Podziękowania

Złota k. Czchowa, 2 maja 1988

Dziękuję Matce Bożej Niepokalanej za wielką łaskę wyświadczoną mojemu mężowi i całej rodzinie. Przed blisko trzema laty mąż zachorował na nowotwór żołądka. Musiał poddać się poważnej operacji. Według opinii lekarzy był to nowotwór złośliwy, dlatego nie rokowali mężowi dłuższego życia. Zaufaliśmy jednak Matce Bożej, którą z wielką ufnością prosiliśmy o zdrowie męża, i zostaliśmy wysłuchani. Mąż po tak ciężkiej operacji czuje się dobrze i pracuje jeszcze w szkole jako nauczyciel, choć już nie na etacie.

Kinga Matracz

Siedlce, 11 maja 1988

Wychowałem się w rodzinie katolickiej. Potem przyszły lata kawalerskie i służba wojskowa. Po powrocie do cywila, mając 26 lat, ożeniłem się. żona lubiła sobie wypić i pohulać z mężczyznami to na wycieczkach, to przy innych okazjach. Zacząłem pić i ja. Prawdziwe piekło powstało po wyprowadzeniu się od mamy do własnego mieszkania. Nie było dnia bez wódki. Pacierza u nas się nie mówiło, do kościoła chodziliśmy tylko od wielkiego święta, w ogóle źle się u nas działo. Na dodatek żona znalazła sobie kochanka, z tym się nie kryła, a nawet urodziła jego dziecko, które wychowuję jak swoje. Prosiłem, błagałem, obojgu wypominałem, ale to nic nie pomagało i z tego powodu jeszcze bardziej piłem.

Zacząłem się starać o lepsze mieszkanie, żeby się wyrwać z tego podwórka, w którym wszyscy pili i łajdaczyli się aż strach pomyśleć. I wreszcie udało mi się otrzymać mieszkanie w bloku. Tutaj jednak też się piło. Gdy pewnego razu byłem w domu sam, ogarnął mnie nagle żal i smutek. Zapragnąłem wydostać się z tego zła i właśnie wtedy napisałem list do sanktuarium maryjnego w Kodniu, aby odprawiono Mszę św. w mojej intencji. Coraz więcej sam się modliłem i prosiłem Niepokalaną, żebym skończył z tą grzeszną szkaradą. Żona zaczęła się ze mnie naśmiewać, że raptem chcę zostać świętym, ale nie zważałem na docinki.

Z pomocą Matki Bożej rzuciłem palenie papierosów, później przyszła kolej na rozstanie się z wódką; nawet podpisałem w kościele, że do końca życia ani piwa, ani wódki do ust nie wezmę. Wstąpiłem do Bractwa Najświętszego Sakramentu i do Żywego Różańca. W ubiegłym roku odbyłem pieszą pielgrzymkę na Jasną Górę i w tym roku też się tam wybieram. Często przystępuję do Stołu Pańskiego. Wszystko to zawdzięczam Niepokalanej, która pomogła mi wyrwać się z tego zła, jakie rozpanoszyło się w moim domu, i wytrwać. Obecnie przestało się w naszym domu pić wódkę, skończyło się złe towarzystwo. Każda uroczystość i święto obywa się bez kieliszka na naszym stole, aż się chce żyć.

Składam Matce Najświętszej najgorętsze podziękowanie za to nieocenione dobro, jakie za Jej orędownictwem weszło w mój dom. Całym sercem i duszą pragnę stać się rycerzem Niepokalanej.

S. F.

Warszawa, 23 czerwca 1988

Ch[o]ciaż mam dopiero 18 lat, to dźwigam ze sobą bagaż najróżniejszych doświadczeń i przeżyć.

Kiedy miałam jeden rok, odszedł od nas ojciec. Życie płynęło odtąd dość spokojnie i monotonnie, brakowało mi jednak prawdziwego ciepła rodzinnego, którego, niestety, nie mogła mi w pełni zapewnić babcia, z przesadą, jak mi się zdawało, troszcząca się o moje religijne wychowanie. Mając zaledwie kilka lat nie odczuwałam potrzeby poszukiwania takiej wartości jak Bóg.

Gdy miałam 9 lat, mama poznała mężczyznę, którego wkrótce przedstawiła jako "drugiego tatusia". Czułam się we własnym domu jeszcze bardziej obca i niepotrzebna. Mama z nowym małżonkiem (mój ojciec zmarł w międzyczasie) wyjechali do Warszawy w poszukiwaniu szczęścia i mieszkania, ja zostałam u babci. Po roku dojechałam do rodziców, by tam rozpocząć nowe, "lepsze" życie. To, co zaczęło się od tego czasu i trwało blisko osiem lat, trudno opisać. Kłótnie, awantury i bijatyki stały się nieodzownym elementem rodzinnej "miłości". Początkowo zdarzały się one sporadycznie, jednak z biegiem czasu przybierały na sile i ilości. Nie było nikogo, kto mógłby nam pomóc. Bóg pozostał gdzieś daleko - zapomniany i porzucony wraz z dawną parafią i dotychczasowymi przyzwyczajeniami.

W nowej szkole już po kilku miesiącach wykrystalizowało się dość specyficzne towarzystwo, rozrabiające co wieczór na osiedlowych podwórkach. I ja należałam do niego, próbując przez to odciąć się od owego "szczęścia", które chciała stworzyć mama wraz z ojczymem - już drugim w jej życiu oszustem i zwykłym łobuzem. Nie miałam domu; moją rodziną był każdy, kto lubił dyskoteki i nocne włóczęgi. Z nimi, na swój sposób, czułam się bezpieczna, potrzebna i kochana... Moja mama chyba do teraz nie wie, co się wtedy ze mną działo, ile wypaliłam papierosów, ile wypiłam alkoholu. Miałam w tym czasie 12-13 lat. W domu było coraz gorzej. Mama coraz [31]częściej chodziła posiniaczona i zapłakana. Niedługo potem zaszła w ciążę, która okazała się trudna do utrzymania. Widziałam, że bardzo jej na tym dziecku zależy. Nagle coś się w niej zmieniło, częściej ze mną rozmawiała, pilnowała, bym się uczyła, bym chodziła do kościoła. Zrozumiałam, co się stało, gdy zobaczyłam, jak się modli. Podczas gdy ona przeżywała swoje nawrócenie, ja nie miałam na to absolutnie ochoty. Nadal Msza św. była dla mnie straconą godziną i abstrakcją, zrozumiałą chyba tylko dla księdza.

Kiedy w naszym osiedlu zaczęła powstawać nowa parafia pod opieką księży michaelitów, na religii poznałam młodego katechetę. Początkowo nie interesowało mnie to, co mówi; uciekałam przed jakąkolwiek z nim rozmową. Zbiegiem czasu zaimponowała mi jego młodość poświęcona dla jakichś tam ponoć wyższych celów. Jego postawa, sposób, w jaki rozmawiał ze mną dziewczyną, tak zwyczajną i nieciekawą, pobudziły mnie do intensywnego myślenia. Wkrótce runęło wszystko, co do tej pory stanowiło dla mnie wartość i sens życia. W poszukiwaniu samej siebie pomógł mi także Ruch Światło-Życie, w którym znalazłam się dość przypadkowo. Właściwie do tej pory nie potrafię objąć rozumem tego, co się we mnie dokonało. To było jak burza, po której następuje cisza, jak noc, po której wstaje dzień, jak śmierć, po której rodzi się życie. Odnalazłam Boga - innego, niż moje dotychczasowe o Nim wyobrażenia - Boga prawdziwego, jedynego, mojego. Duch zwyciężył ciało. Powoli, ale wytrwale i misternie zaczęłam rzeźbić w sobie oblicze Boga. Poprzez Niego odnalazłam również mamę, która długo, gorąco modliła się o moje nawrócenie. Pozostał tylko ojczym, którego do końca nie udało się odnaleźć w Bogu. Przeżyłyśmy jeszcze wiele ciężkich, makabrycznych dni trzęsąc się ze strachu przed człowiekiem, który groził, że nas zabije. Były chwile załamania, wtedy krzyczałam, buntowałam się, wątpiłam. Ciągle jednak wierzyłam, że jeżeli istnieje Bóg, to da znać o Sobie. Pół roku temu odbył się rozwód, który był nieunikniony. Poczułam ogromną ulgę, spokój, jakiego nie zaznałam od wielu lat.

Teraz wiem, że wszystko to było potrzebne. Widocznie tak bardzo zależało Bogu na mnie, a niestety - wszystko musi być okupione łzami i cierpieniem. Chrystus dogonił mnie i zdobył. Nie potrafię powiedzieć Mu "nie", dlatego idę, gdzie mnie posyła - na włoską ziemię do Zgromadzenia Sióstr Oblatek od Dzieciątka Jezus.

Powyższy list piszę, gdyż pragnę dać świadectwo o Bogu, a nade wszystko podziękować Jezusowi i Maryi za łaskę nawrócenia i powołania zakonnego. Módlcie się, by moja ofiara była owocna i bym sama była godną Miłości oblubieńczej Chrystusa.

Joanna

Legionowo, 25 sierpnia 1988

Pragnę wyrazić publiczne podziękowanie Niepokalanej za to, iż pomogła mi w walce z nałogiem, w jaki popadłam cztery lata temu. Dzięki Niepokalanej zwalczyłam tę słabość i zgodnie z obietnicą dziękuję Jej za tę łaskę.

Niepokalana, błagam, przebacz mi to, co było, i nie opuszczaj mnie nadal.

Szesnastolatka z Legionowa

U., 17 sierpnia 1988

Piszę ten list, by podziękować Matce Najświętszej i św. Maksymilianowi Kolbemu za to, że nie pozwolili mi zostać zabójczynią mego bezbronnego, nienarodzonego dziecka.

Miałam już sześcioro dzieci: trzech synów i trzy córki. Gdy znów zaszłam w ciążę, strasznie rozpaczałam z tego powodu. Postanowiłam usunąć ciążę. Mąż zgodził się, a lekarz ginekolog dał skierowanie, choć to był już ósmy tydzień ciąży. Wróciłam do domu zadowolona, że tak łatwo udało się załatwić, ale w głębi serca rozczarowana, że nikt nie sprzeciwiał się mojej decyzji i nie odradzał. Jeszcze się wahałam i modliłam, ale 13 sierpnia pojechałam do szpitala. Gdy znalazłam się na sali, obok dwóch innych kobiet, nie mogłam rozmawiać, tylko rozpłakałam się i nie mogłam się opanować. Płakałam tak bez przerwy ze dwie godziny i w tym płaczu prosiłam o pomoc Matkę Najświętszą. I zostałam wysłuchana, gdyż przyszedł ksiądz do naszej sali i zaczął spowiadać. Poczułam pragnienie wyspowiadania się. Ksiądz, słysząc moje opowiadanie, zaczął mi tłumaczyć, że nie mogę zabijać dziecka, i nalegał, żebym wycofała swą decyzję. Posłuchałam. Po spowiedzi i Komunii św. zrobiło mi się lepiej na sercu. Wkrótce potem weszli lekarze z wizytą. Zapytana, czy zgadzam się na usunięcie ciąży, odpowiedziałam, że się nie zgadzam, że to poczęte dziecko urodzę. Wróciłam do domu spokojna i wdzięczna Matce Najświętszej, że nie będzie ciążyć na mnie krew niewinna. Muszę dodać, że kiedyś - było to 25 marca - postanowiłam w kościele odmawiać codziennie "Pod Twoją obronę" za dzieci nie narodzone, co zawsze czyniłam.

Składam również podziękowanie Matce Niepokalanej za uratowanie syna w wypadku motocyklowym. 15 sierpnia syn, lat 17, nie mając prawa jazdy wziął bez wiedzy rodziców motor marki MZ, by razem z kolegą przejechać się po szosie. Jadąc po nie znanej sobie trasie nie zauważył bardzo ostrego zakrętu. Natychmiast zahamował i obaj wyskoczyli, a motor został poważnie uszkodzony ze złamaną kierownicą. Chłopcy zostali tylko lekko potłuczeni.

Wierzę, że to Matka Najświętsza ich uratowała od śmierci.

I. D.

[32]

BOGU W TRÓJCY ŚWIĘTEJ JEDYNEMU PRZEZ POŚREDNICTWO NIEPOKALANEJ I ŚW. MAKSYMILIANA DZIĘKUJĄ: za powrót do zdrowia i szczęśliwą operację - 1650 osób; za nawrócenie - 2300 osób; za odzyskanie wiary - 360 osób; za powstanie z nałogów - 840 osób; za pojednanie rodzinne i sąsiedzkie - 290 osób; za szczęśliwe rozwiązanie - 250 osób; za pomoc w nauce i zdanie egzaminów - 1150 osób; za dobrą pracę - 150 osób; za przydział mieszkania - 83 osoby; za odnalezienie zguby - 68 osób; za opiekę Bożą i wysłuchanie innych próśb - 2950 osób.

POLECAJĄ NASZYM MODLITWOM SWE PROŚBY: o zdrowie - 5150 osób; o nawrócenie - 1250 osób; o odzyskanie wiary - 130 osób; o powstanie z nałogów - 1985; o zgodę i miłość w rodzinie - 1800 osób; o szczęśliwe rozwiązanie - 420 osób; o pomoc w nauce - 750 osób; o dobrą pracę - 112 osób; o przydział mieszkania - 122 osoby; o znalezienie zguby - 38 osób; o błogosławieństwo Boże i prośby w innych intencjach - 18 740 osób.


Kalendarzyk MI na styczeń

1Uroczystość Świętej Bożej Rodzicielki. Nowy Rok. Rok 1989 jest czwartym rokiem przygotowania na Jubileusz Dwutysiąclecia Chrześcijaństwa; ton nadaje czwarta tajemnica Różańca: Ofiarowanie Pana Jezusa. | Światowy Dzień Pokoju. Modlimy się o pokój w świecie.
6Uroczystość Objawienia Pańskiego (Trzech Króli). Modlimy się o nawrócenie wszystkich narodów do Chrystusa.
18-25Tydzień Modłów o Jed[n]ość Chrześcijan.
20147. rocznica nawrócenia Alfonsa Ratisbonne’a. Wspominamy, jak 72 lata temu św. Maksymilian, rozmyślając nad tym nawróceniem, otrzymał natchnienie do założenia MI.

[s. 32]

Intencja MI na styczeń

Aby każdy chrześcijanin, uczestnicząc w funkcji prorockiej, kapłańskiej i królewskiej Chrystusa, ofiarnie spełniał swoje posłannictwo w Kościele i w świecie.

[s. 32]

Książki wydane w roku 1988

(do nabycia w ich wydawnictwach)

Akademia Teologii Katolickiej, 01-653 Warszawa, ul. Dewajtis 5:

Edmund Bojanowski, Dziennik 1853-1871, s. 344. Wybór z dziennika wielkiego katolika świeckiego, kandydata na ołtarze.

Diecezjalne Wydawnictwo Łódzkie, 90-457 Łódź, ul. Worcella 1:

Ks. O. Olszewski, Z zagadnień religioznawstwa, s. 225, cena 700 zł. Jest to wykład najważniejszych zagadnień religioznawczych: teorie pochodzenia religii, religie niechrześcijańskie, chrześcijaństwo, Kościół w PRL.

Verbinum, 04-118 Warszawa, ul. Ostrobramska 98:

R. Filosa, Afrykańskie wędrówki Abuny Mesjasza, s. 96, cena 230 zł. Życie o. Wilhelma Massai, kapucyna, wielkiego misjonarza w Etiopii w XIX w., kardynała.

J. Krasicki, W świętym mieście Puri, s. 166, cena 600 zł. Reportaż o życiu i pracy o. Mariana Żelazka, werbisty, w Indiach.

B. Otto - I. Haepp, Jak z pogodnego nieba. Młodzież świata wychodzi na spotkanie z Chrystusem, s. 111, cena 300 zł. Zbiór krótkich wypowiedzi młodych ludzi z krajów misyjnych na temat: kim jest dla mnie Chrystus? co oznacza dla mnie Kościół?

Wydawnictwo św. Krzyża, 45-008 Opole, ul. Katedralna 4:

Cuda Pana Jezusa. Katechezy dla przedszkolaków, s. 144 (bogato ilustrowane).

Wydawnictwo Wrocławskiej Księgarni Archidiecezjalnej, 50-329 Wrocław, Pl. Katedralny 19:

A. Frossard, Istnieje inny świat, s. 145, cena 200 zł. Autor opisuje dzieje swego nawrócenia, które zestawia z nawróceniem Alfonsa Ratisbonne’a.

[s. 32]

RYCERZ NIEPOKALANEJ
Nr 1 (391) 1989
Rok założenia 1922

[Spis treści]

Redaguje zespół - red. naczelny o. Jerzy Franciszek Domański. Adres redakcji i administracji: Niepokalanów, 96-515 TERESIN, tel. Sochaczew 127-01. Materiałów nie zamówionych redakcja nie zwraca. Druk: Mała Poligrafia w Niepokalanowie, zam. 61/88-100.000/U-40. Za pozwoleniem Kurii Metropolitalnej Warszawskiej z dnia 13 XII 1988 nr. 7868/K/88. Indeks GP.II-441/799/83. Prenumerata - dobrowolna ofiara. ISSN 0208-8878 | Wydawnictwo Ojców Franciszkanów, Niepokalanów, 96-515 Teresin, konto PKO Sochaczew nr 75646-1775-136

[s. 32]