Pracowite wakacje w ZSRR

Na początku 1988 r. pomagałem w kolędzie księdzu proboszczowi w Strzelcach k. Kutna. U jednego z tamtejszych parafian zastałem jego krewnych ze Związku Radzieckiego. Prosili o katechizm i Pismo Święte. Mając przy sobie te książki, dałem je chętnie. Kiedy zapytali, ile trzeba za to zapłacić, odpowiedziałem półżartem: "Przyślijcie zaproszenie".

Minął jakiś czas, szybko o owej prośbie zapomniałem, i oto zgłasza się ktoś do mnie przy furcie klasztornej z zaproszeniem do ZSRR. Paszport otrzymałem od razu. 21 października przekroczyłem granicę. Wysiadłem z pociągu w Grodnie, gdzie zaopiekował się mną br. Bernard Bieleniuk, franciszkanin, pracujący jako zakrystian w kościele pobernardyńskim. Już w dniu następnym, w niedzielę, miałem moc roboty, bo chciałem pomóc 80-letniemu proboszczowi, którym jest ks. prałat Michał Aronowicz.

Poza Grodnem służyłem pomocą duszpasterską głównie w parafiach wiejskich, jak Indura i Porozowe, jeżdżąc często do kościołów filialnych, odległych nieraz o ponad 30 kilometrów. Chyba nigdy nie pracowałem tak intensywnie w ciągu 36 lat mego kapłaństwa, jak w czasie tych moich wakacji w ZSRR, które trwały do 19 listopada, a więc niecały miesiąc. Ale też chyba nigdy nie przeżyłem takiej radości, jak teraz, widząc, jak bardzo jest potrzebna moja posługa kapłańska i jak wdzięczni są za nią ludzie.

Najwięcej czasu spędziłem w konfesjonale i to nie tylko w niedzielę. W rozległych parafiach częste są pogrzeby, w czasie których nie tylko krewni zmarłego, ale niemal wszyscy uczestnicy - a są zazwyczaj bardzo liczni - idą do spowiedzi i Komunii św., wielu również w oktawę i w miesiąc po pogrzebie. W Zaniewicach wyspowiadałem m.in. wnuczka (18-letniego) zmarłej staruszki, którego wpierw (w trybie przyśpieszonym) trzeba było przygotować do pierwszej spowiedzi i Komunii. Dodam nawiasem, że na Białorusi jest zwyczaj, iż przed spuszczeniem do grobu otwiera się trumnę i wtedy krewni wśród płaczu po raz ostatni całują nieboszczyka lub nieboszczkę.

Błogosławiłem też związki małżeńskie korzystając z danych mi uprawnień, bo nieraz potrzebne są dyspensy, np. przy różności wyznania, nie mówiąc już o dyspensie od zapowiedzi. Raz przy ślubie udzieliłem chrztu nowożeńcowi. Coraz częstsze są tu nawrócenia. Coraz więcej młodzieży zaczyna uczęszczać do kościoła. Ludzie na Białorusi są dobrzy, o ile ich nie zepsuła propaganda bezbożnicza lub alkohol.

Cieszę się, że w czasie moich wakacji w ZSRR mogłem uczestniczyć w ingresie pierwszego po wojnie biskupa na Białorusi. Jest nim ks. Tadeusz Kondrusiewicz, urodzony w [37]1946 r. w Odelsku k. Grodna, pełniący do 25 lipca [1990] r. obowiązki proboszcza w kościele Matki Bożej Anielskiej (franciszkańskim) w Grodnie, przy którym św. Maksymilian wydawał "Rycerza" w latach 1922-1927 Ojciec Święty mianował go administratorem apostolskim diecezji mińskiej, powierzając mu pieczę nad katolikami obrządku łacińskiego na Białorusi, pozostającymi przez 50 lat, a na niektórych terenach dłużej, bez biskupa. Jest ich 2 500 000. Są rozsiani w 105 parafiach na terenie pięciu różnych diecezji, nie mając dostatecznej opieki, bo księży na tym ogromnym tereni[e] jest tylko 62, i to wielu starych. Bp Kondrusiewicz mówi biegle po polsku, po białorusku po litewsku i po rosyjsku.

W tydzień po otrzymaniu sakry biskupiej z rąk Papieża (20 X) bp Kondrusiewicz przybył do Grodna wraz z abpem Franciszkiem Colasuonno, nuncjuszem apostolskim do specjalnych poruczeń. Pierwsze kroki, w dniu 27 października, skierował do kościoła franciszkańskiego, gdzie odprawił Mszę św., po czym pośpieszył do swej matki. Uroczysty ingres odbył się w dniu następnym w grodzieńskim kościele farnym, przy udziale pięciu biskupów z Polski, dwóch biskupów litewskich, prawie wszystkich księży z Białorusi i wielu z Polski oraz wielkiej rzeszy wiernych. Był też prezydent miasta Grodna. Na początku ks. Aronowicz odczytał papieską bullę nominacyjną, a następnie Nuncjusz wprowadził bpa Kondrusiewicza na miejsce przewodniczenia, gdzie kapłani złożyli mu homagium. Koncelebrze przewodniczył nowy Biskup, wygłaszając też homilię, w której pochwalił lud za wierność wierze świętej w czasie doświadczeń i kapłanów za ich gorliwość duszpasterską. Msza św. zakończyła się odśpiewaniem hymnu Ciebie, Boga, wysławiamy.

Podobny przebieg miał ingres bpa Kondrusiewicza w Mińsku w dniu 30 października. I tam mogłem się udać razem z ks. Kazimierzem Żylisem z Indury Uroczystość odbyła się nie w katedrze, która służąc przez lata celom świeckim nie została jeszcze przygotowana do swego przeznaczenia, lecz w cmentarnym kościółku, i to wśród ulewnego deszczu, który nie odstraszył stojących wokoło wiernych. Droga była usłana kwiatami i przybrana zielenią. Przed idącym drogą Biskupem dzieci rzucały kwiaty. Bullę nominacyjną odczytał ks. Józef Obrębski, prałat i proboszcz parafii Mejszagole (Litwa). W czasie Mszy św. Biskup prosił wiernych o modlitwę, aby przyjęte na siebie obowiązki mógł wiernie wypełniać. Oprócz biskupów katolickich uczestniczył w ingresie prawosławny abp Filaret, metropolita Mińska i całej Białorusi, który potem zaprosił do swej rezydencji na kolację abpa F. Colasuonno, bpa T. Kondrusiewicza i bpa Edwarda Kisiela z Białegostoku.

Towarzyszyłem też nowemu Biskupowi i duchowieństwu z Białorusi w pielgrzymce do sanktuarium Matki Boskiej Ostrobramskiej w Wilnie, zorganizowanej 14 listopada, tuż przed Jej świętem (16 XI). W czasie Mszy św., odprawianej przez 50 kapłanów, bp Kondrusiewicz, główny celebrans, wspomniał, że jego powołanie kapłańskie zrodziło się w Ostrej Bramie. Również przy Ostrej Bramie, w kościele Św. Teresy, sprawował obowiązki duszpasterskie do roku 1988.

W czasie mego pobytu na Białorusi odbyły się pogrzeby patriotyczne: w Kaletach (parafia Sopoćkino) oraz w Kwasówce (parafia Indura) i w samej Indurze, zorganizowane przez Stowarzyszenie Kulturalno-Oświatowe im. Adama Mickiewicza. Odkopano groby pomordowanych w 1939 r. oficerów i przedstawicieli inteligencji polskiej i przeniesiono ich kości na cmentarze parafialne po odprawieniu Mszy św. i modłów żałobnych. Brałem udział w dwóch ostatnich pogrzebach, przy czym w [38]obu wypadkach trzeba było wielu wyspowiadać. Oto prowadzony przeze mnie kondukt pogrzebowy z lasu do odległego o trzy kilometry kościoła w Indurze: na przedzie niesiono krzyż i dwie chorągwie, potem jechał samochód ciężarowy, pełen porąbanej jedliny i kwiatów, które dwóch ludzi zrzucało przez cały czas, by wymościć drogę męczennikom narodowym, z kolei szli ministranci (około 30) i wierni (około setki) z wieńcami i wiązankami kwiatów oraz księża tuż przed samochodem z dwiema trumnami, w które włożono szczątki sześciu ofiar stalinizmu. Za trumnami postępował tłum wiernych (około tysiąca osób), śpiewając i modląc się. W czasie Mszy żałobnej wygłosiłem kazanie, które zakończyłem wierszem Słowackiego: "Radujcie się, Pan wielki narodów nadchodzi...". Odczytał też swój wiersz poeta wiejski, kończąc go strofą:

"Śpijcie, Bracia, tu w ziemi cmentarnej,
Niech się Polska śni Wam jak najczęściej,
A za Wasze trudy i męczarnie
Niech nagrodzi Was Bóg wiecznym szczęściem"

Warto było spędzić takie wakacje w Związku Radzieckim. Dużo skorzystałem duchowo, budując się wiarą ludu na Białorusi. Chciałbym takie wakacje przynajmniej raz jeszcze przeżyć.

Grafika do art. Pracowite wakacje...

[Fot. 1, s. 36] Bp Tadeusz Kondrusiewicz.

Grafika do art. Pracowite wakacje...

[Fot. 2, s. 37] Bp T Kondrusiewicz (x) z Gośćmi przed farą w Grodnie w dniu ingresu.

Grafika do art. Pracowite wakacje...

[Fot. 3, s. 38] Pogrzeb patriotyczny w Kaletach.