Uprzejmie prosimy Czytelników, którzy pragną publicznie wyrazić swą wdzięczność za łaski otrzymane od Boga przez pośrednictwo Matki Bożej Niepokalanej i św. Maksymiliana, aby zechcieli opis niezwykłego zdarzenia uwierzytelniać podpisem księdza proboszcza oraz lekarza, opiekującego się chorym. Podpisy te na życzenie zainteresowanych mogą być zastrzeżone tylko do wiadomości redakcji.
Police, 7 VI 1983
W roku 1978 spędziłam wakacje z mężem i trójką dzieci w rodzinnych stronach moich rodziców koło Grodna. Przeglądając sterty postrzępionych książek walających się na strychu, natrafiłam na kilka numerów przedwojennego "Rycerza Niepokalanej". Był on czytany w domu moich dziadków.
Miesięcznik ten stał się moją lekturą wakacyjną.
Poznałam z niego niewysłowioną dobroć Niepokalanej. Podczas wędrówek po polnych ścieżkach rozważałam przeczytane teksty, uwierzyłam, że Maryja nie opuszcza nikogo, kto Ją błaga o pomoc, jak ci, którzy dziękowali za otrzymane łaski. Nauczyłam się modlić z wiarą i ufnością. Wkrótce przekonałam się o Jej dobroci.
Wracając do domu, w czasie kontroli celnej w Kuźnicy spostrzegłam, że jedna z naszych walizek została w Grodnie w urzędzie celnym. Małe dzieci, napięcie nerwowe, pośpiech - jak łatwo w takich okolicznościach o przeoczenie. Cóż teraz robić? O pomoc zwróciłam się do Niepokalanej. Wszystko zakończyło się szczęśliwie. Poczekaliśmy w Kuźnicy; walizkę przysłano następnym pociągiem.
Niedługo potem teść wpadł pod samochód. Ciężkie obrażenia, dwukrotnie dochodziło do śmierci klinicznej. Nie ma szans na przeżycie, tylko cud - mówił lekarz. A ten cud był potrzebny, bo teść nie był u spowiedzi chyba od dnia swego ślubu. l oto żyje już 3 lata po wypadku. Nadal zwleka z pojednaniem się z Bogiem, a jest poważnie chory. Niepokalana czeka. Jak długo jeszcze? To dobry człowiek, tylko ta spowiedź!
Mój tatuś zachorował nagle. Modliłam się do Matki Bożej Nieustającej Pomocy, bo on Jej zaufał. Tatuś zmarł 15 XII 1981 r.; do ostatniego dnia przyjmował Komunię św. Ta śmierć była dla niego łaską; zaoszczędziła mu wiele cierpień fizycznych jak również moralnych - ciężko było mu przeżyć [...]
Dwa dni po pogrzebie tatusia mój najstarszy synek wpadł pod samochód. Ból mój był ogromny. W żałobnej czerni, półprzytomna, powtarzałam: "Mateńko, ratuj!". Obok mamusia i reszta rodziny odmawiała litanię loretańską. Okropny śnieg, żadnej łączności, godzina milicyjna i nocne oczekiwanie do godziny 6, by pojechać do szpitala. Gdy przybyłam, syn był już po operacji. Lekarz mówił, że "cudem" uniknął śmierci. Tych "cudów" w moim życiu jest wiele!
Niepokalanej zawdzięczam, że urodziłam czwarte dziecko. Wkrótce po operacji żołądka zaszłam w ciążę. Pamiętam nocną rozmowę. Mąż długo argumentował za "nie", uzasadniając troską o moje zdrowie, sytuacją w kraju itp. Nie mogąc spać, płakałam i modliłam się, prosząc Matkę Bożą o pomoc i siłę w podjęciu decyzji, bym nie zwątpiła, że pragnę tego dziecka. Czułam się szczęśliwa, że powiększy się moja rodzina. Męża wracającego z pracy witałam już z radością. On też przemyślał sprawę i dojrzał do nowego ojcostwa. Nasze dziecko zaczęło już chodzić. Nie brakuje mu niczego; znalazło się miejsce dla niego w naszych sercach i w naszej rodzinie. Jest ono maleńkim najdroższym prezentem od życia.
Jestem obecnie na urlopie wychowawczym. Pracuję tylko nad swymi dziećmi, bo troje z nich dorasta i najbardziej mnie potrzebuje. Do nauczycielskiego zawodu jeszcze powrócę.
Za pośrednictwem "Rycerza" pragnę złożyć Matce Bożej z serca płynące podziękowanie za otrzymane łaski, że mam wspaniałego męża, zdrowe i dobre dzieci.
Proszę o modlitwę za małżeństwa rozbite moich najbliższych i koleżanek. Niech zapomną o przykrościach, niech sobie przebaczą, aby ich dzieci miały prawdziwy dom i kochających się rodziców.
Błagam Niepokalaną o zdrowie dla mojej chorej mamy i wszystkich potrzebujących. Proszę też o modlitwę za chłopca z domu dziecka, którego ciocia adoptowała, by okres jego trudnego, burzliwego dorastania nie zabił w jej duszy wielkiego macierzyńskiego uczucia, jakim go obdarzyła.
Wielkim moim marzeniem jest, aby "Rycerz Niepokalanej" dotarł do mojego domu. Ostatniej niedzieli przypadkowo dostałam majowy numer tego czasopisma. Moje wzruszenie było ogromne i jednocześnie pragnienie, bym mogła zawsze sięgnąć po nie w wolnej chwili i czytać. Chciałabym, aby moje dzieci wychowywały się na tej "cudownej lekturze". Chciałabym móc zanieść numer tego pisma do domu teścia i do tych rodzin, które nie nauczyły się jeszcze modlić do Niepokalanej.
Wiem, że nakład mały, że trzeba czekać. Będę czekała z wielką nadzieją.
Ewa
PONADTO DZIĘKUJĄ NIEPOKALANEJ:
za zdrowie - 15, za uniknięcie śmierci 4, za zdanie egzaminu - 7, za dar dziecka - 3, za porzucenie pijaństwa - 1 , za inne łaski - 4.
