Uprzejmie prosimy Czytelników, którzy pragną publicznie wyrazić swą wdzięczność za łaski otrzymane od Boga przez pośrednictwo Matki Bożej Niepokalanej i św. Maksymiliana, aby zechcieli opis niezwykłego zdarzenia uwierzytelniać podpisem księdza proboszcza oraz lekarza, opiekującego się chorym. Podpisy te na życzenie zainteresowanych mogą być zastrzeżone tylko do wiadomości redakcji.
Nowy Sącz, 6 XI 1984 r.
Syn mój uległ wypadkowi i prawie dwa lata leżał w szpitalach. Groziła mu amputacja nogi. Ja się tym bardzo zamartwiałam, bo sama także jestem chora, więc zwróciłam się z gorącą prośbą do Niepokalanej i św. Maksymiliana Kolbego o uratowanie nogi syna. Zostałam wysłuchana. Synowi nogi nie amputowali, chociaż ma krótszą o 4 cm, ale własną. Gorąco dziękuję Matce Bożej i św. Maksymilianowi Kolbe za wysłuchanie mojej prośby.
Matko Boża, składam Ci publiczne podziękowanie.
Zofia Garbacz
Bydgoszcz, 21 II 1985 r.
Najdroższa i najukochańsza osoba z mojej rodziny, Matka, ciężko chorowała na kręgosłup (dyskopatia). Choroba trwała 3 lata. Nie mogła swobodnie się poruszać, chodzić, strasznie cierpiała. Było to wielką katastrofą również z tego względu, iż ma dopiero 35 lat i już w przeszłości jako dziecko ciężko chorowała na serce. Zdawałam sobie sprawę z tej choroby. Po długim i nieskutecznym leczeniu poddała się operacji. Wiedziałam, jakie mogą być następstwa tej operacji, która w rzadkich przypadkach jest pomyślna, w większości nieudana. W drogie ręce Matki Bożej oddalam chorobę i życie mojej Matki, wierząc gorąco, iż tylko Ona może mi pomóc. Modliłam się i wierzyłam w zwycięstwo. Operacja udała się i ku zaskoczeniu lekarzy mamusia po tygodniu od dnia operacji wróciła do domu. Rana szybko zagoiła się. Obecnie Mamusia normalnie porusza się i chodzi. Jest bardzo szczęśliwa, ponieważ i ona przez cały czas modliła się do Matki Bożej i św. Maksymiliana.
Katarzyna, wierna czytelniczka z Bydgoszczy
Swarzów, 25 II 1985 r.
Mam lat 11. Bardzo lubię czytać "Rycerza". Spotykam w nim wiele podziękowań za łaski.
I ja chcę podziękować Najświętszej Panience i św.
Maksymilianowi za otrzymane łaski, które otrzymałam, polecając się ich dalszej opiece.
Renata K.
Bydgoszcz, 25 II 1985 r.
Przed czterema laty moja siostra wzięła ślub cywilny z rozwiedzionym człowiekiem. Był to cios dla całej rodziny. Ona nie mogła przystąpić do spowiedzi i Komunii św., chociaż do kościoła chodziła i dziecko ochrzciła.
Mężczyzna ten ciągle pil, awanturował się; sprawa o rozwód była ciągle w sądzie. Przez te lata modliłam się, aby siostra rozeszła się z nim i pojednała z Panem Bogiem. Wydawało się, że nie ma żadnej nadziei, bo ona okazała się zmienna i ciągle sprawę wycofywała, po prostu broniła zła, ale ja wierzyłam, że nastąpi dzień uwolnienia z grzechu, tylko nie czas jeszcze, dlatego nie ustawałam w prośbach do Matki Bożej i św. Maksymiliana. Gdy traciłam już siły w zwycięstwo dobra, przyrzekłam podziękować w "Rycerzu". Dziś to czynię, gdyż człowiek ten odszedł od niej.
Błagam Was: Matko Niepokalana i św. Maksymilianie, aby siostra wróciła jak najrychlej do Boga poprzez Sakrament Pokuty, aby te lata udręki umocniły w niej wiarę. Proszę również o nawrócenie tego człowieka i o uwolnienie go z nałogów, bo on po prostu niczego nie rozumie.
J., czcicielka Imienia Maryi
K., 2 V 1985 r.
Ojciec mój był policjantem, pochodził z bardzo pobożnej rodziny, zawsze nosił w kieszeni - jak pamiętam - figurkę św. Antoniego oraz małą książeczkę Nowenna do Niepokalanej. Książeczkę tę przechowuję do dziś i z niej korzystam 20 lat. W 1939 r. został internowany, później przedostał się na Węgry, a następnie do Anglii. Walczył w lotnictwie, w słynnym dywizjonie 303. Ranny od bomby doznał uszkodzenia 3 żeber, nerki i pęcherza. Dwa lata leżał w Anglii w szpitalu, skąd wyszedł zdrowo i powrócił do nas w r. 1946. Ocalenie swoje przypisywał św. Antoniemu i Matce Bożej.
Ja i mama w r. 1940 znalazłyśmy się na Syberii. Po powrocie z wygnania w r. 1946 zaczęło się normalne życie. Przybyło nas jeszcze troje: dwie siostry [okładka, s. III]i brat. W życiu naszym było wiele klęsk, upadków i doświadczeń, lecz Matka Boża Zwycięska przychodziła zawsze z pomocą. Składam Jej podziękowanie za doznane łaski i proszę o dalszą pomoc, aby wytrwać w dobrem.
D. M.
N., 28 III 1985 r.
Dziękuję Jezusowi Miłosiernemu, Matce Najświętszej, św. Maksymilianowi i S. B. o. Wenantemu Katarzyńcowi za wyzbycie się nadużywania alkoholu przez mego syna, który teraz nie bierze wódki do ust. Co niedziela, jak bywało dawniej, przystępuje wraz z żoną do Komunii św. Przez 2 lata modliłam się o tę łaskę za przyczyną o. Wenantego Katarzyńca, ufając w dobroć Miłosierdzia Bożego.
Wanda
Olsztyn, 22 IV 1985 r.
List, który do Was, Czcigodni Ojcowie, pozwoliłem sobie skreślić, proszę potraktować jako hołd składany przeze mnie Matce Najświętszej za odnalezienie sensu życia, nie dopuszczenie do rozbicia rodziny oraz oddalenie na zawsze myśli samobójczych.
Kilka słów o moim dotychczasowym życiu.
Od 2 klasy do 19 lat bylem człowiekiem wierzącym, a także ministrantem. Z tamtego właśnie okresu zostało w moim sercu zakodowane szczególne przywiązanie do nabożeństw majowych i czerwcowych, niestety na wiele długich lat skutecznie przytłumione.
[----] [Ustawa z dn. 31 VII 81 r., O kontroli publikacji i widowisk, art. 2, pkt. 1,6 (Dz. U. nr 20 poz. 99, zm.: 1983 Dz. U. nr 44, poz. 204)]
(...) Najsmutniejsze było to, że niekiedy odczuwałem potrzebę uregulowania życia duchowego, ale odruchy te skutecznie tłumił alkohol. Obecnie wiem, że moja żona w 1984 r. była u kresu wytrzymałości nerwowej. Wiosną 1984 r. miał miejsce następujący fakt: Po jednej z wielu libacji alkoholowych obudziłem się wieczorem w pokoju szwagra, gdzie było otwarte okno i wyjście na balkon. Ponieważ stosunki rodzinne z powodu nadużywania przeze mnie alkoholu były bardzo złe, ogarnęła mnie przemożna apatia, wręcz niechęć do życia. Naszła mnie obsesyjna myśl, aby wyskoczyć z balkonu (3 piętro). Wstałem i ruszyłem w tamtym kierunku. Po przejściu 2, 3 kroków zacząłem w myśli śpiewać pieśń Serdeczna Matko, opiekunko ludzi. Słowa tej pieśni pojawiły się w moich myślach same, w ogóle ich nie przywoływałem, nic w tym kierunku nie robiłem. Zatrzymałem się przed samym wyjściem na balkon i wówczas zacząłem w myślach nucić, śpiewać pieśń Idźmy, tulmy się jak dziatki - również bez udziału mojej woli. (słowa pieśni maryjnych znałem doskonale z lat dzieciństwa). Straszliwego zamiaru odebrania sobie życia zaniechałem, rozpłakałem się, ale były to jeszcze wówczas tylko łzy pijaka.
Od tego momentu zacząłem coraz częściej przemyśliwać nad swoim dotychczasowym życiem, pragnąc je zmienić, jednak bez widocznego efektu.
W ostatnią niedzielę sierpnia (albo wcześniej, ale na pewno w niedzielę sierpnia) udałem się wraz z rodziną żony do kościoła na Mszę św. Żony z młodszymi dziećmi nie było w tym czasie w domu, a sam do kościoła nie chodziłem. Akurat było kazanie lub też czytany list pasterski Episkopatu dotyczący plagi alkoholizmu, z jednoczesną zachętą do podejmowania ślubów abstynenckich całkowitych lub na określony czas. Nauka ta bardzo mnie przejęła, wzruszyłem się ogromnie i wówczas, właśnie na tej Mszy św., podjąłem nieodwołalną decyzję, żeby takie przyrzeczenie złożyć.
Zważcie, Czcigodni Ojcowie, na szczęśliwy zbieg okoliczności. Ja osobiście jestem niezachwianie przekonany, że miało tu miejsce działanie Opatrzności Bożej; w tę samą niedzielę dotarły pielgrzymki do sanktuarium Matki Najświętszej na Jasnej Górze, a w pielgrzymkach tych uczestniczyła moja córka i starszy syn, a także brat mojej żony. Jak się później dowiedziałem, jednym z celów ich modlitw było to, żebym się nawrócił i zerwał z nałogiem pijaństwa.
Aktualnie przyrzeczenia dokonanego przed krzyżem Chrystusa Pana w obecności naszego proboszcza dotrzymuję, ślubowałem całkowite wstrzymanie się od alkoholu na okres jednego roku.
Dokonałem także całkowitej przemiany duchowej w trakcie misji świętych w październiku 1984 r. Cel mojego dalszego życia jest jasno określony, a jego motywem przewodnim jest wiara w to wszystko, co głosi Kościół święty, bez żadnych zastrzeżeń. Odzyskałem równowagę psychiczną, atmosfera w domu stała się prawdziwie rodzinna. Żona bez przerwy twierdzi, że moje nawrócenie się oraz zerwanie z nałogiem pijaństwa to jest prawdziwy cud.
Dziękując szczególnie Matce Bożej za otrzymane od Niej nadzwyczajne dla mnie łaski, postanowiłem wstąpić w szeregi Rycerzy Niepokalanej.
J. G.
BOGU W TRÓJCY ŚWIĘTEJ JEDYNEMU PRZEZ POŚREDNICTWO NIEPOKALANEJ I ŚWIĘTEGO MAKSYMILIANA DZIĘKUJĄ: za powrót do zdrowia i szczęśliwą operację - 4414 osób, odzyskanie wiary - 120, nawrócenie - 108, pomoc w nauce i zdanie egzaminu - 588, pojednanie rodzinne i sąsiedzkie - 116, szczęśliwe rozwiązanie - 83, ocalenie - 104, przydział mieszkania - 10, znalezienie zguby - 18, za inne wysłuchane prośby - 8810.
POLECAJĄ SWE PROŚBY NAS2YM MODLITWOM: o zdrowie - 4986, nawrócenie - 66, powstanie z nałogów - 151, pomoc w nauce i zdanie egzaminu 778, zgodę i miłość w rodzinie - 243, przydział mieszkania - 43, szczęśliwe rozwiązanie - 25, o pracę 3, w różnych innych intencjach - 8914.
Kalendarzyk Rycerstwa Niepokalanej
| 1 | 46 rocznica II wojny światowej |
| 8 | Narodzenie Najświętszej Maryi Panny (Matki Bożej Siewnej) |
| 12 | Imienia Najświętszej Maryi Panny |
| 14 | Podwyższenia Krzyża Świętego |
| 15 | Matki Bożej Bolesnej |
| 18 | Św. Stanisława Kostki, patrona młodzieży |
| 25 | Bł. Władysława z Gielniowa, patrona Warszawy |
[s. 240]
Intencja modlitw Rycerstwa Niepokalanej
Zwycięska Pani Jasnogórska, spraw, aby naród polski wrócił na drogę cnoty i chwały.
[s. 240]
[Spis treści]
RYCERZ NIEPOKALANEJ - Nr 9 (351) 1985 - Rok założenia 1922. Redaguje zespól red. naczelny o. Roman Aleksander Soczewka. Adres redakcji i administracji: Niepokalanów, 96-515 TERESIN, tel. Sochaczew 127-01. Materiałów nie zamówionych redakcja nie zwraca. Druk: Mała Poligrafia w Niepokalanowie, zam. 107/85-100.000/N-25. Za pozwoleniem Kurii Metropolitalnej Warszawskiej z 6 V 1985, nr 2684/K/85. Indeks GP.II-441/799/83. Prenumerata - dobrowolna ofiara: Wydawnictwo Ojców Franciszkanów, Niepokalanów, 96-515 Teresin, konto PKO Sochaczew nr 75141-1775-136. ISSN 0208-8878.
[s. 240]
