Uprzejmie prosimy Czytelnik, którzy pragną publicznie wyrazić swą wdzięczność za łaski otrzymane od Boga przez pośrednictwo Matki Bożej Niepokalanej i św. Maksymiliana, aby zechcieli opis niezwykłego zdarzenia uwierzytelnić podpisem księdza proboszcza oraz lekarza, opiekującego się chorym. Podpisy te na życzenie zainteresowanych mogą być zastrzeżone tylko do wiadomości redakcji.
Olszanka,20 lutego 1977
W 1962 r. znalazłam się w szpitalu z diagnozą lekarzy, że grozi mi niebezpieczeństwo w związku z występującymi krwotokami. Oczekiwałam wtedy trzeciego dziecka, więc sytuacja była poważna. Opinia lekarzy była jednoznaczna - należy ciążę usunąć ze względów zdrowotnych.
Nie mogłam się pogodzić z myślą, aby zniszczyć dobrowolnie własne dziecko i odmawiałam zgody na przerwanie ciąży. Wobec mojego stanowiska lekarze. tymczasowo podjęli się podtrzymania ciąży, ale jednak codziennie w czasie wizyty lekarskiej starali się mnie przekonać o konieczności przeprowadzenia "zabiegu".
Zgodnie z zaleceniami lekarzy nie wstawałam z łóżka, miałam więc dużo czasu na rozmyślania i obserwowanie tego, co działo się w szpitalu. Widziałam, jak na korytarzu przed gabinetem zabiegowym tworzą się długie kolejki. Byłam zdziwiona, że kobiety, które stamtąd wychodzą są tak bardzo rozradowane i zadowolone. Przyczyny tak widocznej radości pacjentek stopniowo się wyjaśniły. Zaczęłam rozumieć fragmenty rozmów prowadzonych na mojej sali. Okazało się, że kobiety są tak zadowolone z pozbycia się ciężaru, jakim wydawało się im urodzenie kolejnego dziecka. Motywy decyzji o usunięciu ciąży były różne, jednak najczęściej kobiety nie chciały podjąć trudu urodzenia i wychowania dziecka uważając, że jedno dziecko zupełnie wystarczy.
W atmosferze, która wóczas panowała w szpitalu, było mi bardzo ciężko, gdyż czułam się osamotniona w swoich poglądach. Zdawałam sobie sprawę z tego, że kobietom wyrządzono wielką krzywdę zachęcając do przerywania ciąży. Nikt się wtedy nie zastanawiał nad skutkami w sferze moralnej i fizycznej.
Pewnego wieczoru nie mogłam długo zasnąć i leżałam udręczona swoimi myślami wsłuchując się w ciszę nocną. Nagle usłyszałam jakiś przenikliwy głos, który przekonywa! mnie, że powinnam zgodzić się na zabieg: jestem przecież chora, a przewidywania lekarzy nie są pomyślne. Pod wpływem tego natrętnego głosu postanowiłam zgodzić się na namowy lekarzy.
Tymczasem znużona zasnęłam. Miałam tej nocy dziwny sen. Czułam, że niewidoczna, lecz olbrzymia siła wrzuca mnie do głębokiej otchłani. Przerażona, będąc na samym dnie przepaści, wzywam pomocy Matki Boskiej i po chwili wydostaję się na powierzchnię. Jednak ten, który mnie tam wrzucił, nie rezygnuje i za chwilę znowu znajduję się w głębi. Zaczynam odmawiać "Pod Twoją obronę", a gdy kończę modlitwę, czuję, że złe siły zostały pokonane i jestem uratowana. Budzę się i stwierdzam, że moje zdrętwiałe ciało jest pokryte zimnym potem.
Sięgam po różaniec, aby podziękować Matce Boskiej za ocalenie przed popełnieniem strasznego czynu. Nie mam już teraz wątpliwości, co powiem lekarzom. Rano oświadczam, że nigdy nie zgodzę się na przeprowadzenie zabiegu. Po trzech dniach mój stan zdrowia poprawia się i zostaję wypisana do domu. Po kilku miesiącach urodziłam zdrowego synka.
Przeżycia związane z opowiedzianą historią utrwaliły mnie w przekonaniu, że Matka Boska jest siłą, która może wszystko co złe pokonać i udzielić pomocy w potrzebie. Modlę się z pokorą i ufnością w trudnych chwilach życia i zawsze znajduję pociechę, za co wyrażam Niepokalanej serdeczne podziękowanie.
J. B.
Ząbki, 11 marca 1986
Od kilku dopiero lat (1978 r.) jestem ponownie wierzącą katoliczką, a mam już 46 lat.
Bardzo wcześnie, bo już w wieku 15 lat, przestałam chodzić na lekcje religii, a do kościoła zaglądałam tylko sporadycznie przy okazji i raczej [63]dla fantazji. Nic mnie do kościoła ani do modlitwy nie ciągnęło, po prostu nic o Bogu nie wiedziałam, a nabożeństwa, odprawiane wtedy po łacinie, nudziły mnie. Ślub wzięłam w kościele, ale tylko dlatego, że tak wypadało i żeby nie robić przykrości mamusi. Ale właściwie już od 15-16 roku życia żyłam tak, jak mi było wygodnie, tak jak gdyby Boga w ogóle nie było, bo nie było Go dla mnie naprawdę. Cale moje życie aż do roku 1978 było jednym wielkim bagnem. Wtedy właśnie spadło na mnie "wielkie nieszczęście" - zostawił mnie mężczyzna, którego bardzo kochałam. Do tego stopnia zwariowałam, że pomimo dzieci, które miałam (wtedy jeszcze małe), nie widziałam żadnego sensu życia i myślałam intensywnie o samobójstwie.
Ale uratowała mnie Matka Boża - teraz to wiem na pewno - może ze względu na fakt, że jako kilkuletnia dziewczynka bardzo lubiłam nabożeństwa różańcowe, na które biegałam sama w październiku do Ojców Kapucynów w Łomży (tam wtedy mieszkałam). W okresie największej rozpaczy wpadła mi w ręce niewielka książeczka o objawieniach s. Faustyny i o Miłosierdziu Bożym. Po przeczytaniu tej książeczki przekonałam się, że jest dla mnie szansa powrotu do Boga.
W tej sytuacji, gdy nie wiedziałam jeszcze, jak mam wrócić i co mam zrobić ze sobą, nadarzyła się sposobność wyjazdu do Częstochowy. Nie umiałam się modlić - zapomniałam wszystko - ale prosiłam Matkę Bożą o pomoc i o radę, co mam robić. Wtedy usłyszałam wyraźne polecenie: "Módl się za niego". Zaczęłam się uczyć o Bogu, poznając katechizm razem z synem, który przygotowywał się do Pierwszej Komunii św. (chodziłam nawet na lekcje religii). Poznając naukę Chrystusa coraz bardziej brzydziłam się siebie, swego życia i coraz bardziej śmieszyło mnie moje "nieszczęście".
Od dwóch lat jestem wdową - mąż mój zmarł pogodzony ze mną - wychowuję syna (16 lat) i córkę (14 lat). Od 1978 roku jesteśmy troje - związani bardzo z Kościołem, nosimy "Cudowny Medalik", a od roku należymy do Kółka Różańcowego im. ks. J. Popiełuszki.
Nie ma dla mnie nic ważniejszego i droższego od Chrystusa i Jego Matki. Od lat zawsze staramy się być u Komunii św. w Pierwszy Piątek i Pierwszą Sobotę. Od kilku lat także "Rycerz Niepokalanej" pomaga nam w rozwiązywaniu wielu problem.
Jeszcze bardzo dużo brakuje mi do tego, żeby nazwać się prawdziwym dzieckiem Maryi - ciągle odzywają się dawne przyzwyczajenia - ale wiem, że Matka Boża czuwa nad nami i że z Jej pomocą zwyciężę wszystkie trudności. Dlatego pomimo wielu niepowodzeń nie martwię się i patrzę w przyszłość z ufnością.
J. N.
Wolbrom, 19 października 1986
Pragnę serdecznie podziękować Matce Bożej i Panu Jezusowi za uratowanie mi życia i zdrowia. Potrącił mnie samochód. Byłam tylko dwa tygodnie w szpitalu i miałam złamany nos. W tym dniu, kiedy był wypadek, przed wyjściem z domu na poranną Mszę św. sama wzięłam i włożyłam sobie łańcuszek z krzyżykiem, który dostałam od tatusia. Wierzę, że Pan Jezus mnie uratował.
Kasia Księżyk, lat 9
Tąpadło, 5 lipca 1985
Ojciec mój po trzytygodniowym pobycie w szpitalu na oddziale wewnętrznym został przeniesiony na oddział intensywnej terapii. Stan zdrowia pogarszał się w szybkim tempie. Lekarz orzekł, iż do utrzymania życia konieczne jest zastosowanie sztucznej nerki, gdyż nerki przestały funkcjonować, a mocznik przedostawał się do krwi, zatruwając cały organizm. Rodzina nasza rozpoczęła starania
o uzyskanie miejsca w szpitalu, gdzie znajdowała się sztuczna nerka, ale okazało się, że to kwestia kilkumiesięcznego czekania. Czas naglił, ze zdrowiem było coraz gorzej. Po przeniesieniu ojca na II oddział wewnętrzny lekarz określił stan jako beznadziejny: zapalenie osierdzia, odwodnienie, zatrucie organizmu mocznikiem. Zastosowano dializę otrzewnej, by nerki oczyścić. Lekarz nie dawał żadnych szans przeżycia. W nocy okazało się, że dializa została przerwana - zabieg się nie udał.
Cała nasza rodzina ufała jednak Bogu i Matce Najświętszej, polecając chorego Jej wstawiennictwu. Po owej krytycznej nocy nad ranem przywiozłam ojcu do szpitala wodę z Lourdes wierząc, że to jest lek najskuteczniejszy. Przyrzekłam też, że jeżeli ojciec wyzdrowieje, napiszę do "Rycerza Niepokalanej" i podziękuję Maryi i św. Ojcu Maksymilianowi za uproszenie łaski cudu.
Tatuś powoli wracał do zdrowia, przewieziono go na oddział specjalistyczny, ale okazało się, że nie trzeba sztucznej nerki. Jego nerki same funkcjonują. Już wkrótce ojciec wrócił ze szpitala, a ja wypełniam swoją obietnicę.
S. M. Jolanta Fałat
Szczecin, 21 stycznia 1986
Pragnę spełnić dane przyrzeczenie i serdecznie podziękować Matce Bożej Niepokalanej i św. Maksymilianowi za wstawiennictwo i wyjednanie łaski od Boga. Po 19 latach przerwy wyspowiadałem się i przystąpiłem do Komunii świętej, a następnie postanowiłem i staram się regularnie przystępować do Sakramentu Pokuty. Mam nadzieję, że za przyczyną Matki Bożej Niepokalanej i św. Maksymiliana wytrwam w tym postanowieniu.
B. W.
BOGU W TRÓJCY ŚWIĘTEJ JEDYNEMU PRZEZ POŚREDNICTWO NIEPOKALANEJ I ŚW. MAKSYMILIANA DZIĘKUJĄ: za powrót do zdrowia i szczęśliwą operację - 400 osób; za nawrócenie - 78; za powstanie z nałogów - 162; za pomoc w nauce i zdanie egzaminu - 260; za pojednanie rodzinne i sąsiedzkie - 150; za szczęśliwe rozwiązanie - 84; za ocalenie - 48; za odnalezienie zguby - 40; za przydział mieszkania - 26; za dobrą pracę - 20; za opiekę Bożą i inne wysłuchane prośby - 513.
POLECAJĄ NASZVM MODLITWOM SWE PROŚBY: o zdrowie - 600 osób; o nawrócenie - 150; o powstanie z nałogów - 201; o pomoc w nauce - 370; o zgodę i miłość w rodzinie - 110; o znalezienie zguby 68; o przydział mieszkania - 42; o dobrą pracę - 41; o szczęśliwe rozwiązanie - 30; o błogosławieństwo Boże i opiekę oraz w innych intencjach - 2580.
Książki wydane w roku 1986
(do nabycia w ich wydawnictwach)
W Akademii Teologii Katolickiej (01-653 Warszawa, ul. Dewajtis 3):
Antologia mistyków franciszkańskich, tom 2: wiek XIII-XIV. Zebrał i zredagował o. S. Kafel OFMCap, stron 303. M.in. wyjątki z pism Konrada z Saksonii (o NMP), Rogera Bacona, św. Małgorzaty z Kortony, Jacopone da Todi, bł. Rajmunda Lulla, Dante Alighierego.
Ks. Cz. Osiecki SUD, Słotne dni na Flores, str. 352. Notatnik misjonarza.
W Wydawnictwie Kurii Lubelskiej (20-105 Lublin, skr.p. 198):
Pod Twoją obronę... Matka Boża w poezji polskiej, s. 123. Wybór wierszy maryjnych od najdawniejszych po współczesne.
W Verbinum (04-118 Warszawa, ul. Ostrobramska 98):
H. Ruppert, David Livingstone, s. 112, cena 135 zł. Krótka biografia wielkiego podróżnika, który przeszedł w poprzek Afrykę.
H. Gstrein, Misyjne karawany Kardynała Charles Lavigerie, s. 100, cena 160 zł. Życiorys założyciela zgromadzeń misyjnych Ojców Białych i Białych Sióstr, zasłużonego też w walce z niewolnictwem w Afryce.
W Wydawnictwie Archidiecezji Warszawskiej (00-279 Warszawa, ul. Dziekania 1): Wieżę w Ciebie Boże żywy - modlitewnik dla dzieci, młodzieży i dorosłych. Cena 420 zł.
Ks. Tymoteusz (ks. J. Zawitkowski), Listy i rozważania. Cena 250 zł. Książka dla dzieci i młodzieży ukazująca w sposób przystępny rok kościelny.
Ks. J. Twardowski, Nie przyszedłem pana nawracać. Cena 650 zł. Tom poezji, najobszerniejszy wybór wierszy z całej twórczości.
W Niepokalanowie są do nabycia dwie nowe broszury maryjne:
Ks. E. Pohorecki, Poznać Matkę. ABC Czciciela Maryi, s. 78, cena 50 zł. Zawiera skrót najważniejszych wiadomości o NMP w formie pytań i odpowiedzi.
Jak czcić Matkę Bożą? Adhortacja apostolska papieża Pawła VI Marialis cultus o należytym ksz1attowaniu i rozwijaniu kultu NMP. Przygotował do wydania i wstępem opatrzył S. C. Napiórkowski, franciszkanin, s. 112, cena 60 zł.
[s. 64]
Intencja MI na luty
Prośmy Niepokalaną, Dziewicę ofiarującą, abyśmy w świetle Eucharystii zrozumieli, że Chrystus do końca nas umiłował i że mamy Mu za to odpłacać miłością bezgraniczną.
[s. 64]
Kalendarzyk Rycerstwa Niepokalanej
| Luty |
|---|
[s. 64]
RYCERZ NIEPOKALANEJ
Nr 2 (368) 1987
Rok założenia 1922
[Spis treści]
Redaguje zespół - red. naczelny o. Jerzy Franciszek Domański. Adres redakcji i administracji: Niepokalanów, 96-515 TERESIN, tel. Sochaczew 127-01. Materiałów nie zamówionych redakcja nie zwraca. Druk: Mała Poligrafia w Niepokalanowie, zam. 222/87-100.000/P-92. Za pozwoleniem Kurii Metropolitalnej Warszawskiej z dnia 811987 nr 34/K/87. Indeks GP.II-441/799/83. Prenumerata - dobrowolna ofiara. ISSN 0208-8878 | Wydawnictwo Ojców Franciszkanów, Niepokalanów, 96-515 Teresin, konto PKO Sochaczew nr 75141-1775-136
[s. 64]
