Podziękowania

Uprzejmie prosimy Czytelników, którzy pragną publicznie wyrazić swą wdzięczność za łaski otrzymane od Boga przez pośrednictwo Matki Bożej Niepokalanej i św. Maksymiliana, aby zechcieli opis niezwykłego zdarzenia uwierzytelniać podpisem księdza proboszcza oraz lekarza, opiekującego się chorym. Podpisy te na życzenie zainteresowanych mogą być zastrzeżone tylko do wiadomości redakcji.

Białousy, 18 XII 1983 r.

Wywiązując się z danego przyrzeczenia, pragnę złożyć serdeczne podziękowanie na łamach "Rycerza" Miłosierdziu Bożemu i Matce Najświętszej za przywrócenie zdrowia mojemu trzy i półrocznemu wnuczkowi.

W czerwcu 1983 roku spadła mu na głowę ciężka belka. Podnieśliśmy go nieprzytomnego. Po ocknięciu zaczął wymiotować i znów zemdlał. Natychmiast rodzice zawieźli go do lekarza, a stamtąd karetką pogotowia do szpitala w Białymstoku, gdzie go, nieprzytomnego, umieszczono pod aparatami. Zrozpaczeni zaczęliśmy modlić się i błagać Miłosierdzia Bożego za przyczyną Matki Najświętszej. Żona moja pojechała do Różanego Stoku przed cudowny obraz Matki Boskiej. Ja bez przerwy modliłem się w duchu do Matki Boskiej, wzywając też św. O. Maksymiliana i składając przyrzeczenia.

Po pięciu dniach doznaliśmy pociechy. Wnuczek wrócił do domu. Był zdrów. Ale po tygodniu dostał temperatury. Przestraszeni i zasmuceni zdaliśmy się już na wolę Bożą chociaż z głębi duszy wyrywały się nieśmiałe modlitewne jęki. Choroba okazała się anginą. Chłopiec szybko wyzdrowiał. Ale we wrześniu, przy kopaniu ziemniaków, syn woził wnuczka na traktorze i podtrząśnikiem zgruchotał mu stopę. Połamał palce i poranił, że - jak mówiła synowa - kostki było widać. I znów boleść, zmartwienie, znów szpital, narkoza, operacja, znów modlitwy, kajanie się i przepraszanie Matkę Najświętszą, że może niedokładnie wypełniliśmy składane przyrzeczenia, za mało dziękowaliśmy. Chwała Panu Bogu i Matce Najświętszej, wszystko skończyło się dobrze, choć wnuczek chodził przez 6 tygodni na kolankach, dopóki się nóżka nie zagoiła.

Za te więc i kilka innych doznanych łask w moim życiu dziękuję serdecznie Miłosierdziu Bożemu, Matce Najświętszej i św. Maksymilianowi. Pragnę, aby wszyscy ludzie w ciężkich chwilach tego ziemskiego życia uciekali się z ufnością do Pocieszycielki strapionych i Pośredniczki łask.

Antoni Bielecki

Ełk, 4 XI 1984 r.

Dziękuję Matce Najświętszej za wysłuchanie mych modlitw.

Miało to miejsce około 15 lat temu. Pracowałam wtedy, jako młoda dziewczyna, w szpitalu. Moja współpracownica, pani H., zwierzyła mi się, że jest w ciąży i musi ją usunąć. Argumenty, jakie ją miały usprawiedliwić, to: brak mieszkania (mieszkali u matki), mąż lubił często zaglądać do kieliszka, nie zajmował się wychowaniem starszej córeczki.

Długo tłumaczyłam jej i przekonywałam, że nie wolno zabijać nienarodzonych. Prosiłam, żeby tego nie robiła. Niestety, z każdym dniem dojrzewała w niej decyzja przerwania ciąży. Moje rozmowy nie dawały żadnego rezultatu. Zrozumiałam, że sama nie poradzę. Wtedy to zaczęłam się modlić do Matki Najświętszej, Jej powierzyłam tę sprawę. Chodziłam na wieczorne Msze św. i modliłam się gorąco.

Po jakimś czasie pani H. stanowczo oświadczyła mi, że właśnie dziś po południu o wyznaczonej godzinie umówiła się z lekarzem i ma dokonać zabiegu. Nie potrafiłam już przekonywać, wzruszyłam tylko ramionami, a myśli swoje skierowałam do Matki Bożej. "Czy to możliwe?" - pytałam.

W tym dniu byłam przygnębiona i smutna. Nie potrafiłam modlić się. Spoglądałam tylko pytającym i smutnym wzrokiem na mały obrazek Matki Bożej, wiszący na ścianie w moim pokoju. W tym samym nastroju nazajutrz poszłam do pracy. Zauważyłam, że pani H. jest wesoła i energiczna. O nic nie pytałam. I jakież było moje zdumienie, gdy szepnęła mi, że będę chrzestną.

- Jak to? - zdziwiłam się.

Okazało się, że o wyznaczonej godzinie zgłosiła się do lekarza, jednak w gabinecie rozpłakała się. Lekarz kazał jej przyjść później, jak się uspokoi. Tymczasem wracając, płacząca, do domu spotkała teściową. Opowiedziała jej wszystko. W domu cała rodzina postanowiła, że dziecko urodzi.

Cieszyłam się bardzo, dziękując Matce Bożej, bo byłam przekonana, że był to cud za Jej wstawiennictwem.

[213]

Okres ciąży pani H. znosiła dobrze. Urodziła ślicznego synka. Zamieszkali na stancji. Mąż pokochał syna i na zmianę opiekował się dzieckiem.

Przed dwoma laty znajoma opowiedziała mi o swojej kuzynce, że nosi się z zamiarem usunięcia ciąży. I znowu zwróciłam się w modlitwie do Matki Bożej. I tym razem prośba została wysłuchana. Urodziło się zdrowe czwarte dziecko.

Myślę, że Matka Najświętsza takie prośby zawsze wysłuchuje. Należy się tylko gorąco modlić. Tutaj apelowałabym do wszystkich znajomych lub krewnych osoby, która nosi się z zamiarem przerwania ciąży, o modlitwę. Tylko za wstawiennictwem Matki Bożej Bóg może przemienić ludzkie serce.

A. K.

Piwniczna, 8 XII 1984 r.

Jestem matką dwóch synów, jeden z nich, Robert, który w ubiegłym roku złamał sobie nogę, dzięki świętej wodzie, którą od Was otrzymałam, wrócił do zdrowia. Lekarz twierdził, że to chyba cud, że po takim wypadku, bez żadnych masaży, bez rehabilitacji, chodzi normalnie, nie utyka. Ja jestem przekonana, że to naprawdę był cud. O tym wypadku pisała do Was moja siostra.

Podobnie było, gdy mój młodszy, Marcin, miał zapalenie jamy ustnej, język obłożony, w dziąsłach aż rany. Męczył się kilka dni, płakał, nic nie jadł, aż pewnego wieczoru wzięłam na watę świętej wody i wypędzlowałam mu dokładnie jamę. Kiedy rano się obudził, spojrzałam mu do ust i nie mogłam uwierzyć - były idealnie czyste, po zapaleniu - najmniejszego śladu.

Po raz trzeci doświadczyłam łaski Bożej, gdy mój tato dostał ataku, stracił przytomność, runął na ziemię, sczerniał na całym ciele - myśleliśmy, że to już koniec. Brat pobiegł po lekarza, ale ja w tym momencie przypomniałam sobie o świętej wodzie, złapałam buteleczkę, w zdenerwowaniu odtrąciłam szyjkę i wylałam ojcu na twarz tych kilka cennych kropel. Pomyślałam sobie, że jeśli ta woda mu nie pomoże, to już nic nie jest w stanie go nam przywrócić. Gdy boso biegłam za bratem, modliłam się do Matki Boskiej, by nie odwracała się od nas.

Kiedy po kilku minutach przybiegłam z lekarzem, a brat z księdzem, tato już był spokojny, ta czarność ciała ustąpiła wraz z okropną lodowatością. Był tylko nieprzytomny, ale potem się nawet wyspowiadał i przyjął na klęczkach Komunię świętą.

Do dziś cieszy się dość dobrym zdrowiem i nie było nawrotu, choć lekarz uprzedził, że może się to powtórzyć.

A. B.

Łódź, 16 I 1985

Mam za co serdecznie dziękować Matce Bożej.

W tym okresie (w czasie roku szkolnego) źle bardzo szła mi matematyka. Modliłem się dość dużo, abym nie miał słabej oceny na okres. Obiecałem, że napiszę do Niepokalanowa, gdy tylko się poprawię i będę miał pozytywną ocenę. I tak się stało: 16 I 1985, godzinę przed podsumowaniem ocen całej klasy, ja poprawiłem się. Choć to może nie cud, ale dla mnie to wielka radość. Cieszę się, że Matka Boża pomogła mi w tym. Zresztą od I klasy szkoły podstawowej pomagała mi (obecnie jestem w szóstej klasie). Mówię, że to może nie cud, bo czytam "Rycerza Niepokalanej" i wiem, jakie uzdrowienia, jakie cuda Matka Boża czyni. U nas "Rycerz Niepokalanej" jest dostępny tylko po znajomości. Wiele ludzi chciałoby go przeczytać, ale niestety, nie mogą, bo tylko po znajomości. Należę do organizacji PCK i wiem, ilu ludzi chce go czytać. Chciałbym wiedzieć, dlaczego nie jest dostępny "Rycerz Niepokalanej?".

Bardzo proszę OO. Franciszkanów, aby przysłali mi jeden medalik cudowny z Niepokalanowa. Bardzo proszę też powiedzieć mi, gdzie można zdobyć cudowną wodę z Lurd.

Michał

Płock, 25 II 1985 r.

Pragnę podziękować Najświętszej Maryi Pannie za łaski, które - ja i moja rodzina - otrzymaliśmy. Przez 13 lat czekaliśmy na zamianę mieszkania. Kiedy wszystko zawiodło i myśleliśmy, że nasze marzenia nigdy się nie spełnią, przyszła nam na pomoc Matka Najświętsza. Już trzeci rok mieszkamy w pięknym mieszkaniu.

Radość powiększyła się jeszcze, kiedy po 15 latach przyszła na świat moja druga córka, Anna Maria.

Ewa Flak z rodziną

BOGU W TRÓJCY ŚWIĘTEJ JEDYNEMU PRZEZ POŚREDNICTWO NIEPOKALANEJ I ŚWIĘTEGO MAKSYMILIANA DZIĘKUJĄ: za zdrowie i szczęśliwą operację - 3.584 osoby, odzyskanie wiary - 11, nawrócenie - 136, powstanie z nałogu - 61, pomoc w nauce i zdanie egzaminu - 234, pojednanie rodzinne i w sąsiedztwie - 92, szczęśliwe rozwiązanie - 85, przydział mieszkania - 20, znalezienie zguby - 11, ocalenie - 17, dobrą pracę - 4, za inne wysłuchane prośby - 6021.

POLECAJĄ SWE PROŚBY NASZVM MODLITWOM: o zdrowie - 4.006, nawrócenie - 30, powstanie z nałogu - 64, pomoc w nauce i w zdaniu egzaminu 403, zgodę i miłość w rodzinie - 149, przydział mieszkania - 20, znalezienie zguby - 3, o pracę - 11, w różnych intencjach - 8491.