Podziękowania

Kraków, 17 czerwca 1987

Córka nasza Maria poznała przebywającego w Polsce Jugosłowianina. Spodobali się sobie i pomimo różnicy religii doszło do ślubu kościelnego, gdyż on podpisał w kancelarii parafialnej dokument, że nie będzie jej robił żadnych przeszkód w wyznawaniu swojej wiary i wychowaniu dzieci po katolicku.

Nadszedł czas rozstania, oboje odjechali na Południe. Tam urodziła się im córeczka, lecz często chorowała. Mała wrażliwość na niedomagania dziecka nie wróżyła nic dobrego. Na szczęście na wcześniej wystawione zaproszenie pojechaliśmy z żoną do córki i zaczęliśmy wnikać w szczegóły życia zięcia i jego rodziny. Okazało się, że córka jest traktowana jak większość kobiet muzułmańskich, a najboleśniejsze było to, że nie pozwolono jej na jakiekolwiek praktyki religijne. Przywieziony w torebce różaniec kazano jej zniszczyć, a Pismo Święte spalić. Zapowiedziano nawet Marii, ażeby przygotowała się do wypełniania wszystkich praktyk muzułmańskich, bo nie może być dwóch religii pod jednym dachem.

W tej trudnej i beznadziejnej sytuacji, mając na uwadze muzułmańską mściwość i wysokie mury otaczające domostwo, które wykluczały ucieczkę, zwróciliśmy się o pomoc do Matki Najświętszej. I pomoc przyszła. Na dwa dni przed naszym odjazdem doszło do ostrej i decydującej rozmowy między obiema stronami, po której postanowiliśmy z córką ucieczkę. Nastąpiło więc szybkie pakowanie. Czekała nas trudna droga do dworca kolejowego. W wagonie prosiliśmy św. Maksymiliana i Siostrę Faustynę o pomoc w ocaleniu dwumiesięcznego dziecka, które uprzednio zostało potajemnie ochrzczone i ofiarowane Matce Bożej.

Rodzina zięcia, zorientowawszy się, co się stało, zorganizowała pościg. Usilnie nakłaniano nas, by zmienić decyzję, a gdy to nie pomogło, wezwano milicję. W czasie długiego oczekiwania na odjazd pociągu nadciągnęła pomoc dalszej rodziny zięcia. Odjechaliśmy do Polski bez części bagażu i bez wnuczki, ale Matka Najświętsza o niej nie zapomniała. W tydzień później przywieziono ją samolotem do Polski.

Uznając w tym wszystkim działanie św. Maksymiliana i Siostry Faustyny, przez pośrednictwo których zanosiliśmy błagania do Matki Najświętszej, pragniemy wypełnić nasze przyrzeczenie. Składamy Im teraz gorące podziękowanie za ocalenie dziecka i powrót jego matki do kraju, gdzie może bez żadnych przeszkód praktykować wiarę chrześcijańską.

H. i C. Czarnieccy

Bayreuth (RFN), 6 marca 1988

Pragnę oficjalnie złożyć gorące podziękowanie Matce Najświętszej za ocalenie mnie i dwóch osób z wypadku samochodowego. Jadąc "Fiatem" z Kozienic, na "Babiej Górze" - tak nazywa się wzniesienie na tej drodze - zauważyłam z naprzeciwka dużego "Stara", jak wyprzedza furmankę, przekracza podwójną linię ciągłą i wjeżdża na moją prawą stronę asfaltu. Natychmiast mrugnęłam światłami. Było to w deszczowy dzień latem o godz. 9 rano. Nie mogłam raptownie zahamować, bo z mojej strony przy drodze był głęboki rów, drzewa i las, a asfalt mokry. Ciężarowy "Star" z przyczepą zaczął się wycofywać z wyprzedzania furmanki, ale wpadł w poślizg i zajął całą jezdnię, skacząc po niej. Trzymając mocno kierownicę jak na komendę pochyliłam głowę poniżej kierownicy. Pozostałe osoby też pochyliły mocno głowy. Przejechałam przez moment po ciemku i zatrzymałam samochód stając poprawnie po swojej prawej stronie bez przekraczania podwójnej linii ciągłej. Mnie włos z głowy nie spadł, pozostałym osobom też nic się nie stało. Mąż fachowo mi podpowiada, że tył skrzyni ładowniczej "Stara" zrolował dach naszego "Fiata" nie uszkadzając motoru. Tym samym "Fiatem" powróciłam do domu. Załączam jego fotografię po wypadku.

Najgoręcej i najserdeczniej dziękuję Panu Bogu, Najświętszej Maryi Pannie za ocalenie.

Maria Biziuk

Nowy Sącz, 20 kwietnia 1988

Pragnę publicznie podziękować Bogu, Matce Najświętszej oraz Służebnicy Bożej matce Marcelinie Darowskiej za łaskę cudownego uzdrowienia mego syna Bernarda Płoskonki. W wyniku nieprawidłowo przeprowadzonego porodu nastąpiła zamartwica płodu, dziecięce porażenie mózgu i niedotlenienie Centralnego Układu Nerwowego (CUM). Bernard, jako 8-mio miesięczne dziecko nie siedział, nie wstawał, nie podnosił nawet głowy. Wniosek komputerowego prześwietlenia czaszki 10-miesięcznego dziecka brzmiał: "korowo - podkorowy zanik mózgu" - nieuleczalne schorzenie bez możliwości poprawy.

Po wyczerpaniu wszystkich medycznych specjalistycznych możliwości leczenia, po orzeczeniu neurologa i neurochirurga, że dziecko nigdy nie będzie chodziło ani siedziało, udałam się zrozpaczona do znajomych sióstr niepokalanek w Nowym Sączu, które mi dały modlitwę o beatyfikację i o łaski za przyczyną Sł[użebnicy] B[ożej] m. Marceliny Darowskiej. Zaczęłam odmawiać modlitwę nowennową oraz Różaniec, [287]błagając o ratunek dla beznadziejnie chorego dziecka. Dziewiątego dnia nowenny doznałam łaski: Bernard po raz pierwszy nagle usiadł - miał wtedy 10 i pół miesiąca. Od tego czasu obserwuje się szybki rozwój dziecka: w pół roku później zaczął chodzić i mówić. Po przeprowadzeniu wszystkich badań kontrolnych pod względem fizycznym i psychomotorycznym oraz pracy mózgu (EEG) - stwierdzono normalny rozwój dziecka, liczącego obecnie 3 latka.

Magdalena Płoskonka

M., 9 maja 1988

Pragnę podziękować Najświętszej Maryi Pannie za to, że nie opuściła mnie nigdy w złej godzinie.

Jako uczeń II klasy liceum ogólnokształcącego zacząłem zaglądać do kieliszka i zadałem się w złe towarzystwo. Skutek był taki, że nie zaliczyłem końcowego semestru, a co za tym idzie całej klasy. Za namową kolegów przerwałem naukę, by pójść do pracy i zarabiać pieniądze, głównie na picie. Często pracę zmieniałem, bo tu były słabe zarobki, a tam źle patrzono na takich jak ja alkoholików. Wbrew swojej woli stałem się nałogowym pijakiem.

Mama często mnie upominała: "Synu, przestań pić, przecież ja modlę się za ciebie, idź do spowiedzi". W początkowym okresie starałem się poprawić, ale za trzy, cztery dni wódka mnie zwyciężała. Już tak upadłem, że żadna dziewczyna nie chciała ze mną chodzić.

8 maja 1986 r., w dniu imienin mego kolegi Stanisława, po powrocie z pracy usłyszałem prośbę matki: "Poszedłbyś do kościoła, przecież dzisiaj u nas święto". Aby nie robić mamie przykrości, poszedłem, ale z "flaszką" w kieszeni. Przed kościołem spotkałem kolegę z pracy, który tak samo jak ja nie miał zbytniej ochoty pójść na Mszę. Niewiele myśląc wsiedliśmy na motor i pojechaliśmy do kolegi na imieniny, gdzie dobrze popiliśmy. Mnie "urwał się film". Obudziłem się na drugi dzień w szpitalu, a kolega dopiero po trzech dniach odzyskał przytomność. Jak się później dowiedziałem od lekarza, mieliśmy wypadek i tylko dzięki opiece Bożej wyszliśmy z niego cało: ja po trzech tygodniach, kolega po miesiącu. Motocykl poszedł na złom.

Tak minął rok. Znowu w maju, 15-go, należało uczcić koleżankę Zofię, więc wsiadłszy na motor ruszyłem z kolegą w drogę. Nie jechaliśmy zbyt szybko, ok. 80 km/godz., ale z bocznej drogi wyjechała "Syrena" z podpitym kierowcą. Znowu doszło do wypadku. I tym razem Najświętsza Panna nie opuściła mnie. Mogłem zginąć na miejscu, tak mówiło wielu ludzi, którzy widzieli ten wypadek. Kolega przez miesiąc leżał w szpitalu, ja po opatrzeniu ran zostałem odwieziony do domu.

Wtedy zrozumiałem, że Matka Najświętsza darzy mnie szczególną opieką, chociaż na nią nie zasługuję. Przestałem pić. Za namową mamy i babci odbyłem dziękczynną pielgrzymkę do Częstochowy, a później z własnej woli pielgrzymkę do Warszawy na grób ks. Jerzego Popiełuszki, do Niepokalanowa i Lichenia. Teraz wiem, że tylko dzięki nieustannym modlitwom mamy nabrałem chęci do walki z samym sobą i odnalazłem swoją drogę życia. Mam już narzeczoną, którą kocham i ona mnie kocha.

W październiku [1987] roku zostałem powołany do wojska. Przed odjazdem z domu mama dała mi różaniec mówiąc:

- Synu, nigdy się z nim nie rozstawaj. Pamiętaj, że Najświętsza Maryja chroniła cię w tylu wypadkach. Bądź Jej za to wdzięczny.

W wojsku nie rozstaję się z różańcem, codziennie go odmawiam, z nim zasypiam i z nim się budzę. Jestem radosny i szczęśliwy. Teraz tylko pragnę założyć szczęśliwą rodzinę i wychować dzieci, aby nie popełniały takich strasznych błędów jak ja.

Bogdan

Łódź, 20 maja 1988

Pragnę gorąco podziękować Miłosierdziu Bożemu za łaskę nawrócenia mego męża, które zawdzięczam Matce Najświętszej, św. Maksymilianowi i Ojcu Pio.

Podczas okupacji wyszłam za mąż. Przez 12 lat byliśmy szczęśliwym i zgodnym małżeństwem. Mieliśmy czworo dzieci. Po dwunastu latach mąż stracił wiarę, przestał się modlić, nie chodził do kościoła, nie przystępował do sakramentów i coraz częściej zaglądał do kieliszka, nawet gdy zachorował. Ubolewałam nad tym bardzo i modliłam się za męża. 26 stycznia [1988] r. miała nawiedzić nasz dom Matka Boża w jasnogórskim obrazie. Przykro mi było, że Matka Najświętsza wejdzie do domu, gdzie jest człowiek, który nie chce pojednać się z Bogiem, więc tym goręcej się modliłam i przepraszałam Ją za to, bo mąż trwał w uporze.

W dniu nawiedzenia rano mąż poprosił o księdza, odbył spowiedź i przyjął Komunię św. Wieczorem, o godz. 18 przyjęliśmy obraz Matki Bożej. Mąż stał się innym człowiekiem i modlił się razem z nami. Jestem niezmiernie wdzięczna Matuchnie Najświętszej za ten cud, gdyż Ona to sprawiła. Mąż już długo nie pożył: pojednany z Bogiem zmarł 21 marca.

Maria F.

Poznań, 27 czerwca 1988

Zgodnie z uczynionym przyrzeczeniem składam gorące podziękowanie Matce Bożej Niepokalanej i św. Maksymilianowi Kolbemu za wyciągnięcie mnie z nałogu nieuctwa i za opiekę nade mną.

Izabela S. (lat 13)

[288]

BOGU W TRÓJCY ŚWIĘTEJ JEDYNEMU PRZEZ POŚREDNICTWO NIEPOKALANEJ I ŚW. MAKSYMILIANA DZIĘKUJĄ: za powrót do zdrowia i szczęśliwą operację - 1550 osób; za odzyskanie wiary - 182; za nawrócenie - 2366; za powstanie z nałogów - 987; za pomoc w nauce i zdanie egzaminów - 1054; za pojednanie rodzinne i sąsiedzkie - 400; za szczęśliwe rozwiązanie - 160; za dobrą pracę - 59; za przydział mieszkania - 80; za ocalenie - 98; za odnalezienie zguby - 135; za opiekę Bożą i inne wysłuchane prośby - 2280.

POLECAJĄ NASZYM MODLITWOM SWE PROŚBY: o zdrowie - 5002 osoby; o odzyskanie wiary - 80; o nawrócenie - 931; o powstanie z nałogów - 1380; o zgodę i miłość w rodzinie - 1403; o pomoc w nauce i zdanie egzaminów - 537; o szczęśliwe rozwiązanie - 180; o przydział mieszkania - 40; o dobrą pracę - 27; o znalezienie zguby - 20; o błogosławieństwo Boże i opiekę oraz w innych intencjach - 10 981.


Intencja MI na październik

Abyśmy, zbrojni w Cudowny Medalik Niepokalanej, nie dali się zastraszyć światu takiemu, jaki jest, i z dynamizmem św. Maksymiliana zwyciężyli zło dobrem.

[s. 288]

Intencja MI na listopad

Aby dzięki macierzyńskiej obecności Maryi każda rodzina chrześcijańska była prawdziwym "kościołem domowym" - miejscem wspólnej modlitwy oraz życia z wiary według przykazania miłości.

[s. 288]

Kalendarzyk MI na październik

Październik
1Wspomnienie św. Teresy od Dzieciątka Jezus, Patronki misji
4Uroczystość św. Franciszka z Asyżu, Założyciela trzech zakonów franciszkańskich
7Wspomnienie NMP Różańcowej
1371. rocznica ostatniego objawienia Matki Bożej w Fatimie
1671. rocznica założenia MI i 10. rocznica wyboru Papieża Jana Pawła II. Modlimy się za Ojca Świętego i odnawiamy swoje rycerskie oddanie się Niepokalanej.
23Niedziela Misyjna, a po niej Tydzień Misyjny, tydzień modłów, by świat jak najprędzej 264 stał się chrześcijański.

[s. 288]

Kalendarzyk MI na listopad

Listopad
1Uroczystość Wszystkich Świętych
2Wspomnienie Wszystkich Wiernych Zmarłych. Polecamy Miłosierdziu Bożemu dusze czyśćcowe, zwłaszcza zmarłych członków MI.
16NMP Ostrobramskiej, Matki Miłosierdzia
20Uroczystość Chrystusa Króla Wszechświata. Przypominamy sobie cel MI: szerzyć błogie Królestwo Najśw. Serca Jezusowego przez Niepokalaną.
21Wspomnienie Ofiarowania N[ajśw]. Maryi Panny
27I Niedziela Adwentu. 158. rocznica objawienia Cudownego Medalika.
29Początek Nowenny przed uroczystością Niepokalanego Poczęcia NMP

[s. 288]

RYCERZ NIEPOKALANEJ
Nr 10-11 (388-389) 1988
Rok założenia 1922

[Spis treści]

Redaguje zespół - red. naczelny o. Jerzy Franciszek Domański. Adres redakcji i administracji: Niepokalanów, 96-515 TERESIN, tel. Sochaczew 127-01. Materiałów nie zamówionych redakcja nie zwraca. Druk: Mała Poligrafia w Niepokalanowie, zam. 59/88-100.000/U-40 | Za pozwoleniem Kurii Metropolitalnej Warszawskiej z dnia 9 IX 1988 nr 6030/K/88. Indeks GP.II-441/799/83. Prenumerata - dobrowolna ofiara. ISSN 0208-8878 | Wydawnictwo Ojców Franciszkanów, Niepokalanów, 96-515 Teresin, konto PKO Sochaczew nr 75646-1775-136

[s. 288]