Warszawa, 4 września 1985
W tym roku po raz pierwszy postanowiłem wziąć udział w Warszawskiej Pieszej Pielgrzymce na Jasną Górę. Moje pielgrzymowanie miało dwa cele: pierwszy, to uprosić łaskę dobrej żony na resztę lat, a drugie to odpowiedzieć sobie na pytanie, co pcha ludzi w ramiona Czarnej Madonny.
Gdy byłem dzieckiem, dość często jeździłem z rodzicami do Częstochowy witać pielgrzymów. Fascynowały mnie te tłumy ludzi, ale nie rozumiałem jeszcze wtedy celu i przyczyn tej "mordęgi". Już wtedy chciałem być jednym z tych śmiesznie wyglądających braci (tak mi się wówczas wydawało), ale decyzję odwlekałem w nieskończoność. To, że w tym roku poszedłem, po części zawdzięczam "Rycerzowi", w którym czytywałem barwne opisy pielgrzymkowego trudu.
W swoich oczekiwaniach nie zawiodłem się, chociaż muszę przyznać, że początek był dla mnie dość zaskakujący. Zaskoczeniem było odmawianie trzech części Różańca św. przez osobę, która modliła się od święta. Lecz jeszcze większym zaskoczeniem była przemiana, jaka się we mnie dokonała. Budząc się o godz. 4, zaczynałem nucić sobie Godzinki (co wcześniej w ogóle było nie do pomyślenia), a odmawianie Różańca czy Litanii sprawiało mi przyjemność i... ulgę.
Szczególnie upodobałem sobie prelekcje, które w naszej grupie codziennie się odbywały. Jakiś brat lub siostra, mocno siedzący w temacie, opowiadali np. o rodzinach rozbitych i skutkach rozbicia, a potem wywiązywała się dyskusja, dyskusja życiowa, nierzadko z elementami tragicznymi. Z głośników można było usłyszeć przeplatające się wzajemnie radość i płacz. W obliczu tych wszystkich nieszczęść, o których usłyszałem, moje problemy zmalały do rangi superpodrzędnych.
To pielgrzymowanie wyrobiło we mnie również ducha zwykłej, ludzkiej solidarności. Zresztą każdy, nie tylko ja, w końcu otwierał się na potrzeby drugiego człowieka. Poczęstowanie kogoś kubkiem wody czy bułką stało się czymś zwyczajnym, nie wzbudzającym niczyjego zdziwienia. Jako wspólnota religijna staliśmy się sobie potrzebni i nikt w tamtych dniach nie czuł się osamotniony czy pominięty. Można by godzinami opowiadać o wspólnych przeżyciach, jakże bogatych, lecz nikt z nas nawet przez moment nie zapominał, że celem naszego trudu jest Madonna w jasnogórskim wizerunku. Kiedy w końcu stanąłem przed Nią, brudny i spocony, chwyciło mnie wtedy coś za gardło. Długo przygotowywana "rozmowa z Matką" gdzieś prysła. Nie byłem w stanie wypowiedzieć nawet słowa powitalnego, tylko z trudem tłumiłem płacz. Ta chwila, kiedy spojrzeliśmy sobie w oczy, była krótka, lecz odczułem wówczas zstępujący na mnie spokój i odprężenie. Myślę, że wszyscy wtedy, jak staliśmy, odczuwaliśmy to samo. Było to chyba najprawdziwsze zjednoczenie serc i umysłów. Zrozumiałem wtedy, co takiego ciągnie ludzi przed Jej oblicze i dlaczego warto jest ponosić pielgrzymi trud. Trud, który zwraca się stokrotnie.
Czarna Madonno, dzięki Ci za to wszystko.
Tadeusz
Warszawa, 30 grudnia 1989
Pragnę podziękować Matce Bożej Niepokalanej za wysłuchanie modlitw moich rodziców, które pomogły mi wyjść z nałogu.
Poza tym Matka Boża pomogła mi odnaleźć prawdziwych przyjaciół, dała radość trudu, pracy, pozwoliła znowu cieszyć się smakiem chleba, wlała nadzieję. Przez to moje życie uległo zmianie.
Za to wszystko składam gorące podziękowania!
K. K.
Lubaczów, 7 marca 1990
Dwa lata temu wezwałeś, mój Boże, mego syna na wyższe studia oficerskie. I syn się tam uczy. Wiedziałam, że wielu młodych chłopców rezygnuje z uczelni wojskowych z powodu odsunięcia tam Boga na zaplecze. Więc modliłam się: Matko Najświętsza, chcesz mieć dobrych żołnierzy, to każ im się modlić.
Na początku modliłam się bardzo dużo. Gdy czas się dłużył, powątpiewałam. Ale coś mi mówiło: módl się nadal, bo przecież to nie jest sprawa jednego człowieka, ale wielu, a nawet tysięcy ludzi. Jeździłam do różnych miejsc świętych w naszej ojczyźnie przez dwa lata błagając Matkę Najświętszą, żeby nie zgubiła w tych żołnierskich sercach swego Syna, Jezusa Chrystusa.
W pierwszą niedzielę Wielkiego Postu usłyszałam w radio i telewizji, że księża kapelani mogą spełniać posługę kapłańską na terenie koszar i jednostek wojskowych.
Za tę wielką przemianę, za cud, że Bóg wrócił do swoich dzieci, składam podziękowanie Bogu w Trójcy Świętej Jedynemu przez przyczynę Matki Najświętszej.
J. K.
Lubawka, 8 marca 1990
Byłam bardzo zrozpaczona i załamana, kiedy dowiedziałam się, że jestem w ciąży. Była to już piąta ciąża. Ponieważ miałam bardzo słabe oczy (krótkowzroczność postępową), lekarze ostrzegali mnie, ażebym nie rodziła, bo mogę stracić wzrok; grozi mi w każdej chwili przy najmniejszym wysiłku odklejenie się siatkówki. Było według nich jedno wyjście: usunąć ciążę. Jestem wierząca i praktykująca: na przerwanie ciąży nigdy bym się nie zgodziła, chociaż by mi groziła śmierć. Postanowiłam urodzić piąte dziecko.
W tej ciężkiej chwili udałam się do Matki Bożej z prośbą o pomoc, a księdza proboszcza poprosiłam, by odprawił nowennę Mszy świętych w mojej intencji. Dziewiąta Msza święta została odprawiona przed obrazem Matki Bożej odwiedzającej naszą parafię. Było to w roku 1964.
Matka Boża wstawiła się za mną do swego Syna. Pomimo że bardzo ciężko pracowałam w czasie tej ciąży, urodziłam syna prawie bez bólów porodowych (ważył ok. 4 kg). W jego osiemnaste urodziny opowiedziałam mu o wszystkim, jak to było z jego przyjściem na świat. Wziął mnie w swoje ramiona, ucałował i powiedział: "Dziękuję ci, mamo, za życie, któreś mi dała".
A ja dziękuję Tobie, Matko Najświętsza, za tę wielką łaskę, że widzę świat, swoje dzieci i nawet wnuczkę swego piątego dziecka i za wiele innych łask, które wyświadczyłaś mi w moim życiu.
Anna Policht
Kraków, 13 marca 1990
Spełniając przyrzeczenie gorąco dziękuję w "Rycerzu Niepokalanej" Matce Bożej za wiele otrzymanych łask, a zwłaszcza za to, że wyrwała mnie ze stanu niepewności i dała mi radość życia.
Przez wiele lat, kiedy się modliłam, zawsze drżałam w niepewności i strachu. Było coś we mnie, co przeszkadzało mi ufać bez reszty do końca. Kiedy łaskę otrzymałam, miałam znów wyrzuty sumienia, dlaczego silnie nie zaufałam, dlaczego nie poddałam się z zaufaniem Woli Bożej.
Zaczęłam się modlić o światło i pokój, aby wstąpiła we mnie nadzieja, abym miała moc utrzymania równowagi. I oto przyszedł czas, że przełamałam lęk. Teraz wszystkie sprawy poddaję woli Boga, pełna zaufania w Jego Miłosierdzie. Dawniej byłam w ciągłym napięciu i niechęci do ludzi. Dziś mam wiele życzliwości, wyrozumiałości i miłosierdzia dla ludzi. Wstąpiła we mnie spokojna radość wewnętrzna.
Wiem, że jest to wielka łaska od Boga, wyproszona mi przez Matkę Najświętszą.
Barbara P.
Wadowice, 25 marca 1990
Chcę podzielić się z Wami wielką radością, tym, jak wiele zawdzięczam Matce Najświętszej, odkąd wstąpiłam w Wasze szeregi, czyli do Rycerstwa Niepokalanej.
Mój mąż często zaglądał do kieliszka, przez co nie mogłam stworzyć normalnej rodziny. Nie mogąc znaleźć wyjścia, zawierzyłam bezgranicznie Najświętszej Panience i wpisałam się do MI. Przez dwa lata modliłam się żarliwie o nawrócenie męża i moja prośba została wysłuchana; mąż wrócił, a nasza córeczka (ma cztery lata) wreszcie poczuła ciepło rodzinne.
Składam Ci, Mateńko, serdeczne podziękowanie. Niech Ci będzie cześć i chwała!
Ewa K.
Bydgoszcz, 10 kwietnia 1990
Pragnę i ja publicznie podziękować gorąco Matce Najświętszej za uratowanie mnie od śmierci samobójczej poprzez Cudowny Medalik.
Mam 50 lat, bardzo dobrego męża oraz pięcioro kochających dzieci, z których dwie córki są już mężatkami.
Jako miesięczne dziecko rodzice uciekając w czasie ostatniej wojny do Wilna, tam przed Cudownym Obrazem Matki Bożej Ostrobramskiej ofiarowali mnie Jej czułej opiece. Odziedziczyłam też po zmarłym braciszku piękny srebrny cudowny medalik, który nosiłam na szyi przez wiele, wiele lat. Przed kilku laty dzieci ofiarowały mi na gwiazdkę wygrawerowany srebrny medalik z wizerunkiem Matki Boskiej Nieustającej Pomocy. Zdjęłam i schowałam cudowny medalik do szafy, by nosić ten drugi, gdyż uważałam za przesadę nosić dwa medaliki.
Gdy dwa lata temu zachorowałam na bardzo ciężką depresję (leżałam nawet w szpitalu psychiatrycznym) przyjaciółka radziła mi założyć cudowny medalik. Tak też uczyniłam. Po powrocie ze szpitala depresja utrzymywała się i utrzymuje nadal, chociaż już jest lepiej.
Pewnej nocy, gdy wszyscy domownicy spali, miałam straszny atak lęku. Pragnęłam umrzeć. Nie mogłam zasnąć. Snułam się po mieszkaniu jak obłąkana. Chwyciłam jednak za cudowny medalik odmawiając stale modlitwę "O Maryjo bez grzechu poczęta, módl się za nami...". Nie wiedząc kiedy położyłam się i zasnęłam. Rano, gdy obudziłam się, dziękowałam Matce Najświętszej za uratowanie mi życia.
Obecnie noszę oba medaliki na szyi i często chwytam za cudowny medalik odmawiając związaną z nim modlitwę. Czuję opiekę Niepokalanej na każdym kroku i wdzięczna jestem za wszelką Jej pomoc.
Anna W.
BOGU W TRÓJCY ŚWIĘTEJ JEDYNEMU PRZEZ POŚREDNICTWO NIEPOKALANEJ I ŚW. MAKSYMILIANA DZIĘKUJĄ: za powrót do zdrowia i szczęśliwą operację - 1165 osób; za nawrócenie - 402 osoby; za odzyskanie wiary - 329 osób; za powstanie z nałogów - 361 osób; za pojednanie rodzinne i sąsiedzkie - 385 osób; za szczęśliwe rozwiązanie - 273 osoby; za pomoc w nauce i zdanie egzaminów - 468 osób; za dobrą pracę - 576 osób; za przydział mieszkania - 169 osób; za odnalezienie zguby - 191 osób; za opiekę Bożą i wysłuchanie innych próśb - 2195 osób.
POLECAJĄ NASZYM MODLITWOM SWE PROŚBY: o zdrowie - 2633 osoby; o nawrócenie - 607 osób; o odzyskanie wiary - 463 osoby; o powstanie z nałogów - 746 osób; o zgodę i miłość w rodzinie - 399 osób; o szczęśliwe rozwiązanie - 408 osób; o pomoc w nauce - 358 osób; o dobrą pracę - 470 osób; o przydział mieszkania - 208 osób; o znalezienie zguby - 203 osoby; o błogosławieństwo Boże i prośby w innych intencjach - 2890 osób.
Intencja MI na lipiec
Aby Niepokalana, Matka Miłosierdzia, raczyła nas użyć jako podatne narzędzia swojej miłości do zbłąkanych i obojętnych w wierze, by jak najprędzej weszli na drogę Jej Boskiego Syna.
[s. 224]
Intencja MI na sierpień
Abyśmy naśladując św. Maksymiliana Marię w jego bezgranicznym oddaniu się Niepokalanej byli ustawicznym wsparciem dla cierpiących, samotnych i bliskich rozpaczy.
[s. 224]
Kalendarzyk MI na VII i VIII
| 16 VII | Wspomnienie NMP z Góry Karmel |
| 29 VII | Dzień Modlitwy Rycerstwa Niepokalanej w Niepokalanowie, poprzedzony całonocnym czuwaniem w bazylice niepokalanowskiej. |
| 2 VIII | Święto NMP Anielskiej z Porcjunkuli. W kościołach parafialnych i franciszkańskich można zyskać odpust zupełny pod zwykłymi warunkami. |
| 5 VIII | Początek Nowenny przed świętem św. Maksymiliana Marii i uroczystością Wniebowzięcia NMP. |
| 14 VIII | Święto św. Maksymiliana Marii, kapłana i męczennika. W Niepokalanowie odprawi Mszę św. bp Bohdan Bejze. |
| 15 VIII | Uroczystość Wniebowzięcia NMP. Dziękujemy Matce Bożej za Cud nad Wisłą w jego 70 rocznicę. W Niepokalanowie o godz. 11:30 Msza św. pontyfikalna, a o 15 - Dróżki Radości NMP. |
| 22 VIII | Wspomnienie NMP Królowej |
| 26 VIII | Uroczystość NMP Częstochowskiej |
[s. 224]
Nowe pisma
W Tarnowie ukazuje się nowe czasopismo katolickie dla młodzieży pod nazwą "Wzrastanie". Nawiązuje do biblijnej idei rozwoju osobowości i współdziałania z Bożymi talentami. Adres administracji: ul. Głowackiego 2, 32-800 Brzesko.
Głos Św. Franciszka. Miesięcznik, wydawany przez Kurię Prowincjalną Franciszkanów Prowincji Św. Jadwigi (Al. Jana Kasprowicza 26, 51-161 Wrocław), o bogatej tematyce franciszkańskiej.
[s. 224]
RYCERZ NIEPOKALANEJ
Nr 7/8 (409/10) 1990
Rok założenia 1922
[Spis treści]
Redaguje zespół - red. naczelny o. Jerzy Franciszek Domański. Adres redakcji i administracji: Niepokalanów, 96-515 TERESIN, tel. Sochaczew 127-01. Materiałów nie zamówionych redakcja nie zwraca. Druk: Mała Poligrafia w Niepokalanowie, zam. 32/90-200000. Za pozwoleniem Kurii Metropolitalnej Warszawskiej z dnia 2 VII 1990 nr 4034/K/90. Indeks GP.II-441/799/83. Prenumerata - dobrowolna ofiara. ISSN 0208-8878 | Wydawnictwo Ojców Franciszkanów, Niepokalanów, 96-515 Teresin, konto PKO Sochaczew nr 75646-1775-136
[s. 224]
