Uprzejmie prosimy Czytelników, którzy pragną publicznie wyrazić swą wdzięczność za łaski otrzymane od Boga przez pośrednictwo Matki Bożej Niepokalanej i św. Maksymiliana, aby zechcieli opis niezwykłego zdarzenia uwierzytelniać podpisem księdza proboszcza oraz lekarza, opiekującego się chorym. Podpisy te na życzenie zainteresowanych mogą być zastrzeżone tylko do wiadomości redakcji.
L., 9 lutego 1985
Przed maturą dużo się modliłem do Matki Bożej i św. Maksymiliana o pomoc w jej zdaniu i o właściwy wybór drogi życia. Początkowo myślałem o
szkole wojskowej, później o studiach na Uniwersytecie Jagiellońskim, a następnie o Wyższej Szkole Pedagogicznej w Rzeszowie, gdzie złożyłem dokumenty. W tym czasie rozgorzała we mnie wzmożona walka wewnętrzna. Nie wytrzymałem silnego naporu łaski Bożej. Dwa dni przed egzaminem wycofałem dokumenty z uczelni i złożyłem podanie o przyjęcie do zgromadzenia zakonnego. Wybrałem drogę, która prowadzi do kapłaństwa i jestem z tego bardzo zadowolony. Był to wybór na wyraźną interwencję Matki Bożej. Tak to zrozumiałem, dlatego składam podziękowanie Matce Bożej i św. Maksymilianowi za opiekę nade mną.
Pochodzę z rodziny robotniczej. Rodzice wychowali mnie po chrześcijańsku, wszczepili wiarę i uczyli uczciwego postępowania, za co jestem im bardzo wdzięczny.
Nowicjusz R.
Lwówek, 2 kwietnia 1985
Składam Niepokalanej serdeczne podziękowanie za wszystkie łaski, a szczególnie za ocalenie mnie i bliskiego kolegi podczas wojny.
Od młodych lat miałem gorące nabożeństwo do Matki Bożej. Do naszego domu przychodził "Rycerz" i "Rycerzyk Niepokalanej". Pilnie czytałem te pisma, a nawet miałem oprawione roczniki i często do nich zaglądałem.
10 listopada 1940 r. Niemcy całą naszą rodzinę wysiedlili. Rodziców z jedną siostrą wywieźli do Rajszewa koło Warszawy, a mnie z drugą siostrą zabrali do Rzeszy na roboty przymusowe. Pracowałem tam do roku 1946.
Pewnego razu Niemcy napadli na nas w lesie i bardzo pobili. Uderzono mnie kijem w głowę, wskutek czego straciłem przytomność. Życie uratowali mi rodacy, którzy mnie znaleźli w dole po bombie.
Mój najlepszy kolega Wiktor, z którym pracowałem w fabryce łożysk tocznych, został niesłusznie posądzony o szpiegostwo przez właściciela fabryki.
Przyjechało Gestapo i zabrało go do Stuttgartu. Niemcy, zatrudnieni w tej fabryce, mówili, że Wiktor już nie wróci z aresztu.
Tak się tym zdarzeniem przejąłem, że nie miałem ani chwili spokoju, ale ufając w opiekę Matki Bożej, postanowiłem odprawić w jego intencji nowennę do Maryi Wspomożycielki Wiernych. Codziennie po skończonej pracy, z książeczką do nabożeństwa, szedłem do sadu owocowego oddalonego o około 300 m od baraku i tam z żywą wiarą modliłem się za kolegę. Ku zdumieniu Niemców po 9 dniach nowenny Wiktor wrócił i nadal pracował razem z nami, ale w ciągłym strachu do końca wojny, ponieważ był pod obserwacją.
Dopiero po upływie kilku dni mogłem z nim porozmawiać i dowiedzieć się, jak był niemiłosiernie zbity, po prostu skatowany. Gdy trochę ochłonął z przerażenia, powiedział mi, że z więzienia wyprowadziła go Maryja Panna, bo odczuwał Jej opiekę, a nie wiedział, że ja się za niego modliłem.
Obaj szczęśliwie wróciliśmy do Ojczyzny.
Franciszek T.
Wrocław, 6 października 1985
Byłbym szczęśliwy, gdyby moja wdzięczność została uwidoczniona w "Rycerzu Niepokalanej". A oto fakty, za które pragnę podziękować Bogu, Matce Najświętszej i moim najlepszym Patronom.
1. Kiedy jako 12-letni chłopiec miałem ze swą rodziną opuścić rodzinne strony w Tarnopolskiem i wyjechać na Ziemie Odzyskane, pamiętam, że do pacierza na końcu dodawałem zdanie: "Boże, daj, byśmy na Zachodzie założyli Rycerstwo Maryi". Nie wiedziałem dokładnie, co przez to chcę osiągnąć, bo wówczas nawet nie byłem zorientowany, że takowe już istnieje. Od roku 1947 jestem jego członkiem, mam dyplomik i faksymilkę św. O. Maksymiliana i noszę medalik.
2. Może to było jakieś powołanie, bo znalazłem się w niższym seminarium duchownym, ale nie starczyło mi sił, wytrwałości i zdolności, gdyż zamiast ogólniaka ukończyłem zawodówkę. W moim zawodzie bardzo dobrze zarabiam. Zało[63]żyłem rodzinę, mam bardzo dobrą i pobożną żonę, trójkę dorodnych i dobrych dzieci. Chodzą na pielgrzymki i uczestniczą w oazach. Najzdolniejszy syn, laureat ogólnopolskiego konkursu, reprezentował polskie szkoły za granicą, zrezygnował ze studiów na Uniwersytecie Warszawskim i wstąpił do zakonu OO. Werbistów. I jeżeli dojdzie do celu i otrzyma krzyż misyjny, to zdziała stokrotnie więcej dla Pana, niżbym ja to zrobił, gdybym został księdzem.
3. Kiedy w rodzinie odłożymy jakąś grubszą kwotę, nigdy się nią dłużej nie cieszymy, gdyż niespodziewanie nieplanowane wydatki ją niweczą. Dzięki temu nigdy nie mamy więcej pieniędzy niż to konieczne. Cieszymy się, że pieniądz nie stał się naszym bożkiem, który przesłania stokrotnie większe wartości moralne. Nam starcza i czasem możemy pomóc innym potrzebującym.
4. W życiu niemal wszystko zdobywam z dużo większym trudem niż inni. Mam wiele pokus i dlatego na każdym kroku muszę prosić, Miłosierdzie Boże, Matkę Najświętszą i kochanych moich Świętych Patronów o pomoc, wstawiennictwo i zawsze jestem wysłuchany. Na mojej drodze krzyżowej często odczuwam ich rolę Szymona Cyrenejczyka.
5. Mógłbym podać wiele konkretnych przykładów Bożej Łaski, ale to zajęłoby zbyt wiele miejsca. Wspomnę tylko pierwsze z brzegu wydarzenie. Matkę moją, bardzo chorą, odwiedziłem w szpitalu onkologicznym w dniu święta matki. Powiedziałem jej na pożegnanie, że teraz jadę do drugiej Kochanej Matki, na Jasną Górę, prosić o zdrowie dla mojej rodzicielki i jej towarzyszek niedoli z pokoju. Dzisiaj po upływie półtora roku moja mamusia zapomniała o dolegliwościach nowotworowych, a jedną z pań wówczas ciężej chorą obecnie spotykam w jednym z wrocławskich kościołów uśmiechniętą i zdrową.
6. Za największy objaw miłości Bożej uważam fakt, iż przez rok codziennie przyjmowałem Komunię św. Zdawało się nieraz, że są przeszkody niemożliwe do pokonania, a jednak zawsze byłem na uczcie duchowej.
Za te i wiele innych łask składam serdeczne podziękowanie Bożemu Miłosierdziu, Matce Niepokalanej, św. Judzie Tadeuszowi, św. Józefowi, św. Antoniemu i św. Ojcu Maksymilianowi.
Jerzy J.
Białowola, 2 czerwca 1985
Pragnę serdecznie podziękować Matce Najświętszej i św. Maksymilianowi za wstawiennictwo. Córka mieszkająca w Chicago była operowana na jedną nerkę w 1983 r., na drugą w kwietniu 1984 r. Po tej operacji rana nie chciała się goić; bolała i lało się z niej przez 10 miesięcy. Wysłałam córce buteleczkę wody z cudownego źródła w Lourdes, którą od Was otrzymałam 25 stycznia. Córka odebrała przesyłkę 25 marca i wieczorem tego dnia polała tą wodą ranę w boku. Na drugi dzień rano już się z rany nie lało, zagoiła się i nie boli. Córka aż się popłakała z radości za uzdrowienie.
Maria Małek
Suwałki, 8 października 1985
Za pośrednictwem "Rycerza" chciałabym podziękować Matce Najświętszej za wszystkie otrzymane łaski, a w szczególności za łaskę abstynencji mego męża.
Odkąd poznałam męża, zawsze lubił wypić. Nie zrażało to mnie jednak, ponieważ wychowana byłam w rodzinie, gdzie alkohol był rzadkim gościem i nigdy nie byłam świadkiem rodzinnych awantur pijackich. Myślałam, że kiedy się pobierzemy, potrafię od razu tak wpłynąć na męża, że dla mnie porzuci alkohol. Czas mijał, a nałóg, niestety, się pogłębiał. Po pięciu latach małżeństwa mąż pił nie tylko codziennie, ale i kilka razy dziennie. Mieliśmy już dwoje dzieci. Życie stało się gehenną nie do zniesienia.
"Życzliwe osoby" podpowiadały mi, bym porzuciła męża, że sama dam radę wychować dwójkę dzieci. Jednak nie w ucieczce szukałam rozwiązania. Kochałam mimo wszystko męża i wiedziałam, że przed Bogiem jestem za niego odpowiedzialna, wszak jesteśmy "jednym ciałem". Dzieci również kochały ojca i choć czteroletni wówczas synek trafnie określał zachowanie ojca, to ja jednak nie pozwalałam na żadne osądy, lecz tłumaczyłam dzieciom, że tatuś jest po prostu chory, i zachęcałam, by dzieci również modliły się za ojca. Modliłam się więc do Matki Najświętszej o nawrócenie męża. Nowennę, codzienny różaniec, pierwsze piątki i pierwsze soboty miesiąca ofiarowywałam również w jego intencji. W tym czasie skierowałam męża na leczenie do szpitala. Wówczas wielu odwróciło się ode mnie, większość potępiła, a niemal wszyscy byli zgodni w opinii, że to leczenie nic nie da, że jak pił, tak i pić będzie. Ja też wiedziałam, że samo leczenie szpitalne nic nie da, dlatego też przysporzyłam swoich modlitw, żebrząc o łaskę u Matki Najświętszej.
Wkrótce minie dwa lata, jak mąż nie pije zupełnie. Urodziło się nam trzecie dziecko, które już tamtego ojca nie zna. Powrót do normalnego życia męża był trudny. Wiele razy musiałam się zaprzeć sama siebie, podeptać własne ja, ale to już jest za nami.
Dziękuję więc z całego serca Matce Najświętszej za otrzymane łaski, a w szczególności za łaskę trzeźwości, bo dzięki Matce Bożej mam teraz normalny ludzki dom, kochającego męża i wspaniałą trójkę dzieci, które po prostu giną za ojcem, a on za nimi.
Matko Boża, miej nas zawsze w swej opiece.
PS. Dziękuję również Wydawnictwu za wszystkie przesłane numery "Rycerza Niepokalanej", który jest dla mnie ogromnym wsparciem i drogowskazem, a szczególnie w trudnych dniach.
J. Ż.
BOGU W TRÓJCY ŚWIĘTEJ JEDYNEMU PRZEZ POŚREDNICTWO NIEPOKALANEJ I ŚW. MAKSYMILIANA DZIĘKUJĄ: za powrót do zdrowia i szczęśliwą operację - 1559 osób; za nawrócenie - 176; za powstanie z nałogów - 272; za pojednanie rodzinne i sąsiedzkie - 168; za pomoc w nauce i zdanie egzaminów - 228; za ocalenie - 59; za szczęśliwe rozwiązanie - 181; za otrzymanie pracy - 32; za przydział mieszkania - 190; za znalezienie zguby - 19; za inne wysłuchane prośby - 5059.
POLECAJĄ NASZVM MODLITWOM SWE PROŚBY: o zdrowie - 3061 osób, o nawrócenie - 224; o powstanie z nałogów - 224; o zgodę i miłość w rodzinie - 236; o szczęśliwe rozwiązanie .108; o pomoc w nauce - 171; o pracę - 57; o znalezienie zguby - 76; o przydział mieszkania - 51; o błogosławieństwo Boże i opiekę oraz w różnych intencjach - 6107.
Kalendarzyk Rycerstwa Niepokalanej
| Luty | |
|---|---|
| 2 | Ofiarowanie Pańskie (M[atki] B[ożej] Gromn[nicznej]) |
| 11 | NMP z Lourdes |
| 12 | Środa Popielcowa |
| 17 | 45 rocznica aresztowania św. Maksymiliana przez Gestapo |
| 24 | 56 rocznica wyjazdu św. Maksymiliana na misje do Japonii |
[s. 64]
Intencja modlitw Rycerstwa Niepokalanej
Matko Chrystusowa, która nazwałaś się w Lourdes Niepokalanym Poczęciem, kształtuj w nas prawe sumienie, byśmy zawsze zdecydowanie odrzucali zło i wybierali dobro.
[s. 64]
Ośrodek Apostolstwa Trzeźwości, ul. Świerczewskiego 32 05-170 Zakroczym - tel. kierunkowy z Warszawy: 75-20-91 wewn. 208
prowadzi kursy - rekolekcje apostolstwa trzeźwości, przygotowujące animatorów dla Ruchu Trzeźwości im. Św[iętego] Maksymiliana Kolbego. Najbliższe terminy powyższych kursów-rekolekcji są następujące:
styczeń: 2-6, 9-13, 16-20, 23-27;
marzec: 6-10, 13-17, 20-24;
kwiecień: 3-7, 10-14, 17-21, 24-28;
maj: 1-5, 8-12, 22-26.
Zgłaszać się mogą wszyscy w wieku od 16 do 50 roku życia. Przybyć należy w wyznaczonym dniu do godz. 17:00. Przybywających prosimy o zabranie ze sobą skierowania (indywidualnego lub grupowego) od ks. proboszcza oraz o wcześniejsze zawiadomienie Ośrodka o zamiarze przybycia w celu dokonania rezerwacji miejsc.
Zakroczym położony jest w odległości 40 km od Warszawy w kierunku Gdańska (Płocka, Płońska, Ciechanowa). Dojazd do Zakroczymia z Warszawy: z dworca PKS Marymont lub Zachodniego.
[s. 64]
[Spis treści]
RYCERZ NIEPOKALANEJ Nr 2 (336) 1986 Rok założenia 1922 | Redaguje zespół - red. naczelny o. Jerzy Franciszek Domański. Adres redakcji i administracji: Niepokalanów, 96-515 TERESIN, tel. Sochaczew 127-01. Materiałów nie zamówionych redakcja nie zwraca. Druk: Mała Poligrafia w Niepokalanowie, zam. 137/86-100.000/N-45. Za pozwoleniem Kurii Metropolitalnej Warszawskiej z 14 I 1986 nr 204/K/86. Indeks GP.II-441 /799/83. ISSN 0208-8878 | Prenumeratę - dobrowolną ofiarę - można wysłać pod adresem: Wydawnictwo Ojców Franciszkanów Niepokalanów, 96-515 Teresin, konto PKO Sochaczew nr 7541-1775-136. Załączamy czeki.
[s. 64]
