Podziękowania

Uprzejmie prosimy Czytelników, którzy pragną publicznie wyrazić swą wdzięczność za łaski otrzymane od Boga przez pośrednictwo Matki Bożej Niepokalanej i św. Maksymiliana, aby zechcieli opis niezwykłego zdarzenia uwierzytelniać podpisem księdza proboszcza oraz lekarza, opiekującego się chorym. Podpisy te na życzenie zainteresowanych mogą być zastrzeżone tylko do wiadomości redakcji.

Nowy Sącz, 13 VI 1984

Byłem w partyzantce podczas wojny i zostałem ciężko ranny: pocisk uszkodził mi miednicę. Mimo troskliwej opieki lekarza i sanitariuszki rana nie chciała się zagoić. Dopiero po amnestii udałem się do szpitala, gdyż rana była wciąż otwarta i mocno zaropiała. Po operacji nic się nie zmieniło, a ponadto nastąpiła próchnica kości. Wówczas za radą mego brata, zakonnika, modliłem się do Matki Najświętszej Niepokalanej. Ponownie zgłosiłem się do szpitala, ale dyrektor nie chciał przyjąć mnie na operację, gdyż rana była mocno zadawniona. Na moje usilne prośby zostałem przyjęty i zoperowano mnie. Po ośmiu dniach "wbrew wszelkim przewidywaniom" - jak powiedział lekarz operujący - rana zagoiła się całkowicie.

Serdecznie dziękuję Matce Najświętszej za tę pomoc i uzdrowienie.

Michał Najduch

Sejny, 4 V 1984

Składam podziękowanie Panu Jezusowi, Najśw.

Maryi Pannie i św. Maksymilianowi za uzdrowienie moich dzieci.

Córka moja od siódmego roku życia przez cały okres szkoły podstawowej chorowała na przewlekłą chorobę nerek. Gdy uczęszczała do 8 klasy, stan zdrowia tak się pogorszył, że odwieźliśmy ją do szpitala. Uznano zwężenie przewodu nerkowego i kamicę, i że dziecko musi poddać się operacji. Ordynariusz szpitala zaznaczył, żeby się dobrze zastanowić. Lęk mnie ogarnął, że dziecko nie wytrzyma operacji, więc z niej zrezygnowałam. Dowiedziałam się o zielarzu. Przez pół roku córka leczona była ziołami, ale stan zdrowia się pogarszał. Po drugiej wizycie zielarz zrezygnował z leczenia. Nie mieliśmy innego wyjścia, tylko poddać się operacji.

Odwożąc córkę do szpitala, oddałam ją w opiekę Panu Jezusowi i Matce Najświętszej, przyrzekając przez 5 pierwszych sobót miesiąca przystępować do spowiedzi i Komunii św. wynagradzającej Niepokalanemu Sercu Maryi, oraz że co roku, jak będę mogła, odwiedzę sanktuarium Matki Boskiej.

Operacja odbyła się szczęśliwie w r. 1980. Córka szybko wróciła do zdrowia i już czwarty rok czuje się dobrze; jest szczęśliwa i zadowolona, uczy się w III kl. liceum. Za tę łaskę nieustannie dziękuję Matce Najświętszej i Jej Synowi.

Syn niespodziewanie zachorował w r. 1982.

Przez 3 miesiące przeleżał w szpitalu, a poprawy nie było. Po przeprowadzeniu wszystkich badań uznano wirusowy stan zapalny. Podejrzewano, że ognisko zapalne znajduje się w zaplombowanym zębie. Po usunięciu zęba ogniska zapalnego nie znaleziono. Przeniesiono chorego na oddział okulistyki, po raz drugi przeprowadzając wszystkie badania. Osłabiony syn leżał już pod kroplówką bez żadnej nadziei poprawy stanu zdrowia. W tej rozterce duchowej zamówiłam Mszę św. o jego zdrowie i przyrzekłam, że ku czci Najświętszego Serca Jezusowego odprawię 9 pierwszych piątków miesiąca i 9 pierwszych sobót na wynagrodzenie Niepokalanemu Sercu Maryi za grzechy świata, jednocześnie prosząc błogosławionego wtedy Maksymiliana Kolbego o pośrednictwo.

Syn w krótkim czasie wrócił ze szpitala z zastrzeżeniem lekarskim, że przez trzy miesiące musi leczyć się w domu, ale szybko całkowicie wyzdrowiał, wrócił do pracy i czuje się dobrze.

Anastazja L.

Katowice, 24 V 1984

Od dwóch lat jestem mężatką i pochodzę z katolickiej rodziny, lecz mój mąż był katolikiem tylko z nazwy, nie praktykującym. Wiedziałam o tym, lecz mnie to nie odstraszało, wręcz przeciwnie, pragnęłam go zbliżyć do Chrystusa, a w szczególności do Jego Matki. Opowiadałam mu o przeżyciach, których doznałam w czasie pieszych pielgrzymek do Częstochowy. Odnosiłam wtedy wrażenie, że uważa mnie za staroświecką. Wierzyłam jednak, że jeżeli pozna Matkę Chrystusa, zrozumie mnie i zmieni swój sposób myślenia. Tak się też stało.

Pewnego dnia zaproponowałam mu wycieczkę do Częstochowy. Nie była to łatwa decyzja, ponieważ wiedziałam, jaki jest jego stosunek do Kościoła. Modliłam się, aby się na to zgodził. Tak się też stało. Byłam naocznym świadkiem [-3]przemiany człowieka. Jasna Góra zrobiła na nim wielkie wrażenie. Był tu po raz pierwszy i chyba nie ostatni. Po wspólnej spowiedzi, Komunii św. i modlitwie wróciłam do domu z innym człowiekiem. Czarna Madonna mnie wysłuchała. Obecnie razem Ją czcimy i kochamy Jej Syna. Nie ma w tym mojej zasługi, tylko właśnie zasługa Cudownej Pani. Proszę o modlitwę, aby i moja teściowa zbliżyła się do Boga. Zdaję sobie sprawę, że nie będzie to łatwe zadanie, choć w sumie jest ona bardzo dobrym człowiekiem.

Rycerka Niepokalanej Anna L.

Fajsławice, 23 11984

Serdecznie dziękujemy Matce Najśw. i św. Teresie od Dzieciątka Jezus za powrót do zdrowia Stefana, mojego ciotecznego brata, który uległ poważnemu wypadkowi 29 października 1983 r. Podczas konserwacji rozrzutnika doznał kilku głębokich ran szarpanych obu nóg.

Po kilku dniach pobytu chorego w szpitalu wytworzyła się ropnica, temperatura ciała podniosła się do 40°. Lekarz stwierdził stan bardzo ciężki. Wówczas ja, mając relikwię św. Teresy od Dzieciątka Jezus, dałam ją, by chory miał to przy sobie w szpitalu. W kościele odprawiła się Msza św., a my całą rodziną modliliśmy się o uzdrowienie Stefana, przyrzekając, że gdy wróci do zdrowia, złożymy publiczne podziękowanie za pośrednictwem "Rycerza Niepokalanej". Ja nadto rozpoczęłam nowennę do św. Teresy z Lisieux. Wierzyłam, że mnie wysłucha, bo - jak do tej pory - nigdy mnie nie zawiodła. Powiedziała przecież, że do końca świata nie przestanie dobrze czynić.

Po kilku dniach krytycznych stan zdrowia brata zaczął się poprawiać, choć jeszcze dwukrotnie skoczyła wysoka temperatura. W krótkim czasie Stefan wrócił do domu zdrowy, a po ranach zostały tylko blizny.

W imieniu rodziny Aleksandra Fidecka

Osobiście wyrażam moją wdzięczność Matce Bożej, św. Teresie i św. Maksymilianowi Kolbemu za ocalenie i powrót do zdrowia, co potwierdzam własnoręcznym podpisem. | Stefan Greczkowski

N., 29 V 1984

Pragnę złożyć podziękowanie Matce Bożej za doprowadzenie dzieci mojej siostrzenicy do wiary świętej. Będąc przy dzieciach uczyłam je pacierza. Nie dozwolono im przystąpić do spowiedzi i I Komunii św. Obecnie dzieci zawarły związek małżeński w kościele, były u spowiedzi i Komunii św., są katolikami, chociaż ich rodzice żyją tylko po ślubie cywilnym. To wszystko sprawiła Matka Boża, za co pragnę Jej gorąco podziękować w "Rycerzu Niepokalanej".

A. B.

Częstochowa, 19 V 1984

Modliłem się usilnie o zdrowie mojej matki, która chorowała przez ponad pól roku. Żadne lekarstwa nie odnosiły skutku. Gdy w "Rycerzu Niepokalanej" przeczytałem o podobnych przypadkach, zacząłem modlić się do św. Maksymiliana. Matka wyzdrowiała w ciągu dwóch dni. Od tej pory w trudnych chwilach zawsze modlę się do św. Maksymiliana.

M. Prawdzic

Kraków, 19 V 1984

Pragnę gorąco podziękować Bogu i Jego Niepokalanej Matce za dar życia i za to, że mimo mojego kalectwa (ślepota prawego oka i lewostronny paraliż) ukończyłam szkołę podstawową i średnią liceum. Gorąco dziękuję za moich rodziców, bo oni mi w tym dopomogli.

Dziękuję Ci, Matko Niepokalana, za pracę, za otrzymane mieszkanie i pomoc w jego urządzeniu.

Gorąco proszę Cię o zdrowie dla całej mojej rodziny.

Wierna Twoja czcicielka Anna

Tokary, 24 III 1984

Kochana Matko Niepokalana, mam do Ciebie wielką wdzięczność. Uleczyłaś moje chore oczy. Otrzymałam buteleczkę z cudowną wodą z Lurd i tą wodą potarłam oczy. Moje oczy przejrzały. Nie mam nikogo bliskiego: ani męża, ani matki, ani ojca, ani dzieci, wszyscy poumierali. Zostałam sama na ziemi, lecz nie narzekam. Jest mi dobrze, bo mam blisko swego serca Matkę Niepokalaną, a Ona ma mnie w swojej opiece, mocno Jej zaufałam, myślę o Niej często i modlę się do Niej.

Aniela Borkowska

D., 16 IV 1984

Moja córka rozeszła się z mężem, a była już w stanie błogosławionym. Żadne prośby ani groźby, by się połączyli, nie pomagały. Powód rozłąki był nam nie znany. Córka doczekała się córeczki, którą ochrzciliśmy. Pomagaliśmy chować dziecko, bo córka pozostawała przy rodzicach. Po dwóch latach modlitwy zabłysnął promyk nadziei uwieńczony połączeniem córki z mężem i powrotem dziecka do ojca, za co niech będą dzięki Miłosierdziu Bożemu, Matce Bożej Niepokalanej i św. Maksymilianowi Kolbemu, którego prosiliśmy o wstawiennictwo do Boga. W ten sposób spełniam przyrzeczenie powzięte w czasie naszych modlitw.

P. S.

BOGU W TRÓJCY ŚWIĘTEJ JEDYNEMU DZIĘKUJĄ ZA ŁASKI OTRZYMANE PRZEZ WSTAWIENNICTWO NIEPOKALANEJ I ŚW. MAKSYMILIANA: - 6443 osoby.

PROSZĄ O ŁASKI: - 7200 osób.