Podziękowania

Uprzejmie prosimy Czytelników, którzy pragną publicznie wyrazić swą wdzięczność za łaski otrzymane od Boga przez pośrednictwo Matki Bożej Niepokalanej i św. Maksymiliana, aby zechcieli opis niezwykłego zdarzenia uwierzytelnić podpisem księdza proboszcza oraz lekarza, opiekującego się chorym. Podpisy te na życzenie zainteresowanych mogą być zastrzeżone tylko do wiadomości redakcji.

Brzeźnica, 1 stycznia 1986 r.

Dziękujemy Bogu i Jasnogórskiej Dziewicy za cudowne uzdrowienie naszej 9-letniej córeczki.

19 maja 1985 r. jechaliśmy własnym samochodem na I Komunię św., gdy nagle z pola na jezdnię wyszedł duży ptak. Mąż skręcił, aby go nie zabić, stracił panowanie nad kierownicą i z ogromną siłą wpadł na przydrożne drzewo. Ja, mąż i starsza córka doznaliśmy lekkich obrażeń ciała, natomiast najmłodsza córka uległa ciężkiemu wypadkowi, doznając urazu mózgu, pęknięcia podstawy czaszki, pęknięcia lewej kości skroniowej, obrzęku mózgu z rozsianymi ogniskami stłuczenia.

Stan córki wydawał się beznadziejny. Lekarze robili, co mogli. Wodniak przymózgowy usunięto operacyjnie. Opinia lekarzy była następująca: o ile córka będzie żyła, to w 95 procentach będzie nieporadnym manekinem, tylko cud może ją uczynić pełnosprawną. Byliśmy zrozpaczeni i u kresu sił. Przez pięć długich tygodni czuwaliśmy przy łóżku nieprzytomnej córeczki, modliliśmy się gorąco do Jasnogórskiej Bogurodzicy i Jej Syna, Jezusa Chrystusa, prosząc o pomoc i zmiłowanie nad dzieckiem. Ponadto odbywały się modlitwy w kościele Oblatów w Katowicach-Koszutce, w Niepokalanowie, na Jasnej Górze i gdzie indziej. Modliły się dzieci pierwszokomunijne. Ocieraliśmy nieprzytomną córeczkę cudowną wodą z Lourdes. I oto stał się - wierzymy w to mocno - cud.

Córeczka odzyskała przytomność i z dnia na dzień wracała do zdrowia. Lekarz i siostry byli tym zaskoczeni. Córeczka jest pełnosprawna i po czterech miesiącach choroby, 24 września, przyjęła I Komunię świętą.

Barbara i Bogusław Mikłowie

Pabianice, 29 kwietnia 1986 r.

Od dawna pragnęłam złożyć publiczne serdeczne podziękowanie Niepokalanej Maryi za pomoc w kilku sprawach.

Po pierwsze, za uzdrowienie mnie w młodym wieku z ciężkiej choroby: gruźlicy płuc. Dzięki modlitwom głęboko wierzącej mamy odzyskałam upragnione zdrowie.

Po drugie, pragnęłam wstąpić do zakonu, lecz różne przeszkody i trudności stały na drodze do zrealizowania mych marzeń. Z pomocą Maryi zostałam przyjęta do zgromadzenia zakonnego w dniu Jej święta Zwiastowania, 25 marca.

Po trzecie, mój ojciec był człowiekiem nie praktykującym, nie przystępował do sakramentów świętych przez 45 lat, a tylko przed spoczynkiem się żegnał i króciutko coś szeptał: Zdrowaś Maryjo. Obie z mamą zanosiłyśmy gorące prośby do naszej Najlepszej Matki o jego nawrócenie. I tak jak zawsze Matka Boża wysłuchała nasze prośby. Tato po 45 latach przystąpił do spowiedzi i Komunii św. Sprawiła to Maryja Częstochowska w dzień Nawiedzenia naszej parafii w kopii Jasnogórskiego Obrazu.

Matko Najświętsza, niech Imię Twoje będzie uwielbione na wieki! Składam Ci gorące podziękowanie za wszystkie otrzymane łaski i proszę o dalszą opiekę nade mną i całą rodziną.

Siostra Kazimiera K.

Dąbrowa Tarnowska, 24 czerwca 1986 r.

Składam publiczne podziękowanie Panu Bogu i Najśw. Maryi Pannie za wyrwanie mnie z przepaści alkoholizmu.

Jest pochmurny, słotny dzień jesiennej szarugi. Po skończonej robocie ludzie opuszczają zakład pracy, odprężeni rozmawiają ze sobą. Starszy mój kolega opowiada mi, jak to wielu popada w chorobę alkoholową. Nie dowierzałem mu, pomyślałem: maniak, ma chłop bzika na punkcie alkoholu. Przecież tyle ludzi pije i nic się im nie dzieje. Jaka tu krzywda? Komu? Dzisiaj wiem, że był to człowiek, jak mówi Pismo święte, "posłany przez Boga".

Pamiętam z chłopięcych lat, jak tatuś przychodził do domu podpity raz więcej, innym razem [287]mniej. Pamiętam łzy na twarzy mamy. Wtedy postanawiałem: "Ja nie będę pił". Moja matka była i jest pobożną kobietą, do dzisiejszego dnia nie rozstaje się z różańcem. Przez tę modlitwę jakże dużo w życiu wyprosiła.

Jako mały chłopiec wiedziałem, że trzeba odmawiać paciorek rano i wieczór, w niedzielę iść do kościoła, bo inaczej można pójść do piekła, ale różnie bywało. Czy każde dziecko jest tak lekkomyślne?

Wkrótce tatuś wyjeżdża do szpitala w Krakowie z podejrzeniem o nowotwór, który umiejscowił się na wardze. Mama modli się i płacze. Był to czas niepewności, ja nie bardzo zdawałem sobie sprawę, że idzie o życie taty.

Czy Różaniec to taka potęga przed Bogiem? Czy aż tyle można przez niego wyprosić? A jednak dzięki modlitwie mamy tatuś wraca do zdrowia i coraz mniej pije. Gdy byłem w piątej klasie szkoły podstawowej, tatuś już nie pił w ogóle. Życie rodzinne układałoby się jak w sielance, ale ja zacząłem naśladować kolegów, którzy mi imponowali papierosem, kieliszkiem. W ostatniej klasie szkoły podstawowej zacząłem próbować alkoholu. Prawdę mówiąc, to mi nie smakował, lecz jak tu pozostać w tyle? Narazić się na przezwisko "mamin syn...". W miarę podrastania znowu zauważyłem łzy na twarzy matki, tym razem z powodu mnie. Błagała Boga z różańcem w ręku, bym wyrósł na uczciwego człowieka. Ukończenie szkoły średniej zawdzięczam jej modlitwom i macierzyńskiej miłości. Nie potępiała mnie, ale skąd było u niej tyle miłości pomimo mego niewdzięcznego serca?

Założyłem rodzinę. Pan Bóg dał nam córeczkę, a w rok potem syna. Jestem jedynym żywicielem rodziny. Służba wojskowa mnie omija, pracuję w gospodarstwie rodziców i jako traktorzysta w Spółdzielni Kółek Rolniczych. Wódka ułatwia każdą sprawę. Wszystko się zrobi za pół litra, stąd bardzo często popijałem z kolegami. Stawałem się agresywny wobec żony i matki. Przekleństwa, wyzwiska i znęcanie się nad domownikami stają się coraz częstsze. Pieniędzy oddaję żonie coraz mniej, alkohol pochłania całego człowieka, wszystko, co ma i posiada. Nie liczą się najbliżsi, liczy się alkohol.

I oto w jeden pochmurny dzień, w to rozpijaczone życie człowieka, który staczał się ku przepaści alkoholizmu, wkracza ktoś posłany przez Boga. Był nim starszy kolega, prawdziwy przyjaciel, który w przyjaznej rozmowie dokonał tego, czego nie mogła dokonać ani matka, ani żona, ani ksiądz. Przestałem pić. Dzisiaj jestem całkowitym abstynentem, odmawiam Różaniec, biorę udział w seminariach, "Odnowy w Duchu Świętym", nie przestając pracować w Zakładach Azoty, do których wróciłem. Staram się dzielić z innymi szczęściem życia Bożego.

Ale cnota to skarb noszony w glinianym naczyniu, dlatego muszę czuwać, dużo się modlę i innych zachęcam do modlitwy.

Rodacy, w górę serca! Każdy z nas przy. Bożej pomocy da radę zwyciężyć własne słabości, niewolę nałogu, szatana!

Józef Z., lat 25

Mława, 1 lipca 1986

Pragniemy za pomocą "Rycerza Niepokalanej" podzielić się z całą wspólnotą Kościoła relacją o wielkiej mocy Różańca św. Pragniemy przedstawić zdarzenie, którego byliśmy świadkami.

Ojciec nasz w wieku 69 lat zachorował nieuleczalnie na nowotwór jelit. Rodzina była przygotowana wcześnie na najgorsze. Widać było, że śmierć powoli zbliża się.

W całym przebiegu choroby jeden mankament psuł całość sensu życia i cierpienia ojca: nie chciał przystąpić do Sakramentu Chorych, tłumacząc, że jeszcze nie umiera. Nikt z rodziny nie mógł mu przetłumaczyć.

W dniu 10 kwietnia [1986] r. odwiedziliśmy chorego ojca. W pewnej chwili zauważyliśmy, że w chorobie ojca nastąpił moment krytyczny, kryzys agonalny: oczy stanęły kołem skierowane w sufit, usta pozostały otwarte, ręce opadły; dostał drgawek, stracił mowę i słuch. Zrozumieliśmy, że to już koniec. Zaczęliśmy odmawiać koronkę do Miłosierdzia Bożego i gorąco prosić Boga o udzielenie łaski żalu i skruchy za grzechy dla tej duszy. Po odmówieniu koronki, daliśmy ojcu do ucałowania krzyż misyjny. To, co się stało wtedy, przeszyło nas dreszczem. Ojciec (będąc nieprzytomny) odwrócił usta od krzyża, nastąpił nagły skręt głowy w przeciwną stronę od krzyża. Zrozumieliśmy, że to jest sprawa szatana, że toczy się w tej chwili walka o duszę ojca. Opadły nam ręce. Ale widząc obraz Matki Bożej Częstochowskiej nad łóżkiem ojca, poprosiliśmy Ją o pomoc i ratunek.

W tej chwili przychodzi nam zbawienna myśl, by włożyć ojcu na szyję różaniec:-Wkładamy i co widzimy? Wraca ojcu świadomość, budzi się jakby ze snu, powoli odzyskuje mowę i słuch; pyta nas, co się stało, gdyż on nic nie wie i nie pamięta.

A tymczasem najmłodszy syn przywiózł księdza, przed którym ojciec wyspowiadał się, pojednał się z Chrystusem i przyjął Go do swego serca. Żył jeszcze sześć dni, cierpiał przez te dni strasznie, nie przyjmując żadnych pokarmów i napoi. Cierpiał w milczeniu, na jego ustach było imię Jezusa·i Maryi i z tym skonał.

Stwierdzamy to zdarzenie pod przysięgą.

Z. L. S.

[288]

BOGU W TRÓJCY ŚWIĘTEJ JEDYNEMU PRZEZ POŚREDNICTWO NIEPOKALANEJ I ŚW. MAKSYMILIANA DZIĘKUJĄ: za powrót do zdrowia i szczęśliwą operację - 1241 osób; za nawrócenie - 365; za powstanie z nałogów - 198; za pojednanie rodzinne i sąsiedzkie - 151; za pomoc w nauce i zdanie egzaminów - 497; za szczęśliwe rozwiązanie - 251; za znalezienie zguby - 118; za przydział mieszkania - 106; za ocalenie - 98; za inne wysłuchane prośby - 2477.

POLECAJĄ NAS2YM MODLITWOM SWE PROŚBY: o zdrowie - 2689 osób; o nawrócenie - 385; o powstanie z nałogów - 441; o zgodę i miłość w rodzinie - 426; o pomoc w nauce - 428; o szczęśliwe rozwiązanie - 245; o przydział mieszkania - 168; o znalezienie zguby - 113; o błogosławieństwo Boże i opiekę oraz w innych intencjach - 5640.