- Sporo czasu upłynęło od naszej ostatniej rozmowy - rzekł mój znajomy zaraz na wstępie.
- A tak. Nawet zastanawiałem się, co z tobą, że nie widzę cię tak długo. Przydała ci się na coś tamta rozmowa?
- Owszem, ale mam nowe problemy.
- Cóż znowu?
- Syn - zresztą i my również - spotyka się z poglądami, że religia przeciwstawia się nauce. "Wszystko co naukowe znaczy postępowe, a religijne to wsteczne. Przy czym naukowe ma być to wszystko, co przeciwne religii i wierze. Wiara zaś to stary zabobon. Wierzą tylko ludzie nieoświeceni. Natomiast uczeni, postępowi, rozumni nie wierzą, bo nauka dowiodła rzekomo, że Boga nie ma..." Wiem, że to twierdzenie niesłuszne, ale nie umiałem tego chłopcu przedstawić w sposób przekonywający i zrozumiały. Obawiam się, że jeśli go tak pozostawię, może popaść w kompleks niższości. Może byśmy ten problem jakoś razem rozwiązali!
- Świetnie! Spróbujmy! Najpierw byłbym ciekaw dowiedzieć się, która to nauka miała udowodnić, że Bóg nie istnieje. Czy Andrzejkowi wskazano konkretnie na jakąś naukę? Przyznam się, że osobiście nie spotkałem się jeszcze z taką.
- Myślę, że i jemu nikt tego nie powiedział, bo zazwyczaj mówi się tylko ogólnie: nauka.
- W takim razie poszukajmy, która to gałąź nauki tak twierdzi. Jeśli ktoś chce coś umieć, musi się uczyć. Trzeba uczyć się, np. zawodu szewca, krawca, stolarza itd. Jednakże utrzymywać, że te zawody mogą wykazać, iż Bóg nie istnieje, byłoby chyba niedorzecznością.
- Masz rację, byłoby śmieszne twierdzić coś takiego. Mnie się jednak wydaje, że ty trochę nie trafiasz, w co trzeba.
- Dobrze mówisz i mnie się tak wydaje. W takim razie ustalmy wspólnie najpierw, kogo uważa się za uczonego, jacy to ludzie są uczeni.
- Popularnie uważa się powszechnie za uczonych doktorów, profesorów, wynalazców, inżynierów.
- Dobrze! już coś mamy, choć nie jest to jeszcze ścisłe. Doktor, profesor nie jest jakimś ogólnym doktorem czy profesorem od wszystkiego. Trzeba wskazywać dokładniej, czy to doktor medycyny, prawa, chemii, fizyki itd. Zgadzasz się z tym?
- Tak oczywiście!
- Skoro mamy już ludzi nauki, to może- my teraz wskazać poszczególne nauki, które ci ludzie studiowali i są w tych dziedzinach specjalistami. Do nauki należą więc medycyna, matematyka, chemia, historia, prawo, filologia...
Zastanówmy się teraz, która z tych nauk mogłaby dowieść, że Bóg istnieje albo nie istnieje. Weźmy najpierw medycynę! W jakiej dziedzinie lekarz jest specjalistą? Czym zajmuje się chirurg, kardiolog, internista...?
- To wie każde dziecko - leczeniem chorych ludzi. Chirurg zestawia kości, wycina chore tkanki, zszywa rany. Laryngolog leczy uszy, gardło, nos; okulista oczy; dentysta zęby...
- Jesteś więc zdania, że każdy lekarz powinien doskonale znać problemy związane ze zdrowiem człowieka i z chorobami, i to każdy w swojej dziedzinie. Tak myślisz?
- Oczywiście, że tak.
- Czy konieczne jest, żeby np. chirurg albo okulista znał się równie doskonale na budowaniu domów lub montażu telewizorów?
- A po cóż to jemu? Przypadkowo może i o tym coś wiedzieć, ale nie jest to mu potrzebne.
- Słusznie! Chyba też dlatego lekarze nie zajmują się tym, co jest specjalnością fizyków, elektroników... Czy do tych problemów, których lekarz nie musi znać, aby był [91]dobrym lekarzem, zaliczymy również istnienie Boga.
- Z całą pewnością i to też.
- Czy lekarz, który na medycynie studiował tylko to, co łączy się ze zdrowiem ludzkiego ciała, a nie zajmował się innymi problemami, może być specjalistą w tym, czym się nie zajmował?
- Absolutnie nie.
- W takim razie zgodzimy się zapewne też i na to, że lekarz nie może być znawcą zagadnień dotyczących istnienia Boga.
- Nie jest znawcą i dlatego nie może odpowiedzialnie mówić o tym, czego nie stawiał sobie jako zadanie.
- A więc to znaczy, że medycyna na pewno nie jest tą nauką, która dowiodła, że Bóg nie istnieje?
- To jest oczywiste.
- Skoro rzecz z medycyną już wyjaśniliśmy, przejdźmy do innych nauk. Którą chciałbyś teraz omówić?
- Zdaje mi się, że obecnie za największych uczonych uchodzą ci, którzy budują rakiety kosmiczne, latają na księżyc, rozbijają atomy itp.
- Masz więc na myśli fizykę, astronautykę... Zdaje mi się, że słusznie zrobimy, gdy i tutaj ustalimy, czym zajmuje się fizyka, ta starsza i ta najnowsza. Z fizyką przecież jest podobnie jak z medycyną - dzieli się na szereg dziedzin szczegółowych. Wyróżnia się w niej takie działy, jak: kinetyka, dynamika, optyka, elektronika... Wszystkie jednak zajmują się własnościami materii i zjawiskami w niej zachodzącymi: ruch, ciepło, siła, praca, budowa atomu, przepływ elektronów... Poznane właściwości materii usiłuje wykorzystać dla celów praktycznych, a więc i do lotów kosmicznych. Kiedy więc możemy powiedzieć, że któryś z nich jest specjalistą i naukowcem?
- Wtedy, gdy będzie doskonale znał problemy wchodzące w zakres tej dziedziny, w której się specjalizował.
- Z tym jest to samo, jak z lekarzami. To, co nie wchodzi w zakres ich dziedziny, tego nie muszą znać.
- To znaczy, że i o istnieniu Boga też nie wiedzą?
- Wiedzieć mogą i powinni z wiary, ale nie jako fizycy, bo nauka, którą studiowali, też nie stawia sobie takiego pytania. Dlatego jako fizycy nie mogą autorytatywnie rozstrzygać o sprawach Bożych. A jeśli to czynią, to podobni są do człowieka, który wypowiada się o języku chińskim, nie znając nawet jednego jego znaku.
- Zgadzam się z tobą całkowicie. Zastanówmy się więc jeszcze, czy konstruktorzy rakiet, kosmonauci... mogą nieomylnie mówić o Bogu.
- Pozwól, że ja sam to rozważę! Zdaje mi się, że najpierw trzeba ustalić, w jakiej dziedzinie oni są specjalistami. Inżynier konstruktor powinien - to jest oczywiste - umieć budować rakiety, a kosmonauta prowadzić statki kosmiczne w przestrzeni. Jeśli to umieją dobrze robić, to inne umiejętności, o ile nie łączą się z ich zadaniami, nie są im konieczne.
- Myślisz bardzo poprawnie. Można być dobrym inżynierem i dobrym kosmonautą, a równocześnie niewiele wiedzieć o Bogu. Czy potrafiłbyś już wyjaśnić stosunek innych nauk do problemu istnienia Boga?
- Tak! Zdaje mi się, że z innymi naukami należy postępować tak samo, jak to robiliśmy dotąd: najpierw trzeba ustalić zakres zainteresowań danej nauki, czym ona się zajmuje. Wtedy okaże się, co można wiedzieć, a czego nie można. Jeśli ona zajmuje się wybranym wycinkiem rzeczywistości, a nie zajmuje się problemem Boga, to jasne, że nie może odpowiedzialnie stwierdzać, że Bóg istnieje albo nie istnieje.
- Doskonale! Zapytajmy więc, przynajmniej o niektóre nauki. Czy przykładowo chemia, która bada tylko substancje naturalne lub sztucznie otrzymane, może zasadnie wypowiadać się o Bogu?
- Nie może.
- Biologia badająca organizmy żywe?
- Nie może.
- Filologia specjalizująca się w językach i literaturze?
- Nie może.
- W takiej samej sytuacji znajduje się większość nauk, zwłaszcza nauki przyrodnicze.
- Teraz już wiem, dlaczego niektórzy z takim zapałem powołują się na naukę, jakoby ona miała dowieść, że Boga nie ma.
- Powiedz, jak ty to widzisz!
- To są wielcy spryciarze. Wiedzą, że nikt nie chce uchodzić za nieuka. Są pewni, że jeśli powołają się na naukę, nikt nie odważy się sprzeciwić ich zdaniu z obawy, by go nie posądzono o zacofanie. Oni po prostu używają nieuczciwych chwytów, żeby ukryć swoją niewiedzę, uprzedzenia i ośmieszyć tych, którzy mają inne od nich poglądy. Sprytni to oni są, ale trudno powiedzieć, że są równie postępowi. Jedno tylko jest dla mnie trochę niejasne. Czy nauka rzeczywiście nie może nic powiedzieć o Bogu?
- Niezupełnie jest tak, jak mówisz. Powiedziałem poprzednio, że większość nauk jest w takiej sytuacji, iż nie mogą mowie o Bogu, bo to nie wchodzi w zakres ich zainteresowań, ale większość nie znaczy: wszystkie. Są nauki, które właśnie zajmują się problemem Boga: Jego istnieniem, istotą, przymiotami. Taką "nauką" jest teologia, niektóre działy filozofii, ale najwięcej o Bogu mówi religia. Najprostszą teologię zawiera katechizm. Jeśli twój synek umie katechizm, to wie bardzo dużo o Bogu, więcej od wielu uczonych, a na pewno więcej od tych, którzy w "uczony" sposób twierdzą, że Boga nie ma. Znamy też wielu uczonych, którzy wierzą w Boga. Głęboka wiara nie przeszkadza im w badaniach naukowych, lecz pomaga. O tym jednak pomówimy może podczas następnego spotkania. Jeżeli więc wierzysz, nie musisz się tego wstydzić, owszem, możesz być dumny i wdzięczny za łaskę wiary.
