VIII stulecie urodzin św. Franciszka
Stąd przeniósł się na inne miejsce, zwane Porcjunkulą, gdzie w dawnych czasach wzniesiono kościół Najświętszej Panny Maryi, wówczas opuszczony i całkowicie zaniedbany. Gdy Święty Boży spostrzegł, że jest on tak zrujnowany, wzruszył się, ponieważ miał gorące nabożeństwo do Matki wszelkiej dobroci, i pełen troski zaczął tam przebywać.
Tomasz z Celano, Życiorys pierwszy św. Franciszka z Asyżu, nr 21
W odległości trzech kilometrów od Asyżu, przy drodze do Perugii, wznosi się ogromna bazylika pod wezwaniem Matki Bożej Anielskiej. Architekt, odnawiając tę świątynię po trzęsieniu ziemi w w. XIX, zaprojektował fasadę bez wyrazu i w tanim stylu, wręcz ubliżającym architekturze miejsc franciszkańskich. Podobnie jest również z wnętrzem bazyliki, bowiem jej napuszony i chełpliwy charakter kłóci się z prostotą franciszkańskiego ducha. R. Brandstaetter w Innych kwiatkach św. Franciszka z Asyżu wyobraża sobie rozmowę Franciszka i jego naśladowcy, Egidiusza, osób bardzo wrażliwych na piękno, jaka wywiązała się podczas zwiedzania tej bazyliki.
"- Ale cię urządzili, ojcze - westchnął Egidiusz.
O. Franciszek zmieszał się, jakby ponosił winę za nieudane dzieło, wzniesione ku jego chwale, i odparł smutnie:
- Tak, urządzili mnie, ale nie po raz pierwszy i ostatni.
Rozejrzał się po bazylice, podniósł głowę ku górze i rzekł pocieszająco:
- Kopuła jest ładna..."
Istotnie, kopuła jest piękna, bowiem przykrywa niby kloszem perłę franciszkańskiej pamiątki - kaplicę Matki Bożej Anielskiej, zwaną Porcjunkulą. Jest ona trzecim z kolei kościółkiem, którego remontem zajął się św. Franciszek. Wymienił w nim rozsypujące się kamienie, odprostował skrzywioną wiatrem wieżyczkę, połatał dach. Włożył w tę kaplicę swoje siły i serce, serdecznie ją polubił. Urzekał go jej bardzo prosty styl, jej ciekawe usytuowanie - wśród gaju oliwnego, niezmiennie zielonego, i na tle cudownej panoramy Asyżu przylepionego do zbocza góry Subasio jak jaskółcze gniazdo. Jednakże kronikarze franciszkańscy mimochodem wspominają, że o upodobaniu Świętego do tej kaplicy zadecydował jej tytuł: Matka Boża Anielska. Św. Bonawentura tak o tym pisze: "Św. Franciszek wiedząc, że ta kaplica nosiła od najdawniejszych czasów nazwę Matki Bożej Anielskiej, z uwagi na częste nawiedzanie jej przez aniołów, zamieszkał przy niej. Żywił bowiem wielką cześć dla Matki Chrystusa i dla aniołów. Św. Mąż ukochał to miejsce bardziej aniżeli inne na świecie. Stąd tu pokornie zainicjował swoje dzieło, tu postępował w cnocie, tu szczęśliwie zakończył swoje życie. To właśnie miejsce, tak bliskie Matce Bożej, w chwili swojej śmierci powierzył braciom".
W rzeczywistości Porcjunkula była miejscem, gdzie działy się o wiele ważniejsze rzeczy. Otóż wkrótce po odnowieniu kościółka, w uroczystość św. Macieja r. 1208, Franciszek uczestniczył we Mszy św. odprawianej przez pewnego kapłana. Celebrans odczytał Ewangelię o rozesłaniu Apostołów: "Nie zdobywajcie złota ani srebra, ani mie[180]dzi do swych trzosów. Nie bierzcie na drogę ani dwóch sukien, ani sandałów, ani laski" (Mt 10,9-10). Wprawdzie Franciszek wielokrotnie słyszał ten fragment, ale dopiero wówczas w jego świetle zrozumiał własne powołanie. Z radości wykrzyknął: "To właśnie tego szukam! To całym sercem pragnę czynić!".
Kościółek był miejscem powrotów Franciszka po zakończeniu wszystkich wypraw misyjnych. W nim odbywały się kapituły, tzn. spotkania zakonników z udziałem kardynałów i biskupów. W nim też św. Klara otrzymała habit. Tutaj właśnie św. Franciszek spotkał się ze św. Dominikiem, założycielem zakonu kaznodziejskiego. Wreszcie tutaj w sobotę, 3 października 1226 r., aniołowie zabrali do nieba duszę Franciszka.
Właścicielami kościółka byli ojcowie benedyktyni z góry Subasio. Św. Franciszek starał się więc o uzyskanie ich zgody na osiedlenie się przy nim swoich coraz liczniej przybywających braci. Opat, za radą swoich mnichów, podarował Franciszkowi ten kościółek, będący zresztą jednym z najbardziej ubogich miejsc benedyktyńskich. Więcej: uboższego miejsca nie było w całej okolicy asyskiej. Święty ogromnie uradował się z tej nowej siedziby. Mimo że opat nie postawił żadnych warunków, nie żądał zapłaty ani rocznego czynszu, Franciszek z wdzięczności wysyłał benedyktynom corocznie kosz małych rybek. Czynił to także z wielkiej pokory i ubóstwa, dając w ten sposób do zrozumienia swoim braciom, że nie powinni posiadać na własność jakiegokolwiek miejsca. Mnisi, doceniając pokorę Franciszka, ze swojej strony ofiarowywali mu i jego braciom dzban oliwy. Po dziś dzień naśladowcy św. Franciszka utrzymali ten braterski znak wdzięczności dla ojców benedyktynów, zamieszkujących już przy kościele Św. Piotra w Asyżu. Za dzierżawę kaplicy posyłają kosz ryb, a otrzymują baryłkę czystej oliwy.
Św. Franciszek żyje wśród nas przez tę miłą tradycję, ale bardziej jeszcze przez łaskę odpustu, jaki wyprosił on u Namiestnika Chrystusowego dla dobra ludzi nawiedzających Porcjunkulę. Wspominają o tym liczne dokumenty z końca w. XIII. Warto zapoznać się w telegraficznym skrócie z ich treścią. Otóż gdy Franciszek przebywał u Matki Bożej Anielskiej, objawił mu się pewnej nocy Ukrzyżowany. Chrystus polecił mu, aby udał się on do Perugii, do nowo wybranego papieża Honoriusza III i wyprosił u niego odpust dla swojej kaplicy. Stanął więc przed Najwyższym Kapłanem i rzekł:
- Ojcze Święty, niedawno odbudowałem w dolinie Asyżu kościółek ku czci Dziewicy Maryi. Proszę, by Wasza Świątobliwość raczył dla miłości Boga nadać mu bez żadnych danin ofiarnych odpust zupełny.
Kiedy się bierze pod uwagę fakt, że odpusty uzyskiwano za długie i trudne pielgrzymki, za służbę w wyprawach wojskowych, za wielkie ofiary i ciężkie pokuty, prośba Franciszka była wręcz zuchwałością. [181]Nic dziwnego, że usłyszał on od papieża ostrą replikę:
- Jeśli ktoś prosi o odpust, powinien na niego zasłużyć, tzn. dać jałmużnę. Mniejsza z tym, powiedz mi tylko, na ile lat ubiegasz się o ten odpust?
- Ojcze Święty, nie chodzi o lata, lecz o dusze. Pragnę - ciągnął dalej Franciszek - aby każdy, kto przyjdzie do tego kościółka i wyspowiada się z wszystkich swoich grzechów i win, uwolniony został od kary, w niebie i na ziemi, od dnia swego chrztu po dzień i godzinę nawiedzenia Porcjunkuli.
- Wielka to rzecz, o którą prosisz, Franciszku - odparł Honoriusz III. - Papież nie ma zwyczaju udzielać takich odpustów.
- To, czego żądam, nie czynię we własnym imieniu, ale w zastępstwie Tego, który mnie posłał, tj. Pana naszego, Jezusa Chrystusa.
- Niech się więc stanie, jak chcesz - odpowiedział papież. - Naszą wolą jest, aby odpust ważny był po wsze czasy, jednorazowo w roku przez całą dobę, tzn. od nieszporów 1 sierpnia do nieszporów dnia następnego.
Franciszek z wdzięczności pochylił głowę przed papieżem i skierował się do wyjścia. Zatrzymał go nagle potężny głos Honoriusza III:
- O ty, prosty człowieku, dokąd idziesz? Co weźmiesz ze sobą jako dowód udzielonego ci odpustu?
- Wystarczy mi Twoje słowo - rzekł Franciszek. - Jeżeli to jest dziełem Boga, On sam ukaże swoją rękę. Nie chcę żadnego dokumentu. Kartą będzie mi Najświętsza Dziewica Maryja, notariuszem Chrystus, a świadkami aniołowie.
Franciszkowy odpust, zwany odpustem Porcjunkuli, rozszerzony został z woli Kościoła na wszystkie świątynie franciszkańskie i parafialne. Zyskać go może każdy chrześcijanin pod warunkiem nawiedzenia takiej świątyni i odmówienia modlitwy w intencji Ojca Świętego. Wdzięczni jesteśmy św. Franciszkowi, że potrafił dotrzeć do skarbów odkupienia strzeżonych w Kościele, że odważnie i hojnie rozdzielił je między ludzi, by nie tylko sami mogli się nimi cieszyć, ale i obdarzać zmarłych.
