Polska w obliczu obchodów Dwutysiąclecia Chrześcijaństwa

Młody Rycerz Niepokalanej (4)

Już tylko piętnaście lat dzieli nas od obchodów Dwutysiąclecia Chrześcijaństwa. Kościół katolicki, rządzony przez Papieża-Polaka, będzie zapewne bardzo uroczyście święcić to wydarzenie. Ale Naród polski powinien z tej okazji zdobyć się na jakiś wielki, historyczny i godny czyn, dając Kościołowi Powszechnemu odpowiednią ilość misjonarzy i misjonarek, aby przyczynić się w ten sposób do nawrócenia ludów pogań[s]kich i spoganionych na całym świecie. Nie wystarczy bowiem święcić tak doniosłą rocznicę tylko uroczystymi obchodami: trzeba zdobyć się na bohaterski wysiłek, na heroizm, na wyjątkową ofiarność.

Dzięki Bogu Najwyższemu i Najświętszej Dziewicy, Polska jest krajem licznych powołań kapłańskich i zakonnych, stąd też możliwość dokonania tego gestu i ofiarowania Kościołowi przed Dwutysiącleciem kwiatu polskiej młodzieży. Niechby rozbudzony entuzjazm wśród młodych został skierowany na ten cel. Wystarczy ich wezwać do masowego wstępowania do seminariów i nowicjatów, aby złożyli z radością swe życie w darze Bogu jako podziękowanie za Wcielenie, za Odkupienie i za naukę Ewangelii, wskazując cel i sens życia każdego człowieka i każdego narodu: "Szukajcie najprzód Królestwa Bożego i sprawiedliwości [114]jego, a wszystko inne będzie wam przydane." Czyż to nie jest jasne wskazanie, że wszystko inne, tak dla swego Narodu, jak dla świata, otrzymamy w nagrodę za poświęcenie się sprawie Królestwa Bożego, za podzielenie się z innymi narodami skarbem Wiary świętej? Może w ten sposób Miłosierdzie Boże zostanie ubłagane dla całego świata i uniknie się katastrofy wojny atomowej i innych nieszczęść, na które naraża się dzisiejszy świat, zapominający o Bogu i Jego Królestwie.

Okażmy Bogu i światu, że jesteśmy krajem katolickim, że tysiąc lat życia w Wierze świętej uczyniło nasz Naród bohaterskim, szlachetnym, wielkodusznym, ofiarnym, zdolnym do dania, w ciągu tych 15 lat, powiedzmy, 30 tysięcy misjonarzy i misjonarek, którzy, pod kierunkiem Papieża, będą mogli przyczynić się do odmienienia oblicza Ziemi. Oczywiście, że muszą to być misjonarze i misjonarki z "kręgosłupem", a więc rzeczywista "sól ziemi i światłość świata", wychowani na zasadach teologii zgodnej z tradycją i Urzędem Nauczycielskim Kościoła, walczący nie o jakąś tam "demokrację" czy mgliste "prawa człowieka", lecz o królowanie Chrystusa Pana w każdym sercu ludzkim, w każdej kulturze i w każdym narodzie.

Ubocznym, ale ważnym skutkiem takiego historycznego gestu będzie pogłębienie religijności w Narodzie, bo młodzież odnajdzie sens i cel życia. Otworzy to ogromne, wprost bezgraniczne, horyzonty przed Narodem i napełni go zdrową dumą i zadowoleniem, iż służy owocnie Bogu i ludzkości, przyczyniając się do odrodzenia moralnego całego świata, a przede wszystkim do przebłagania Boga i do "zniewolenia" Jego Miłosierdzia, które, za taki czyn wielkoduszny obficie wynagrodzi Polskę w sposób przekraczający wszelkie nasze oczekiwania.