W dzieciństwie nie miałam żadnego wyobrażenia o Bogu, ponieważ wychowywałam się w środowisku całkowicie ateistycznym, chociaż ze względu na pewne okoliczności byłam ochrzczona, gdy miałam pół roku. Po śmierci ojca, którego straciłam mając cztery lata, żyłam z mamusią u babci, w rodzinie bogatych przemysłowców, otoczona zbytkiem. Niczego mi nie brakowało, a jednak mogę powiedzieć, że moje dzieciństwo było jedną udręką moralną.
Lubiłam być sama i oddawać się myślom, i to od piątego roku życia. Zastanawiałam się, po co żyję i dokąd dążę. Znikąd nie miałam odpowiedzi. Czułam potrzebę jakiejś pełni, jakiejś nieskończoności. Nic mnie nie zaspokajało. Czułam głód - głód - ale czego?
Moje spotkanie z Bogiem, gdy miałam jedenaście lat, było darem darmo danymi. Pewnego razu usłyszałam po raz pierwszy w życiu, jak mała dziewczynka odmawiała "Zdrowaś Maryjo". Nie wiedziałam, do kogo ona to mówi, i nie śmiałam zapytać. Ponieważ miałam dobrą pamięć, zapamiętałam pierwszą część tej modlitwy. Gdy byłam sama albo wieczorem w łóżku, odmawiałam nie wie czemu... tę połowę Zdrowaś".
"Przy odmawianiu - słów tej modlitwy doznawałam jakiejś dziwnej słodyczy, nie zdając sobie sprawy, skąd to pochodzi.
Gdy miałam lat trzynaście, udaliśmy się z wycieczką w Pireneje i odwiedziliśmy także Lourdes. Gdy byliśmy blisko groty, z bazyliki wyszła właśnie procesja: biskup, księża, ministranci. Zdumiona, otwierałam oczy.
- Co to za ludzie?
- To komedianci pod gołym niebem - odpowiedziała babcia:
Poprzedniego dnia, gdyśmy przechodzili koło przydrożnego krzyża, spytałam:
- Co to za człowiek wisi na krzyżu?
- Ach! To taki złoczyńca z dawnych wieków - odpowiedziano mi.
Za procesją poszliśmy aż do groty, aby się napatrzyć i naśmiać z "komediantów".
Ale przy grocie wszyscy uklękli i zaczęli odmawiać różaniec. Ach! Te słowa: "Zdrowaś Maryjo...". Nie wiem, co się stało - zaczęłam je mówić razem ze wszystkimi i nagle pogrążyłam się w duchowej adoracji przed Chrystusem Ukrzyżowanym, którego widziałam wczoraj. Stał się On moim Bogiem żarliwie umiłowanym. Wszystkie, problemy, wszystkie udręki znikły. Wszystko stało się jasne, promienne. Uspokoiłam się po raz pierwszy w życiu. Byłam szczęśliwa.
Szczęście to nie opuściło mnie nigdy, z latami stale się pogłębia...
"La Vie Spirituelle" | (tłum. s. Emilia)
