Zjednoczyło ich powstanie, a potem służba...
12 maja 1963 r. ks. bp Karol Wojtyła w krakowskim kościele karmelitów bosych odsłonił tablicę pamiątkową:
"W stulecie Powstania Styczniowego jego bohaterskim uczestnikom, Sługom Bożym, Ojcu Rafałowi, karmelicie bosemu, Józefowi Kalinowskiemu, Bratu Albertowi, ojcu ubogich, Adamowi Chmielowskiemu, złączonym węzłem przyjaźni w walce o wolność Ojczyzny, heroicznej służbie Bogu i bliźniemu - Duchowieństwo i Wierni Archidiecezji Krakowskiej".
Biskup Wojtyła powiedział wówczas: "W tej chwili musimy przypomnieć te postacie, które tak bohatersko przeszły przez powstanie 1863 r. i potem znalazły obie: Kalinowski i Chmielowski dalszą wspólną drogę - drogę do świętości, poprzez służbę Bogu i bliźnim. Zjednoczyło ich naprzód powstanie, a potem jednoczyła ich ta służba. Zjednoczyły ich naprzód drogi powstańcze, bohaterskie drogi powstańcze, a potem jednoczyła ich droga Ewangelii, którą zdecydowali się iść bez żadnych kompromisów. (...) Ale jeżeli my w dniu dzisiejszym ich obu, Sługi Boże, czcimy w szczególny sposób, to czynimy to najwyraźniej w związku z powstaniem styczniowym. Przypominamy dzisiaj Kościołowi, że ci dwaj kandydaci na ołtarze, ci Słudzy Boży, świątobliwi mężowie, byli polskimi powstańcami w 1863 r. Przypominamy, uwydatniamy to, bo jesteśmy najgłębiej przekonani, że ich udział w powstaniu pozostaje w ścisłym związku z ich drogą do Boga".
W 120 rocznicę Powstania Styczniowego oczekujemy beatyfikacji ojca Rafała, a może również brata Alberta.
Józef Kalinowski Ojciec Rafał (1835-1907)
"Było to, nie pamiętam dobrze, w roku 1906, czy 1907. Wysiadając z pociągu na stacji krakowskiej za sobą usłyszałem jakiś ruch i wołanie «Święty idzie!» Przystanąłem i zobaczyłem, że wiele osób klękało przed Wielebnym Sługą o. Rafałem Kalinowskim..." - wspomniał ks. J. Kuznowicz. Ale też o. Rafał należał do tych, którzy osobowością swoją potrafili porywać innych ludzi i niemało przyczynili się do odrodzenia [183]życia religijnego społeczeństwa polskiego na przełomie XIX i XX wieku.
Józef Kalinowski otrzymał staranne wykształcenie w wileńskim Instytucie Szlacheckim a następnie w Instytucie Agronomicznym i w Mikołajewskiej Akademii Inżynierskiej. Miał obrać karierę oficerską w wojsku carskim, lecz z chwilą wybuchu Powstania Styczniowego, świadomy swego obowiązku, składa dymisję. Oddaje się do dyspozycji Rządowi Narodowemu i z jego nominacji kieruje Wydziałem Wojny w Wydziale Wykonawczym Litwy. Zadenuncjowany przez jednego ze współpracowników został aresztowany w Wilnie 25 Marca 1864 r. i po surowym śledztwie skazany na rozstrzelanie.
28-letni inżynier, carski kapitan i minister rządu powstańczego był człowiekiem w pełni dojrzałym duchowo, trafnie oceniającym tragizm powstańczej walki, ale gotowym do ofiary dla dobra ogólnego. Cenili go wszyscy. "Ze wszystkich najbardziej był kochanym - wspominał o. Wacław Nowakowski, kapucyn. Niewymownej słodyczy i uprzejmości, prawdziwie anioł dobroci. Sami Moskale mówili o nim, że to święty Polak. Takie przekonanie o Kalinowskim ochroniło go od szubienicy. Murawiew chciał go koniecznie powiesić, ale jeden generał tłumaczył mu, że Polacy o Kalinowskim takie mają przekonanie, a nawet i znający go Moskale, że jeśli się go powiesi, to go będą mieli za świętego męczennika...". Karę śmierci zamieniono na 10 lat katorgi i wywieziono na ciężkie roboty w warzelniach soli w Usolu koło Irkucka. Kolejne amnestie zdjęły mu kajdany z nóg i łagodziły surowość kary. Oddał się bez reszty wychowaniu dzieci zesłańców polskich, oderwanych od kraju, kultury, często i rodziców; uczestniczył też w wyprawie badawczej Benedykta Dybowskiego nad jezioro Bajkał, a także prowadził własne badania meteorologiczne.
Słabowitego zdrowia, nie tylko dobrze znosił etapy syberyjskiej katorgi, ale jeszcze czynił wyrzeczenia i troszczył się o innych, pozostawionych bez żadnej pomocy współtowarzyszy niedoli. Pisał do rodziny: "Pamiętajcie o jednym, że ja jestem przygotowany do zniesienia wszelkich przeciwności, Bóg łaskaw, nie opuści; mam ten wielki skarb wewnętrzny, którego mi nikt nie jest w stanie odebrać..., ale są ludzie, dla których nędza materialna prowadzi ze sobą upadek moralny, o nich też najwięcej myślę...".
Po powrocie z Syberii pragnął Kalinowski służyć już tylko jak najlepiej bliźnim przez kapłaństwo. Okres zesłania uważał za przygotowanie do tej godności. Jeżeli przez trzy lata jako wychowawca Augusta Czartoryskiego towarzyszył mu w jego wojażach po Francji, Szwajcarii i Włoszech, to tylko dlatego, że czuł się zobowiązany pomóc rodzinie. W 1877 r. był już gotów wstąpić do zakonu; wybrał karmelitów Bosych i przyjął imię Rafała od św. Józefa. [184]Przez wiele lat był przełożonym klasztoru w Czernej; zasłynął jako spowiednik. W konfesjonale przebywał nieraz od świtu do wieczora. Odbijało się to na jego słabym zdrowiu, gdyż kościoły w Czernej i Wadowicach, dokąd później się przeniósł, były zimne i zawilgocone. Nazywano go "męczennikiem konfesjonału", ale też znane są jego konferencje ascetyczne i aktywność społeczna. Po rocznej chorobie zmarł w klasztorze wadowickim 15 listopada 1907 r. w opinii świętości.
Proces beatyfikacyjny o. Rafała rozpoczęto w 1934 r.
Modlitwa o. Rafała Kalinowskiego do Najświętszej Maryi Panny
Najświętsza Panno, Matko Niepokalana, wejrzyj litościwie na uciski duszy mojej, na zawsze Tobie poślubionej. Bądź mi obronną tarczą przeciw pociskom złego ducha, uśmierz burze rozhukanego ducha mego własnego, wyryj w mym sercu mękę Boskiego Twego Syna, wlej skruchę jedynie z miłości ku Niemu, wskaż ścieżkę szczerej pokuty za ponawiane zdrady moje, przygotuj do śmierci z tęsknoty ku Bogu, trzymaj ostatnim z ostatnich w królestwie świętych i sprawiedliwych, a nie zwłócz, lecz wyprowadź mię z ustawicznych trosk o zbawienie w sidłach życia ziemskiego i zabierz mię - niegodziwości pełnego z miłosierdzia Twego do wiecznego odpocznienia w samym Bogu.
Twój syn marnotrawny - Rafał od św. Józefa
Adam Chmielowski Brat Albert (1845-1916)
"Bracia moi, odebrałem wam wszystko, zażądałem od was wszystkiego. Nie łudziłem was żadną obietnicą. Czy miałem do tego prawo? Prócz tego włożyłem na was jarzmo. Ale szukałem dla niego oparcia głęboko w każdym z was. Tam, gdzie nienawiść przeklętego brzemienia miała się przekształcić w jego ukochanie... Zauważyliście już zapewne, że ja mówię o krzyżu. O naszym wspólnym krzyżu, który jest przekształceniem upadku człowieka w dobro, a jego niewoli w wolność. (...) Wiem jednak na pewno, że wybrałem większą wolność" - mówi brat Albert w dramacie Karola Wojtyły Brat naszego Boga.
W chwili wybuchu Powstania Styczniowego Adam Chmielowski miał niespełna 18 lat i był studentem Instytutu Politechnicznego w Puławach. Chwycił za broń porwany entuzjazmem młodości i zrywem patriotyzmu. - Ujęto go pod Tarnowem, ale z więzienia austriackiego w Ołomuńcu udało mu się zbiec i ponownie znalazł się wśród walczących. W bitwie pod Mełchowem został ciężko ranny w nogę, którą trzeba było amputować. Operacji dokonano w warunkach polowych, bez znieczulenia, przy czym on sam trzymał świecę.
Po zaleczeniu rany jako inwalida wyjechał do Paryża, gdzie studiował malarstwo, a - po drugiej amnestii w 1865 r. przeniósł się do Warszawy, do Szkoły Rysunku W. Gersona. Tajniki malarskie zdobywał też w Monachium, gdzie wówczas była liczna polska kolonia artystyczna (J. Braun, bracia Gierymscy, L. Wyczółkowski, J. Chełmoński, S. Witkiewicz). Studiował także na uniwersytecie gandawskim (Belgia).
Ideę powołania życiowego przeżywał bardzo głęboko; ostatecznie wstąpił w 1880 r. do nowicjatu jezuitów. Choroba uniemożliwiała jemu pozostanie w zakonie, ale Adam [185]był już pewien swej drogi... Tercjarstwo franciszkańskie (papież Leon XIII wydał właśnie w tej sprawie encyklikę Auspicato) stało się treścią jego życia, a duchowość św. Franciszka, obok mistycyzmu św. Jana od Krzyża i idei apostolatu św. Wincentego a Paulo, zaowocowała wielkim pomnikiem ofiary w imię miłości bliźniego.
Pod pozorem wykonywania prac malarskich pielgrzymował Adam Chmielowski po ziemi podolskiej i konspiracyjnie głosił ideały świętofranciszkańskie. Z tego okresu pochodzą najbardziej znane jego obrazy Ecce homo i Caritas. Zagrożony zsyłką na Sybir musiał przerwać peregrynacje i przeniósł się do Krakowa.
Żył tylko troską o bezdomnych. Po obłóczynach tercjarskich w 1887 r. i po złożeniu w rok później ślubów zakonnych otrzymał od magistratu krakowskiego zgodę na prowadzenie tzw. ogrzewalni miejskich, które stały się ośrodkiem jego misji charytatywnej. Założył łącznie około dwudziestu schronisk dla ubogich w większych miastach galicyjskich (Lwów, Sokal, Tarnów, Stanisławów, Przemyśl, Jarosław) a także za kordonem granicznym. W domach tych miano "każdemu ubogiemu dać jeść, bezdomnemu miejsce, a nagiemu odzież". Brat Albert, bo pod tym imieniem zakonnym znany był Chmielowski, zakładał domy dla osieroconych dzieci, kalek, starców i nieuleczalnie chorych. Udzielał zapomóg potrzebującym, bezrobotnym wyszukiwał pracę, chorych zaś umieszczał w szpitalach. Fundusze czerpał ze sprzedaży obrazów; wiele swych dzieł przekazał w zamian za pomoc udzielaną przytuliskom dla ubogich. Jego malarstwo utrzymane w ramach realizmu romantycznego z tendencjami ekspresyjnymi odzwierciedlało założenia artystyczne, iż źródłem piękna jest dusza ludzka, a jej uszlachetnienie jest powołaniem twórcy, co zbliża Brata Alberta do Norwida.
Zgromadzenia zakonne zwane Braćmi Albertynami i Siostrami Albertynkami, założone przez niego w 1891 r., miały przez całkowite wyrzeczenie prowadzić dzieło [186]opieki nad najuboższymi materialnie i moralnie. Dla swych formacji zakonnych zorganizował pustelnię, gdzie współpracownicy jego przygotowywali się do dzieła miłości bliźniego. Heroiczny przykład Adama Chmielowskiego wydał wielki owoc, bowiem w dwóch tylko schroniskach Krakowa w ciągu 33 lat skorzystało z pomocy 37 tys. mężczyzn, kobiet i dzieci.
W 1914 r. Rada Instytucji Czci i Chleba w Paryżu przyznała bratu Albertowi dożywotnią pensję za zasługi w pracy charytatywnej. Pośmiertnie - w 1938 r. - prezydent I. Mościcki odznaczył Wielkiego Jałmużnika wielką wstęgą Orderu Polonia Restituta. Starania o beatyfikację podjęto w r. 1934.
Postać brata Alberta fascynowała malarzy, pisarzy, poetów, muzyków, dramaturgów i eseistów, a pamięć o nim zwycięża czas.
* * *
Ojciec Rafał i brat Albert, dwie szlachetne postacie o niezwykłej mocy ducha i heroicznym umiłowaniu Boga i bliźniego, promieniują swym blaskiem wnosząc w nasze trudne, mroczne dni niezłomność żołnierzy wolności i dojrzałość "synów Bożych". Zapisali się w naszej historii na trwałe, na miarę największych czynów ludzkich; a z woli Kościoła - jak mamy nadzieję - ogłoszeni zostaną błogosławionymi. Spodziewamy się, że dokona tego Jan Paweł II, papież z ducha ojca Rafała (marzył o zakonie kontemplacyjnym) i brata Alberta (w czasie podróży pasterskich nazwany "ojcem ubogich").




