Podziękowania

Zakrzów, 26 sierpnia 1987

3 lipca 1986 r. dwaj moi synowie: Edmund, lat 18, i Tomasz, lat 15, ulegli poważnemu wypadkowi samochodowemu, w wyniku którego obaj z ciężkimi obrażeniami znaleźli się w szpitalu. Starszy doznał otwartego złamania prawej ręki, wstrząsu mózgu, ciężkich pokaleczeń szkłem od samochodu; miał też wybitą szczękę, złamany nos i ogólne potłuczenie. Tomek miał złamane obydwie nogi, pękniętą miednicę, zwichnięte obydwa stawy biodrowe oraz uszkodzenia wewnątrz jamy brzusznej, które spowodowały wewnętrzny krwotok.

Nazajutrz lekarz dyżurny poinformował mnie, że z Edmundem jest sprawa "zamknięta", chociaż nie wyłączano konieczności operacji, natomiast gdy chodzi o Tomka, to, jeżeli nie uda się zatrzymać krwotoku, trzeba się przygotować na najgorsze, bo stan jest bardzo ciężki.

Razem z mężem we wspólnej modlitwie różańcowej zwróciliśmy się do Niepokalanej, by ratowała nasze dzieci. Inni członkowie rodziny odmawiali koronkę do Miłosierdzia Bożego. Pan Bóg wysłuchał naszych gorących próśb. Po dwóch dniach stan krytyczny minął, choć stan zdrowia Tomka był w dalszym ciągu ciężki: gorączkował, bardzo cierpiał. W szpitalu przebywał dwa i pół miesiąca, miał powtórzoną operację nogi. Lekarz powątpiewał, czy będzie mógł chodzić. Tymczasem w styczniu stanął na nogi przy pom[o]cy kul, a obecnie jest zdrowy i nawet pomaga w pracach polowych, jeździ na rowerze, gra w piłkę.

Za łaskę zdrowia, jaką otrzymali po tak poważnym wypadku moi synowie, składam serdeczne podziękowanie najlepszej Matce, gdyż wierzę, że to Jej orędownictwo uratowało mi dzieci.

Maria Nowocień

Polkowice, 30 września 1987

2 lipca [1988] r. wyszły z domu córeczka mojej siostry Małgosia, lat 6, i córeczka sąsiadki Ewelina, lat 8, mieszkające na wsi koło Świebodzic. Dzieci wsiadły w autobus nr 31 i odjechały. Po pewnej chwili zorientowaliśmy się, że brak jest dzieci na podwórku. Sąsiedzi i znajomi stwierdzili, że pojechały na dół wioski na rowerkach. Mój syn z siostrą zaraz pobiegli i dowiedzieli się, że dzieci zostawiły rowerki u pewnej rodziny, a ktoś potwierdził, iż wsiadły do autobusu i odjechały. Mijały godziny, a dzieci nie było, w końcu około godz. 16. 00 powiadomiono MO, dołączając zdjęcia dzieci. Zaczęły się poszukiwania. Płacz, lament, rozpacz matek i wielki strach. Ja również płakałam, bo bardzo kocham dzieci mojej siostry, tak jak swoje.

W tym strapieniu modliłam się cały czas do Matki Najświętszej i prosiłam, żeby naprowadziła dzieci, gdziekolwiek są, na drogę do domu przed nocą. Jak się potem okazało, dzieci błądziły po nieznanym im mieście, płakały głodne, myśląc, że już nigdy nie zobaczą rodziców, bo nie wiedzą, gdzie są i jak się dostać do domu. Nikt się nie zainteresował, co to za dzieci, skąd są i dlaczego płaczą. Dopiero pod wieczór pewien pan podszedł do nich i spytał, dlaczego tak płaczą. Dzięki temu panu dzieci wróciły do domu jeszcze przed późną nocą. Gdyby nie ten dobry człowiek, kto wie, jakby się potoczył los dziewczynek w dzisiejszym bezlitosnym, samolubnym świecie.

Z całego serca dziękuję Matce Najświętszej, bo wierzę, że to Ona wysłuchała moje prośby.

Lucyna Płoskonka

Moniatycze, 1 grudnia 1987

Dwa lata temu syn, lat 15, woził z ojcem siano i spadł z wysoka głową na posadzkę, a na niego cały z żelaza transporter do pobierania siana, który go przygniótł tak, że krew wyszła uszami, nosem, z tyłu głowa pękła, a piersi zrobiły się sine. Oboje z mężem z trudem podnieśliśmy ten ciężar. Syn jeszcze oddychał, więc wlałam mu do buzi trochę cudownej wody z Lourdes i pobiegłam do sąsiada (ok. 1 km), by wezwać Pogotowie Ratunkowe. Przyjechała "erka", wzięli dziecko na nosze, podłączyli aparat i zawieźli do szpitala. Na drugi dzień, po prześwietleniu, ordynator oznajmia mi:

- Syn ma pogniecioną szyję i trzustkę, 2 zęby wybite, żebra połamane, krwiak na głowie. Na dziś tyle. Jutro znów będzie prześwietlenie, to pani powiemy więcej.

Z modlitwą różańcową wracam spokojnie do domu, by na drugi dzień znów syna odwiedzić w szpitalu. O dziwo, zastaję go w zupełnie innym nastroju. Wczoraj był w gipsie, obandażowany, a dziś nie, pytam lekarzy, a oni mówią:

- Wczoraj badania wykazywały, że stan zdrowia syna jest poważny, a dziś nie ma niczego groźnego.

Czwartego dnia zabrałam synka do domu. Mam czworo dzieci: dwie córki i dwóch synów, troje poza domem. Starszy syn - księdzem, a ten najmłodszy z nami.

Niech będą wielkie dzięki Matce Bożej Częstochowskiej za jej opiekę nad nami.

Stefania T.

[223]

Rajcza, 15 lutego 1988

Wdzięcznym sercem składam gorące podziękowanie Niepokalanej, Najświętszej Maryi Pannie, królującej w sanktuarium w Rajczy, za dar zdrowia uproszony u dobrego Boga przez Jej przemożne orędownictwo po trudnej i ciężkiej operacji, jaką przeżyłem 1 października 1987 r. Niech Imię Pańskie będzie błogosławione za wielkie rzeczy, które uczynił mi Bóg za pośrednictwem Tej, która jest Uzdrowieniem Chorych i której całym sercem polecam się na dalsze lata pracy duszpasterskiej.

ks. Zbigniew Guszkiewicz, proboszcz

S., 22 lutego 1988

Piszę ten list, by podziękować Matce Najświętszej i św. Maksymilianowi Kolbemu za łaskę macierzyństwa dla mojej siostrzenicy, Marty. Leczenie nie dawało upragnionego rezultatu, w końcu lekarz kazał zgłosić się do leczenia szpitalnego. Około 15 grudnia ub. roku napisałam do was list i wysłałam ofiarę z prośbą o Mszę św. w intencji Marty. Gdy w miesiąc później Marta przyszła do doktora po skierowanie do szpitala, okazało się przy badaniu, że już jest w ciąży. W końcu września urodziła córeczkę. Lekarz opiekujący się siostrzenicą (nie wiem czy wierzący) wyraził się:

- To było zrządzenie Niebios!

Sam nie bardzo wierzył w ostateczne wyniki leczenia.

Marta późno wyszła za mąż, urodziła tę pierwszą córeczkę mając 36 lat.

Rodzice postanowili pojechać do Niepokalanowa osobiście, by podziękować Matce Najświętszej i św. Maksymilianowi, jak tylko będzie to możliwe ze względu na dziecko.

T. S.

Toruń, 17 marca 1988

Mając 14 lat popadłem w nałóg samogwałtu. Ciągn[ę]ło się to przez kilka lat. Pewnego dnia na małym przyjęciu doszło do zbliżenia z kobietą o wiele lat ode mnie starszą. Po tej burzliwej historii ogarnęła mną ogromna pustka, bezsens życia, niemoc i bezradność, a nawet pewnego rodzaju załamanie. Atmosfera w rodzinie nie była najlepsza. Ojciec spożywał duże ilości alkoholu, często dochodziło do kłótni, awantur. W takich ciężkich chwilach nie mogłem dać sobie rady, przychodziło zniechęcenie, a do grzechu samogwałtu doszła nikotyna, chwilami alkohol. Nie byłem z siebie zadowolany [zadowolony], mówiłem sobie: nie, nie, tak być nie może. Jest inne życie, które ma sens. Poznałem je, gdy wziąłem udział w letnich rekolekcjach oazowych. I tak ciągle walczyłem z sobą, wierząc, że przyjdzie taki dzień, iż w swej duszy przeżyję mocno Jezusa i już nigdy od Niego nie odejdę.

Gdy skończyłem służbę wojskową, koleżanka z oazy zaprosiła mnie na ośmiotygodniowe seminarium, zorganizowane przez grupę Odnowy w Duchu Świętym. Pomogło mi ono zrozumieć działanie dobra w moim życiu, jak też ducha przewrotności, oraz uporządkować wiele trudnych problemów sumienia. Pod koniec seminarium głęboko przeżyłem spowiedź i Komunię św. Poznałem i doświadczyłem miłości Boga w Jego przebaczeniu. Modliłem się, aby Jezus zawsze utwierdzał mnie w prawdzie i w mocy Ducha Świętego. Wreszcie Jezus we mnie zwyciężył. Mija już drugi rok, jak jestem wolny od tego straszliwego zła.

Stał się też drugi cud, bo od ośmiu miesięcy jestem również wolny od nałogu nikotynizmu.

Duch Święty uzdrowił mnie dzięki wstawiennictwu Niepokalanej i św. Maksymiliana, którym wciąż się polecam.

Wielka jest miłość Jezusa do nas!

Jacek

Lublin, 29 marca 1988

30 stycznia 1984 r. będąc na obozie sportowym nad morzem bardzo ciężko zachorowałem (wylew krwi do mózgu). Pogotowie zawiozło mnie do szpitala w Pucku, leżałem tam 3 dni. Na dalsze leczenie, które trwało 30 dni, skierowano mnie do szpitala wojewódzkiego w Gdańsku. Po tym okresie wróciłem do Lublina, chodziłem przy pomocy laski, otrzymałem I grupę inwalidzką, ale nie zaniedbywałem codziennej modlitwy do Pana Boga, Najświętszej Matki Boskiej i św. Maksymiliana Marii Kolbego, prosząc m.in. o poprawę zdrowia. Zostałem wysłuchany i od paru lat chodzę bez laski, czuję się dobrze oraz wróciłem do pracy na pół etatu w mojej ulubionej dyscyplinie sportowej. Byłem jaż [już] kilka razy na obozach sportowych.

Dziękuję Panu Bogu za przywrócenie mi zdrowia i zobowiązuję się uczestniczyć codziennie we Mszy św.

Stanisław Zalewski trener masażysta

Lublin, 7 kwietnia 1988

Pragniemy serdecznie podziękować Miłosierdziu Bożemu i Matce Najświętszej za pięćdziesiąt lat pożycia małżeńskiego. Rocznica ślubu mija 6 czerwca [1988] r. Przeżyliśmy okropności wojny i okupacji, wychowaliśmy dobre dzieci. Nigdy nie rozstawaliśmy się z różańcem, zawsze pozostając pod opieką Matki Najświętszej. Nasze dalsze losy składamy w ręce tej najlepszej Matki.

Janina i Stanisław Rosieccy

[224]

BOGU W TRÓJCY ŚWIĘTEJ JEDYNEMU PRZEZ POŚREDNICTWO NIEPOKALANEJ I ŚW. MAKSYMILIANA DZIĘKUJĄ: za powrót do zdrowia i szczęśliwą operację - 1646 osób; za odzyskanie wiary - 187; za nawrócenie - 279; za powstanie z nałogów - 555; za pomoc w nauce i zdanie egzaminów - 426; za pojednanie rodzinne i sąsiedzkie - 318; za szczęśliwe rozwiązanie - 914; za dobrą pracę - 31; za przydział mieszkania - 107; za ocalenie - 33; za odnalezienie zguby - 40; za opiekę Bożą i inne wysłuchane prośby - 1923.

POLECAJĄ NASZYM MODLITWOM SWE PROŚBY: o zdrowie - 4301 osób; o odzyskanie wiary - 410; o nawrócenie - 687; o powstanie z nałogów - 1227; o zgodę i miłość w rodzinie - 750; o pomoc w nauce i zdanie egzaminów - 821; o szczęśliwe rozwiązanie - 945; o przydział mieszkania - 108; o dobrą pracę - 102; o znalezienie zguby - 45; o błogosławieństwo Boże i opiekę oraz w innych intencjach - 11 356.


Intencja MI na lipiec

Abyśmy naśladując Maryję, Służebnicę Pańską, jak św. Maksymilian, poświęcali się ofiarnie dla dobra bliźnich, zwłaszcza chorych, biednych i dzieci nie narodzonych.

[s. 224]

Intencja MI na sierpień

Aby Niepokalana, która prowadzi Kościół na trzecie tysiąclecie, dopomogła nam odrodzić i umocnić w naszej Ojczyźnie obyczaje chrześcijańskie, szczególnie trzeźwość i czystość.

[s. 224]

Kalendarzyk MI na lipiec i sierpień

Lipiec-Sierpień
16 VIIWspomnienie NMP z Góry Karmel
26 VIIWspomnienie Świętych Rodziców NMP Joachima i Anny
31 VIIDzień Modlitwy Rycerstwa Niepokalanej w Niepokalanowie, poprzedzony całonocnym czuwaniem w bazylice. Wspominamy poświęcenie się św. Maksymiliana za bliźniego w obozie oświęcimskim.
1 VIIISierpień jest w Polsce miesiącem abstynencji - wstrzymania się od napojów alkoholowych (przez pamięć na mękę św. Maksymiliana w bunkrze głodowym).
2 VIIIŚwięto NMP Anielskiej z Porcjunkuli. Można zyskać w kościołach parafialnych i franciszkańskich odpust zupełny pod zwykłymi warunkami.
5 VIIIWspomnienie Rocznicy poświęcenia rzymskiej Bazyliki NMP. Początek Nowenny przed uroczystością Wniebowzięcia NMP i świętem św. Maksymiliana (w Niepokalanowie o godz. 19 nabożeństwa maryjne z nauką).
14 VIIIWspomnienie św. Maksymiliana Marii Kolbego, kapłana męczennika, w Niepokalanowie - święto: uroczyste Msze święte odprawią księża Biskupi: o godz. 11:30 - bp Marian Duś, sufragan warszawski, a o godz. 19 - bp Bohdan Bejze, sufragan łódzki.
15 VIIIUroczystość Wniebowzięcia NMP. W Niepokalanowie o godz. 11:30 - suma pontyfikalna, którą odprawi ks. bp Stanisław Kędziora, sufragan warszawski, a o godz. 15 - Dróżki Radości NMP.
22 VIIIWspomnienie NMP Królowej
26 VIIIUroczystość NMP Częstochowskiej

[s. 224]

RYCERZ NIEPOKALANEJ
Nr 7/8 (385/386) 1988
Rok założenia 1922

[Spis treści]

Redaguje zespół - red. naczelny o. Jerzy Franciszek Domański. Adres redakcji i administracji: Niepokalanów, 96-515 TERESIN, tel. Sochaczew 127-01a. Materiałów nie zamówionych redakcja nie zwraca. Druk: Mata Poligrafia w Niepokalanowie, zam. 57/88-100.000/U-36 | Za pozwoleniem Kurii Metropolitalnej Warszawskiej z dnia 17 VI 1988 nr 3855/K/88. Indeks GP.II-441/799/83. Prenumerata - dobrowolna ofiara. ISSN 0208-8878 | Wydawnictwo Ojców Franciszkanów, Niepokalanów, 96-515 Teresin, konto PKO Sochaczew nr 75141-1775-136

[s. 224]