Podziękowania

Grudziądz, 22 listopada 1989

Najdostojniejsza Pani, Matko Miłosierdzia, Niepokalana, składam Tobie gorące podziękowanie za łaskę Chrztu świętego, którąś uprosiła u Twego Miłosiernego Syna dla małego Dawidka. Gorąco błagałam Chrystusa przez Twoje wszechmocne wstawiennictwo o tę wielką łaskę. Ty wiesz, Niepokalana, jakie piętrzyły się trudności. Za Twoją przyczyną trudności zostały przezwyciężone i dziecko prawie półtoraroczne otrzymało Chrzest. Niepokalana, przyjmij moje nieudolne podziękowanie.

Twoja niegodna rycerka Dorota

Wolbrom, 19 grudnia 1989

Obecnie mam 40 lat, najstarsza córka - 19, następne 13, 8 i 3. Gdy byłam młoda, chciałam mieć tylko dwoje dzieci. Po ich urodzeniu pomyślałam o własnym egoizmie: - chciałam dwoje i mam, a dla Boga co? Nosiłam dla Boga trzecie dziecko, któremu dałam imię Maryi Matki Bożej. A potem i czwarte też chciałam za tych, którzy chcą tylko jedno. Prowadzam 3-letnią Elżbietkę na religię, jest grzeczna i już dużo wie o Bogu. Kiedyś mnie o coś pyta, a ja nic (byłam zamyślona), więc ona mówi: "Muszę iść do nieba, zapytać Boga". Innym razem nie uklękłam wieczorem do pacierza z powodu choroby, a dnia następnego Elunia mówi: "Dlaczego nie mówiłaś paciorka?". Bardzo pragnę wychowywać dobrze moje dzieci, choć nie zawsze mi się to udaje. Gdy np. się kłócą, to ja mówię Zdrowaś Maryjo i nie zawsze muszę je uspokajać - modlitwa pomaga. Ułożyłam sobie taką modlitwę: "Panie mój i Boże, uczyń serce moje według serca Twego. Ucz moje serce kochać każdego. Moje córeczki weź w swą opiekę i chociaż jedną wybierz na swoją służbę...". Bardzo proszę Matkę Bożą Niepokalanie Poczętą o pomoc w wychowaniu moich dzieci, a jednocześnie dziękuję Jej za otrzymane już łaski.

Teresa Książek

Turawa, 4 stycznia 1990

Od dziecięcych lat choruję na reumatyzm i z kolei na serce. Zanim stwierdzono chorobę serca, wyszłam za mąż i po roku urodziłam syna. Już wtedy odezwały się kłopoty z sercem i lekarze orzekli, że z takim sercem nie wolno mi już rodzić. Nie minęło dużo czasu, a ja znowu znalazłam się w stanie błogosławionym. Tym razem nie cieszyłam się z tego i z przerażeniem myślałam, jak ja to dziecko urodzę. Lekarka, która stwierdziła, że jest to szósty tydzień ciąży, namawia mnie do "zabiegu". Ja kategorycznie odmawiam. Tłumaczy mi, że i ona nie lubi, jak matki usuwają płód, ale ja muszę ratować swoje życie. I wciska mi do ręki skierowanie. Na moje zapewnienia, że i tak z tej kartki nie skorzystam, mówi: "Przyjdzie na panią taka chwila, że strach przed śmiercią zwycięży i wtedy kartka będzie potrzebna". Faktycznie przyszła chwila słabości, jakby bunt - dlaczego ja mam umierać? I pobiegłam wtedy do szpitala. Jednak w bramie szpitala jak prąd przeszła mi myśl: i ty chcesz żyć dalej z takim piętnem na sumieniu? Zrozumiałam, że ta zbrodnia zachwieje moim zdrowiem psychicznym. Pomyślałam: - wolę śmierć! Co wtedy przeżyłam, tego nikt nie wie. Zdałam wszystko w ręce Boga i Najświętszej Panny. do której od dzieciństwa się uciekałam. Pojechaliśmy z mężem na pielgrzymkę prosić o szczęśliwe rozwiązanie. W ostatnim miesiącu przed planowanym rozwiązaniem musiałam pójść do szpitala. Pamiętam, była niedziela. Mąż mnie wtedy odwiedził. Czułam się dobrze. Nic nie wskazywało, że za kilka godzin, bez kłopotów urodzę szczęśliwie drugiego syna. Radość ogromna. Żyję! Czuję się dobrze i tak samo dziecko - które miało nie żyć. Pół roku po tym porodzie zachorowałam na zapalenie wsierdzia i z sercem było jeszcze gorzej, musiałam pójść na rentę inwalidzką. Kiedy najstarszy syn miał 9 lat, a drugi 7, urodziłam trzeciego syna. Ani na moment nie myślałam, aby zabić to dziecko. Kardiolog zaś, który mnie usilnie namawiał do "zabiegu", zniecierpliwiony moją odmową, krzyczał na mnie, że jestem fanatyczką religijną. Odpowiedziałam mu równie ostro, że owszem, jestem wierząca, ale do tego jestem matką, i że chyba słyszał o instynkcie macierzyńskim nawet u zwierząt. Ten poród był bardzo ciężki. Jednak dzięki dobrej opiece lekarzy i położnych zakończył się szczęśliwie. Gdy potem poszłam na pierwszą wizytę do owego kardiologa, podał mi rękę i gratulując powiedział: "Nigdy bym nie przypuszczał, że mnie, staremu lekarzowi, otworzy oczy taka młoda osoba". A ten mój syn, który miał nie żyć, mając 21 lat rzekł mi pewnego razu: "Mamo, dziękuję Ci, żeś mi pozwoliła żyć!".

W ostatnim czasie znowu mi serce mocniej dokucza. Ale patrząc na swych synów spokojnie mogę umierać! Za wszystko, kochana Matko Niepokalana, tak bardzo Ci dziękuję. Jak mi żal chorych kobiet a oczekujących dziecka! Proszę Was, zawierzcie Bogu. A jeżeli którejś będzie sądzone życie oddać, nie stracisz go, bo żyć będziesz na wieki u boku naszej najlepszej Matki w niebie.

Krystyna

[159]

Konin, 2 lutego 1990

W moim życiu Matka Boża była zawsze moją Ucieczką i Pocieszycielką.

Przez ostatnie lata podupadłam na zdrowiu. Jestem matką trójki dzieci. Przed rokiem skierowano mnie na badanie kliniczne. Bardzo bałam się wyników badań (jestem lekarzem). Przez cały pobyt w klinice codziennie schodziłam na Mszę św. do kaplicy szpitalnej i gorąco prosiłam Matkę Bożą o łaskę zdrowia. Przyrzekłam Jej, że publicznie podziękuję Jej w "Rycerzu", co niniejszym czynię. Obecnie czuję się lepiej.

Średni syn przygotowuje się do 1 Komunii św. (Córka jest starsza, uczestniczy w życiu oazowym, młodszy syn to jeszcze przedszkolak). Jestem pełna radości, że mogę z nim chodzić na lekcje religii i uczestniczyć w przygotowywaniu go do tak ważnej chwili w jego życiu. Syn często na Mszach św. czyta Słowo Boże. Chciałabym swoim dzieciom zaszczepić wielką miłość do Maryi i prosić gorąco, by była dla nich zawsze Orędowniczką u swego Syna i Pocieszycielką.

Jeszcze raz serdecznie dziękuję Matce Przenajświętszej za wysłuchane prośby, za tak liczne łaski doznane w życiu, oraz gorąco proszę o dalszą opiekę nad całą rodziną.

Maria

T., 22 lutego 1990

Po obronie pracy doktorskiej upadłem do stóp Najświętszej Pani z Lourdes i przyrzekłem Jej, że całym moim życiem będę krzewił kulturę chrześcijańską wśród młodzieży, a słowem i przykładem jawnie będę wyznawał Boskiego Mistrza przed światem. Wierny przyrzeczeniu piszę, dyskutuję, pomagam w czym mogę.

Stanisław

Ubieszyn, 25 lutego 1990

Spełniając obietnicę daną Matce Najświętszej i św. Maksymilianowi Kolbemu, opiekunowi rodzin, składam podziękowanie za łaskę otrzymaną za Ich przyczyną.

Zięć rozpił się i zostawił córkę z malutkim dzieckiem. Mój mąż z tego zmartwienia rozchorował się i zmarł. Przez siedem lat gorąco modliłam się za zięcia. Po siedmiu latach zięć powrócił. Stał się dobry, nie pije, chodzi do kościoła, uczy dziecko religii i modli się o znalezienie pracy, bo został zwolniony.

Mogę tylko być wdzięczna za otrzymane łaski i modlę się gorąco o dalszą opiekę Niepokalanej, a zwłaszcza o wytrwanie zięcia w dobrem.

B. M.

Wylewa, 26 lutego 1990

Zwracam się za Waszym pośrednictwem do Matki Bożej Niepokalanej, by Jej podziękować za otrzymane łaski i prosić o dalsze.

Przed osiemnastu laty uciekałam się do Matki Niepokalanej z prośbą o uzdrowienie mojej maleńkiej córeczki. Wysłuchała mnie, uzdrowiła moje dziecko, moje jedyne dziecko, które w tym roku będzie zdawać maturę.

Czas uciekał, lata biegły, więcej dni przepłakałam aniżeli się uśmiechałam. Wielką gehenną było moje życie, spędzone u boku męża alkoholika, który upijał się codziennie, przepijał pieniądze i marnował czas. Po przyjściu do domu urządzał okropne awantury. Na samą myśl, że mąż pijany wraca, skakały mi zęby. Córka dostała nerwicy. Wydawało mi się, że jestem opuszczona przez ludzi i przez Boga, że moja nieustanna modlitwa o nawrócenie męża z nałogu pijaństwa nie trafia do Boga. W takiej atmosferze spędziłam 20 lat małżeństwa.

W 1989 roku byłam na pielgrzymce w Częstochowie, Licheniu i Niepokalanowie. Prosiłam Matkę Bożą: "Matko, zlituj się nad moją rodziną, nad losem mojej matki staruszki i nad losem mojej córki, którą przed laty ofiarowałam przed Twoim Tronem na Twoją własność w zamian za uzdrowienie". Mówiłam: "Matko, dopomóż, przecież ta dziewczyna ma zdawać maturę, jak w takich warunkach może się uczyć?". Tym razem Matka Najświętsza wysłuchała moją prośbę. Mąż we wrześniu poszedł na urlop, potem na chorobowe w związku z utratą słuchu w dużym stopniu. Przestał pić. W naszym domu jest cicho, córka może się uczyć i przygotowywać do matury, a później na studia.

Uważam, że to cud wyproszony przez Matkę Niepokalaną: dawne uzdrowienie mojej córki i obecne nawrócenie męża z nałogu pijaństwa.

Danuta

Zabrze, 5 marca 1990

Żyje: z mężem 39 lat. Mamy pięcioro dzieci, które już są na swoim. Różnie było w naszym życiu. Swego czasu życie moje wisiało na włosku. Jestem też grzeszną kobietą. Posłuchałam męża i usunęłam ciążę, a teraz nie mogę tego przeboleć: wciąż mi stoi w pamięci to zło, które popełniłam. Bardzo za to żałuję. Kiedy otrzymałam od znajomej "Rycerza", postanowiłam publicznie przeprosić Pana Boga i Matkę Najświętszą.

Niedawno mąż mój zachorował. Lekarze orzekli, że to złośliwy rak i polecili przygotować się na najgorsze. Zaczęłam się gorąco modlić do Matki Najświętszej, aby ratowała mi męża. Choć jestem grzeszna, Matka Boża wysłuchała mojej prośby.

Mąż na własne żądanie wyszedł ze szpitala, jest w domu i czuje się dobrze.

Za tę łaskę składam Ci, Matko ukochana, gorące podziękowanie, i proszę Cię o dalszą opiekę nad całą moją rodziną.

Antonina

[160]

BOGU W TRÓJCY ŚWIĘTEJ JEDYNEMU PRZEZ POŚREDNICTWO NIEPOKALANEJ I ŚW. MAKSYMILIANA DZIĘKUJĄ: za powrót do zdrowia i szczęśliwą operację - 1102 osoby; za nawrócenie - 374 osoby; za odzyskanie wiary - 289 osób; za powstanie z nałogów - 323 osoby; za pojednanie rodzinne i sąsiedzkie - 369 osób; za szczęśliwe rozwiązanie - 248 osób; za pomoc w nauce i zdanie egzaminów - 257 osób; za dobrą pracę - 308 osób; za przydział mieszkania - 143 osoby; za odnalezienie zguby - 163 osoby; za opiekę Bożą i wysłuchanie innych próśb - 2058 osób.

POLECAJĄ NASZYM MODLITWOM SWE PROŚBY: o zdrowie - 2540 osób; o nawrócenie - 574 osoby; o odzyskanie wiary - 436 osób; o powstanie z nałogów - 731 osób; o zgodę i miłość w rodzinie - 369 osób; o szczęśliwe rozwiązanie - 415 osób; o pomoc w nauce - 323 osoby; o dobrą pracę - 348 osób; o przydział mieszkania - 179 osób; o znalezienie zguby - 184 osoby; o błogosławieństwo Boże i prośby w innych intencjach - 2630 osób.


Intencja MI na maj

Aby pod opieką Niepokalanej serca wszystkich ludzi umocniły się w miłości, zwłaszcza dla biednych i pokrzywdzonych, i były znakiem powszechnego braterstwa.

[s. 160]

Kalendarzyk MI na maj

1Początek nabożeństw majowych. Bierzemy w nich udział w kościele, przy kapliczce przydrożnej lub w kole rodzinnym.
3Uroczystość NMP Królowej Polski, głównej patronki Polski
6Niedziela MI. Ponawiamy swoje rycerskie oddanie się Niepokalanej. Światowy Dzień Modlitw o Powołania
13ocznica pierwszego objawienia się Matki Bożej w Fatimie
15Rozpoczynamy Nowennę do Ducha Świętego
31Święto Nawiedzenia NMP

[s. 160]

Studium Ojców Kościoła

9 stycznia [1990] r. Kongregacja Nauczania Katolickiego opublikowała Instrukcję o studium Ojców Kościoła w formacji kapłańskiej (podpisaną 10 listopada [1989] r.). Studium to jest według Instrukcji bardzo ważne, bo Ojcowie Kościoła są "uprzywilejowanymi świadkami Tradycji" i "poręczycielami naszej tożsamości chrześcijańskiej". Kongregacja pragnie wzbudzić "świeże tchnienie prawdziwej mądrości i autentyczności chrześcijańskiej, jakie emanuje z dzieł patrystycznych". Bez studiowania Ojców "działalność teologiczna albo bywa sprowadzana do czystego «biblicyzmu», albo staje się więźniem własnego horyzontu historycznego i przystosowuje się do różnych modnych filozofii i ideologii", co "spłyca treść Credo i sprowadza ją do wymiarów ziemskich". Kongregacja przestrzega przed prądami teologicznymi, "które nie zważają na wymiar historyczny dogmatów i dla których ogromne wysiłki epoki patrystycznej i średniowiecza zdają się nie mieć jakiejś prawdziwej ważności". W instytucjach formacji kapłańskiej należy wykładać patrystykę, która zajmuje się myślą teologiczną Ojców Kościoła, i patrologię, która ma za przedmiot ich życie i pisma, przy czym wykładowcy mają wpajać w alumnach nade wszystko miłość do Ojców, a nie tylko umożliwiać ich poznanie.

[s. 160]

RYCERZ NIEPOKALANEJ
Nr 5 (407) 1990
Rok założenia 1922

[Spis treści]

Redaguje zespół - red. naczelny o. Jerzy Franciszek Domański. Adres redakcji i administracji: Niepokalanów, 96-515 TERESIN, tel. Sochaczew 127-01. Materiałów nie zamówionych redakcja nie zwraca. Druk: Mała Poligrafia w Niepokalanowie, zam. 30/90-200000. Za pozwoleniem Kurii Metropolitalnej Warszawskiej z dnia 12 IV 1990 nr 2162/K/90. Indeks GP.II-441/799/83. Prenumerata - dobrowolna ofiara. ISSN 0208-8878 | Wydawnictwo Ojców Franciszkanów, Niepokalanów, 96-515 Teresin, konto PKO Sochaczew nr 75646-1775-136

[s. 368160]