Uprzejmie prosimy Czytelników, którzy pragną publicznie wyrazić swą wdzięczność za łaski otrzymane od Boga przez pośrednictwo Matki Bożej Niepokalanej i św. Maksymiliana, aby zechcieli opis niezwykłego zdarzenia uwierzytelniać podpisem księdza proboszcza oraz lekarza, opiekującego się chorym. Podpisy te na życzenie zainteresowanych mogą być zastrzeżone tylko do wiadomości redakcji.
Warszawa, 19 X 1979
Mój szwagier od wielu lat nie chodził do kościoła i nie był u spowiedzi. Rozmawiałem z nim na ten temat i nawet zawiadomiłem księdza proboszcza o stanie chorego.
W dniu 17 października 1979 r., w ósmą rocznicę beatyfikacji o. Maksymiliana Kolbego, pojechałem do Niepokalanowa jako pielgrzym w intencji mego szwagra, pomny na to, że cztery lata temu bł. Maksymilian nawrócił mnie z błędnej drogi i po 15 latach stronienia od konfesjonału przełamał barierę nieśmiałości i braku odwagi. Przed ołtarzem Błogosławionego odmówiłem cząstkę Różańca oraz prosiłem gorąco o pojednanie z Bogiem drogiego dla mnie człowieka. Wierzyłem, że gdy chodzi o dusze, bł. Maksymilian mnie nie zawiedzie. Odjechałem z Niepokalanowa ze świadomością, iż zostałem wysłuchany i dziękowałem za to Błogosławionemu.
Na drugi dzień rano dzwoni do mnie siostra, zawiadamiając, że w nocy zmarł jej mąż, a mój szwagier.
Byłem ciekawy, w jakich okolicznościach życie zakończył. Okazało się, że wieczorem 17 października był u niego kapłan, który go wyspowiadał i dał mu rozgrzeszenie.
Błogosławiony Maksymilian mnie wysłuchał, w ósmą rocznicę swej beatyfikacji złapał dla Boga przez Niepokalaną nie byle jaką "rybkę". Wyrażam za to swoją wdzięczność.
J. L.
Zagórz, 29 XII 1983
W tym roku pewna młoda osoba, bardzo mi bliska, zaczęła chorować po zajściu w ciążę. Na piersi pojawił się guz. Po wszystkich badaniach otrzymała skierowanie do szpitala na operację: albo usunięcie ciąży przed operacją, albo wielka niewiadoma. Nie mogłam patrzeć na jej załamanie, bo kiedyś w młodości też przechodziłam podobną operację. Chcąc dodać jej odwagi, powiedziałam: "Módl się do Boga, żeby mi pozwolił wziąć na siebie tę chorobę". Poszłam do kościoła, by się pomodlić przed wielkim ołtarzem, przy którym mamy obraz św. Maksymiliana.
Po powrocie z kościoła poleciłam jej robić okłady z nasienia lnu i rumianku oraz modlić się i wierzyć, że Bóg może uczynić wszystko, jeśli to odpowiada Jego woli. Po kilku dniach guz znikł bez śladu, a kiedy znajoma pojechała do lekarzy, ci także stwierdzili to ze zdumieniem i powiedzieli, że takie guzy zwykle nie znikają.
Chwała niech będzie Matce Najświętszej i św. Maksymilianowi, bo dziecko urodziło się zdrowie i matka również jest zdrowa.
Ludwina Kiernia
Krosno, 8 II 1984
Kiedy mój syn, Andrzej, przystępował do I Komunii św. w 1958 r., byliśmy wszyscy z całą rodziną u sakramentów świętych, lecz od tej pory mąż przestał uczęszczać do kościoła, bo nastąpiły w nim pewne zmiany. Msza była odprawiana po polsku, zamiast po łacinie, twarzą do ludu. Mąż ubzdurał sobie, że to tak być nie powinno, taka Msza nie jest z ustanowienia Bożego, tylko jest wymysłem księży. Nikt nie mógł go przekonać i skłonić do pójścia na Mszę św. Obawiałam się o jego zbawienie i zaczęłam się gorąco modlić do Matki Najświętszej, odbywając przy tym szereg pielgrzymek do miejsc cudownych. Tak upłynęło 25 lat.
W styczniu 1983 r. mąż zaczął chorować. Lekarz twierdził, że to nic poważnego, ale mąż czuł się coraz gorzej. Gdy zasłabł, wspomniałam mu o spowiedzi. Ani słyszeć nie chciał. Twierdził, że gdy mu będzie lepiej, to sam pójdzie do spowiedzi. Widziałam, że z mężem jest źle, dlatego poprosiłam księdza do chorego ostrzegając, że mąż o tym nic nie wie. Ksiądz mnie uspokaja, że Pan Jezus da sobie radę z mężem.
Zaczęłam robić przygotowanie na przybycie księdza z Panem Bogiem, mąż zaczyna mi robić wymówki, że coś knuję za jego plecami, bo wszystko, jak nigdy, pięknie udekorowane. O umówionej godzinie ksiądz przychodzi, a ja się trzęsę ze strachu, jak mąż zareaguje, odchodzę do drugiego pokoju i proszę Matkę Najświętszą o dobrą spowiedź dla niego. Oczywiście, mąż się wyspowiadał, przyjął Pana Jezusa i z radości aż[3]mnie pocałował. W czerwcu jeszcze raz się wyspowiadał, przyjął namaszczenie Świętym Olejem i zmarł 1 lipca.
Całym sercem i duszą jestem wdzięczna Matce Najświętszej za ten wielki dar.
A. Ż.
Potwierdzam zgodność słów z rzeczywistością. | Ks. Antoni Sanecki
K., 16 II 1984
Wywiązując się z danego przyrzeczenia serdecznie i gorąco dziękuję św. Maksymilianowi za otrzymaną łaskę dla mego syna, alkoholika.
Ludwik P.
Minkowskie, 25 II 1984
Niepokalanemu Sercu Maryi składam najgorętsze podziękowanie za ocalenie moich wnuków z wypadku autobusowego, jaki się wydarzył dnia 2 lutego 1984 r. we wsi Minkowskie koło Namysłowa. Zginęły cztery młode osoby. Inni odnieśli mniejsze lub większe obrażenia. Kilka osób było ciężko rannych. Moi dwaj wnukowie wyszli cało. Jestem głęboko przekonana, że ocaleniem dla nich był medalik Matki Niepokalanej, o który prosił mnie jeden z nich w przeddzień wypadku. Obydwaj jechali tym autobusem. Matka Boża ich ocaliła.
Franciszka Siringowa
Potwierdzam autentyczność zeznań mojej parafianki p. Franciszki Siringowej, bardzo gorliwej katoliczki. Pieczęć: Duszpasterstwo Rzymsko-Katolickiej Parafii 46-166 Ligota Książęca, | Ks. Józef Wojdak
Wesoła, 26 II 1984
...Chciałabym podziękować Niepokalanej Matce i św. Maksymilianowi za przedziwną pomoc i opiekę.
Pod koniec grudnia ubiegłego roku miałam wiele wydatków. A ponieważ renta mego ojca wynosi tylko 7 600 zł, już w pierwszych dniach stycznia nie wystarczyło nawet na najkonieczniejsze rzeczy. Zaznaczam, że ani ojciec, ani ja nie palimy papierosów ani nie używamy alkoholu. Nie miałam pieniędzy nawet na kupno jednego kilograma chleba. Jak codziennie jednak poszłam do kościoła i w czasie Mszy świętej gorąco polecałam Bogu nasze zmartwienie. Kiedy wróciłam do domu - oto sąsiadka zwróciła mi pożyczone jej kiedyś sto złotych, o których już zapomniałam. Na drugi dzień znowu otrzymałam od nieznanego nadawcy przekaz na 5000 zł wraz z dopiskiem: "Pragniemy, aby te pieniądze pomogły wam przeżyć ciężkie chwile". Wystarczyło nam nie tylko na chleb, ale nawet mogliśmy kupić węgiel.
Ufność w pomoc Matki Bożej mnie nie zawiodła i pragnę w "Rycerzu" o tym ogłosić.
Stanisława F.
(adres do wiadomości redakcji)
M., 26 II 1984
Pragnę podziękować Pani Niepokalanej za łaskę, którą otrzymałam przed kilkoma laty.
Byłam chora, lekarz twierdził, że gdybym zaszła w ciążę, może by mi się poprawiło, ale bez zabiegu operacyjnego jest to niemożliwe. Bałam się, dlatego zaczęłam się modlić do Matki Bożej Nieustającej Pomocy. Po krótkim czasie zaszłam w ciążę. Poszłam, jak zwykle, do lekarza. Po zbadaniu lekarz powiedział: "To bez operacji niemożliwe", przepisał zastrzyki, lecz ich nie brałam. Pojechałam do specjalisty, który stwierdził ciążę i natychmiast polecił ją usunąć, bo mówił, że albo nie doniosę, albo dziecko zostanie kaleką. Nie chciałam się zgodzić na usunięcie ciąży, tylko się modliłam. Maryja dała mi siłę, urodził się syn i to w porę, nie jest kaleką, ma już 10 lat, jest zdrowy i mądry.
Choć jesteśmy biedni, ale się cieszymy. Wzięliśmy jeszcze dziewczynkę z Domu Dziecka, wychowujemy ją. Tak się nauczyłam, że kiedy mi ciężko i kiedy mam kłopoty, zwracam się do Maryi. Z Nią łatwiej żyć.
J. N.
PONADTO NIEPOKALANEJ DZIĘKUJĄ:
za powrót do zdrowia 71 osób, za nawrócenie 7, za pojednanie w rodzinie 12, za zdanie egzaminu 35, za różne łaski 4248.
ŚWIĘTEMU MAKSYMILIANOWI DZIĘKUJĄ:
za powrót do zdrowia 51 osób, za nawrócenie 5, za pojednanie w rodzinie 9, za zdanie egzaminu 26, za różne łaski 3824.
O WSTAWIENNICTWO PROSZĄ:
NIEPOKALANĄ: o zdrowie 115 osób, o powstanie z nałogów 33, o zgodę i miłość w rodzinie 38, o zdanie egzaminu 79, w różnych intencjach 4068 osób.
ŚW. MAKSYMILIANA: o zdrowie 80 osób, o powstanie z nałogów 17, o zgodę i miłość w rodzinie 21, o zdanie egzaminu 28, w różnych intencjach 3693.
