Pokój i Dobro

Dwaj franciszkanie z Asyżu: O. Michał Giura i Gianmaria Polidoro oraz burmistrz tego miasta dr Gianfranco Costa i Luigi Panelli - obaj z Międzynarodowego Ośrodka Pokoju mającego swą siedzibę w Asyżu - odbyli podróż do Stanów Zjednoczonych, gdzie zostali przyjęci przez prezydenta Donalda Reagana, oraz do Moskwy, do Konstantina Czernenki, który odpowiedział listem na wizytę. Obu szefom supermocarstw wręczono orędzie zatytułowane: "Do narodów, do rządzących i do tych, którzy mają wpływ na przebieg dziejów świata". My franciszkanie - czytamy dalej - i mieszkańcy Asyżu przejęliśmy się wezwaniem św. Franciszka, który domaga się pokoju od tych, co toczą wojny oraz miłości od tych, którzy w sercu żywią nienawiść, naśladując św. Franciszka, życzymy pokoju w Imię Boże.

Jest to piękna tradycja franciszkańska, bo św. Franciszek, głosząc Pokój i Dobro, niejednokrotnie przyczyniał się do zapanowania pokoju między zwaśnionymi. Pod jego wpływem pogodzili się możni mieszkańcy Asyżu z ludem, chociaż przedtem toczyli ze sobą spory, a niekiedy nawet krwawe walki. Do sporów doszło też między biskupem Gwidonem i burmistrzem miasta Asyżu. Szło o drobne rzeczy: o wpływy, granice majątków kościelnych i gminnych, o inne sprawy, a najwięcej o prestiż osobisty. Bolał nad tym św. Franciszek. Usilnie pragnął doprowadzić i tu do pojednania. Zdołał wyprosić u jednego i drugiego, by się zeszli razem. A gdy to się stało, ponieważ sam był chory, wysłał do nich dwu braci, by wobec zwaśnionych odśpiewali Franciszkową pieśń o słońcu, a on sam w tym czasie zanosił gorące modły do Boga w intencji udania się misji. Bracia, stanąwszy na placu, gdzie zgromadziła się ludność miasta z biskupem z jednej i z burmistrzem z drugiej strony na czele, zaczęli śpiewać:

Najwyższy, Wszechmocny i dobry Panie, Tobie chwała, cześć, zaszczyt i błogosławieństwo wszelkie,
Tobieśmy jedynie składać je winni, o Najwyższy, a żaden człowiek niegodzien wymówić Twe Imię.
Bądź pochwalony, Panie, za wszystkie Twe stworzenia,
a w szczególności za brata naszego słońce,
który dniem nas darzy i którym Ty nam świecisz.

[295]

Albowiem on piękny jest, on promienny wielką wspaniałością,
on obrazem Twym, o Najwyższy.
Pochwalony bądź, Panie, za brata naszego miesiąc i za gwiazdy,
któreś w niebie utworzył, jasne, cenne i piękne.
Pochwalony bądź, Panie, za brata naszego wiatr,
za powietrze i za obłok, za niebo przejrzyste
i wszystkie roku pory,
co stworzeniom dają żywot.
Pochwalony bądź, Panie, za brata naszego ogień,
przez który noc czynisz świetlistą,
a który piękny jest, radosny, odważny i mocny.
Pochwalony bądź, Panie, za siostrę i matkę naszą ziemię, co nosi i żywi nas,
a owoce rozliczne wydaje,
kwiaty wielobarwne i zioła.

A gdy doszli do słów ułożonych przez Świętego na tę okazję:

Pochwalony bądź, Panie, za tych,
co przebaczają z miłości ku Tobie,
za tych, co znoszą utrapienia i udręki.
Szczęśliwi ci, co wytrwają w pokoju,
albowiem przez Ciebie, Najwyższy,
uwieńczeni zostaną.

(Tłum. R. Brandstaetter)

Na placu zrobiło się zamieszanie. Burmistrz podszedł do biskupa pierwszy, ukląkł i rzekł: "Przez miłość Pana Jezusa Chrystusa naszego i jego sługi Franciszka przebaczam ci z całego serca i jestem gotów uczynić wszystko, czego zażądasz". - Na to biskup Gwido pochylił się ze wzruszeniem nad klęczącym ojcem miasta i uścisnął ze słowami: "Mój wysoki urząd wymaga, bym był łagodny i spokojny, lecz niestety, z natury jestem skłonny do złości, dlatego trzeba, byś był dla mnie wyrozumiałym..."

Na ten widok w niebo wzniosły się tysiące głosów: Viva la pace! ("Niech żyje pokój!") Szczerze radował się Franciszek.

Za przykładem Asyżu poszły inne miasta włoskie: Rieti, Arezzo, Siena, Perugia, Gubbio i inne ogłosiły pokój. Za namową Franciszka akt porozumienia spisywano na pergaminie. Ten uroczysty akt, Wielka Karta Miłości, miał przypominać, że zwaśnione strony przyrzekły żyć w spokoju i troszczyć się o wspólne dobro.

Święty Franciszek próbował również szerzyć pokój na skalę międzynarodową. W owym czasie trwały wyprawy krzyżowe. Krzyżowcy usiłowali mieczem uwolnić Ziemię Św. od dominacji islamu. W jednej z tych wypraw uczestniczył również św. Franciszek. Był przy oblężeniu Damietty. Tam naocznie przekonał się, że wyprawa podjęta z pobudek świętych przebieg ma brutalny i bardzo nie licujący z Ewangelią Chrystusową. Dlatego opuścił krzyżowców i udał się do Saracenów. Dotarł do samego sułtana Melek-el-Kamela i chociaż nie nawrócił sułtana ani jego dworu, jak chciał, uzyskał jednak to, czego nie zdołały osiągnąć wszystkie wyprawy krzyżowe. Wyjednał mianowicie to, że jego bracia mogli opiekować się miejscami świętymi, a zwłaszcza Grobem Chrystusa. I aż do dzisiaj franciszkanie pełnią honorową straż przy tej drogiej dla nas pamiątce.

Słusznie więc postąpili Bracia Mniejsi Konwentualni zebrani na kapitule generalnej w minionym roku, gdy skierowali list otwarty do Andropowa i do Reagana, zapraszając ich na spotkanie w Asyżu.

Do spotkania nie doszło, wymienione na początku osoby udały się do Waszyngtonu i do Moskwy, by spróbować i tego Franciszkowego sposobu. Efekt zabiegu nie był wielki. Ale dobre i to, że wysłannicy, przyjęci przez Reagana, mogli mu osobiście przedstawić swoją i całej ludzkości troskę o zagrożony pokój, a od Czernenki otrzymali list odręczny w tej sprawie. Gdy o tak wielką sprawę idzie, należy próbować wszelkich środków, tym bardziej, gdy tradycyjne, obecnie stosowane, środki dyplomatyczne zawodzą. Może jednak nie wszystko stracone. Może i ta pozornie nieudana inicjatywa w jakiejś mierze i w odpowiednim czasie, jeśli poprzemy ją naszymi modlitwami, jak to uczynił św. Franciszek z Asyżu, przyniesie owoce.

Grafika do art. Pokój i Dobro

[Rys. s. 294.]