Lublin,16 lutego 1988
Urodziłam się w roku 1961. W tym samym roku zmarła moja matka. Wiem z opowiadania, że oddawano mnie na wychowanie z rąk do rąk, od jednej ciotki do drugiej. Potem, kiedy ojciec mój znalazł odpowiednią osobę i ożenił się, byłam już cały czas przy nim. Był to wspaniały człowiek. Czułam się szczęśliwa, rozpieszczona i właściwie nie zaznałam braku miłości. Niestety, gdy miałam 11 lat, zmarł ojciec, a macocha, która dotąd opiekowała się mną troskliwie, przestała się mną interesować. Znalazłam się u najstarszej siostry, podówczas już zamężnej. Miała męża o 25 lat starszego od siebie, i do tego pijaka. Chciała zrobić ze mnie dorosłą, zdatną do wszystkiego dziewczynę. Było mi tam źle. Po dwóch latach znalazłam się u drugiej siostry, a po następnych dwóch w Państwowym Domu Dziecka. Gdy otrzymałam własne mieszkanie, wzięłam ślub z człowiekiem nieodpowiedzialnym, dlatego szybko nastąpił rozwód. Zagubiłam się zupełnie. Odeszłam od Boga bardzo daleko. Przez długich sześć lat żyłam jak zwierzę. Bałam się zacząć chodzić do kościoła, bo wydawało mi się, że wszyscy widzą, jaka jestem, że nie jestem godna, aby się znaleźć między wierzącymi w Boga. Lepiłam się od brudu moralnego, czułam się czarna jak smoła i zaczęłam się sama siebie wstydzić. Jak było mi źle, tego nikt nie wie. Próbowałam się modlić, ale miałam wrażenie, że taka grzesznica nie może zwracać się do Boga.
Wtedy rozpoczęłam pracę jako doręczyciel pocztowy. Zauważywszy "Rycerza Niepokalanej", z ciekawości zajrzałam do środka pisma. Czytałam podziękowania i płakałam. Nabrałam odwagi, by chodzić do kościoła i odmawiać różaniec. W końcu zdecydowałam się przystąpić do sakramentu spowiedzi. Panicznie się bałam, więc odkładałam spowiedź z dnia na dzień, z tygodnia na tydzień. Wreszcie przed świętami Bożego Narodzenia podeszłam do konfesjonału i rozpłakałam się. Chciało mi się krzyczeć, głośno wykrzyczeć moje grzechy. Zapłakana, roztrzęsiona, ale z lekkim sercem i szczęśliwa wyszłam z kościoła.
Niepokalana, która przyszła do mnie przez Wasze pismo, wyrwała mnie z przepaści i uchroniła od przejścia na inną wiarę, za co jestem Jej niezmiernie wdzięczna. Pragnęłabym, aby "Rycerz Niepokalanej" zawsze nawiedzał mój dom.
Mam siedmioletniego syna, chciałabym uchronić go od tego, co ja przeżyłam, żeby nigdy nie odszedł od Boga, żeby nigdy nie brzydził się sobą samym.
Teresa K.
Białystok, 21 marca 1988
Mój syn od kilku lat nadużywał alkoholu. Nie pomagały moje prośby i łzy. Przez wiele lat modliłam się o jego uratowanie odmawiając różaniec i koronkę do Miłosierdzia Bożego. Bardzo często zamawiałam Msze św. w jego intencji. Nie mogąc dalej przeżywać tego, że syn ginie przez alkohol, rozchorowałam się na serce do tego stopnia, że nie mogłam już wstać. Wtedy syn zreflektował się i powiedział, że złoży przysięgę, pójdzie do spowiedzi i nie będzie pił. Tak zrobił. Na razie nie pije.
Za tak wielką łaskę dziękuję Miłosierdziu Bożemu i Matce Najświętszej oraz przyrzekam, że będę się gorąco modliła o wytrwanie syna w trzeźwości.
Janina Mazur
Bystrzyca, 15 kwietnia 1988
Składam gorące podziękowanie Matuchnie Najświętszej za ocalenie wzroku. Już od kilku lat choruję na wirusowe zapalenie rogówki. Miałam kilka zabiegów, ale zaleczało się chorobę tylko na jakiś czas. W grudniu ub. roku stan oka bardzo się pogorszył, do choroby rogówki doszło jeszcze coś innego. Trzy razy brano mnie do szpitala, w końcu lekarze orzekli, że zarażę cały oddział, więc kazali wracać do domu, a w domu odizolować się od rodziny, zwłaszcza od wnuków. Mam już skończone 74 lata. Na prawe oko już nic nie widziałam; oko zrobiło się czarne jak sadza i na drugie wchodziło to samo.
Widząc, że nie ma dla mnie ratunku i nie chcąc zarazić rodziny tym wirusem, poszłam do kościoła w Lublinie w dzielnicy "Tatary" i tam zwróciłam się z gorącą prośbą do Matuchny Królowej Polski, św. Maksymiliana i św. Antoniego. I tu właśnie zostałam wysłuchana. Oko szybko się wygoiło, widzę, nikt też ode mnie się nie zaraził. Wiem ja i cała moja rodzina, że doznałam szczególnej łaski.
Całe życie byłam gorącą czcicielką Maryi. Jeszcze raz składam Jej gorące podziękowanie za wszystkie otrzymane łaski w moim życiu.
Genowefa Stachal
Sopot, 27 kwietnia 1988
Bogu w Trójcy Świętej Jedynemu przez wstawiennictwo Niepokalanej i św. Maksymiliana dziękuję za powrót do zdrowia z ciężkiej choroby i za nieustającą opiekę nad całą moją rodziną.
Andrzej Józef Horodecki
N., 8 maja 1988
Pragnę serdecznie i gorąco podziękować Miło[255]sierdziu Bożemu, Niepokalanej Dziewicy i św. Maksymilianowi za wszystkie otrzymane łaski, a szczególnie za powstanie z grzechu nałogowego popełnianego przez pięć lat. Mimo słabości duchowej nie porzuciłem modlitwy. Codziennie odmawiałem różaniec, błagając Ucieczkę Grzeszników o pomoc w zmaganiach z grzechem. Dzięki wstawiennictwu św. Maksymiliana do Dziewicy Niepokalanej porzuciłem ten straszny nałóg. Przyrzekłem Świętej Maryi, że publicznie podziękuję Jej w "Rycerzu" za otrzymaną łaskę, co też z radością czynię. Dziękuję Jej także za pomoc w założeniu rodziny i za dzieci.
Krzysztof
Nowa Szarzyna, 30 maja 1988
Chciałam opisać zdarzenie na oddziale w szpitalu, gdzie pracuję jako pielęgniarka. Z okien szpitala widać piękną bazylikę Matki Bożej z cudownym obrazem łaskami słynącym. Jest niedziela, czuwam przy ciężko chorym pacjencie, który ma podłączoną kroplówkę. Jest bardzo niespokojny. W takiej sytuacji wkrótce wywiązuje się rozmowa, która schodzi na tematy osobiste. Mówi mi, że żyje zupełnie samotny, chociaż przedtem miał rodzinę. Daleko odszedł od Boga, bo ponad trzydzieści lat nie był u spowiedzi i Komunii św. Zwątpił w Miłosierdzie Boże i nie chce słyszeć o pojednaniu z Bogiem. Na moje tłumaczenia, że Pan Bóg jest nieskończenie miłosierny, odpowiada, że ma tak ciężki grzech na sumieniu, iż rozgrzeszenia nie otrzyma. Nie mogąc podważyć jego zwątpienia w dobroć Bożą, zaczęłam błagać Niepokalaną Matkę. o pomoc. W pewnej chwili pochyliłam się nad nim i złożyłam na jego czole pocałunek. Zrobił na mnie wielkie oczy, które po chwili zaszły łzami. Coś w nim jakby pękło, piersi zaczęły mu drżeć, tłumił łkanie. Dalej wszystko poszło już bez oporów, odbył spowiedź i przyjął Komunię św., chociaż przedtem kilka razy wyprosił kapelana z sali.
Zaopatrzony na przyszłe życie, modlił się długo, a później, roześmiany, spokojny i szczęśliwy, mówił, że mu tak lekko na duszy, tak dobrze i że aż tyle lat czekał na tę chwilę.
To dzięki Niepokalanej, Ucieczce Grzeszników, zaszła w nim tak nagła i wielka zmiana. Prosiłam Matkę Bożą, aby go miała w swej opiece po wyjściu ze szpitala. Przedtem go nie znałam.
Po niedługim czasie trafiłam na pogrzeb w naszej parafii. Okazało się, że to właśnie zmarł ów pacjent ze szpitala, o którym wyżej opisałam.
Pragnę nadmienić, że jestem gorliwą czcicielką Niepokalanej, mam pięcioro dzieci, syn w seminarium, córka w zakonie.
Aniela Pączka
Tomaszów Lubelski, 22 czerwca 1988
Pragnę złożyć za pośrednictwem "Rycerza" najgorętsze podziękowanie Niepokalanej za Jej łaskę i wielką miłość. Mam 15 lat, zdałam egzaminy do liceum z wynikiem bardzo dobrym. Ale najważniejsze jest to, że zaczynam się oduczać zazdrości. Do tej pory nie było to może moim nałogiem, ale nie było też zaletą.
Kaśka M.
Łódź, 3 lipca 1988
Były to lata 60-te. Na ul. Stefana w Łodzi przy domku jednorodzinnym stał samochód osobowy, zwany popularnie "cytryną", z uszkodzonym silnikiem. Jego właścicielem był mój bliski kolega Jakub. Uszkodzony silnik należało wymontować. Do tej pracy poprosił mnie kolega. Było nas trzech, w tym teść Jakuba.
W naszych warunkach do wyjęcia silnika postanowiliśmy wykorzystać drąg z trzepaka o średnicy około 18 cm i blisko rosnące drzewo owocowe posiadające rozgałęzienie od pnia głównego. A więc drąg jako dźwignia, drzewo owocowe jako podpora, linka do podwiązania plus dwie głowy inżynierskie spełniają najprostsze warunki do wykonania zadania.
Pomyślałem o naszym bezpieczeństwie. Samochód podepchnięto silnikiem do drzewa na odległość około trzech metrów, drąg z trzepaka końcem grubszym ku silnikowi przełożono przez podporę, silnik po uwolnieniu ze śrub mocujących i osprzętu podwiązano linką do końca dźwigni. Po podniesieniu silnika ja miałem odepchnąć samochód, by z kolei silnik opuścić na ziemię. Mam niepokój o swoje ręce. Bardzo wiele myśli tłoczy się jednocześnie do głowy: żona, dzieci, jestem bardzo potrzebny. Błyskawiczna myśl, ta ostania w danej chwili: "Matko Boża, polecam się Twojej opiece".
Kolega z teściem prawie wiszą na drugim końcu dźwigni. Silnik zaczepia o wsporniki, plącze się o cięgna. Wkładam obie ręce, by go objąć, pokierować, ominąć przeszkody, podźwignąć. Idzie ku górze, odpycham samochód, opuszczamy silnik ku ziemi. Odsapnęliśmy, bo i udało się szczęśliwie. Mój niepokój minął. Pomyślałem, że wezwanie do Matki Bożej może było zbyteczne. Jednak dramat wydarzenia zelektryzował nas, gdy wziąłem drąg na ramię, by odnieść go na miejsce. Wyważyłem na ramieniu, zrobiłem pierwszy krok i wtedy drąg z trzaskiem przełamał się w połowie. Jego końce oparły się o ziemię. Stałem jak wryty przez chwilę, kolega i jego teść również. Nie było żadnej rozmowy między nami, ale wiele zrozumieliśmy, patrząc oczyma na siebie, gdy przez nasze umysły szybko przebiegły myśli. Żerdź nie pękła pod obciążeniem, tylko w czasie odnoszenia. Przekrój przełamania drewna był zdrowy. Chwili tej nie potrafię przekazać piórem.
Matko Boża, dziękuję Ci za moje ręce.
inż. Z. B.
BOGU W TRÓJCY ŚWIĘTEJ JEDYNEMU PRZEZ POŚREDNICTWO NIEPOKALANEJ I ŚW. MAKSYMILIANA DZIĘKUJĄ: za powrót do zdrowia i szczęśliwą operację - 1854 osób; za odzyskanie wiary - 101; za nawrócenie - 1006; za powstanie z nałogów - 337; za pomoc w nauce i zdanie egzaminów - 2720; za pojednanie rodzinne i sąsiedzkie - 648; za szczęśliwe rozwiązanie - 357; za dobrą pracę - 41; za przydział mieszkania - 145; za ocalenie - 145; za odnalezienie zguby - 91; za opiekę Bożą i inne wysłuchane prośby - 3158.
POLECAJĄ NASZYM MODLITWOM SWE PROŚBY: o zdrowie - 7708 osób; o odzyskanie wiary - 148; o nawrócenie - 1210; o powstanie z nałogów - 2202; o zgodę i miłość w rodzinie - 2179; o pomoc w nauce i zdanie egzaminów - 1535; o szczęśliwe rozwiązanie - 405; o przydział mieszkania - 224; o dobrą pracę - 57; o znalezienie zguby - 28; o błogosławieństwo Boże i opiekę oraz w innych intencjach - 18 161.
Intencja MI na wrzesień
Aby nasza młodzież, wpatrzona we wzór Niepokalanej i wspierana Jej przemożną opieką, szła wiernie za Chrystusem, budując na radykalizmie Krzyża i pewności Zmartwychwstania.
[s. 256]
Kalendarzyk MI na wrzesień
| Wrzesień | |
|---|---|
| 1 | Początek roku szkolnego i 49 rocznica wybuchu II wojny światowej. Modlimy się za dziatwę i młodzież szkolną oraz za dusze poległych i o pokój w świecie. Dołożymy starań, by dziatwa i młodzież przez cały rok szkolny korzystała gorliwie z katechizacji. |
| 8 | Święto Narodzenia Najśw. Maryi Panny. Polecamy Matce Bożej Siewnej jesienne prace rolników. |
| 15 | Wspomnienie Najśw. Maryi Panny Bolesnej. |
| 18 | Św. Stanisława Kostki, patrona dzieci i młodzieży. |
[s. 256]
Książki wydane ostatnio
(do nabycia w ich wydawnictwach)
Akademia Teologii Katolickiej, 01-653 Warszawa, ul. Dewajtis 5:
Jego śladami. Kazania o św. Franciszku z Asyżu. Zebrał o. J. R. Bar, Warszawa 1988, s. 226. 59 kazań różnych autorów.
Wprowadzenie w myśl i wezwanie ksiąg biblijnych, t 7: Pieśni Izraela: Pieśń nad Pieśniami, Psalmy, Lamentacje, Warszawa 1988, s. 188. Autorzy przedstawiają idee przewodnie ksiąg i ich religijne posłanie.
Verbinum, 04-118 Warszawa, ul. Ostrobramska 98:
H. Jerzmański, Spotkania z misjonarzami, Warszawa 1988, s. 174. Książka pokazuje, jak idea misyjna urzeczywistnia się w różnych krajach świata - według relacji polskich misjonarzy.
H. Kałuża SVD, Holdek, Warszawa 1988, s. 100. Opowieść o chłopcu ze Śląska, którego droga życia wiodła przez Pieniężno i Liverpool do Japonii.
E. Stürmer, Mistrz Tajemnic Nieba, Warszawa 1988, s. 104. Książka o o. Adamie Scholl SJ, astronomie cesarza Chin.
Michalineum, 05-261 Marki-Struga k. Warszawy, ul. Świerczewskiego 250:
Tajemnica szczęścia. Piętnaście modlitw objawionych przez naszego Boskiego Zbawcę św. Brygidzie..., s. 32.
A. M. Wagabunda-Wędrowski, Zadumy mnicha-włóczęgi, s. 127. Tę książkę można też nabyć w Niepokalanowie.
Wydawnictwo Księży Marianów, 02-754 Warszawa, ul. Bonifacego 9:
Zaryzykować życie. Świadectwa z życia sióstr, oprac. ks. S. Klimaszewski, Warszawa 1988, s. 246. Głównym tematem w świadectwach zakonnic jest ich powołanie i praca na misjach, w szkołach i szpitalach.
[s. 256]
RYCERZ NIEPOKALANEJ
Nr 9 (387) 1988
Rok założenia 1922
[Spis treści]
Redaguje zespół - red. naczelny o. Jerzy Franciszek Domański. Adres redakcji i administracji: Niepokalanów, 96-515 TERESIN, tel. Sochaczew 127-01. Materiałów nie zamówionych redakcja nie zwraca. Druk: Mała Poligrafia w Niepokalanowie, zam. 58/88-100.000/U-18 | Za pozwoleniem Kurii Metropolitalnej Warszawskiej z dnia 28 VII 1988 nr 5221/K/88. Indeks GP.II-441/799/83. Prenumerata - dobrowolna ofiara. ISSN 0208-8878 | Wydawnictwo Ojców Franciszkanów, Niepokalanów, 96-515 Teresin, konto PKO Sochaczew nr 75646-1775-136
[s. 256]
