pokutnika i oblata, Franciszek mocno odbiega od pospolitych wzorców duchowości średniowiecznej. Obiera przecież szatę niesprzeczną ze swoim osobistym charyzmatem i bardziej odpowiadającą duchowym potrzebom perwersyjnej epoki: "Nikt mi nie wskazywał, co mam czynić, lecz sam Najwyższy objawił mi, że powinienem żyć według Ewangelii świętej" (Testament, w. 14).

Teraz już się nie ociąga, jest gotów na przyjęcie dyktatu Łaski: Ukrzyżowany niecierpliwie wyczekuje na niego i chce powierzyć mu trudny mandat moralnej odnowy Kościoła.

Jednakże do ostatecznej kapitulacji zostanie zmuszony dopiero w kościółku Matki Bożej Anielskiej, podczas słuchania ewangelii o rozesłaniu apostołów. W tej ewangelii odkryje jednocześnie wzorcowy statut dla swojej rodzącej się wspólnoty zakonnej "Braci mniejszych", zwanych dziś popularnie franciszkanami.

Zanim zabierze się do wypełniania trudnego mandatu, kierowany wyostrzonym zmysłem eklezjalnym, którego nigdy nie utraci, Franciszek poprowadzi swoją trzódkę do stóp rzymskiego biskupa: "Bracia, widzę, że Pan w swym miłosierdziu chce powiększyć naszą grupę. Chodźmy więc do Matki naszej, świętego Kościoła rzymskiego. Przedstawmy Najwyższemu Kapłanowi to, co Pan rozpoczął czynić przez nas, abyśmy zgodnie z jego wolą i nakazem prowadzili nadal rozpoczęte dzieło" (Relacja trzech towarzyszy, nr 46).

Spotkanie pokornego Franciszka z energicznym i wolitywnym papieżem Innocentym III, faworyzowanym przez kard. Jana Colonnę i innych wpływowych członków kolegium kardynalskiego, należy do tej kategorii faktów historycznych, które stanowią milowe kroki w wiekowej wędrówce Kościoła. Właśnie wobec Innocentego III, nazywanego stupor mundi, gdyż zdumiewał wszystkich swoją erudycją w zakresie prawa kanonicznego, Franciszek po królewsku przedstawi swoją "ambitną intencję" (Dante). Wielkiemu papieżowi, obrońcy uniwersalnej władzy papieskiej, stojącemu przed zmorą groźnych ruchów ewangelicznych w jawnej opozycji przeciw Kościołowi na terenie Wioch i Francji (katarowie, waldensi, humiliaci, ubodzy katolicy z Lyonu, begini i begardzi), Franciszek podsunie własny program życia ewangelicznego, mocno odbiegający od klasycznych form monastycznych i pustelniczych: "Zawsze poddani i położeni pod stopy tego świętego Kościoła, ugruntowani w wierze katolickiej, zachowamy ubóstwo i pokorę, i świętą Ewangelię Pana naszego Jezusa Chrystusa, jak to stanowczo przyrzekliśmy" (Reguła II, r. 12).

4. Brat wszystkiego, co żyje

Franciszek, uzyskawszy zatwierdzenie swojej reguły, wraca do Asyżu, a jego braterstwo raptownie wzrasta w liczbę, skupiając ludzi ze wszystkich klas społecznych. W r. 1212 Klara Offreducci, zafascynowana ideałem Franciszka, entuzjastycznie przystaje na jego projekt życia i gromadzi u św. Damiana te dziewczęta, które pragną zostać "Ubogimi paniami" (klaryski).

Historyk Jakub z Vitry w liście z Damietty (r. 1220) pozostawia nam cenne świadectwo o życiu braci mniejszych: "Ich zakon dość szybko rozprzestrzenia się w całym świecie, ponieważ zdecydowanie wciela formę pierwotnego Kościoła i naśladuje we wszystkim życie apostołów".

Tych zakonników, "ubogich w rzeczy i bogatych w cnoty", łączy w jedno bardzo silny zmysł braterstwa. Ich właśnie św. Franciszek - i tu roztrzaskując monastyczny dogmat stabilitas loci (przebywanie w jednym miejscu) - wysyła w świat jako globtroterów z orędziem "pokoju i dobra".

Wyruszają zatem na wypalone przez słońce szlaki, które prowadzą do sanktuarium św. Jakuba w Compostella i Św. Michała Archanioła na Gargano. Przepełnieni gorliwością ewangeliczną kierują się ku zimnym i niegościnnym regionom Niemiec. Drogą morską udają się do "Saracenów i innych niewiernych". Ci właśnie bracia mniejsi, praktykujący wzajemne upominanie, stale mają przed oczyma słowa Reguły. "Idąc przez świat nie powinniście wszczynać kłótni ani się spierać i sądzić innych, ale być cichymi, spokojnymi, skromnymi, łagodnymi i pokornymi, rozmawiając uczciwie ze wszystkimi, jak należy" (Reguła II, r. 3).

To braterstwo ducha ukazuje piękny list, podyktowany przez św. Franciszka, do pewnego przełożonego: "Właśnie w tym pragnę rozpoznać, czy kochasz Boga i mnie, sługę Jego i twego, jeśli będziesz postępował tak, aby na świecie nie było żadnego brata, który zgrzeszywszy ponad miarę nigdy nie oddalił się bez przebaczenia, widząc twoje oczy".

Franciszkowa miłość ogarnia nie tylko ludzi, ale obejmuje w jednym symfonicznym objęciu (i stąd bierze początek "kolumna dźwiękowa" Pieśni słonecznej) wszystkie głosy wszechświata.

"Franciszek kontempluje przyrodę - pisze o. Englebert - oczyma zdumionymi i pełnymi szacunku, właśnie tak, jak oglądał ją pierwszy człowiek pierwszego promiennego poranka świata".

Dzieło stworzenia jest dla niego "najprzejrzystszym zwierciadłem dobroci Bożej" (Życiorys drugi, nr 165), namacalnym sakramentem Jego chwały i dobroci: "Wszystkie wreszcie stworzenia nazywa braćmi i siostrami i w ten sposób uwznioślony, nie doświadczony przez innych, wzrokiem serca rozpatruje głębokie tajemnice stworzeń" (Życiorys pierwszy, nr 81).

Tak i dziś św. Franciszek potrafi ukazać zgryzoty i tajemnice ludzi, miotanych często zagorzałą nienawiścią, wewnętrznie podzielonych i rozczarowanych.

Ktokolwiek znajdzie się w Asyżu, Niepokalanowie lub w innym klasztorze i kościele franciszkańskim, przypadkowo lub umyślnie, niech się zastanowi nad tymi słowami wielkiego przyjaciela: "I ktokolwiek przyjdzie do nich: przyjaciel czy wróg, złodziej czy łotr, niech go przyjmą uprzejmie jak brata" (Reguła I, r. 7).

Grafika do art. Profil człowieka ponadczasowego

[Fot. s. 77] Święty Franciszek z Asyżu w filmie Brat Słońce i Siostra Księżyc - reż. Franco Zeffirelli.