Świat został stworzony przez Boga jako dzieło nie zakończone. Stworzenie świata ma charakter dynamiczny. Takim je przedstawia wiara chrześcijańska i takim ukazuje się oczom naszym. Nieustannie zmienia się oblicze tej ziemi: wciąż coś na niej obumiera i coś nowego powstaje.
Dzieje się tak, ponieważ Bóg złożył w świecie siły rozwojowe, a kierowanie nimi powierzył człowiekowi, tym samym dopuścił go do współtworzenia świata. Jest to wielkie wyróżnienie dla człowieka, podstawa szczególnej jego godności wśród wszystkich stworzeń, a jednocześnie powołanie i zobowiązanie. Człowiek ma ten świat przemieniać i doskonalić. Zadanie to pierwszym rodzicom powierzył Stwórca, a przez nich ludziom wszech czasów: "Bądźcie płodni i rozmnażajcie się, abyście zaludnili ziemię i uczynili ją sobie poddaną" (Rdz 1,28). Tym poleceniem Bóg związał istnienie człowieka z przemianą świata, który oddał mu w opiekę. Im bardziej wspaniali i doskonali będą ludzie, tym doskonalszy zatem będą tworzyli świat.
Bosko-ludzkie współtworzenie znajduje najpełniejszy wyraz w każdorazowych narodzinach człowieka. Narodziny nowego życia ludzkiego są owocem podwójnej miłości i jedności: ludzkiej, bo są owocem miłości i jedności mężczyzny i niewiasty, boskiej, bo Bóg z miłości ku człowiekowi dał mu moc wzbudzania życia.
Dziecko jest wspólnym dziełem rodziców i Boga
Jest w tym coś przepięknego i zdumiewającego: stworzenia są czynnymi współpracownikami Boga w dziele stwarzania. Normalnie ludzie rozpoczynają realizację tej współpracy z chwilą podjęcia małżeńskiego - pożycia seksualnego. W tym bowiem momencie podejmują wielkie dzieło wydania na świat nowego człowieka. Małżonkowie są więc, jak mówi Sobór Watykański II, współpracownikami i interpretatorami miłości Boga (KDK 50).
Małżeństwo nie jest więc instytucją samą dla siebie, a popęd seksualny nie jest tylko sprawą prywatną małżonków. Jedno i drugie jest nastawione na wzbudzanie życia. Jest ogniwem w rozwoju ludzkości. Jest ściśle związane z rozwojową[203]koncepcją świata. I to jest główna racja, dlaczego małżonkowie powinni mieć dzieci. To jest ich zadanie powierzone im przez Boga, jest to ich powołanie.
Nikt nie może im zakazać wypełnienia tego powołania, a jeśliby sami nie chcieli mieć dzieci, wykluczyliby je ze swego życia, sprzeniewierzyliby się swemu powołaniu, odmówiliby Bogu współpracy z Nim.
"Instytucja małżeńska i miłość małżeńska są skierowane ku rodzeniu i wychowaniu potomstwa" (Familiaris consortio). Gotowość małżonków do urodzenia dziecka i trwałego jego rodzenia duchowego przez wychowywanie go jest uczestniczeniem we współtworzeniu świata z samym Bogiem. Wszystko zaś, co tę gotowość zamyka lub całkowicie niweczy i wyłącza człowieka ze współpracy z Bogiem w tworzeniu świata, jest sprzeniewierzeniem się swemu powołaniu.
Karta Praw Rodziny odrzuca antykoncepcję, sterylizację i spędzanie płodu
Praktyki te Karta wymienia niejako jednym tchem, ale ich złość moralna jest różna. Antykoncepcja i sterylizacja są świadomym wyłączeniem się człowieka ze współdziałania z Bogiem. Są pozbawieniem siebie tworzenia, swoistego rodzaju samookaleczeniem. Niosą też z sobą niebezpieczeństwo zobojętnienia na życie, niechęci wobec dziecka i traktowania go tylko po ludzku i instrumentalnie. Otrzymaną od Boga moc wzbudzania życia człowiek zaczyna przypisywać wyłącznie sobie. Dziecko uważa za sprawę prywatną. Może więc je przyjąć lub pozbyć się go.
Zaistnienie człowieka jest związane z rozwojową koncepcją świata. Sam też człowiek jest istotą rozwojową i całe jego życie od chwili poczęcia jest ciągłym procesem rozwoju człowieka. Dla biologów nie ulega dziś wątpliwości, że od chwili poczęcia jest już pełen człowiek, tak jak w ziarnie zboża zawiera się już pełen kłos. Rozwinięcie się go, to tylko kwestia czasu.
Spędzanie płodu, powszechnie zwane przerywaniem ciąży, jest aktem niszczenia pełnego już życia, aczkolwiek niezupełnie jeszcze rozwiniętego. Jest przerwaniem współdziałania Boga i człowieka, którego owocem jest już istniejący człowiek. Czyn ten jest złem szczególnie ciężkim sam w sobie, ale jego moralną złość powiększa jeszcze fakt, że niszczy on życie zupełnie bezbronne. Dziecko pojawia się w pełnym zaufaniu do swoich życiodawców, a ci wykorzystując nad nim swoją przewagę w brutalny sposób je niszczą. Z roli współtwórców życia i świata przemieniają się w niszczycieli.
To są główne powody, dla których Kościół nie może zgodzić się na przerywanie ciąży, pomijając już niepowetowane szkody, jakie powoduje ono w organizmie i psychice kobiety.
Powołanie człowieka do życia jest czynem o wielkiej doniosłości
A im większa doniosłość, tym większa odpowiedzialność. Poczęcie nowego życia nie może być więc dziełem nieprzewidzianego przypadku lub lekkomyślności. Karta Praw Rodziny mocno akcentując prawo rodziców do posiadania dzieci i do określania ich liczby, jednocześnie podkreśla, że poczęcie każdego dziecka musi być przemyślane i przygotowane, a więc zaplanowane. Planowanie dzietności nie jest zatem czymś sprzecznym z nauką Kościoła, przeciwnie jest obowiązkiem moralnym. Kościół wymaga, by rodzicielstwo było odpowiedzialne, to znaczy, że rodzice mają całkowitą wolność w decydowaniu o czasie urodzin i liczbie dzieci, w obydwu sprawach winni uwzględniać obowiązki "wobec siebie samych, wobec dzieci już narodzonych, rodziny i społeczeństwa" (Karta Praw Rodziny). Odpowiedzialne rodzicielstwo w rozumieniu Kościoła łączy zatem uwarunkowania i potrzeby samych rodziców, dzieci i społeczności, do których rodzina należy.
Jeżeli więc któreś z małżonków posiada poważną chorobę dziedziczną lub rodzina znajduje się w bardzo nędznych warunkach, to poczęcie dziecka byłoby poważną winą małżonków, bo do całości rodzicielstwa należy prócz urodzenia także wychowanie dziecka, które dla swojego rozwoju wymaga odpowiednich warunków. Decyzja o tym należy jednak do samych małżonków.
Jeżeli z kolei małżonkowie zdolni do posiadania dzieci i do zagwarantowania im właściwego rozwoju, nie wychowują odpowiedniej liczby dzieci, jakiej domagają się od nich względy wychowawcze oraz potrzeby społeczności, do której należą, wówczas uczestniczą wprawdzie w dziele współtworzenia z Bogiem świata, ale swego powołania nie wypełniają w sposób pełny, na miarę warunków, jakie im są dane. W tej dziedzinie mają także swoje zastosowanie słowa Ewangelii: komu więcej dano, od tego będzie więcej wymagano.
Jedynacy w rodzinie groźbą społeczną
Rodzina posiadająca tylko jedno dziecko - a nawet dwoje - nie jest jeszcze najlepszym środowiskiem dla rozwoju osobowego dzieci i rodziców. Istnieje duże prawdopodobieństwo, że ukształtuje ono mało wartościowych egoistów. Warto tu przypomnieć powszechną opinię pedagogów, że rodzina dopiero od trojga dzieci tworzy środowisko wychowawcze zapewniające dzieciom odpowiednio wartościowe wychowanie. Takie środowisko jest bogate w zdarzenia, przeżycia, kontakty wewnątrzrodzinne i pozarodzinne. Jedynak może zamknąć się w swoim pokoju i w izolacji przeżyć cały dzień, a nawet kilka dni. Nie ma też okazji do ciągłego dzielenia swoich przeżyć z kimś innym w podobnym wieku, do wyjaśniania swojego punktu widzenia w sprawach spornych, do kompromisów. Takich okazji w rodzinie liczebniejszej w dzieci jest pełno. A to stwarza szansę na lepsze poznanie potrzeb innych i siebie samego, na kształtowanie postawy ofiarności i umiejętności współżycia z innymi ludźmi.
Większej liczby dzieci domaga się też społeczeństwo. Jego rozwój i znaczenie wśród innych społeczeństw w dużej mierze zależy od liczby jego członków. Rozumiał to doskonale kanclerz pruski, Otto Bismarck, który widząc liczne w dzieci rodziny polskie ocenił to zjawisko jako groźbę polityczną i różnymi metodami starał się osłabić prężność demograficzną Polaków. Ta właśnie prężność demograficzna na terenach polskich pod zaborami sprawiła szybki wzrost ludności z 9 milionów w 1800 roku do 29 milionów w 1910 roku. Z taką liczbą ludności Polska mogła już sobie wywalczyć niepodległość w czasie pierwszej wojny światowej.
Rodziny wielodzietne gwarantują społeczeństwu trwałość i dają szansę rozwoju, dlatego "mają prawo do odpowiedniej pomocy" (Karta) ze strony społeczeństwa i państwa, większej aniżeli - rodziny małodzietne, które unikają ciężaru rodzenia i wychowywania nowych członków społeczeństwu.
Każde dziecko ma wymiar społeczny. Dlatego "rodzina ma prawo do pomocy ze strony społeczeństwa w tym, co dotyczy wydania na świat i wychowania dzieci" (Karta). Pomoc ta nie jest żadnym dobrodziejstwem, lecz obowiązkiem. Ze społecznego punktu widzenia jest to najbardziej rozsądna, długofalowa - inwestycja. Bo im lepsze warunki dla rodzenia i wychowania dzieci stworzy społeczeństwo, tym w przyszłości będzie miało lepiej przygotowanych do życia i bardziej twórczych obywateli.

