Lublin, 5 lutego 1987
Pragnę publicznie podziękować Najświętszej Panience Częstochowskiej za uratowanie syna, który powoli umierał, a ja nie mogłam mu pomóc, choć miałam pieniądze na leczenie.
Tragedia moja zaczęła się w roku 1969. Byłam jeszcze młoda, ale już zamężna, miałam dwóch synów, dbałam o dom i rodzinę, pomagałam mężowi, aby było lżej. Ale mąż często przychodził pijany. Było piekło w domu, a życie stawało się nie do zniesienia. Pewnego dnia stało się jeszcze jedno nieszczęście: młodszy, dziewięcioletni syn nagle zachorował na kolagenozę z podejrzeniem guzkowego zapalenia tętnic.
Przebywał około dwóch miesięcy w klinice w Lublinie i przez okres trzech miesięcy w Instytucie Reumatologicznym w Warszawie. Ze szpitala wzięłam syna do domu w stanie beznadziejnym. Przez dwa lata trwała walka o życie dziecka, bo lekarze już nie dawali żadnej nadziei na wyleczenie. A mąż wciąż pił coraz więcej, nie obchodziła go choroba syna. Decydować musiałam o wszystkim sama. Znikąd nie mogłam oczekiwać ratunku, tylko od Matki Najświętszej i Jej Syna, Jezusa Chrystusa. W gorących modlitwach i Komuniach świętych błagałam Pana Boga o miłosierdzie.
Pewnego dnia idąc do domu przez okoliczne łąki strasznie płakałam. Syn miał już 11 lat, ciągle chorował. Nagle poczułam, jakby się nade mną otwarło niebo. Padłam na kolana i zaczęłam się modlić oddając w ofierze Jezusowi Chrystusowi powoli gasnącego syna. Przestałam płakać, poszłam do domu spokojna, pogodzona z losem. Zmęczona zasnęłam i we śnie zobaczyłam dwa krzyże. Jeden był mój, a na drugim wisiał ukrzyżowany Zbawiciel. Biegłam wołając: "Jezu, ratuj mnie, Jezu, ratuj mojego syna!". Od tego dnia syn zaczął powracać do zdrowia. Obecnie ma 27 lat, jest zdrowy, pracuje.
Teraz zrozumiałam sens tego cierpienia: kiedy Pan Bóg nie chciał mnie grzesznej utracić, zesłał na mnie ten krzyż, przez który wróciła gorąca miłość do Jezusa i Maryi.
Dziękuję Bogu Najwyższemu za wszystko, co przeżyłam.
Na dowód przebytej przez syna choroby przedkładam kserograficzne odbitki kart informacyjnych.
Zofia Cieżko
Kielce, 8 lutego 1987
Składam gorące podziękowanie Matce Najświętszej i św. Ojcu Kolbemu za otrzymane łaski w moim trudnym życiu małżeńskim, a szczególnie za nawrócenie najmłodszego syna.
Był beznadziejny w zachowaniu. Wciąż popijał z kolegami, rozbijał się, ubliżał nam, rodzicom, na życie nic nie dawał, spraszał koleżanki i kolegów do naszego mieszkania i do późna w nocy urządzał libacje. Bałam się go okropnie, dlatego patrząc na to wszystko zalewałam się łzami, a i mąż, choć mężczyzna, jakoś nie mógł zareagować. Wszyscy znajomi przekreślili już los naszego syna i litowali się nad nami.
Jedynym moim ratunkiem była modlitwa do Matki Najświętszej i św. Ojca Maksymiliana. Im powierzyłam to dziecko i przyrzekłam, że jeżeli syna nawrócą, to podziękuję za tę łaskę w "Rycerzu".
Proszę sobie wyobrazić, że syn całkowicie zerwał z hańbiącą "paczką" i żyje teraz spokojnie, jak Bóg przykazał. Spotkał dziewczynę, którą poślubił, a która unormowała jego życie. Mają dwoje udanych dzieci. Ludzie z otoczenia nie mogą wyjść z podziwu, że nas takie szczęście spotkało, ale ja wiem, komu je zawdzięczam.
H. F.
Zabrze, 8 kwietnia 1987
Zgodnie z uczynionym przyrzeczeniem pragnę publicznie podziękować Matce Najświętszej, św. Ojcu Kolbemu i O. Pio za wysłuchanie moich modlitw. Jestem po sześciu operacjach. Według opinii lekarzy nie powinnam chodzić, a jednak odzyskałam zdrowie.
Prosiłam was o modlitwę w sprawie otrzymania przydziału na mieszkanie. W krótkim czasie je otrzymaliśmy. Dziękuję także za tę łaskę.
G. B.
K., 14 kwietnia 1987
Pragnę z całego serca podziękować Niepokalanej i św. Maksymilianowi za stałą opiekę nad moją rodziną.
Byłem człowiekiem chorym na duszy. Po skończeniu szkoły zawodowej i pójściu do pracy, popadłem w niewolę alkoholizmu, a że wyniosłem z domu dobre przygotowanie religijne, co pewien czas wracałem do Boga. Niepokalana nie zapomniała o mnie, ukończyłem nawet technikum ucząc się i pracując. Szatan nie dawał za wygraną, ciągle kusił do alkoholu, ale Maryja przyszła mi z pomocą. Dostałem dobrą żonę. Niestety, i po ożenku wódka okazywała się silniejsza ode mnie. Dopiero dwoje naszych rozkosznych dzieci zdecydowanie wpłynęło na moje otrzeźwienie. Gdy często wracałem z terenu pijany, rano dzieci prosiły: wróć trzeźwy.
Postanowiłem zerwać z piciem. Czy mi się to udało? Myślę, że tak. Zdarzają mi się też i obecnie upadki, ale z pomocą Niepokalanej szybko wstaję i idę dalej z Jezusem w sercu. Ukończyłem studia wyższe, a od kilku lat powstrzymuję się od picia wszystkich napojów alkoholowych w Adwencie, Wielkim Poście oraz w miesiącu sierpniu. Postanowiłem zachować abstynencję z racji Kongresu Eucharystycznego. Razem z żoną staramy się wychować nasze dzieci w duchu oddania Maryi. W każdą niedzielę idziemy wspólnie z dziećmi na Mszę św., wieczorem razem czytamy Pismo Św[ięte] i odmawiamy pacierz oraz dziesiątek Różańca. Praktykujemy także pierwsze piątki miesiąca, często pierwsze soboty.
W poczuciu wdzięczności dla Matki Najświętszej obiecuję dalszą walkę z grzechami. Pozwól mi wytrwać, o Maryjo, przy Tobie!
J. B.
Gdynia, 28 kwietnia 1987
Zgodnie z uczynionym przyrzeczeniem pragnę z pokorą i czcią publicznie podziękować Matce Bożej Nieustającej Pomocy i św. Maksymilianowi, bo jestem przekonana, że to Oni na moje prośby wyprosili u Jezusa łaskę zgody i chrześcijańskiego przebaczenia w małżeństwie mego syna.
Zakład, w którym syn pracował, skierował go do innego miasta. Jako matka nie byłam z tego zadowolona, obawiałam się bowiem złego wpływu kolegów. Moje obawy okazały się uzasadnione. Syn zaczął zaglądać do kieliszka i zdarzało się, że brakowało mu pieniędzy, aby przesłać żonie do domu. Synowa również pracowała i wychowywała dwoje dzieci w wieku 10 i 12 lat.
Kiedy rozłąka trwała, synowa poznała innego mężczyznę, który zamieszkał razem z nią i wnukami. Dla syna był to wstrząs, tym bardziej, że żona spodziewała się dziecka z nowego związku. Kiedy przyjechał do domu, okazało się, że nie jest już potrzebny. Wrócił z powrotem do pracy na drugi kraniec kraju. Zrozpaczony pragnął tylko jednego, aby żona zerwała z tym człowiekiem, a on mógł wrócić do niej i dzieci.
Dowiedziawszy się o tym wszystkim, zaraz zaczęłam się gorąco modlić do Matki Bożej Nieustającej Pomocy i św. Maksymiliana, patrona rodzin. Przez dziewięć tygodni w naszym kościele odczytywana była moja prośba o ratunek. Matka Boża wysłuchała mnie. Synowa zerwała znajomość z tym mężczyzną, a synowi udało się zmienić pracę, wrócił do własnego domu, żony i dzieci. Najbardziej cieszy mnie to, że oboje potrafili sobie wzajemnie przebaczyć błędy życiowe. Są teraz szczęśliwi i oczekują przyjścia dziecka na świat.
Cześć i chwała niech będzie Niepokalanej i św. Maksymilianowi.
Teresa Rompa
Lipowo, 10 maja 1987
Spełniając przyrzeczenie pragnę serdecznie podziękować Miłosierdziu Bożemu, Niepokalanej i św. Maksymilianowi za pojednanie z Bogiem samotnego człowieka z naszej miejscowości, który w 50-tym roku życia poważnie zachorował, a nie był u spowiedzi około 25 lat.
Choroba szybko wchodziła w coraz gorsze stadium. Nie było nadziei na wyzdrowienie. Dobrzy ludzie z naszej miejscowości odwiedzali chorego w szpitalu, ale nikt nie śmiał mu przypomnieć o pojednaniu z Bogiem. Coś mnie przynagliło, aby podjąć się tego zadania, działać szybko i odważnie, gdyż z opinii lekarzy wynikało, że czasu zostało niewiele.
Droga do szpitala była daleka, więc przez cały czas gorąco się modliłam w intencji chorego, a nawet ofiarowałam post o chlebie i wodzie. Najpierw udałam się do proboszcza parafii, gdzie był szpital. Akurat trafiłam na zakończenie misji świętych, więc po przyjęciu Komunii św. poszłam do księdza. Na pytanie, kim jestem dla chorego, odpowiedziałam:
- Jestem zupełnie obcą osobą, ale zarazem siostrą w Chrystusie i pragnę ratować jego duszę.
W szpitalu zaczęłam rozmowę z chorym od zwykłych codziennych spraw, ale ponieważ w swoim otoczeniu uchodzę za przykładną parafiankę, chory chyba się domyślił, jaki jest cel mej wizyty, bo bez słowa sprzeciwu zgodził się na moją propozycję przyjęcia sakramentów świętych. Udzielił mu ich ksiądz misjonarz.
Za kilka dni nadszedł telegram o zgonie tego mężczyzny. Radośniej zabiło mi serce, bo umarł człowiek pojednany z Niebem.
Ludwika Pawłowska
Potwierdza ks. Zygmunt Chodosiowski z Parafii Rzymsko-Kat. Orłowo, diec. warmińskiej
BOGU W TRÓJCY ŚWIĘTEJ JEDYNEMU PRZEZ POŚREDNICTWO NIEPOKALANEJ I ŚW. MAKSYMILIANA DZIĘKUJĄ: za powrót do zdrowia i szczęśliwą operację - 737 osób; za nawrócenie - 172; za powstanie z nałogów - 255; za pojednanie rodzinne i sąsiedzkie - 151; za pomoc w nauce i zdanie egzaminów - 321i; za szczęśliwe rozwiązanie - 279; za ocalenie - 101; za przydział mieszkania - 104; za dobrą pracę - 96; za znalezienie zguby - 51; za opiekę Bożą i inne wysłuchane prośby - 1196.
POLECAJĄ NASZVM MODLITWOM SWE PROŚBY: o zdrowie - 3169 osób; o nawrócenie - 533; o powstanie z nałogów - 652; o zgodę i miłość w rodzinie - 627; o pomoc w nauce - 856; o szczęśliwe rozwiązanie - 479; o przydział mieszkania - 236; o dobrą pracę - 166; o znalezienie zguby - 73; o błogosławieństwo Boże i opiekę oraz w innych intencjach - 7311.
Może Chrystus Cię woła
Młodzieńcy, którzy pragną się poświęcić na służbę Bożą jako kapłani lub bracia zakonni, mogą się zgłosić między innymi do następujących zgromadzeń zakonnych:
Ojcowie Dominikanie, ul. Kościuszki 99, 61-716 Poznań; Księża Misjonarze Saletyni, ul. Wiślna 11, 31-007 Kraków Bracia Bonifratrzy, ul. Bonifraterska 12, 00-213 Warszawa
Panienki, pragnące służyć Panu Bogu w zakonie, mogą się zgłosić między innymi do następujących zgromadzeń zakonnych:
Mniszki Klaryski od Wieczystej Adoracji: ul. Kapłańska 3, 62-045 Pniewy Wlkp.; Siostry Misjonarki św. Piotra Klawera, ul. Łukasiewicza 62, 38-400 Krosno n. Wisłokiem; Siostry Salwatorianki, ul. Uzdrowiskowa 38, 43-230 Goczałkowice Zdrój; Siostry Norbertanki, 32-042 Imbramowice 105 k. Wolbromia, woj. Kraków
[s. 224]
Książki wydane ostatnio
(do nabycia w ich wydawnictwach)
W Niepokalanowie:
Encyklika Redemptoris Mater Ojca Świętego Jana Pawła II o Błogosławionej Dziewicy w życiu pielgrzymującego Kościoła. Przedruk, na zlecenie Episkopatu Polski, z wydania polskiego dokonanego przez Libreria Editrice Vaticana, stron 112.
W Akademii Teologii Katolickiej (01-653 Warszawa, ul. Dewajtis 3);
Polscy Święci, tom 8, Warszawa 1987, stron 328 plus ilustracje, cena 600 zła. Są tu życiorysy św. Andrzeja Świerada, św. Benedykta męczennika, św. Jacka, bł. Jakuba Strzemię, św. Stanisława Kostki, sł. B. Marceliny Darowskiej, si. B. Marii Karłowskiej i sł. B. Bolesławy Lament.
Polscy Święci, tom 12, Warszawa 1987, stron 226 plus ilustracje, cena 600 zł. Są tu życiorysy sł. B. Stanisława Hozjusza, sł. B. Edmunda Bojanowskiego, sł. B. Bronisława Markiewicza i sł. B. Wincentego Frelichowskiego.
Księża Marianie (ul. Bonifacego 9, 02-754 Warszawa):
Maria Starzyńska, Sprawa, Warszawa 1986, str. 156. Opowieść o sł. B. Stanisławie Papczyńskim, założycielu zakonu marianów, i o dziejach jego procesu beatyfikacyjnego.
[s. 224]
RYCERZ NIEPOKALANEJ
Nr 7 (373) 1987
Rok założenia 1922
[Spis treści]
Redaguje zespół - red. naczelny o. Jerzy Franciszek Domański. Adres redakcji i administracji: Niepokalanów, 96-515 TERESIN, tel. Sochaczew 127-01. Materiałów nie zamówionych redakcja nie zwraca. Druk: Mała Poligrafia w Niepokalanowie, zam. 227/87-100.000/K-87 | Za pozwoleniem Kurii Metropolitalnej Warszawskiej z dnia 19 VI 1987 nr 3881 / K/87. Indeks GP.II-441/799/83. Prenumerata - dobrowolna ofiara. ISSN 0208-8878 | Wydawnictwo Ojców Franciszkanów, Niepokalanów, 96-515 Teresin, konto PKO Sochaczew nr 75141-1775-136
[s. 224]
