VIII stulecie urodzin św. Franciszka
W roku od Wcielenia 1226, czwartego października, w dniu, w którym przepowiedział, ukończywszy 20 lat odkąd najdoskonalej przystał do Chrystusa, naśladując życie apostołów i podążając ich śladem, Franciszek, mąż apostolski, Strząsnął kajdany śmiertelnego życia i szczęśliwie poszedł do Chrystusa; pochowany w mieście Asyżu, zajaśniał wszędzie licznymi, wielkimi i różnorakimi cudami tak, że w krótkim czasie wprawił wielką część świata w podziw dla nowego wieku.
Tomasz z Celano, Życiorys drugi św. Franciszka z Asyżu, nr 22
Ciało zmarłego Franciszka bracia złożyli do drewnianej trumny i ze czcią pochowali w kościele Św. Jerzego, przy którym Święty jako chłopiec uczył się czytać i pisać; w nim też później wygłosił swoje pierwsze kazanie. Wiadomość o jego śmierci rozeszła się błyskawicznie, ale brat Eliasz Buonbarone z Asyżu, jako wikariusz zakonu, wystosował oficjalną wiadomość o tym smutnym i radosnym jednocześnie wydarzeniu w formie listu okólnego o śmierci św. Franciszka. "Ze względu na niego - napisał - trzeba się bardzo cieszyć, ale ze względu na nas trzeba ubolewać, gdyż po jego odejściu ogarniają nas ciemności..."
List utkany jest z tekstów i wyrażeń wziętych z Pisma świętego stosowanych do Jezusa Chrystusa i przytaczanych w liturgii świąt Bożego Narodzenia. Oto charakterystyczny fragment listu: "Zaprawdę obecność brata i ojca naszego Franciszka była prawdziwym światłem, nie tylko dla nas, którzy byliśmy blisko, ale i dla tych, którzy profesją i życiem byli daleko od nas. Był on światłem wysłanym przez światło prawdziwe, oświecającym tych, którzy pozostawali w ciemnościach i siedzieli w cieniu śmierci, żeby kierować ich nogi na drogę pokoju. Czynił to jakby prawdziwe światło południa. Wschodzący z wysokości oświecał jego serce i zapalał wolę ogniem swej miłości. Przepowiadając królestwo Boże i nawracając serca ojców do synów i nieroztropnych do roztropności sprawiedliwych, po całym świecie przygotował Panu lud nowy Aż [308]do wysp daleko rozsławiło się imię jego, a wszystkie ziemie podziwiały dziwne jego dzieła".
Dziwne dzieła św. Franciszka wychwalał papież Grzegorz IX, który jeszcze jako kardynał Hugolino osobiście znał Świętego. Urzeczony jego miłością do Chrystusa ogłosił go świętym Kościoła katolickiego już w dwa lata po jego śmierci i postanowił uczcić św. Franciszka książką o jego życiu i kościołem pod jego wezwaniem. Obie te prace zlecił franciszkanom. Brat Tomasz z Celano napisał obszerny Życiorys pierwszy św. Franciszka z Asyżu, a brat Eliasz zbudował kościół w Asyżu na zboczu Piekielnej Góry, tuż za murami miasta. Kamień węgielny pod budowę położył sam papież w dniu kanonizacji Świętego, to jest 16 lipca 1228 roku. Budowa świątyni trwała tylko dwa lata. W maju 1230 roku ciało św. Franciszka złożono w sarkofagu wykutym z trawertynu (miękka skała wapienna pochodzenia organicznego) i bez pokrywy, jedynie w obramowaniu metalowej kraty z małymi okami - aby ciało było widoczne, ale niedotykalne - przeniesiono uroczyście z kościoła Św. Jerzego do nowo zbudowanego.
Wieki średnie bardzo ceniły sobie relikwie świętych. Zdarzały się ich kradzieże i rabunki, a nawet formalne wojny między miastami, które rościły sobie prawo do tych samych relikwii świętego. Dlatego brat Eliasz w wielkiej tajemnicy kazał skryć ciało św. Franciszka w wykutej skale pod posadzką kościoła. Doczesne szczątki Świętego przetrwały w ukryciu kilka stuleci. Powszechnie było wiadomo, że znajdują się w tym - kościele, ale nie znano - konkretnego miejsca ich złożenia. Dopiero papież Pius VII zarządził poszukiwanie tych cennych relikwii. W grudniu 1818 roku, tuż przed Bożym Narodzeniem, po 52 nocach pracowitego kucia w skale, natrafiono na poszukiwany sarkofag, który, jak się okazało po dokładnych oględzinach, był zwykłym żłobem kamiennym, a ściślej krypą do pojenia bydła. Z prawej strony na dole sarkofagu widać mały, okrągły otwór, który służył do wymiany wody w korycie. Łatwo go zatkać drewnianym kołeczkiem. Takie koryta do pojenia bydła można jeszcze i dziś oglądać na górskich pastwiskach Umbrii. Nie było czasu na wykucie specjalnego sarkofagu dla ciała św. Franciszka, posłużono się więc gotowym korytem, wykonanym zresztą bardzo starannie. Żłoby i koryta były i są obiektami ludzkiej pogardy, nie pogardził nimi Jezus Chrystus i dlatego również pokornemu św. Franciszkowi jakoś do twarzy w tej niezwykłej trumnie. Tradycja podaje, że urodził się w stajni, odpowiednio więc po śmierci spoczywa w nie swojej trumnie, jak Jezus Chrystus spoczął w cudzym grobie.
W miejscu, gdzie znaleziono ciało św. Franciszka, pod posadzką kościoła, wykuto w skale obszerną kryptę na planie łacińskiego krzyża. W centrum krypty, na skrzyżowaniu jego ramion, stoi potężny, kamienny filar, w którego wnętrzu, widać to doskonale, złożono ciało Świętego w pierwotnym sarkofagu spiętym żelazną kratą. Filar, centralny i potężny, podtrzymuje sklepienie, na którym wspiera się kościół dolny i górny. Symbolizuje więc Świętego i jego rolę w historii Kościoła. Papież Innocenty III widział we śnie Franciszka, jak swoim ramieniem podtrzymuje chylący się ku ruinie kościół na Lateranie, dawną siedzibę papieży. "Zaprawdę on jest tym - mówił Innocenty III o Franciszku - który swą działalnością i nauką podtrzyma Kościół Chrystusowy".
Wokół filaru, po jego przekątnych, złożono szczątki czterech wiernych towarzyszy św. Franciszka, braci: Leona, Rufina, Anioła i Masseo, którzy jak pasterze z betlejemskich pól patrzą w świętego Ojca złożonego w żłobie. W nim ujrzeli objawienie się Chrystusa. Zapewne głęboko przejęli się słowami brata Eliasza, który napisał we wspomnianym Liście: "Bracia, uwielbiajcie Boga na niebie i wysławiajcie Go przed wszystkimi, bo wyświadczył nam [309]swoje miłosierdzie; zachowujcie pamięć ojca i brata naszego Franciszka, na cześć i chwałę Tego, który wywyższył go wpośród ludzi i uwielbił go wobec aniołów. Módlcie się za niego, jak przed śmiercią żądał tego od nas, i módlcie się do niego, ażeby Bóg i nas, razem z nim, uczynił uczestnikami swojej świętej łaski".
Krypta wykuta jest w skale i wewnętrznym wystrojem, lampionami zawieszonymi u sufitu, półmrokiem i prostotą przypomina grotę Bożego Narodzenia w Betlejem. Przy wejściu do krypty wisi lampa wotywna, wiecznie podsycana oliwą ofiarowywaną każdego roku przez mieszkańców Italii. Jak gwiazda betlejemska wskazuje drogę do Chrystusa powtórnie narodzonego w św. Franciszku. "Nie masz jaśniejszego promienia nad ten" - wykuł na lampie artysta-kowal, myśląc nie o znikomym świetle lampy, lecz o blasku cnót Świętego, którego często pozdrawiał słowami: "Święty Franciszku, bądź pozdrowiony! Ciebie ojczyzna światłem swym zowie...".
Idąc za tym światłem trafimy do Chrystusa, w którym znajduje się pełnia pokoju i dobra.

