Uprzejmie prosimy Czytelników, którzy pragną publicznie wyrazić swą wdzięczność za łaski otrzymane od Boga przez pośrednictwo Matki Bożej Niepokalanej i św. Maksymiliana, aby zechcieli opis niezwykłego zdarzenia uwierzytelniać podpisem księdza proboszcza oraz lekarza, opiekującego się chorym. Podpisy te na życzenie zainteresowanych mogą być zastrzeżone tylko do wiadomości redakcji.
Bydgoszcz, 25 XI 1984
Po wypadku stale bolała mnie głowa. Lekarz zapisywał mi różne tabletki, które tylko chwilowo uśmierzały ból. Po kilku następnych wizytach u lekarzy wyznaczono mi termin operacji głowy w szpitalu, gdyż w czasie wypadku nastąpiło wchylenie się części kości do mózgu. Na operację się nie zgodziłam, więc nadal cierpiałam i modliłam się. W marcu 1979 r. odwiedziła naszą parafialną kaplicę Matka Boża w kopii Wędrującego Obrazu Matki Boskiej Częstochowskiej. Wizytę tę poprzedziły misje św. Dobrze odnowiona duchowo w kornej modlitwie na kolanach i ze łzami w oczach prosiłam Ją o zdrowie dla siebie i dla wnuczka chorującego często na uszy i gardło. Zatopiona w ufnej modlitwie patrzyłam w twarz Matki Bożej, a Ona uśmiechnęła się do mnie. Od tego czasu nie odczuwam już bólu głowy, a i wnuczkowi stan zdrowia znacznie się poprawił. Za to uzdrowienie i za inne łaski, jakie strumieniami płyną dla mnie i mojej rodziny, składam Matce Najświętszej publiczne podziękowanie.
Katarzyna Woźna
Ks. Kazimierz Kamiński, proboszcz
Jedlnia-Letnisko, 27 XI 1984
29 listopada 1982 r. uległam ciężkiemu wypadkowi. Zostałam przewieziona do szpitala na oddział reanimacji. Stwierdzono u mnie uraz mózgu, złamanie kończyny lewej dolnej i lewej górnej. Po dokonaniu obustronnej trepanacji czaszki i po sprawdzającej operacji brzucha leżałam nadal nieprzytomna.
Gdy w parafii św. Józefa została odprawiona Msza św. w mojej intencji, wtedy pierwszy raz zaczęłam płakać, a na drugi dzień odzyskałam przytomność. Dalsze leczenie było przeprowadzone na oddziale neurochirurgicznym. Powoli wracałam do zdrowia, a po trzymiesięcznym pobycie w szpitalu wróciłam do domu. Przez pewien czas chodziłam na rehabilitację.
Serdecznie dziękuję Niepokalanej Pani za łaski, jakimi mnie obdarzyła, chociaż ja osobiście będąc nieprzytomna o nie się nie ubiegałam, ale teraz za to, że zostałam uzdrowiona, modlę się codziennie w gorącej podzięce. Obecnie mam 12 lat, chodzę do szkoły i uczę się bardzo dobrze - tak jak przed wypadkiem - i jestem zadowolona z życia.
Agnieszka Pajda
Parafia rzymskokatolicka św. Józefa w Jedlni-Letnisko k. Radomia | Ks. Lewiński | Ordynator O/Neurochirurgii Dr med. Jan Piórkowski
Lębork, 2 XII 1984
Dziękuję Matce Bożej za uzdrowienie mnie z długotrwałej, silnej nerwicy. Mając troje małych dzieci modliłam się do Niej gorąco o tę łaskę. Wierzę, że Matka Boża w dalszym ciągu będzie mi dopomagać w wychowaniu moich ukochanych dzieci i będzie mieć nas w swojej opiece w dobrych i złych chwilach.
M. Brzezińska
A., 28 XI 1984
Przebyłam zawał w czerwcu [1985] r. Leżąc przez miesiąc w szpitalu codziennie odmawiałam różaniec. Po wyjściu ze szpitala czułam się bardzo źle. Przez całe lato leżałam nie mogąc sama chodzić, ale nadal modliłam się do Maryi i św. Maksymiliana, gdyż pragnęłam pójść do kościoła na Mszę św. Nagle poczułam się lepiej i wkrótce zaczęłam sama chodzić do kościoła w każdą niedzielę i w każdą środę na nowennę do M. B. Nieustającej Pomocy. Składam serdeczne podziękowanie Matce Bożej i św. Maksymilianowi, bo wierzę, że żyję dotąd dzięki Ich wstawiennictwu.
Maria Woroniecka
L., 2 XII 1984
Pragnę podziękować publicznie za wiele łask otrzymanych w życiu od Boga przez pośrednictwo Niepokalanej, św. Maksymiliana i św. Józefa.
Bardzo wcześnie, bo od 17 roku życia zacząłem nadużywać alkoholu, tj. przynajmniej raz w tygodniu ł pijany i to trwało z mniejszym lub {94} większym nasileniem mniej więcej do roku 1980. Wtedy dziwne myśli zaczęły przychodzić mi do głowy i strach przy poruszaniu się po ulicach, nienawiść do siebie i strach przed śmiercią. Czułem, że staję się nałogowym alkoholikiem, że jestem zniewalany przez alkohol i wtedy za namową matki wziąłem do ręki "Rycerza Niepokalanej". Przeczytałem jeden, drugi, trzeci numer i zrozumiałem, że jedyna nadzieja w Bogu. Zacząłem gorąco się modlić i prosić Niepokalaną, św. Maksymiliana o wyzwolenie się z nałogu pijaństwa i o inne łaski potrzebne mi w życiu.
Zmieniałem pracę jak rękawiczki, myśląc, że to mi pomoże uniknąć pokus i pijącego towarzystwa. To jednak nic nie pomogło. W kolejnych zakładach pracy było jeszcze większe pijaństwo i wtedy zacząłem unikać nadużywających alkoholu. To także na nic się nie zdało - stałem się "trędowaty". W końcu dałem się dwa lub trzy razy namówić na wypicie i przy tej okazji zacząłem mówić o zgubnych skutkach picia alkoholu i o zmarnowanym życiu alkoholików. Byłem mocno zdziwiony, że mnie słuchali i przyznali mi rację - a byli to ludzie młodsi i starsi ode mnie, żonaci i nie - ludzie zaczynający dzień pracy od picia wódki. Było to jednak bicie "głową w mur". Miałem mimo to nadzieję, że coś to pomoże, ale niestety, sami zwierzchnicy dawali przykład, pijąc w pracy alkohol.
Kierownictwu zakładu była znana moja postawa i stosunek do ludzi pijących. Zaczęły się szykany. Coraz częściej zwracano mi uwagę, że źle lub niesumiennie wykonuję polecenia przełożonych. Dano mi do zrozumienia, że będzie najlepiej, jeśli się zwolnię z pracy, bo wywieram "ujemny" wpływ na innych. Czułem się bardzo niesprawiedliwie osądzony i dałem za wygraną.
Nie pracowałem prawie pół roku. Zacząłem jeszcze goręcej się modlić o całkowite wyzwolenie się z nałogu i o dobrą pracę. Przychodziły jednak dni zwątpienia, że to wszystko, o co proszę, jest utopią. Jednak bardzo się myliłem. Otrzymałem dobrą pracę, z której jestem bardzo zadowolony. Bardzo rzadko pijam alkohol i to w niewielkich ilościach - nie znaczy to, że pod tym względem nie mam pokus.
Za te łaski i wiele, wiele innych otrzymanych w życiu codziennym w tych tak trudnych czasach "Bogu niech będą dzięki!". Proszę w dalszym ciągu Niepokalaną, św. Maksymiliana i św. Józefa o dobrą żonę i szczęśliwe założenie rodziny. Proszę także o inne łaski, a przede wszystkim, abym mógł zwalczyć swoją największą wadę i o całkowite wyzwolenie się od picia alkoholu.
Niegodny, lat 28
Sitkówka, 8 XII 1984
Już jako chłopiec, osierocony przez ojca i opiekujący się matką i młodszym rodzeństwem, doznawałem w trudnościach szczególnej opieki Niepokalanej. A chociaż w czasie okupacji straciłem dopiero co z wielkim trudem zbudowany dach nad głową i chociaż w podziemiu wskutek przeziębienia zapadłem na chroniczną chorobę głowy, to jednak przy pomocy Niepokalanej przetrwałem każdą z tych ciężkich chwil. Ocalałem też w kilku wypadkach, gdy mogło mię spotkać poważne nieszczęście. tak w r. 1973 doznałem w wypadku obcięcia palca, a w roku 1976 na budowie obcięcia nosa.
W ubiegłym roku przy budowie kościoła zostałbym nieomal na wpół przecięty piłą tarczową na wysokości klatki piersiowej. Mianowicie w dniu 14 IX 1983 wykonywałem dwa krzyże procesyjne dla wspomnianego kościoła. W toku tej pracy rozpoczęła się Msza św. w prowizorycznej kaplicy. Uczestniczyłem w niej także i przyjąłem Komunię św., a następnie udałem się ponownie do swej pracy wykonywanej na wolnym powietrzu z dwoma innymi mężczyznami. Po przecięciu i obrobieniu materiału poleciłem wyłączyć piłę. Miałem na sobie fartuch ochronny do kolan - u góry zapięty, dołem nie. Kiedy jeden z pracowników przystępował do zatrzymania piły, obróciłem się twarzą w kierunku silnie wiejącego wiatru, który uniósł fartuch i zarzucił na piłę, a ta chwyciła go zębami i zwijała na sobie na kształt powroza i w ten sposób ciągnęła mnie błyskawicznie ku sobie. Ja broniąc się oparłem dłoń po drugiej stronie piły, podczas gdy ta zaczęła chwytać zębami odzież osłaniającą mą klatkę piersiową, ale w tym momencie - będąc już wyłączona - straciła impet i przestała się obracać.
Wiele nieszczęść czai się na człowieka, ale każde ich uniknięcie powinno nas pobudzać do wdzięczności wobec Pana Boga, który w takich sytuacjach nas ostrzega, a zarazem chroni przed tym, co najgorsze. Ja byłem właśnie tym, który potrzebował tych upomnień, a każde uniknięcie gorszych następstw w opisanych wypadkach zbliżało mnie do Boga. Dlatego właśnie część swego czasu poświęcam na Jego chwałę spełniając różne posługi w parafii.
Niepokalana jest moją obronicielką i opiekunką w każdej sytuacji. Codziennie też modlę się do św. Maksymiliana Kolbego, bo to on właśnie torował nam drogę wielkiej ufności w pomoc Niepokalanej. Serdecznie dziękuję Niepokalanej i św. Maksymilianowi za wszystkie otrzymane za Ich pośrednictwem łaski Boże.
J. Wójcik
Potwierdzam własnoręcznym podpisem: | Ks. H. Byszewski | Parafia Rzymskokatolicka Chrystusa Odkupiciela | Kielce-Nowiny
Siemianowice Śląskie, 10 XII 1984
Było to w roku 1932-1933. Otrzymałam nie pamiętam skąd ulotkę z wizerunkiem, krótkim życiorysem i nowenną o rychłą beatyfikację czcig. O. Wenantego Katarzyńca. Byłam wtenczas w Krakowie na służbie, gdzie było mi źle. Codziennie przechodziłam koło pewnego dużego gmachu przy pl. Jabłonkowskich. Po otrzymaniu tej ulotki zaczęłam się modlić za przyczyną O. Wenantego, abym dostała się do tego gmachu, co jednak wydawało mi się niemożliwe, ponieważ nie miałam w tym gmachu ani w Krakowie nikogo znajomego. Ale oto już po tygodniu zostałam w owym gmachu przyjęta do pracy w kuchni, gdzie było mi bardzo dobrze. Gmachem tym, jak się okazało, była lecznica bracka dla bardzo zamożnych ludzi. W moim przekonaniu było to wprost cudowne wydarzenie. Potem zostałam jeszcze dwa razy wysłuchana, a za trzecim razem obiecałam, że z wdzięczności zamówię w Niepokalanowie 50 ulotek i rozdam między ludzi. Jednakże obietnicy tej nie dotrzymałam, co chcę teraz naprawić.
Bronisława Górna
P., 16 XII 1984
Jestem zastarzałym dłużnikiem Najśw. Maryi
Panny. Zawdzięczam Jej pośrednictwu szczęśliwą operację nogi w r. 1939. Ona opiekowała się mną
widocznie podczas służby w wywiadzie AK w okresie okupacji.
8 X 1944 zostałem aresztowany przez gestapo i osadzony w więzieniu w Łodzi przy ul. Sterlinga.
Dzięki codziennej modlitwie różańcowej wytrzymałem fizycznie i psychicznie miesięczny pobyt w komorze-ciemnicy (Dunkelzelle), w 14 celi śmierci, a następnie w Radogoszczy, skąd zostałem przesłany w ostatnim tygodniu okupacji do więzienia przy ul. Sterlinga. Podczas ewakuacji więzienia w nocy 18 I 1945 uciekłem pod Pabianicami z konwoju.
Wiosną 1984 r. zachorował ciężko nasz ukochany 5-letni wnuczek. Modlitwy za pośrednictwem Niepokalanej i św. Maksymiliana, aby Bóg raczył pokierować ręką chirurga, zostały wysłuchane, gdyż operacja się udała i dziecko szybko powróciło do zdrowia.
Za te rozliczne łaski składam Niepokalanej gorące podziękowanie i proszę o dalszą opiekę nade mną i całą rodziną.
K. M.
Białystok, 8 XII 1984
Dziękuję serdecznie Niepokalanej za bardzo dobre końcowe wyniki uzyskane w szkole podstawowej przez moją córkę Elżbietę oraz za pomyślne zdanie na wysokich ocenach egzaminów i przyjęcie jej do liceum ogólnokształcącego mimo silnej konkurencji.
Alicja K.
Biała Podlaska, 30 XII 1984
Spełniając obietnicę wobec Matki Najświętszej, pragnę Jej publicznie podziękować, a także św. Maksymilianowi, za wstawiennictwo w sprawie małżeństwa mojej córki. Modliłam się o dobrego dla niej kandydata na męża. W czasie odprawiania nowenny do Miłosierdzia Bożego poznała chłopca i wyszła za niego. Łaskę tę przypisuję wstawiennictwu Matki Bożej i pomocy św. Maksymiliana. Proszę pokornie Matkę Bożą i św. Maksymiliana o opiekę nad młodymi i o błogosławieństwo Boże w ich życiu.
W. Ol., wdzięczna matka
Kraków, 25 XI 1984
Pragnę podziękować Bogu, Matce Bożej Niepokalanej i św. Maksymilianowi za powrót do zdrowia mojego Taty. Tato mój (ma 61 lat) w drugiej połowie kwietnia doznał udaru mózgu i został przewieziony do szpitala na oddział neurologii. Był sparaliżowany i nieprzytomny, podawano mu kroplówkę. Lekarz stwierdził stan bardzo ciężki. W owych dniach odmawiałam w intencji jego zdrowia różaniec św., a Mama zamówiła Mszę św. Tato przyjął Sakrament Namaszczenia Chorych. Dzisiaj jest już z nami w domu, chodzi o własnych silach, czuje się dobrze, za co składam gorące podziękowanie Panu Jezusowi, Niepokalanej i św. Maksymilianowi Marii Kolbemu, prosząc o opiekę i zdrowie dla rodziny.
Wojciech Pieniądz, syn
Parafia Rzym-Kat. pw. Bł. Jadwigi Królowej Kraków, ul. Łokietka, X. M. Dziach, 9 XII 1984 r. | Krakowski Szpital Specjalistyczny | Kraków, ul. Prądnicka 80 | Stwierdzam szybki powrót do zdrowia pacjenta Tadeusza Pieniądz. | Lek. med. Zofia Murczkiewicz, Kraków, ul. Bałuckiego 7
Walenczów, 3 I 1985
Moja mamusia będąc chora wiele wycierpiała.
Ja w tym czasie gorąco się modliłam do Matki Najświętszej i św. Maksymiliana. Prośba moja została wysłuchana, za co pragnę gorąco podziękować i prosić o dalszą opiekę i pomoc nad moimi rodzicami i rodzeństwem.
A. K.
Bydgoszcz, 8 I 1985
Składam serdeczne podziękowanie Najśw. Sercu Pana Jezusa, Niepokalanej i św. Maksymilianowi za szczęśliwe wytrwanie w gipsowym gorsecie przez okres przeszło 13 miesięcy córki mojej Elżbiety i za wysłuchanie modlitwy o pospieszne wykonanie w "Sanepidzie" analiz i umożliwienie jej tym samym wyjazdu do szpitala na oznaczony termin do zdjęcia owego gorsetu.
Bernadeta Kruczkowska
Kalendarzyk Rycerstwa Niepokalanej
| Marzec | |
|---|---|
| 8 | Międzynarodowy Dzień Kobiet |
| 19 | Świętego Józefa z Nazaretu |
| 25 | Zwiastowanie Pańskie |
| 31 | Niedziela Palmowa |
[s. 96]
Intencja modlitw Rycerstwa Niepokalanej
Maryjo, któraś przy zwiastowaniu wypowiedziała swoje fiat - niech mi się stanie - i tak przyczyniła się do zbawienia ludzi, spraw, aby ofiara Twojego Syna i Twoja była zrozumiana, doceniana i owocna dla naszego zbawienia.
[s. 96]
[Spis treści]
RYCERZ NIEPOKALANEJ - Nr 3 (345) 1985. - Rok założenia 1922. Redaguje zespół - red. naczelny o. Roman Aleksander Soczewka. Adres redakcji i administracji: Niepokalanów, 96-515 TERESIN, tel. Sochaczew 127-01. Materiałów nie zamówionych redakcja nie zwraca. Druk: Mała Poligrafia w Niepokalanowie, zam. 101/85-100.000/N-40. Za zgodą Kurii Metropolitalnej Warszawskiej z 20 XI 1985, nr 820/K/85. Indeks GP.II-441/799/83. ISSN 0208-8878. Prenumeratę - dobrowolną ofiarę - można wysyłać pod adresem: Wydawnictwo Ojców Franciszkanów, Niepokalanów, 96-515 Teresin, konto PKO Sochaczew nr 75141-1775-136.
[s. 96]
