Uprzejmie prosimy Czytelników, którzy pragną publicznie wyrazić swą wdzięczność za łaski otrzymane od Boga przez pośrednictwo Matki Bożej Niepokalanej i św. Maksymiliana, aby zechcieli opis niezwykłego zdarzenia uwierzytelnić podpisem księdza proboszcza oraz lekarza, opiekującego się chorym. Podpisy te na życzenie zainteresowanych mogę być zastrzeżone tylko do wiadomości redakcji.
Brunswick Junction (Australia), 3 września 1985
W roku 1953 poważnie zachorowałem z gorączką powyżej 40°C. Do doktora trzeba było jechać 25 mil, a w tym czasie w Kulin, małej mieścinie, mało kto miał samochód. Zdawałem sobie sprawę, że zbliża się koniec mego życia. Straciłem nawet przytomność. Gdym ją odzyskał, jakiś duch, chyba anioł podpowiedział mi: "Udaj się do Niepokalanej i przyrzeknij Jej publicznie podziękować w «Rycerzu»".
Mija już 30 lat od tego przyrzeczenia. Dobra Matka mnie wysłuchała, dopomogła, ale także upomina się o swoje i wstrząsa moim sumieniem aż do dzisiaj. A więc składam Ci, Matko Najświętsza, publiczne podziękowanie za uzdrowienie i proszę o dalszą opiekę nade mną.
Stefan Dalach
Gorlice, 23 września 1986
Wychodząc za mąż cieszyłam się, że będę miała dużą rodzinę, ale się zawiodłam, ponieważ pierwsze dziecko (córeczka) urodzone w siódmym miesiącu po dwóch godzinach zmarło. Po dwuletniej przerwie urodziłam martwego, 7-miesięcznego synka. Bardzo bolałam nad tym, że nie mogłam urodzić zdrowego dziecka. Będąc w kościele w czwartek na zakończenie oktawy Bożego Ciała, widziałam, jak ksiądz błogosławił małe dzieci przed Mszą św. Łzy same nabiegły mi do oczu i spadały jak krople deszczu. Klęczałam, jak zawsze, przed obrazem Matki Boskiej Nieustającej Pomocy i modliłam się gorąco wpatrzona w obraz ukochanej Matki, prosząc o żywe, zdrowe dziecko i ofiarowując je jednocześnie na służbę Bogu.
Za półtora roku urodził się nam syn, ja zaś zachorowałam na zakrzepłe zapalenie żył w obydwu nogach. Z czasem wyzdrowiałam, a chłopiec rósł i normalnie się rozwijał. Od trzeciego roku życia chodziłam z nim na katechizację. Przystąpił wcześnie do Komunii św. jako przedszkolak brał udział w procesjach oktawy Bożego Ciała, a po I Komunii Św[iętej] został ministrantem, później lektorem. W roku 1980 wstąpił do Seminarium Duchownego w Tarnowie. Moja ofiara została przyjęta. 25 maja br. otrzymał święcenia kapłańskie, w 20. rocznicę I Komunii św.
Za wielki dar syna - kapłana składam gorące podziękowanie Bożej Rodzicielce, prosząc jednocześnie najukochańszą Matkę o błogosławieństwo i opiekę w jego pracy kapłańskiej oraz dla całej rodziny.
S. W.
Warszawa, 20 października 1986 r.
Błagalny list pani M. K. opublikowany w październikowym numerze "Rycerza Niepokalanej" jest smutny i budzi wiele refleksji. Nasza Siostra w Chrystusie wola: "Pomódlcie się za mnie do Niepokalanej, pomóżcie mi przebłagać Boga i Maryję...". Nam wierzącym trzeba nieustannie pamiętać, że to nie Chrystus odwraca się od nas, lecz my od Chrystusa. Jeżeli więc mamy dźwigać krzyż, to dźwigajmy go tak, jak nakazał Jezus Chrystus - godnie, z pokorą i miłością dziecka bożego. Tak, wierność Bogu na co dzień to przeogromne zadanie. Wygłaszam tę sentencję jako nauczyciel, chrześcijanin, człowiek, który nigdy nie stronił od rozmów z ludźmi różnych wiar i poglądów. Często piszą do miłej Redakcji "RN" ludzie, którym nie ułożyło się w życiu. Cóż mogę powiedzieć o sobie? Otóż, mnie nie tylko nie ułożyło się w życiu, nie tylko że nie poszedłem za głosem powołania (do Misjonarzy), ale miałem dziesiątki upadków z racji nałogu, dziesiątki przykrości, wręcz prześladowań innej natury oraz załamania w wierze, psychiczne zwątpienia i duchową pustynię. Myślałem, iż tylko śmierć wyrwie mnie z tych wewnętrznych cierpień.
Opatrzność jednak nie opuściła mnie! To, co Najświętsza Matka i Chrystus obiecali z racji pewnych modlitw, nowenn - zaowocowało. Po prostu w samą porę nadchodził ratunek i szansa. Bóg [31]wyciągał dłoń ojcowską. Pełen wdzięczności, teraz żyję w pewnym wewnętrznym ładzie, staram się w wolnym i odpowiednim czasie raz jeszcze zgłębiać prawdy wiary zawarte w Ewangelii, więcej czytać literatury religijnej, wsłuchiwać się w głos Ojca św. i od czasu do czasu być w ciszy sanktuarium Najświętszej Matki na Jasnej Górze czy w innym poświęconym miejscu. Po latach zrozumiałem, że stanowczo za mało pracowałem nad sobą, za mało okazywałem serdeczności bliźnim. Trzeba nam nieustannie składać podziękowanie Bogu za ratowanie duszy i ciała i koniecznie modlić się za innych.
Niech pani M. K. pomyśli - ileż to ludzi jest okaleczonych, sponiewieranych, upadłych, opętanych przez szatana. Jeżeli to uczciwie, z czystym sercem przemyślimy - to przyjdzie nam zapłonąć wstydem. Jesteśmy pielgrzymami na tym świecie. Starajmy się więcej, głębiej poznawać naszą wiarę, iść przez życie z imieniem Jezusa Chrystusa i Jego Najświętszej Matki - Maryi, a wszystko co złe pokonamy.
A. K.
Gdańsk, 24 stycznia 1986 r.
Dnia 7 października 1985 r. miałem operację na prostatę. W czasie operacji powstał tzw. "zespół wykrzepiania wewnętrznego". W medycynie znane jest to dziwne zjawisko pojawiające się czasem przy operacji, a kończące się w 80 procentach wypadków śmiercią pacjenta z upływu krwi. U mnie dodatkowo powstało zapalenie opłucnej i całkowicie ustała praca nerek. W takim stanie można się było spodziewać tylko śmierci. Ofiarując swój stan Bogu, modliłem się do Matki Bożej, do św. Judy Tadeusza i Ojca Pio o przywrócenie zdrowia, jeśli to jest zgodne z wolą Bożą. Dnia 2 listopada otrzymałem od pewnego księdza z Łodzi buteleczkę wody z Lourdes. Pijąc ją przyrzekłem Matce Bożej; że jeśli wyzdrowieję, ogłoszę moje podziękowanie w "Rycerzu Niepokalanej". "Zespół wykrzepienia" ustąpił, nerki wróciły do normalnej pracy i zapalenie opłucnej znikło. Za tę nadzwyczajną łaskę Bożą składam serdeczne podziękowanie Matce Bożej, św. Tadeuszowi i Ojcu Pio.
Załączam poświadczenie lekarza, który mnie operował, prowadził całe leczenie i był codziennym świadkiem mojego beznadziejnego stanu, a następnie niespodziewanego powrotu do zdrowia.
Ks. Ryszard Myśliwiec TJ
Babiak, 15 października 1986 r.
Dnia 30 marca br. mój syn, Piotr, ciężko się poparzył. Lekarze orzekli, że jest to stan poparzenia beznadziejny. Chłopiec przebywał w szpitalu w Koninie na oddziale chirurgii dziecięcej pod ordynatorem Gietwanowskim. Przez 4 tygodnie leżał pod tlenem, a 6 tygodni pod kroplówką, cały czas na piersiach, ponieważ miał sparzone plecy, rękę i nogę. Po 10 miesiącach zaczął się uczyć chodzić.
Przez cały czas leczenia odmawialiśmy z mężem i dwojgiem naszych dzieci różaniec. Przychodziły także dzieci z całej ulicy i modliliśmy się do Matki Bożej Nieustającej Pomocy, aby u swego Syna, Jezusa Chrystusa, uprosiła zdrowie dla Piotrusia. Zostało też odprawionych 33 Mszy św. w tej intencji. W swej ufności do Boga nie zawiedliśmy się. Modlitwa nas wszystkich została wysłuchana. Piotruś wrócił do domu cały i zdrowy.
Gorąco dziękuję Panu Bogu i Matce Boskiej Nieustającej Pomocy za tę wielką łaskę i za wszystkie inne otrzymane w ciągu życia.
Marianna Kołacka
Wiarygodność powyższego opisu i zgodność z faktami stwierdzam. /-/ ks. Władysław Łabiak proboszcz parafii
Głogów, 16 października 1986 r.
Moja córka bardzo rozpaczała z powodu komplikacji w uzyskaniu mieszkania, na które czekała ponad 10 lat. Groził jej nawet zwrot wkładów z książeczki mieszkaniowej. Żal mi jej było, dlatego zwróciłam się o pomoc do Matki Najświętszej i św. Maksymiliana. Córka też się modliła. W niedługim czasie sprawa została pomyślnie załatwiona. Córka otrzymała mieszkanie, z którego jest wielce zadowolona.
Z całego serca dziękujemy Matce Najświętszej i św. Maksymilianowi za wysłuchanie naszych modlitw.
Zofia Kaleta
Chełmsko Śląskie, 15 października 1986 r.
W roku 1961 przeżyłam ciężki cios. Zmarł mąż mając 48 lat, a ja zostałam sama w wieku 42 lat z siedmiorgiem drobnych dzieci. Załamałam się psychicznie, myślałam o samobójstwie, bluźniłam Bogu i wymawiałam Mu, że jest niesprawiedliwy. Czułam się ogromnie pokrzywdzona. Lecz Matka Najświętsza przyszła mi z pomocą. Dała mi do rąk "Rycerza Niepokalanej" (przedwojenne numery i z r. 1948), które przechowuję jak relikwię. Pojechałam do Częstochowy, do Kalwarii Zebrzydowskiej, odwiedziłam miejsce stracenia św. Maksymiliana. Tam prosiłam o siłę i zdrowie, o duchowe wsparcie, bym mogła wychować dzieci do pełnoletności. Zapadałam na zdrowiu, leżałam nieraz w szpitalu, ale w modlitwie nie ustawałam. Dzisiaj już serce moje jest naprawdę chore i nie mam siły pojechać do Niepokalanowa, by osobiście złożyć przed ołtarzem Niepokalanej serdeczne podziękowanie zgodnie z przyrzeczeniem, jakie złożyłam u Jej stóp [32]w Częstochowie, gdy mi da siłę wychować siedmioro dzieci. Bardzo bym prosiła Ojców i Braci, by w moim imieniu zanieśli przed tron Matki Najświętszej Niepokalanej gorące podziękowanie, bo dzieci wychowałam, wszystkie otrzymały średnie wykształcenie i dzisiaj są na stanowiskach. Nie zapominają też, że mają matkę na ziemi i w niebie. Pamiętają o mnie i szanują za to, że dałam im życie.
Dowiedziałam się, że "Rycerz" znowu powrócił pod strzechy. Niech nadal niesie pociechę strapionym, uczy kochać Boga i Matkę Najświętszą, wnosi radość w każdy dom. Z całego serca pragnę, by do końca życia nasza Matka Niepokalana była z nami wszystkimi.
O ile to możliwe, proszę o abonament "Rycerza".
Helena Trzebiatowska
BOGU W TRÓJCY ŚWIĘTEJ JEDYNEMU PRZEZ POŚREDNICTWO NIEPOKALANEJ I ŚW. MAKSYMILIANA DZIĘKUJĄ: za powrót do zdrowia i szczęśliwą operację - 719 osób; za nawrócenie - 300; za powstanie z nałogów - 280; za szczęśliwe rozwiązanie - 352; za pojednanie rodzinne i sąsiedzkie - 213; za otrzymaną pracę - 150; za ocalenie 144; za przydział mieszkania - 80; za pomoc w nauce - 76; za opiekę Bożą i inne wysłuchane prośby - 2200.
POLECAJĄ NASZVM MODLITWOM SWE PROŚBY: o zdrowie - 1269 osób; o nawrócenie - 400; o powstanie z nałogów - 500; o szczęśliwe rozwiązanie 424; o zgodę i miłość w rodzinie - 278; o dobrą pracę - 190; o znalezienie zguby - 180; o przydział mieszkania - 140; o pomoc w nauce - 80; o błogosławieństwo Boże i opiekę oraz w innych intencjach - 6300.
Intencja MI na styczeń
Abyśmy zgłębiając Pismo Św[ięte] i naukę Kościoła Katolickiego umacniali w sobie i w innych wiarę w Najświętszy Sakrament.
[s. 32]
Książki wydane w roku 1986
(do nabycia w ich wydawnictwach)
W Wydawnictwie Kurii Biskupiej - Lublin (20-105 Lublin, skr. p. 198):
Bp Bolesław Pylak, W służbie Bożej prawdy, stron 499. Książka porusza problemy dotyczące Kościoła, Eucharystii, teologii maryjnej oraz problemy pastoralne.
W Akademii Teologii Katolickiej (01-653 Warszawa, ul. Dewajtis 3):
Anna Lisowska-Niepokólczycka, Jest tu chłopiec. Tom II: Zakwitł szkarłatny kwiat, str. 320, cena 280 zł. Powieść o św. Brunonie z Kwerfurtu.
W Warmińskim Wydawnictwie Diecezjalnym (10-185 Olsztyn, ul. Rakowa 11):
Ks. Gaston Courtois, Rady dla rodziców, str. 108. "Autor nie tylko zachęca czytelników, by wiele wymagali od swych dzieci - on także wiele wymaga od nich samych".
[s. 32]
RYCERZ NIEPOKALANEJ
Nr 1 (367) 1987
Rok założenia 1922
[Spis treści]
Redaguje zespół - red. naczelny o. Jerzy Franciszek Domański. Adres redakcji i administracji: Niepokalanów, 96-515 TERESIN, tel. Sochaczew 127-01. Materiałów nie ząmówionych redakcja nie zwraca. Druk: Mała Poligrafia w Niepokalanowie, zam. 221/86-100.000/P-66. | Za pozwoleniem Kurii Metropolitalnej Warszawskiej z dnia 12 XII 1986 nr 7993/K/86. Indeks GP.II-441/799/83. Prenumerata - dobrowolna ofiara. ISSN 0208-8878 | Wydawnictwo Ojców Franciszkanów, Niepokalanów, 96-515 Teresin, konto PKO Sochaczew nr 75141-1775-136
[s. 32]
